MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Zapiski siostry

Niedziela, 1 lutego 2009

Człowiek jest PIĘKNY wtedy, kiedy jest PRAWDZIWY… I w tym sensie słabość, małość, którą tak często chcemy skryć przed innymi, której się wstydzimy – jest piękna. Nie ze względu na samą słabość, ale ze względu na prawdę. Gdy odkrywam swoją słabość – otwieram się jednocześnie na POZNANIE, poznanie mnie przez siebie samą, ale też poznanie mnie przez drugiego człowieka.

Kiedy czytam Ewangelię, zadziwia mnie Jezus w swoim pragnieniu BYCIA POZNANYM. Jezus CHCE być poznany! Bóg chce być poznany! Bo chce być kochany… Jest w człowieku głębokie pragnienie bycia poznanym… Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiamy, to jednak pragnienie to w nas JEST. Chcemy być poznani, choć jednocześnie się tego obawiamy… Chcemy być poznani, bo chcemy być kochani… Odsłanianie swoich słabości przed innymi, ryzyko otwarcia…, to szansa na bycie prawdziwym…, to szansa na to, aby pozwolić się poznać… To szansa na miłość… Ja wiem, że to szalenie ryzykowne, ale każde piękno związane jest z ryzykiem… Każde…

Poniedziałek, 2 lutego 2009

Cenię sobie ogromnie twórcze rozmowy… Ich smak, uważność, jedyność… Takie rozmowy „tworzą” mnie. Czynią mnie coraz bardziej prawdziwą. Odsłaniają. Czasami drżę z lęku, kiedy wyczuwam, że to odsłanianie jest coraz głębsze. Boję się zranienia, odrzucenia, niezrozumienia… Ale potem doświadczam cudu poszerzającej się we mnie wolności. I to „poszerzanie się wolności” jest niezależne od tego, czy zostałam zrozumiana, czy też nie. Bo najważniejsze jest docieranie do siebie samej, poznawanie siebie samej, oswajanie siebie samej, oswajanie tego, co jeszcze było we mnie niepoznane, nieodkryte. Oswojenie, poznanie, nazwanie, i – ostatecznie – akceptacja tego wszystkiego – prowadzi ku wolności, daje uczucie wewnętrznej przestrzeni, wewnętrznego poszerzania się, „smakowania” w tajemnicy, którą jestem dla siebie samej.

Wtorek, 3 lutego 2009

Medytowałam dziś Pawłowe słowa, że „moc w słabości się doskonali”. W SŁABOŚCI. I to odkrycie jest moją radością i moją nadzieją – gdy przeżyliśmy własną słabość, własne uwikłanie, którego tak naprawdę NIE CHCIELIŚMY, a które wydarzyło się pod wpływem różnych okoliczności, osób, słów, to po takim doświadczeniu mamy szansę stać się mocni, to znaczy: ŚWIADOMI siebie, świadomi własnych ograniczeń, ale też świadomi własnych pragnień, dążeń, tego, czego NAPRAWDĘ chcemy i kogo rzeczywiście kochamy… Wtedy dokonujemy wyborów, podejmujemy decyzje, które są zgodne z naszym sercem. Jest to doświadczenie niezwykle oczyszczające, przywracające MOC, dające odczucie wolności i radości z PRAWDY, radości z powrotu do własnego serca, do wierności prawdzie, do wierności sobie i dokonanym wyborom.

Środa, 4 lutego 2009

"A z nastaniem wieczora, gdy słońce już zaszło, przynosili do niego wszystkich chorych i opętanych. (...) Uzdrowił wielu, których nękały rozmaite choroby, i wyrzucił wiele demonów" (Mk 1, 32-34). Kontempluję te słowa, wsłuchuję się w nie i odczuwam, jak powoli wpływa we mnie łagodność, uciszenie, spokój, nadzieja... Z "nastaniem wieczora", czyli gdy ogarniają mnie wewnętrzne ciemności, w sposób szczególny dają o sobie znać moje rany, ich konsekwencje, moje słabości, zniewolenia... One w ciemności intensyfikują się, przejmując władzę nade mną, odbierając mi siły do życia, kreatywność, radość... Wtedy, zamiast przynosić te "miejsca chore" do Jezusa, często szukam ludzkich rozwiązań, takich, które mnie zaspokoją, dadzą namiastkę pocieszenia. A przecież Jezus nie chce, bym zadowalała się namiastkami. On chce UZDROWIĆ. On pragnie, abym z "nastaniem wieczora", gdy "słońce zaszło", przychodziła DO NIEGO... I JEMU przynosiła moje znękania... Jakie są moje znękania?

Tam, gdzie działa Jezus, tam, gdzie Go wprowadzam, duchy nieczyste, kompleksy, zranienia, natarczywe myśli nie mają już żadnej władzy nade mną.

Czwartek, 5 lutego 2009

To chyba jest tak, że to nie cierpienie nadaje wartość miłości, ale miłość nadaje wartość cierpieniu.

Piątek, 6 lutego 2009

Jakże często mylimy cierpienie z cierpiętnictwem... Wyczytałam gdzieś zdanie, które zapamiętałam, bo pomaga mi wtedy, gdy zaczynam się nad sobą użalać (i wpadać w cierpiętnictwo właśnie, nazywając swoje doświadczenie cierpieniem): "Nie warto dramatyzować swojej sytuacji, to nie jest ciekawe - ciekawy jest Bóg".

Sobota, 7 lutego 2009

Cudne są niektóre moje wieczory... Dziś znowu "wydarzyła się" rozmowa, jedna z tych, po których pozostaje dreszcz..., świadomość, że ON był pomiędzy nami..., że JEST pośród nas... Dziś rozmawialiśmy o medytacji, o naszej medytacji. Aby rozpoznać, czy dobrze medytuję, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: GDZIE byłam podczas medytacji - przy Jezusie czy przy sobie (przy swoich problemach, cierpieniach itd.)? Trzeba być PRZY JEZUSIE, kontemplować JEZUSA, nie siebie, kontemplować JEGO uczucia, nie swoje... Wtedy powoli będę przejmowała w siebie Jego uczucia, Jego myślenie, Jego postawy... Wtedy powoli będzie "wydarzała się" we mnie przemiana. Wtedy będę coraz bardziej podobna do Niego...

Niedziela, 8 lutego 2009

Wyczytałam dziś u Zygmunta Freuda (sic!) poruszającą definicję poezji: "Poezja to cierpienie zamienione w piękno". Tak samo można by powiedzieć o każdej twórczości - rodzi się z cierpienia, chociaż nie zawsze z cierpienia. Ważne w tej "definicji" jest dla mnie to: JAK przeżywać cierpienie, JAK traktować cierpienie, CO uczynić z cierpieniem... Owocem "dobrze" (choć słowo to nie jest adekwatne) przeżywanego cierpienia jest życie twórcze, to znaczy - przeżywane z pasją, przeżywane świadomie, prowadzące do większej wrażliwości, do pełniejszej służby człowiekowi, do pięknego człowieczeństwa..., do głębi wewnętrznej...


« poprzednia -   1  2  3  4   - następna »


Liczba wyświetleń strony: 10651328 * Liczba gości online: 9 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC