MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Zapiski siostry

Piątek, 1 maja 2009

Uczyłam się milczenia. Od wiatru , od morza, od wydm; od nocy, od własnej samotności… Uczę się milczenia, aby móc słyszeć, widzieć i mówić; aby słowom przywrócić ich treść i prawdziwe znaczenie. Uczę się milczenia, aby ożyły moje słowa…, aby przywrócona im została moc stwarzania – piękna, dobra, nadziei… Co sprawiają moje słowa w innych? Jakie przestrzenie otwierają? Czego dokonują?

Najpierw muszę nauczyć się milczenia, aby nauczyć się mówić…

Sobota, 2 maja 2009

Powołanie do kapłaństwa, do życia konsekrowanego, to powołanie do dobra, piękna i bólu. Tak, do bólu także. Niesionego świadomie, z odwagą, przez ogień. Modlę się za tych, którzy IDĄ, aby ich ból (ks. Pasierb pisał kiedyś, że po ranach poznajemy wybranego…) wypełniony był SENSEM…, i aby owocował mądrością, ciszą, współodczuwaniem, braterstwem…

Niedziela, 3 maja 2009

Duch jest Ogniem. Życie w Duchu to życie w ogniu… Boli przechodzenie przez ogień… Jakże bardzo bolą noc i ogień… Ale wartością życia w ogniu jest m.in. światło… Trzeba wejść w ogień, aby WIDZIEĆ, aby zobaczyć… Ogień wypala i oświetla. Chociaż najpierw budzi lęk, a nawet przerażenie… Im bliżej ognia, tym więcej światła, w tym świetle zaczynam dostrzegać wyłaniające się z ciemności nocy kontury. Zaczynam widzieć to, co przez tak wiele czasu było przede mną zakryte. Noc i ogień stają się sprzymierzeńcami w drodze, w powołaniu…

Poniedziałek, 4 maja 2009

Rozpadało się... Deszcz, który obmywa ziemię, skojarzył mi się ze łzami, które obmywają serce... Gdy pada deszcz, jest smutno, szaro, czasem nawet przygnębiająco, nie ma słońca, nie ma ciepła... Podobnie jest z płaczem. Gdy płaczę, emanuje ze mnie smutek, szarość, nie ma we mnie słońca, czyli jasności, ciepła, harmonii..., targana jestem emocjami, tak jak w czasie deszczu przyroda targana jest wiatrem... Ale te łzy są oczyszczające, chociaż gdy płaczę, to tego nie widzę... Tak jak deszcz oczyszcza ziemię, tak łzy oczyszczają serce z tego, co nie jest harmonią, co nie jest pięknem, co nie jest mną - nie jest moim wnętrzem... Tak wierzę, że łzy, płacz, oczyszcza serce z tego, co nie należy do mnie... Płacz jest po to, aby wykrystalizowało się piękno, dobro, prawda i miłość... Płacz uczy mnie pokory, łamie moją pychę. Płacz obnaża moją słabość, a jednocześnie przywraca moc - moc prawdzie, która jest we mnie i której pragnę, moc dobru, za którym przecież tęsknię i moc miłości, w którą tak bardzo wierzę... Łzy obmywają mnie z wszelkich mechanizmów, w które jestem uwikłana, łzy odkrywają mnie prawdziwą..., zdejmują osłony, za którymi chroni się wciąż moje nieśmiałe, niepewne "ja". Łzy przywracają mnie prawdzie... Zabierają wszelki fałsz, wszelkie maski, mechanizmy obronne, fasady, twierdze, a zostawiają to, co jest prawdą o mnie..., co jest moim najgłębszym "ja"... Dlatego, choć to takie bolesne, staram się być wdzięczna za trudny dar łez...

Wtorek, 5 maja 2009

PIĘKNO… Doświadczenie piękna daje odczucie jakiegoś spełnienia, przeczucie szczęścia, wywołuje wzruszenie i… ból. Dlaczego? Dlaczego piękno BOLI? Bo uświadamia DYSTANS, niewysłowioność, nieprzekazywalność, a więc – samotność… Poprzez doświadczenie piękna odnajduję prawdę o mojej samotności… Abraham Heschel, którego z przyjemnością czytam (zachwyca mnie jego przenikliwość, precyzja języka, wrażliwość na „niewysłowione”, a przede wszystkim pokora…), napisał, że to, co najbardziej istotne, co najbardziej wewnętrzne, nie da się wyrazić – jest boleśnie nieprzekazywalne. „Większa część tego, co dzieje się w nas – a często jest to część najlepsza – pozostaje naszą własna tajemnicą; musimy sami się z tym zmagać”. I może właśnie dlatego piękno sprawia ból… Ujawnia DYSTANS pomiędzy mną a drugim, pomiędzy „ja” a „ty”. Dystans, czyli samotność.

Środa, 6 maja 2009

Wiara to wierność. Wiara to więź. Wiara to wzajemność. Tak samo jest z zaufaniem. I do Boga, i do człowieka. Wierność, więź, wzajemność.

Czwartek, 7 maja 2009

"Maranatha" - wołam usilnie za każdym razem, gdy otwierają się rany i gdy życie za bardzo boli... Wiem, przeczuwam to, że ból jest znakiem zdrowienia, uwalniania. Ból pojawia się wtedy, gdy rana się OTWIERA. Otwieranie jest drogą do RELACJI, relacji z Jezusem, drogą do WIARY prawdziwej, tej wiary, która jest pielgrzymowaniem serca. Bo wiara - tak jak jej teraz doświadczam - to nieustanna pielgrzymka serca, to głośna, zuchwała wręcz, tęsknota, to palące pragnienie ŻYCIA. I wierność temu pragnieniu... (Wierność tamtej zgodzie, tamtemu przyzwoleniu, tamtemu FIAT... Wierność tamtemu pierwszemu Spotkaniu, tamtemu Wydarzeniu...) Przez ból idę do piękna, dobra i prawdy, czyli do ŻYCIA. W tym bólu (bólu otwartych ran) Bóg czeka, by wkroczyć w moje puste, zeschnięte obszary...

Piątek, 8 maja 2009

Moją pasją, pierwszą i największą, jest poznawanie Jezusa Chrystusa, Syna Boga Żywego. Tak stało się od tamtego Spotkania..., i tak było przez lata, choć czasami bolało poznawanie Go..., bolało przybliżanie się..., ale im większa bliskość, tym bardziej zdumienie rosło we mnie, niezmiennie... A skoro POZNAWANIE Go jest moją pasją, moją radością i moim bólem, to drugą pasją powinno stać się poznawanie Jego OBRAZU - człowieka... Trzeba poznawanie człowieka czynić swoją pasją, swoja radością i bólem. Wydobywać z człowieka miłość, bo miłość odsłania Ojca... Wczytywać się w treść jego wnętrza, która go przerasta, bo nosi w sobie nieskończoność - oblicze Ojca... Wczytywać się w treść jego wnętrza i wspólnie ją przetłumaczyć..., aby odsłonić Miłość, którą w sobie nosi. I to właśnie znaczy: poznawać...


« poprzednia -   1  2  3   - następna »


Liczba wyświetleń strony: 10651338 * Liczba gości online: 9 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC