MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Otworzyć swoje serce



W jakim celu? Aby ubogacić się obecnością drugiego człowieka, wyjść na spotkanie, zachwycić się pięknem serca drugiego, pozwolić napełnić własne pięknem Boga. Otwarte serce, to jak otwarte drzwi do naszego domu. Otwieramy serce, aby zawierzać je innym. Serce otwarte to serce narażone na łzy, ale taka jest cena smakowania głębi życia. I warto to ryzyko otwierania nieustannie podejmować. Jeśli komuś ufamy, otwieramy przed nim swe serce. Jesteśmy wówczas zdolni do współczucia, miłosierdzia. Otwarte serce kojarzy mi się z miłosierdziem. Słowo miłosierdzie pochodzi od słowa serce.

Otwarcie serca zbliża nas do Boga, upodabnia do Niego. Otwartość to cecha Boga. On jest otwarty niezależnie od tego, czy człowieka to interesuje czy nie. de Saint-Exupery napisał: „Prawdziwa miłość zaczyna się tam, gdzie niczego już w zamian nie oczekuje”. Jesteśmy otwarci nie w tym celu, aby cokolwiek otrzymać od Boga, Zgromadzenia, sióstr, ale by smakować w otwartości, jak Bóg. Być otwartym, to kochać. Otwartość wprowadza nas w odczucie, że Jezus nas potrzebuje, potrzebują nas również ci, z którymi jesteśmy w relacji. Otwartość serca zaznacza się relacją emanującą ciepło, zrozumienie i troskę. Będąc otwartą na Boga odczuwasz, że jesteś chciana przez człowieka, potrzebna i kochana. To jest pragnienie serca kobiety, pragnienie serca siostry.

Kiedy otwieram moje serce, zawierzam je. W ten sposób staję się bezbronny. Otwarcie serca daje możność dzielenia się jego bogactwem. Jest to otwarcie na życie, na prawdę, na czułość, na dawanie i przyjmowanie, na słuchanie i odpowiadanie. Niektórzy trwają w zamknięciu serca sparaliżowani żalem, smutkiem, rozczarowaniem. „Boga czuje serce, nie rozum” – Pascal. Przez serce otwarte wchodzimy w poznanie, że uczestniczymy w czymś wielkim, ważnym. Rozeznajemy, że jesteśmy ludźmi o odważnym i pięknym sercu. Pracuje w nas pasja i siła do walki o piękno własnego serca. W otwartości jest posmak wolności, którą smakujemy w sercu. Z takiej wolności wyłaniają się pragnienia wewnętrznej przemiany, dla bycia podobną do Pana.

Tym, co różni ewangeliczną Martę od Marii jest zamknięcie lub otwarcie serca. Jezus zwracając się z czułością do Marty, chce wyciągnąć ją z kuchni, w której ona się zamyka, uwolnić ją od zajęć domowych, które narzuca sobie tak, jakby chciała w nich znaleźć sens i smak własnego życia. Trzeba mieć świadomość tego, kiedy moje serce jest otwarte, a kiedy zamknięte. Serce otwarte wskazuje na działanie Boga, zamknięte, na działanie Złego.

Serce, to nasze centrum działań, uczuć, myśli, emocji tworzących poszczególne wydarzenia życia. Wielkie myśli pochodzą z serca. Nie możemy żyć bez serca. Nie żyjemy, gdy nie obdarowujemy innych sercem, czyli dobrymi myślami, reakcjami, uczuciami. Kiedy serce nasze otwiera się oznacza to, że coś je poruszyło, dotknęło, czy zraniło, zabolało lub rozradowało. Do serca docieramy przez zmysły: oczy, uszy, dotyk. Lekceważenie zmysłów prowadzi do zubożenia tego, co przeżywamy w sercu. W sercu czynimy refleksję nad własnym życiem, podejmujemy decyzje, zwracamy się w stron Boga.

O sercu Pascal powiedział: „Serce ma swoje racje, których rozum nie zna”. „Poznajemy prawdę nie tylko rozumem, ale i sercem”. Bardzo daleka jest droga od poznania Boga do kochania Go. Bóg jest dotykalny dla serca, nie dla rozumu. Człowiek traci głowę, gdy zgubi serce. Obawiając się tego, co dokonuje się w naszym sercu, odrzucamy poruszenia rodzące się w nim. To jest jednak równoznaczne z odrzuceniem czułości, piękna, łagodności. Nasze wrażliwe serce posiada zdolność przenikania i rozumienia słów człowieka i słów Boga, wydarzeń tajemniczych, lecz dla serca otwartego na Boga, jasnych i czytelnych.

Pragnąc otwarcia serca, potrzeba podążać drogą dobrej modlitwy. Do jego otwarcia jest potrzebny ktoś, przyjaciel na ziemi i w niebie. Nasze wejście w modlitwę i otwarcie serca polega na tym, że jesteśmy w dyspozycji przyjęcia tego, co boskie (myślenie po Bożemu). Kiedy się modlimy nasze oczy i serce powinny być zainteresowane, pochłonięte wielbieniem.

Co wpływa na otwarcie serca? Wewnętrzne poruszenia, pocieszenia, natchnienia, smakowanie w Słowie Bożym. Na otwartość wpływa skrucha, radość, wyznanie zła. Pomijanie czy lekceważenie tego, co dokonuje się w naszym sercu idzie w parze z upadkiem czułości, kobiecości, męskości. Niektórzy uważają, że trzeba być człowiekiem o twardym sercu. Takie serce nie jest ludzkie. Jest ono zamknięte, zimne, nieprzystępne.

Kiedy jesteśmy ludźmi o wrażliwym sercu, jest w nas zdolność przenikania tajemnic ludzi. Najważniejsze jest widoczne dla serca. Siebie i innych najgłębiej poznajemy sercem. To przez nie dokonuje się nasza odnowa, przemiana, nawrócenie.

Nasze serce jest otwarte przez rany, przez doświadczenie zła. Zamknięcie serca na człowieka powoduje zablokowanie słowa i osłabienie uczuć. To często rodzi ból fizyczny. Kiedy zbyt często przeżywamy swoje lub innych wady, napełniamy serce pogardą dla marzeń o czymś więcej. Pogarda niszczy w nas marzenia. Bez marzeń nie dowierzamy sobie i innym. Bez marzeń nie mamy siły do dobrego, pięknego życia. Gdy zaczniemy szczerze i otwarcie rozmawiać o naszym bólu w sercu, mogą powrócić marzenia.

O czym marzymy? O przeżywaniu ciągle miłości Jezusa, tego, że On mnie kocha. Marzymy o byciu ważną dla sióstr Zgromadzenia, przez wsłuchanie się ich w pragnienia mojego serca i jeśli już nie przyjęcie ich, to przynajmniej poznanie, że takie we mnie pulsują. Nie można rezygnować z marzeń na rzecz twardego realizmu. To właśnie nasze marzenia, tęsknoty, pragnienia sprawiają, że serce jest wrażliwe, kruche, bezbronne, ale dzięki temu głęboko czujące i przeżywające swoje powołanie i miłość do Jezusa i sióstr. Takie serce jest zdolne do bliskości z drugim - Bogiem i człowiekiem.

Marzymy, aby piękno (uzdolnienia, pragnienia, realne możliwości), które Bóg złożył w naszym sercu, mogło się rozwinąć. Pragniecie być dostrzegane jako niepowtarzalne. Bóg nie powtarza się w stwarzaniu człowieka.

Pojednanie, przebaczenie i przyjęcie przebaczenia otwiera serce. Przebaczenie pozwala odnaleźć drogę prowadzącą do zrozumienia siebie i bliźniego. Czasem brak przebaczenia jednej osobie blokuje nasze serce na miłowanie innych. Nie możemy się porozumieć, bywamy nieznośni, pełni złości i odpychający. Osoba, którą darzymy negatywnymi uczuciami może punktem zwrotnym dla naszej bliskości z Jezusem. Nie jesteśmy blisko, ponieważ z serca nie przebaczamy. Kiedy nie jesteśmy blisko sercem z Jezusem, wszędzie czujemy się źle i nie u siebie. Przemiana serca z kamienia w serce z ciała dokonuje się powoli. Nie jesteśmy często świadomi, że mamy serce z kamienia. Czasem mówimy: „Nie odczuwam żadnego postępu w życiu duchowym”. Najczęściej w życiu zakonnym występuje brak pojednania się.

Co wskazuje na serce otwarte, pojednane? Cierpliwość, pokój, miłość i radość. Tam, gdzie serce jest otwarte na Boga i człowieka, radość i cierpienie następują po sobie. Kiedy mówimy źle o osobach, z którymi dzielimy życie wspólne, nasze serce się kurczy i zamyka.

Otworzyć serce, aby nasłuchiwać Boga. Otworzyć je, aby się do Niego upodobnić. Naszą najpiękniejszą wizytówką jest obraz Boga, jaki nosimy w sercu. Z kontemplowania obrazu Jego w swoim sercu rodzi się potrzeba odpowiadania sercem. Kiedy wpatruję się w moje serce odczuwam radość mojego podobieństwa do Boga.

Tak żyję, jak otwarte lub zamknięte jest moje serce. Powiedzieć komuś: „Jesteś bez serca”, to stwierdzić, że jego serce jest zamknięte. Być bez serca, to nie pokazywać go. Pokazywać serce, to okazywać zrozumienie, czułość, przebaczenie. Jak skłonić swoje serce do słuchania serca Bożego? Jak zachęcić własne serce, do otwarcia serca na bliźniego? Tęsknić! Za czym? Za miłością Boga, za przeniknięciem mnie przez Niego. Pragnąć przyjaźni z Jezusem. Pozwalamy zanikać potrzebom naszego serca. Tak pojawiają się „ludzie bez serca”. A przecież to, co z niego wypływa, żąda przede wszystkim wysłuchania. W pragnienia serca w jego poruszenia trzeba się wsłuchiwać, aby poznać, czym żyje serce, do jakiej rzeczywistości usiłuje przebudzić je Bóg.

Metodą na otwarcie serca jest droga, na której będziemy myśleli i czuli sercem. Jest w nas postawa rozeznawania tego, co Bogu miłe, gdy czujemy i myślimy sercem. Kiedy tak nie postępujemy, nie żyjemy w naszym sercu, lecz poza nim. Wasze myśli, uczucia, słowa i czyny są bez serca. Wszystko, w życiu człowieka należy rozsądzać sercem, a nie tylko rozumem. Rozsądzanie rozumem może być logiczne, racjonalnie uzasadnione, ale zabójcze dla serca. Podobnie jest wtedy, kiedy zachowujemy literę prawa, nie wczuwając się i nie rozstrzygając sercem, jak ono powinno być przeżywane. Kiedy w swoim sercu myślimy i odczuwamy jesteśmy zdolni do budowania więzi z Jezusem. Słowo Boże osądza „uczucia i myśli serca”. Kiedy nawet trudne prawdy przeżywamy i rozważamy w sercu, otrzymujemy siłę wprowadzającą nas w doświadczenie Golgoty, jak w życiu Maryi.

Uczucia i myśli są przekazywane z serca do serca. Uczymy się Boga w sercu, nie zaś w umyśle. Dar wiary ma być przyjęty sercem. To, co sercem przyjęte, daje możliwość życia; to zaś, co przyjęte wyłącznie samym umysłem, może wprowadzać nas w wegetację, życie z dnia na dzień. To, co przeżyjemy sercem, rodzi w nim pragnienie kontynuacji.

Jesteśmy także spragnieni więzi z osobami, które tworzą wspólnotę. Bez więzi jesteśmy obcymi, niewrażliwymi na to, czym żyjemy, dokąd zmierzamy, jacy jesteśmy.

Kiedy nie żałujemy za popełnione zło, zamykamy serce. Ono staje się w nas zatwardziałe, zamknięte na czułość Boga. Serce zatwardziałe, to człowiek emanujący chłodem, niewrażliwością, obojętnością. Serce jest chłodne, a nawet zimne, gdy jest zamknięte, co oznacza – zatwardziałe. Lękając się czułości Boga, lękamy się też czułości człowieka, jego dobroci, życzliwości, bliskości.




Liczba wyświetleń strony: 10682170 * Liczba gości online: 36 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-20
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC