MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Nie dowierzać każdemu słowu



Gdy człowiek jest duchowo słaby, łatwiej mówi o innych źle, niż dobrze. Jeśli jestem, duchowo mocny, nie wierzę wszystkiemu co inni o mnie lub o innych mówią. Bycie duchowo mocnym umożliwia bycie bardziej krytycznym, zdystansowanym, nie biorącym do serca wszystkiego, co widzę i słyszę, nie przeżywającym tego, co się narzuca tak aby mogła mnie owa rzeczywistość sobie podporządkować i dowolnie kierować.

Słowa innych wywołują we mnie określone reakcje. Wiem, że nie wszystko muszę komentować wewnętrznie, lecz oprzeć się temu jest bardzo trudno. Nie spieszyć się oznacza, nie reagować natychmiast, zaraz, lecz dopiero po przemyśleniu. W sprawach większej wagi, o bardziej znaczącym ciężarze gatunkowym zasadną wydaje się być długomyślność. Gdy dojdę do tego co uznaję za prawdę, powinienem poddać „moją prawdę” krytycznej ocenie.

Warto nie upierać się przy swoim zdaniu, gdy inni wykażą jego bezpodstawność, nie uprawniony niczym sposób myślenia. To wymaga pokory a także postawy uczciwości wobec siebie i swoich rozmówców. Moje nie musi być zawsze „na wierzchu”. Najważniejsze wydaje się być to, aby „moje” było myśleniem w prawdzie i napełniało pokojem. To co słyszę, nie powinienem transmitować w taki obszar ludzi, który jest chorobliwie zainteresowany nowymi informacjami dla uczynienia z nich sensacji. Przekazuję słowo, które jednoczy a nie dzieli; czyni ludzi przyjaciółmi zamiast wrogami; otwiera czyniąc wolnymi od chorej podejrzliwości. To, co mnie samemu nie przynosi pokoju serca, nie powinienem zanosić drugiemu.

Konieczne jest uwolnienie się od gwałtowności, od nagłych i nieprzemyślanych decyzji. Należy rozeznawać emocje, ich gwałtowność, które sugerują rozwiązanie jedynie na „teraz”. Należy odczekać, zdystansować się, pozwolić sobie na czekanie i wyglądanie nadejścia pokoju serca i trzeźwego myślenia.

Przyznanie się do pomyłki wzmacnia nas, nie zaś osłabia. Trwanie w błędzie i tworzenie pozorów, jakoby one były prawdą jest drogą do rozpaczy. Przestajemy być wrażliwymi na to, co dobre, a co złe. Dobrze będzie jeśli od czasu do czasu zanegujemy „naszą prawdę”, elementy poniekąd nienaruszalne w naszej układance myślenia. Warto zobaczyć ile jest tam chorych ambicji, niespełnionych oczekiwań i marzeń, a może i niepokoju, który kieruje naszym myśleniem.

Po czasie odkrywamy, że nie należy wierzyć słowom każdego człowieka. Niezbędna jest wolność wewnętrzna od fascynacji, ale i zniechęcającego odczuwania, gdy słyszymy kogoś mówiącego. Prosta, a zarazem ogólna zasada może stanowić dla nas wsparcie, a brzmi ona tak: „Nie jest ważne to, kto mówi, ale co mówi”. Człowiek posiada w trzeźwości myślenia nieuzasadnione przestoje. Wielokrotnie ulegamy wówczas czarowi słowa.

Jest i tak, że słowa innych budzą w nas niepokój, odsłaniają jedynie to, przed czym uciekamy już wiele lat. Ucieczka przed tym co nas męczy, załamuje, odbiera radość życia powinna doprowadzić do silnego pragnienia zaprzestania ucieczki i dojścia do konfrontacji z tym, co moralnie naganne, niestosowne. Ucieczka wzmacnia i rozwija w nas to, na co nie znajdujemy sposobu i siły, a przede wszystkim motywacji aby powiedzieć: chcę iść inną drogą, będę chodził w świetle dnia.




Liczba wyświetleń strony: 9479042 * Liczba gości online: 30 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC