MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Zapiski księdza

Piątek, 31 października 2008

Odczułem radość i bliskość ze słowami, które odkryłem w książce H. Nouwena: "Droga serca". "Milczenie jest domem słowa. Milczenie daje słowu siłę i owocność (...) Milczenie jest tajemnicą przyszłego świata. Milczenie czyni nas pielgrzymami. Milczenie strzeże wewnętrznego ognia. Milczenie uczy nas mówić".

Można jeszcze dodać i to, że milczymy, aby usłyszeć Boga. Milczę dla słuchania. To droga na odnajdywanie się przed Bogiem. Bez Niego nie ma we mnie mocy i pasji życia. Odczuwając pustkę, bylejakość codzienności, powinienem wejść w milczenie, które oczyszcza i leczy uczucia.

Czwartek, 30 października 2008

Czytam książkę o kapłańskich i zakonnych odejściach. Wiele tam bólu i żalu do ludzi Kościoła. Dlaczego odchodzą? Pojawia się we mnie myśl, że kiedy przestaję myśleć „po Bożemu”, a dominującym staje się myślenie „po ludzku”, dokonuje się proces emocjonalnego, duchowego, wewnętrznego odchodzenia. Myślenie „po ludzku” nie wprowadza w pocieszenie przez Boga. Bez pocieszenia nie można być wiernym i oczekującym wszystkiego od Boga. Myślenie „po ludzku” jest spodziewaniem się wielu poprawnych, zasadnych, odpowiedzialnych postaw od ludzi. Oczekujemy na dojrzałych w wielu sprawach, podejmujących decyzje, które w swoim sercu uznajemy za słuszne. Potrzebujemy zrozumienia, wczucia się w naszą sytuację, zainteresowania nami i naszym problemem. Kiedy tego nie ma, wzrasta rozczarowanie i frustracja, zniechęcenie i ……. odejście.

Jezus powiedział do św. Piotra: „Zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku”. Myślenie i odczuwanie „po ludzku” jest oczekiwaniem na sprawiedliwość, uczciwość innych, poprawność w postępowaniu. Takie myślenie wyprowadza z kapłaństwa i życia zakonnego. Fizycznie jestem, lecz duchowo i psychicznie nieobecny. Kiedy zajmuję się Bogiem w medytacji czy kontemplacji, On jest moją obroną.

Myślenie „po Bożemu” uwzględnia w życiu osobistym krzyż, sytuacje absurdalne, w których uczestniczę, decyzje nielogiczne, wołające o pomstę do nieba, uwzględniam nie otrzymywanie tego, na co czekałem i co „po ludzku”, słusznie mi się należy. Tego rodzaju myślenie odbieram jako zwycięstwo nad pokusą, która usiłowała rozbudzić we mnie gniew, złość, bunt, opór i niezgodę na to, co jest.

W myśleniu „po Bożemu” nie ma spodziewania się tego, że moje oczekiwania zostaną uwzględnione, moje zamiary, moje plany. Nie oczekuję, że spotkam świętych, lecz grzeszników, jakim i ja jestem.

Myślenie wyłącznie „po ludzku” na drodze życia kapłańskiego i zakonnego jest pokusą. W życiu wielu, jak się okazało, pokusą bardzo skuteczną. Nie ludzie mnie wezwali. Ze względu na innych ludzi nie powinienem chcieć odejść. Myślenie „po ludzku” ujawnia niezwykłą, natarczywą siłę namiętności, będących oczekiwanym na niespełnione pragnienia umysłu i serca (bardzo logiczne, sensowne, rzeczowe, merytoryczne).

Jak bliską mojemu sercu jest prawda o tym, żeby wszystkiego oczekiwać od Boga; od człowieka zaś tyle, ile może, ile chce, ile jest w stanie na tę chwilę.

Środa, 29 października 2008

Komu potrzebny jest mój dzień i kto potrzebuje moich nocy? Komu potrzebna jest moja radość i samotność? Co z chwilami, w których nie rozumiem samego siebie, innych, a przede wszystkim Boga? To wszystko tworzy nadal mnie samego. Targany jasnością i ciemnością pozbawiającą poczucia bezpieczeństwa; wprowadzany w radość modlitwy i pustkę straszącą nieobecnością Boga, odnawiam się. Odnajduję w sobie konieczność obecności przeciwieństw.

To, co przeżywam, co wprowadza mnie w stan łagodności i co upokarza, co daje odczucie zrozumienia Boga i osób najbliższych, ale i to, co prowadzi do czasowego zniechęcenia - jest potrzebne mnie samemu. Moje doświadczenia nie są potrzebne Bogu czy innym ludziom, lecz odnowie mojego myślenia i dorastania w odczuwaniu. Taki „przemielony”, „poraniony i zgnojony” staję przed Bogiem i takim będąc, spotykam człowieka. Dopiero teraz odkrywam, że jestem potrzebny Bogu i człowiekowi, ponieważ kochany przez Niego i przez człowieka. Dorastam przez zmianę w postrzeganiu Boga i siebie.

Wtorek, 28 października 2008

Do człowieka zbliżam się zarówno przez prawdę i czułość, które są w nim i we mnie; ale również odnajduję jego i siebie w ranach, które z biegiem czasu poznaję w nim, i w sobie. Tym, co najgłębiej mnie przemienia, to rany moje i drugiego człowieka. W ranach rodzi się wszystko co piękne, szlachetne i prawdziwe.

Poniedziałek, 27 października 2008

Do Prawdy można dotrzeć posługując się pięknem.

Niedziela, 26 października 2008

Kiedy trwam w ciszy, jestem zdolny do rozumienia i przyjęcia człowieka. Odczuwam w sercu pokój i łagodność. Coś demonicznego jest w przymusie nieustannych rozmów, gwaru, nerwowego przyjmowania i przekazywania informacji. Nie musimy, będąc ze sobą, ciągle coś mówić. Możemy pomilczeć. Wtedy odczujemy, że jesteśmy bliżej siebie.

Sobota, 25 października 2008

Człowiek mówi o Bogu przez to, kim jest, jaki jest, nie zaś przez to, jakie dzieła apostolskie podejmuje i realizuje. Choć żyjemy wśród innych, potrzebujemy odosobnienia, dla trwania przed Panem.

Nie chodzi o to, aby cokolwiek do Boga mówić, lecz być przed Nim. Obecność jest ważna, nie zaś słowa. Ta obecność jest przyzwoleniem dla Boga, aby czynił ze mną to, co zamierzył. Obecność jest zgodą na wszystko. Nie wiemy, co otrzymamy, stając przed Jezusem. On udziela przede wszystkim tego, co wprowadza nasze serce w stan pokoju.

Piątek, 24 października 2008

Nie mogę prowadzić innych do Boga, nie będąc blisko Niego. Bliskość dokonuje się przez zgodę na to, co Bóg chce wziąć z mojego życia, czego chce mnie pozbawić. Ból serca mówi o zbliżaniu się do Pana. Podobnie jak było z Maryją i Józefem, kiedy zbliżali się do świątyni, w której był Jezus. Odczuwanie bólu serca jest zdążaniem w odpowiednik kierunku. Pozbawianie się tego odczuwania, może być wskazaniem, iż schodzę z właściwej drogi.


« poprzednia -   1  2  3  4   - następna »


Liczba wyświetleń strony: 10717327 * Liczba gości online: 38 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC