MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Zapiski siostry

Niedziela, 1 marca 2009

Jak ważną sprawą jest nauczyć się odpoczywać..., dać sobie prawo do odpoczynku... Czasem we wspólnotach jest to zaniedbywane. Potrzebowałam dojść do kryzysu spowodowanego zmęczeniem (także zawodowym), aby podjąć walkę o nauczenie się twórczego odpoczynku, takiego, który przynosi odnowę. Lubię to słowo: ODPOCZĄĆ. Lubię sens nadany temu słowu przez Norwida. U niego "odpocząć", to OD-POCZĄĆ, czyli "począć od nowa". I taki jest sens odpoczynku: zatrzymać się..., aby na nowo poczęły się we mnie dobro, piękno, cisza, łagodność, witalność, kreatywność. Zadaję sobie pytanie o "miejsca" mego odpoczywania (wcale nie muszą to być miejsca w znaczeniu fizycznym, przestrzennym, geograficznym, ale "miejsca serca"). GDZIE odczuwam dobre poruszenia, kiełkujący entuzjazm, odnawiającą witalność? GDZIE są te miejsca i JAKIE to są miejsca, w których odpoczywam, do których chętnie wracam, które mnie wewnętrznie odnawiają, umacniają? Tym "miejscem" jest przede wszystkim CZAS - tym "miejscem" są moje pasje, moje lektury, ludzie, których kocham, wspomnienia, do których wracam, tym "miejscem" są te wszystkie wydarzenia, wspomnienia, ludzie, krajobrazy, zajęcia, do których wracam, aby OD-POCZĄĆ, aby na nowo poczęły się we mnie piękno, dobro, łagodność, cisza... Te "miejsca" są niczym źródła, źródła wewnętrznej siły, witalności, źródła obmywające mnie z pośpiechu tego świata... Ostatecznym i najważniejszym "miejscem" jest zawsze Serce Jezusa, ale te wszystkie "małe miejsca" też są ważne i do tego "Największego Miejsca" prowadzą... Uczę się odpoczywać, albo - jak powiedziałby Norwid: od-poczynać.

Poniedziałek, 2 marca 2009

Zatrzymało mnie pytanie z książki Johna Eldredge'a: "Jak możemy łaknąć i pragnąć sprawiedliwości, skoro w ogóle przestaliśmy pragnąć?"... Może początkiem nawrócenia jest troska o odzyskanie PRAGNIENIA pragnień? A potem - troska o odzyskanie dobrych pragnień? Błogosławieni, czyli SZCZĘŚLIWI, którzy łakną i pragną... Nauczyć się PRAGNĄĆ, otworzyć serce na dobre pragnienia - niech się rodzą, niech pulsują, nawet - niech bolą. Poczuć w sobie PRAGNIENIE! To jest droga do bycia błogosławionym...

Wtorek, 3 marca 2009

Poznaję, że zły duch zawsze atakuje to miejsce, które jest dla mnie najbardziej cenne.

Środa, 4 marca 2009

Modlę się tym, co przeżywam, czego doświadczam, modlę się moimi uczuciami, moim bólem, moimi pragnieniami, modlę się tym wszystkim, co jest treścią mojej codzienności, moich rozmów z innymi, moich spotkań; modlę się też tym, czego w sobie nie rozumiem - mówię o tym Jezusowi, żalę się przed Nim, wtulam się w Miłość... Jak bliskie jest mi Pawłowe wyznanie: czynię nie to, co chcę, ale to, czego nie chcę - to właśnie czynię... Dlaczego... Dlaczego jest tak, że moje reakcje, moje słowa, moje zachowania, moje myśli - są tak odmienne od pragnień serca? Dlaczego tak często ulegam emocjom, namiętnościom, impulsom? Usprawiedliwiałam to wielokrotnie temperamentem, żywiołowością, ale kiedy z sercem pełnym bólu stawałam przed Jezusem, On powoli ukazywał mi, że ulegam kuszeniu Złego. Poznawałam jego taktykę: Zły perfidnie wykorzystuje moje najsłabsze miejsca, czyli moje zranienia, moje lęki (te uświadomione i te nieuświadomione do końca), moje obawy - aby mną manipulować. Wiele się nacierpiałam, zanim poznałam jego taktykę, jego atakowanie, jego kuszenie. Jak ważne jest badanie myśli, postaw, poruszeń serca.

Czwartek, 5 marca 2009

Zły, wykorzystując moją bezbronność wobec ran, także - wobec konsekwencji moich ran... - próbuje mnie upokorzyć, poniżyć... Próbuje zanegować moją godność, moją wartość. Im więcej trwam przed Jezusem ukrytym w tabernakulum, tym głębiej siebie poznaję, więcej widzę, więcej odczuwam, jakby wyostrzała się moja wrażliwość. Zły próbuje to wykorzystać, ukazując i przejaskrawiając moją nędzę, moją małość. Jest to tak rozdzierające, że ocieram się o rozpacz. Z moim krzykiem duszy biegnę do Jezusa, wpatruję się w Niego, trwam przy Nim, po prostu jestem... Zły próbuje mi wmówić: "Nie wyjdziesz z tego, nie jesteś godna miłości, masz za dużo ran, za dużo obciążeń, jesteś ciężarem dla innych". Wiem, że te myśli są od Złego, a jednak są tak dojmująco przenikliwe, że wprowadzają w stan duchowego i emocjonalnego odrętwienia. Jedynym ratunkiem jest kontemplacja Oblicza Jezusa Chrystusa; trwanie w adoracji Miłości Ukrzyżowanej.

Piątek, 6 marca 2009

"Jezusie, Synu Boga żywego, ulituj się nade mną!" - powtarzam każdego wieczoru, wpatrując się w Miłość Ukrzyżowaną, ukrytą w tabernakulum. Powtarzam te słowa najpierw wargami, potem - umysłem, aż w końcu, powoli, wchodzą delikatnie do serca, w głąb, dotykając ran... "Jezusie, Synu Boga żywego, ulituj się nade mną, grzeszną, poranioną..." - powtarzam sercem, pozwalając, by słowa DOTYKAŁY tych miejsc, gdzie najwięcej łez, gdzie najbardziej boli, gdzie najbardziej krwawi... Wiem, że ta prośba "sprowadza" Jezusa. "Ulituj się..." - mówią już moje rany; "Ulituj się" - mówią moje ciemności. Im więcej bólu, im więcej kuszenia, im więcej ciemności, tym głośniej wołam w sercu: "Jezusie, Synu Boga ŻYWEGO, ulituj się nade mną"...

Sobota, 7 marca 2009

Boli dorastanie do kochania, do miłości... Zły duch próbuje zanegować moje pragnienia, dążenia, moje pragnienie ŻYCIA, usiłując wprowadzić mnie w rozpacz, w ciemność, w przekonanie, że NIC w moim życiu nie ulegnie już zmianie, bo jestem zdeterminowana ranami niedającymi się uleczyć. A przecież z ran wyrośnie kiedyś ŻYCIE... Zły chce na powrót "zamknąć" nasze rany, schować je, aby nie dopuścić do narodzin NOWEGO, aby nie dopuścić do wytryśnięcia wody żywej, która użyźni serce i uczyni je ziemią urodzajną, dającą życie innym.

Każdy człowiek jest zraniony... I dopiero uświadomienie sobie tej prawdy, głębokie PRZEŻYCIE jej, otwiera mnie na tajemnicę drugiego człowieka... Drugi człowiek staje mi się bliższy przez rany. Przez rany - jego i moje - odkrywam tajemnicę człowieczeństwa, tajemnicę GODNOŚCI. Przeżycie swoich ran doprowadza mnie do tajemnicy miłosierdzia... Drugi człowiek staje mi się bratem i siostrą. Już nie jest OBCYM, ale bratem i siostrą - przez rany, przez cierpienie, które przybliża nas do siebie. Miłosierdzie wobec drugiego rodzi się z przeżycia i doświadczenia tego, że wszyscy jesteśmy znękani i biedni.

Niedziela, 8 marca 2009

Moje dorastanie do kochania łączy się z cierpieniem. Najbardziej boli nie to, że cierpię z powodu konsekwencji ran, ale że RANIĘ innych, tych, których kocham... Świadomość ranienia (a przecież bardzo tego nie chcę!) jest rozdzierającym bólem. Im większa we mnie świadomość ranienia, tym bardziej pragnę DOROSNĄĆ do miłości, tym bardziej pragnę wejść w oczyszczenie, aby dojrzeć do miłości pięknej. Pragnienie oczyszczenia, wejścia na drogę przemiany, jest WIĘKSZE niż lęk przed bólem.


« poprzednia -   1  2  3   - następna »


Liczba wyświetleń strony: 9447397 * Liczba gości online: 11 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC