MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Zapiski siostry

Poniedziałek, 1 grudnia 2008

Pustynia jest miejscem odkrywania i poznawania PRAGNIEŃ. Właśnie TAM obnażają się moje najgłębsze pragnienia. Jest samotność, nieogarniona przestrzeń, lęk przed tajemnicą i... dojmujące pragnienie, którego niczym nie można ugasić... Pragnienie wywołuje ból serca. NICZYM nie można go ugasić - i to boli! Co "widzę" w moich pragnieniach? Pragnienia muszą wybrzmieć, muszą boleć, aby odkryć, przeżyć i doświadczyć, że we wszystkich moich pragnieniach (najczęściej niespełnionych) jest jedna jedyna tęsknota - za Bogiem ŻYWYM, za Bogiem OBECNYM, za Bogiem BLISKIM.

Wtorek, 2 grudnia 2008

Uczucie niespełnienia, niepełności, braku - jest błogosławione... Rodzi tęsknotę za prostotą, za ciszą, w której jest ukojenie, za kontemplacją oblicza Pana. Uczucie niespełnienia, pustki, wewnętrznego bólu powoduje, że zaczynam się modlić moimi PRAGNIENIAMI. Odkrywam, że nie ma we mnie NIC oprócz pragnień... I dlatego nimi się modlę, ofiaruję je Panu, bo tylko to mam... I, modląc się pragnieniami, odkrywam, że w nich jest ukryte źródło mocy i życia. W moich pragnieniach odnajduję Jezusa żyjącego we mnie..., odnajduję Boga Ojca, który rzeźbi swój obraz we mnie..., odnajduję Ducha Świętego, który przepala mnie ogniem...

Środa, 3 grudnia 2008

Uczę się przyjmować to wszystko, co niesie ze sobą pustynia: przenikliwość ostrego wiatru nocą, wędrowanie, wyglądanie z utęsknieniem Źródła, lęk przed nieznanym, lęk wobec Tajemnicy... Modlitwa czasem przypomina taniec, czasem walkę, a czasem - tak jak teraz tego doświadczam - milczące wędrowanie przez pustynię. Uczę się akceptować własne wewnętrzne ubóstwo, własną niemoc. A przede wszystkim - uczę się TRWAĆ. Po prostu trwać przed Panem. Wierność. Jak łatwo o niej mówić, jak trudno - przeżywać. Na pustyni, doświadczając własnej znikomości wobec potęgi ogarniającej mnie milczącej Tajemnicy, uczę się przyjmować skończoność, moją ludzką skończoność... Doświadczam, że jestem NIC wobec WSZYSTKIEGO. Przeżywając własną skończoność, otwieram się na Nieskończonego. W Nim jest wolność, moja wolność.

Czwartek, 4 grudnia 2008

Święty Augustyn mówił, że wnętrze ludzkiego serca jest PRAGNIENIEM.

Piątek, 5 grudnia 2008

Wiele otrzymuję pocieszenia, gdy kontempluję spotkania Jezusa z ludźmi SPRAGNIONYMI, a więc - świadomymi swoich chorób, braków, niedomagań..., wyczekującymi uzdrowienia. Wpatruję się w wydarzenie, które opisał Mateusz (15, 29-31). Jezus "wszedł na górę i tam usiadł. I podeszło do Niego mnóstwo ludzi. Mieli oni ze sobą sparaliżowanych, niewidomych, kalekich, głuchoniemych oraz wielu innych. Położyli ich u Jego stóp, a On ich uzdrowił". Jest to dla mnie jedna z najpiękniejszych scen w Ewangelii. Jezus jest Czekającym, Słuchającym. To wydarzenie tak bardzo przypomina mi to, co dzieje się w czasie każdej Eucharystii... Eucharystia jest "miejscem", gdzie dokonuje się cud uzdrowienia. Eucharystia jest pokarmem dla słabych..., dla chorych..., dla kalekich... Jestem wśród nich... Mateusz podaje, że ci, którzy przyszli do Jezusa "mieli ze sobą sparaliżowanych...". Co ja mam ze sobą? Z czym przychodzę? Jakie "imię" ma moja choroba, moja rana? "Położyli ich u Jego stóp, a On ich uzdrowił" - jest to najpiękniejsza chwila. Przynieść Jezusowi swoją ranę, swoją chorobę - położyć na ołtarz, złożyć w ofierze. Uzdrowienie jest tajemnicą. Jezus może uzdrowić zupełnie inaczej niż tego oczekuję. Może być tak, że Jezus nie uzdrowi moich ran, nie uzdrowi mojej choroby, ale przemieni mój sposób przeżywania ran..., może uzdrowić mój sposób obchodzenia się z ranami..., może uzdrowić pęknięcia w relacjach z innymi, które są konsekwencją ran... Uzdrowienie sprawia, że doświadczam radości życia, jego smaku i pełni POMIMO ran. Z doświadczenia uzdrowienia rodzi się uwielbienie. Ale też jest tak, że uwielbienie, dziękczynienie OTWIERA nas na przyjęcie łaski uzdrowienia.

Sobota, 6 grudnia 2008

Myślę, że jeżeli bardzo cierpimy, nie trzeba szukać pocieszenia... Chyba nawet nie wolno... Trzeba pozwolić, aby serce PRZEŻYŁO DO KOŃCA cierpienie. Trzeba pozwolić na łzy, głębokie łzy. Trzeba przeżyć tę samotność. Ten, kto bardzo cierpi, jest samotny. Nawet jeżeli jest ktoś bliski, wspierający, to zawsze będzie OBOK mojego cierpienia, nigdy - W nim, wraz ze mną. Cierpię SAMA. Ale ta samotność jest dobra. Ta samotność jest "miejscem", gdzie dokonuje się oczyszczenie...

Niedziela, 7 grudnia 2008

Noc zaczyna być piękna. Lęk powoli ustępuje miejsca fascynacji. Ciemność zdumiewa ciszą. Nie widzę w ciemnościach... A mimo to zaczynam zauważać więcej niż wtedy, gdy radowałam się jasnością mojej wewnętrznej wiosny. Fascynuje mnie potęga milczenia. Wkraczam w Tajemnicę. W Miłość.

Czytam wiersz ks. Szymika "Na granicy". Wzrusza mnie. Ksiądz Szymik - dyskretnie, z ogromnym wyczuciem i wrażliwością - zadaje najtrudniejsze dla kobiety pytanie...:

"jak boli być człowiekiem/ kiedy jest się kobietą?/ co znaczą wtedy miłość, zachwyt i cierpienie? odpowiedz, proszę".

Poniedziałek, 8 grudnia 2008

Czystość zachwyca, zdumiewa... Człowiek czysty to człowiek szczery, prawdziwy, bezbronny w swym autentyzmie. Szczerość uwalnia od lęków, obaw, niepokojów. Szczerość czyni nas przejrzystymi... - jest w nas wtedy Światło... Szczerość zawsze związana jest z pięknem i bólem. Nie może być inaczej. Piękno i ból. Nierozdzielna bliskość. Ale tylko w szczerości dorastamy do - bliskości, miłości, przyjaźni. Szczerość sprawia, że stajemy się WOLNI, a miłość możliwa jest tylko w wolności.


« poprzednia -   1  2  3  4   - następna »


Liczba wyświetleń strony: 10008322 * Liczba gości online: 18 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC