MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Pragnienie świętości



Wiele trudu zadajemy sobie aby osiągnąć równowagę wewnętrzną. Nie o nią jednak chodzi Kiedy ją bowiem zdobywamy, okazuje się, że nie mamy już w sobie życia. Nie równowaga jest nam potrzebna, ale pragnienie świętości, podobieństwa do Boga. To ono nadaje sens naszym krokom, myślom, rozmowom, pracy, modlitwie. Z naszym silnym pragnieniem podążamy w stronę studni, aby je ugasić. Bóg jest naszą studnią. Chcą spotkać Boga trzeba odczuwać silne pragnienie. Kiedy nie mamy tej potrzeby w sobie, nie uczynimy w Jego stronę najmniejszego kroku. Nie rezygnujemy z tej drogi dlatego, że nikt z nami nie podąża, albo upał jest nie do zniesienia.

Samo pragnienie świętości jest już smakowaniem jej. Kiedy obojętniejemy na wszystko, co wokół nas, obojętność wycisza również pragnienie świętości. Siłą powinno być to wszystko, co niesie choćby małe pocieszenie. Przez wszystko należy szukać ożywienia pragnień prowadzących do studni. Świętość potrzebuje atmosfery ciszy, gdyż w niej to, co szlachetne i czyste jawi się niepowtarzalnym dźwiękiem.

Droga w górę jest bolesna. Przemiana człowieka zawsze dokonuje się w cierpieniu. Dźwięki i muzykę i prawdę i dobroć i piękno odkrywamy pośród cierpienia własnego serca. Świętość jest darem Boga i owocem ludzkiego bólu. To, co piękne, dające szczęście i ukojenie najpierw przynosi rozdarcie i samotność, niepewność i zagubienie. Bóg stwarza człowieka, kiedy staje się święty. Wszelkie stwarzanie ma swój początek w miłości Boga i obumieraniu człowieka.

Miłości nie poznajemy od razu, kiedy przychodzi. Podobnie jest i z świętością. Trzeba mieć odwagę spotkać się z prawdą o sobie samym. Nie można osiągnąć tego, co wzniosłe, bez bolesnego odczuwania swojej ziemskości. Jałowe jest wszystko to, co jest łatwe. Patrzymy na rzeczy wielkie, a nie dostrzegamy w nich wielkości. Jak wielu patrzało i patrzy na krzyż, a nie dostrzega w nim miłości. Potrzebne są oczy przemienione sercem. Żeby zrozumieć to, co Bóg daje, trzeba się stawać człowiekiem. To, co Bogu dajemy, przyczynia się do naszego wzrastania. Im więcej dajemy, tym silniejsze jest w nas pragnienie hojności w dawaniu. Wokół nas jest wiele cierpienia i bólu. Nie postrzegamy tego tworzywa, jako środka ludzkiego wzrastania. Im mniej poczucia bezpieczeństwa, będącego wyrazem oparcia się na człowieku, na tym co miłe i po mojej myśli, tym większa jest nadzieja na przyjęcie poczucia bezpieczeństwa będącego darem Boga. On naszym zabezpieczeniem teraz i na wieczność całą.

Wszystko co widzimy, słyszymy, dotkamy i przeżywamy powinno nas otwierać na wieczność. We wszystkim szukamy wolności. Kiedy jej nie ma, nie smakujemy w niej, wówczas postrzegamy siebie jako niewolników. Z niewolnictwa płynie jedynie duch buntu, negacji i niszczenia. Jednak wolność wewnętrzna nie wprowadza w umiejętność kochania, lecz modlitwa, którą każdego dnia wielbimy Boga. Bliskość z Nim, wielbienie sercem, skrucha i prostota i pokora tworzą w człowieku najpiękniejsze tęsknoty i marzenia prowadzące do zgody na męczeństwo.




Liczba wyświetleń strony: 10715919 * Liczba gości online: 31 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC