MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Księga Gości


Dodaj wpis



Nick:e. do Moni
Data:17-06-2017 (17:57)
Treść:Moni, przez pomyłke napisałam do Ciebie zamiast do Księgi Gości , to do Skrzynki Intencji.Jeśli chcesz, to proszę zajrzyj tam.
Pozdrawiam.
Jestem jakoś średnio przytomna.
Nick:Filip
Data:17-06-2017 (17:47)
Treść:Chciałem dodac, że my faceci też mamy problemy z tym, że nam się nie chce, a nawet nie chce chcieć. Ale mężczyzna wiadomo wojownik, to walczy.
Nick:al do moni
Data:17-06-2017 (17:13)
Treść:Moni, najbardziej zdumiewające jest to, że Bóg w tej naszej nieporadności, nieradzeniu sobie z różnymi rzeczami, także z modlitwą, jest najbliżej jak tylko można sobie wyobrazić. Obejmuje nas z ogromną miłością. Przebacza nam to, że jesteśmy rozproszeni, że nie potrafimy się skupić, że nasza modlitwa i nasza miłość jest nijaka. Jego odpowiedzią jest jeszcze większa miłość. To daje siły, żeby jednak nie poddawać się zniechęceniu, ale dalej próbować.
Nick:x.
Data:17-06-2017 (16:18)
Treść:Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy Jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest chlebem i my bądźmy chlebem.
św. Albert Chmielowski

P.S.

Św. Albercie Chmielowski, módl się za nami.
Nick:moni
Data:17-06-2017 (14:00)
Treść:Chodziło mi o al że bardzo trafnie porównałaś to do małżeństwa:)
Nick:moni
Data:17-06-2017 (13:57)
Treść:Yeti trafne porównanie:)
Nick:moni
Data:17-06-2017 (13:51)
Treść:Dziękuje e. tak masz rację wiem że tak trzeba robić. Te wszystkie teorie są mi znane jednak ja się poddaje staję się niesystematyczna mniej się modlę i widzę że w moim życiu codziennym owocuje to niespokojem rozdrażnieniem staję się wybuchowa i mówiąc niemiła dla innych, zaczynam się martwić życiem, codzienność mnie pochłania. Wszystko to myślę bierze się z zaniedbania relacji z Bogiem z oschłości z którą nie potrafię walczyć. Wiem że powinnam zaufać itd. teoria jest prosta zawierzyć to Bogu, nie myśleć o sobie, Bóg może chce inaczej a ja jestem egoistką która by chciała chodzić w skowronkach. Ale nie chodzi o mnie boję się tylko że ranię tą moją obojętnością i zaniedbaniem Boga. Bo on może chce, raczej napewno chce bo nas kocha, ale mi się nie chce...Tak chciałam sie podzielić z Wami moimi odczuciami, stanem ducha.
Nick:Yeti
Data:17-06-2017 (13:39)
Treść:Myślę, że czasem potrzeba heroizmu, żeby nie odejść od Boga, kiedy przez długi czas nic się nie czuje. W małżeństwie też :).
Nick:al do moni
Data:17-06-2017 (13:11)
Treść:Moni, myślę, że właśnie my, kobiety, bardziej niż mężczyźni bazujemy na uczuciach. I dlatego tak nam trudno, gdy nie czujemy bliskości Boga. O. Józef w komentarzu na Boże Ciało napisał: "Przyjmując Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, mogę odczuwać bliskość przechodzącego przez moje serce Boga". To piękne określenie. Myślę, że warto je sobie przypominać, szczególnie wtedy, kiedy nie czujemy tej obecności i bliskości Boga. Chodzi o to, żeby uzmysłowić sobie, że niezależnie od tego, co czuję, Bóg przechodzi przez moje serce.

Ja bym tę sytuację oschłości porównała do życia w małżeństwie. Są przecież takie dni, a niekiedy i tygodnie, że mamy dość bycia w związku. Kiedyś było cudownie, ale teraz zabieganie, nadmiar obowiązków i trudności sprawiają, że współmałżonek się oddala, więź miedzy nami się rozluźnia, nie ma już takich uniesień jak kiedyś. A jednak mimo wszystko trwamy. Dlaczego nie odejść i nie ułożyć sobie życia na nowo? Dlatego, że ślubowaliśmy przed Bogiem, że zawsze będziemy razem, niezależnie od tego, jak będą się układać nasze relacje.
Myślę, że zakonnice czy zakonnicy też mogą mieć podobne dylematy, jeśli chodzi o przebywanie w zakonie. Mogą sobie nagle zadać pytanie: "Co ja tu jeszcze robię? Gdzie jest ten Bóg, za którym tu przyszłam, czy przyszedłem?". A jednak pozostają, trwają przed Bogiem, jak Matka Teresa, o której wspomniała e. Mimo tego, że nic nie czują.

Moni, życzę Ci, żeby Trójca Święta żyjąca w Tobie, ożywiła Twoje serce i dała Ci odczuć, jak wielką miłością jesteś otoczona. Pozdrawiam.
Nick:e. do Moni
Data:17-06-2017 (10:43)
Treść:Myślę,że to normalne,że kiedy człowiek doświadcza pragnienia Boga, Jego obecności to wtedy dużo łatwiej się modlić i z większą radością uczestniczy się we wszystkich nabożeństwach.
Jednak taki stan nie trwa zawsze i wtedy właśnie jest konieczne "uruchomienie" rozumu, aby nie rezygnować i nie zaniedbywać tego co Bogu należne.
Bóg często zsyła na nas taki stan właśnie jako próbę wiary.
Ja w takich sytuacjach zawsze przypominam sobie Św. Matkę Teresę z Kalkuty, która przez około 50 lat nie czuła kontaktu z Bogiem, bardzo cierpiała z tego powodu, ale nigdy nie przestawała się modlić.To według mnir heroizm.
No, ale została Świetą.
A z rekolekcji ignacjańskich także pamiętam, że podkreślano,że w chwilach strapienia, czyli odczuciu opuszczenia przez Boga nie należy dokonywać żadnych zmian w swoim życiu duchowym.
12726 wpisów na 1273 stronach
« poprzednia -   1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  ...1273 - następna »

Liczba wyświetleń strony: 9447333 * Liczba gości online: 18 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC