MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Zbawczy wymiar ludzkiego cierpienia



„Jezus, gdy przyszedł na świat, aby odkupić ludzi – czyli aby dać im życie i dać je w obfitości chciał, aby to nastąpiło poprzez Jego Mękę. Ale Jego Mąka, i stąd Odkupienie – powinny być uzupełnione przez nasze cierpienie „ (Pius XIII).

Prawdziwym dramatem współczesnego człowieka jest poczucie bezsensowności i nieużyteczności cierpienia. To poczucie tak bardzo mocno jest zakorzenione w ludzkim cierpieniu... Dlatego też nie tylko wyniszcza ono człowieka w nim samym, ale zdaje się czynić go ciężarem dla drugich. Człowiek, który nie odkryje sensu cierpienia, nigdy nie zazna radości i pokoju serca. Jednak tego sensu człowiek nigdy nie odkryje na swoim ludzkim poziomie, ale na poziomie cierpienia Chrystusa. Odkrycie zbawczego sensu cierpienia w zjednoczeniu z Chrystusem przeobraża to przygnębiające poczucie. Chrystus bowiem jest w samym centrum cierpienia i zła. Tajemnica krzyża nie należy do przeszłości. Jest nadal obecna w uwielbionym człowieczeństwie Chrystusa.

W osobie Jezusa dokonuje się „przedziwna wymiana”, przez którą Bóg przemienia od wewnątrz człowieka i cały ludzki świat, a człowiek ze wszystkim, czym jest i co jako człowiek posiada, uczestniczy w wewnętrznym życiu Boga. Jeśli tak, to nie ma teraz człowieka, miejsca ani godziny w świecie i w miejscu świata, które nie byłyby na swój sposób w taki dialog Boga z ludzkością włączone i to właśnie przez Jezusa Chrystusa. Nic, co dzieje się w świecie, nie dzieje się bez Niego. Jezus Chrystus – przez swoje dobrowolne uniżenie, cierpienie i śmierć – przezwyciężył zło świata oraz całe „piekło” upadłej egzystencji ludzkiej: ludzkie umieranie, oddzielenie, rozdarcie, zniewolenie, niepokój, wszelkie formy cierpienia. Stał się do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu, chcąc, aby nasze „piekło”, nasz smutek i nasze cierpienie napełniły się światłem. On chce to uczynić, jeśli tylko ludzka wolność pozwoli się ku Niemu przyciągnąć.

Ale... Bóg jest bezradny wobec tej wolności, jest bezradny wobec ludzkich wyborów. Bóg płaci za ten wielki dar, jakim obdarzył tę istotę, którą stworzył „na Swój obraz i podobieństwo” (por. Rdz l, 26). I wobec tego daru pozostaje konsekwentny. Dlatego też – na przestrzeni dziejów ludzkości – wciąż na nowo staje On wobec sądu człowieka, który zadaje Mu prowokacyjne pytanie: „Czy to prawda, że Ty jesteś Królem?” (por. J 18, 37). A jeśli tak, to czyż to nie On jest sprawcą całego cierpienia świata? Ten problem związku pomiędzy istniejącym cierpieniem a darem wolnej woli człowieka dyskretnie podejmuje Twardowski w pełnym dramatycznego napięcia wierszu:

Przyjdźcie potrzaskane klony jasne i żółte
obszarpany z liści grabie dyskretny
żołnierze z dziurami w głowach
przyjdź dziewczynko spalona z łopatką do piasku
i chłopcze coś przed śmiercią grał na scenie słonia
przyjdź stara kwoko na urwanej łapie
przyjdźcie cierpienia niewinne
przyjdźcie Adamie i Ewo coście za szybko chcieli wiedzieć co
dobre a co złe
przyjdź cebulo co w swoich trzech sukienkach namawiasz do
płaczu
przyjdźcie i powiedzcie
że to nie Jego wina

Dlatego też Bóg – chociaż Wszechmogący – „prosi o miłość”, a prośba ta jest prośbą o przyjęcie zaofiarowanej człowiekowi zbawczej miłości.

Bóg wszechmogący co prosi o miłość
tak wszechmogący że nie wszystko może skoro dał wolną wolę
miłość teraz sama
wybiera po swojemu
to czyni co zechce

Człowiek wybiera „po swojemu” i w te wybory Bóg – z szacunku do człowieka – nie może ingerować. Najczęściej więc ZŁY WYBÓR człowieka staje się przyczyną tak wielu cierpień. Szanując ludzką wolność, Bóg pozwala, aby zło nadal istniało w świecie. W samej głębi jednak zostało ono już tajemniczo przezwyciężone – na zawsze. Artykuł wiary o „zstąpieniu do piekieł” mówi, że dokonane przez Chrystusa odkupienie nie zna żadnych granic. Odtąd nie ma już miejsca najbardziej głębokiego i najbardziej oddalonego, które nie byłoby w zasięgu zbawczej mocy Boga. Chrystus wszedł w ludzką sferę cierpienia. Bóg, który przyjął na siebie całą „ułomność” świata, przezwyciężył ją swoją mocą.

Wewnętrzne odrodzenie człowieka dokonuje się bez przymusu, w pełnej wolności wiary. Bóg nie przymusza nikogo i nie pozbawia wolności. Chociaż dąży do osobistego spotkania z człowiekiem, aby umniejszyć jego cierpienie poprzez świadomość, że Bóg, który jest w każdym cierpieniu, WSPÓŁCIERPI z człowiekiem. To osobiste spotkanie z Chrystusem jest konsekwencją świadomie przyjętej perspektywy paschalnej. Jeżeli człowiek w swojej wolności otworzy się na nią-doświadczy spotkania z objawioną Miłością w swoim indywidualnym cierpieniu. Wie bowiem, że Ten, który przyjął człowieczeństwo, zgodził się przez to współcierpieć z całym stworzeniem i być z nim w każdym jego bólu.

Ty co nie chronisz od rozczarowań
nie strzeżesz od zawodu ludzkiej miłości
dajesz tak jakbyś żebrał
nie leczysz raka
karmisz głodem
nie wydajesz polisy ubezpieczającej na życie
nie układasz ran w jedwabnej poduszce
który poustawiałeś aniołów z mieczami za bramą raju
a nie dyplomatów w białych rękawiczkach
wciąż wierzę
że podnosisz nasze złamane paluchy
otwierasz nam oczy czerwone jak u królika
zapalasz światło
tłumaczysz
po drugiej stronie
każdy ma swój ą daleką podróż

Człowiek przekonuje się, że świat nie jest zdolny wyzwolić człowieka od cierpienia, a tym bardziej od śmierci. Świat nie jest w stanie ocalić człowieka od zła, od wszystkich jego postaci: chorób, epidemii, katastrof, kataklizmów i innych wielkich i małych cierpień. Nie jest też w stanie dać żadnej odpowiedzi ani wiary w sens. W osobowym Bogu, głęboko identyfikującym się z cierpieniem stworzenia, szuka człowiek ocalającej przystani:

Nad pustą gazetą
kiedy nasze plany wywracają się do góry nogami
kiedy nazywaj ą Ciebie dobrym Ojcem a inni głuchym kamieniem
kiedy pozór wyskakuje jak Filip z konopi
w podziwie o wiele starszym od rozumu
w zwątpieniu które także prowadzi w nieskończoność
kiedy tak mało barw a tak dużo kolorów
kiedy złoty środek staje się szary
nad próżnią bez dna wciągającą świat
kiedy niepokój ryczy jak ósma chuda krowa
kiedy możesz się rzucić na szyję Janowi XXIII na fotografii
biegnę do Ciebie jak po nitce do kłębka

Podstawą nadziei jest fakt, że Jezus Chrystus wychodzi naprzeciw cierpiącemu człowiekowi jako Ten, który już został ukrzyżowany i żyje jako Zmartwychwstały. „Cierpienie ludzkie osiągnęło swój zenit w Męce Chrystusa. Równocześnie zaś weszło ono w całkowicie nowy wymiar i w nowy porządek: zostało związane z miłością (...), z tą miłością, która tworzy dobro, wyprowadzając je również ze zła.” W spotkaniu z Miłością człowiek odkrywa prawdę o sobie i o swojej grzeszności, która też jest źródłem cierpienia. Bowiem „człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie (...).” Dopiero ten, kto „spotkał Miłość”, zrozumiał, czym jest jego własny grzech i co się z nim stało przez śmierć i nowe życie Chrystusa. Ludzka samotność, grzech, śmierć, cierpienie – to wszystko, chociaż ciągle jest obecne w naszym doświadczeniu – znalazło się w nowej sytuacji.

Krew płynie z Twojego boku wakacje a taki blady
i właśnie dlatego wierzę
żeś wszechmogący słaby
(...)
rozeszły się całkiem drogi
zgubiło się i odkryło
pozostał człowiek i Pan Bóg
mój grzech moja miłość

Tajemnica krzyża wciąż pozostaje miejscem spotkania człowieka z Bogiem. W momencie, gdy człowiek staje ze swym grzechem, słabością, cierpieniem przed Chrystusem – zostaje ogarnięty Miłością, tą Miłością, która ma moc wskrzeszającą! przemieniającą:

I wszystko to, co boli, w Boga przeistoczyć
jak w Ofierze na co dzień –
zwykły chleb i wino

Każde cierpienie Bóg „zanurza” w swoim doświadczeniu cierpienia i „przeistacza” je mocą swego zmartwychwstania. „Dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto też w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa.” Cierpienie ludzkie zyskuje więc ogromną wartość, ale tylko wtedy, gdy jest ono przeżywane w obecności Boga, w świadomym zjednoczeniu z Jego krzyżem:

Krzyż Twój idzie razem z Tobą
nad ranem
w jasny dzień
(...)
kiedy smutek szuka przyjaźni
(...)
od zaraz – do jeszcze nie wiem
zadzwonię do świętych
przez telefon poproszę
by krzyż nie przychodził bez Ciebie

Cierpienie jest nieszczęściem, gdy człowiek przeżywa je w osamotnieniu, gdy nie zgadza się na współuczestnictwo Chrystusa. Dlatego podmiot liryczny prosi „by krzyż nie przychodził bez Ciebie”. Chrystus bowiem – w swoim odkupieńczym cierpieniu – stał się uczestnikiem wszystkich ludzkich cierpień. Niezgoda na krzyż powoduje cierpienie jeszcze większe, a poczucie bezsensu staje się bardziej bolesne.

Mój krzyż co przyszedł z niewidzialnej strony
zna samotność w spotkaniu przy stole
niepokój i spokój bez serca bliskiego
(...)
krzyż wszystko uprości
nie człowieka – o miłość trzeba prosić Boga
od tego zacząć żeby iść do ludzi
(...)
dopiero żyć zaczniesz gdy umrzesz kochając
mój krzyż co przyszedł z niewidzialnej strony
wie że wszystko wydarzyć się może
choćbym nie chciał tego
(...)
czasami krzyż ofuka uderzy ubodzie
z krzyżem jest się na zawsze by sprzeczać się co dzień
jeśli go nie utrzymasz to sam cię podniesie
a szczęście tak jak zawsze o tyle o ile
bywa że się uśmiecha gdy myśli za pewne
chcesz mnie zrzucić
zobaczysz że ciężej beze mnie

Krzyż jest uproszczeniem zawiłości życia, ma charakter sensotwórczy. Jednakże do zrozumienia tego sensu człowiek dorasta w miarę jak staje się świadomym uczestnikiem cierpień Chrystusa. Kiedy człowiek w wierze odkrywa odkupieńcze cierpienie Chrystusa, zarazem w nim odkrywa swoje własne cierpienie, które nasyca nową treścią. Dlatego też może wyznać:

ile upartej wiary w rozum
który nie chroni od nieszczęścia
a przecież wszystko takie proste
kiedy zbliżamy się do Boga

„Uparta wiara w rozum” nie potrafi pogodzić prawdy o cierpieniu z prawdą o Bożej miłości, oddala człowieka od Boga. Dopiero poprzez wiarę człowiek poznaje miłość, która poprowadziła Chrystusa na krzyż. Skoro On tak umiłował cierpiąc i umierając, zatem tym swoim cierpieniem i śmiercią żyje w tym, kogo umiłował – żyje w człowieku. Jeżeli człowiek – świadomy tej szczególnej obecności Jezusa – odpowie miłością na Jego miłość, wówczas -poprzez krzyż, poprzez cierpienie – zostaje zjednoczony z Chrystusem. Cierpienie nie zaprzecza Bożej miłości, wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej do niej przybliża:

Wszystkie mleczne drogi
jak miecz między nami
krzyż wciąż nieskończony
przestrzeń niepoznana
wąski pasek cnoty
zbliża mnie do Ciebie
to co Cię oddala

„Chrześcijański, a więc widziany w Jezusie Chrystusie, Bóg nie jest Bogiem nie – czułym, ale w rzeczywistym sensie tego słowa Bogiem współ – czującym, Bogiem, który cierpi razem z człowiekiem.” Bóg współczujący, który objawia się nam w Jezusie Chrystusie, jest ostateczną odpowiedzią na trudne pytania dotyczące cierpienia niezawinionego, cierpienia prawdziwie hiobowego, owego „bólu niezasłużonego”, o którym pisze Twardowski:

Pan Jezus niewierzących chodzi między nami
trochę znany z Cepelii
trochę ze słyszenia przemilczany solidnie
w porannej gazecie
bezpartyjny
bezbronny
przedyskutowany
omijany jak
stary cmentarz choleryczny
z konieczności szary
więc zupełnie czysty
Pan Jezus niewierzących chodzi między nami
czasami się zatrzyma
stoi jak krzyż twardy
wierzących niewierzących wszystkich nas połączy
ból niezasłużony
co zbliża do prawdy

W ludzkim rozumieniu i tradycyjnej homiletyce bardzo często występuje przekonanie o tym, że cierpienie musi być „zasłużone”, że jest karą za grzechy, surowym napomnieniem bądź też wezwaniem do nawrócenia. Ale już Biblia – na przykładzie opowiadania o sprawiedliwym Hiobie – pokazuje, że ból może być właśnie „niezasłużony”, wcale nie musi być „za coś.” Przecież cały dramat Hioba polega na tym, że Hiob jest przekonany o swojej prawości, a jednak Bóg „znęca się” nad nim. Sprawiedliwy Hiob nie znajduje racjonalnego wytłumaczenia dla swojej sytuacji... W miejscu Hioba może się znaleźć niejeden współczesny człowiek.

Ks. Twardowski o tym wie – na pytanie DLACZEGO Bóg poddaje człowieka tego rodzaju próbom – odpowiada bardzo lapidarnie: „Ja też jestem dzieckiem Boga, starym dzieckiem. Ja też nie rozumiem, dlaczego ktoś cierpi. Kiedyś wszyscy się dowiemy.”138 Księga Hioba – zanurzona w wierze – jest lekcją wierności Bogu w cierpieniu, w tym „bólu niezasłużonym”, którego człowiek nie rozumie. I taki właśnie ból najbardziej „zbliża do prawdy”, do tej Prawdy ostatecznej, którą jest Jezus; „ból niezasłużony” w tajemniczy sposób zbliża do Boga, staje się szczególnym rodzajem epifanii i chrystofanii zarazem.

a czasem po prostu garstka cierni szept dłoni
buty matczyne zdarte aż do krwi więcej powiedzą o Nim
ból rozebrany z gałganów do naga więcej powiedzą o Nim

Komentarzem niech będą słowa samego poety: „Dla człowieka wierzącego życie doczesne jest tylko częścią, w życiu wiecznym Bóg bierze nas naprawdę pod swoją opiekę. Hiob też niczego nie rozumiał, był cierpiącym sprawiedliwym, ale potem Bóg mu się wewnętrznie objawia i Hiob pojmuje, że można odnaleźć Pana Boga nawet w bólu i rozpaczy. Nie wystarczy sławić Boga tylko w radości, bo to jest łatwiejsze. Być blisko Niego także w cierpieniu to dopiero sztuka. Trzeba uznać, że jest jakiś sens cierpienia, nawet jeśli go nie rozumiem.” Takie cierpienie staje się wezwaniem do ujawnienia moralnej wielkości człowieka, jego duchowej dojrzałości. Wierność Bogu do końca, wierność w NIEZROZUMIAŁYM, może być największym wyznaniem wiary, stąd prośba:

Bliższy od reguł życia wewnętrznego
przepisów na zbawienie
odwrotna strono rozpaczy
świecący nawet niewierzącym jak ogromne ciało dobroci
ile razy klękam przed Tobą bojaźliwy i spokojny
z wszystkimi dowodami na istnienie Boga w torbie mózgu
i spuszczonym pyskiem sumienia
prosząc
abyś mnie nauczył
cierpienia bez pytań

Cierpienie – to naprawdę wielkie, „niezasłużone”, jest milczące, w tym sensie, że przerasta ludzką zdolność pojmowania. Należy bowiem do wielkich spraw Bożych, które dla człowieka wciąż pozostaną tajemnicą:

Milknie słowik
flet puzon głośne
jak bęben nazwiska
gdy przyjdzie cierpieniu
przyglądać się z bliska

To cierpienie „nie jest pyskate”, poeta nazywa je „świętym” człowiekowi pozostaje ufność i pokorna akceptacja:

święte cierpienie pocałuj w rączkę
Bogu się mówi – tak

Ból, cierpienie i rozpacz uznane są w tej poezji za tajemnicę, wobec której nawet Bóg jest milczący:

przy cierpieniu sam Pan Bóg stanął jak milczenie
i serce jak szczegół stale niespokojne
boi się że małe więcej od wielkiego boli

Wobec tej rzeczywistości niepojętej „zamilczeć potrzeba”:

Wiara stale chce pytać
lecz gardło wysycha
jeśli Bóg jest milczeniem
zamilczeć potrzeba

Jedyną odpowiedzią na pytanie o sens bólu jest wskazanie krzyża:

Całuję cię na dobranoc mój krzyżyku niemy
bo milczy tylko prawda i nieszczęście
o cokolwiek zapytasz
trzepnie cię milczenie
Bogu nie stawia się pytań dlaczego

„Bogu pytań się nie stawia. Grzechem Hioba było to, że pytał. Wiara to jest posłuszeństwo Bogu. Z pokolenia Izaaka rodzi się Jezus, który przecież zostaje ofiarowany przez Ojca za grzech ludzi. Bóg jest Niepojęty. Dlaczego uważasz, że możesz Go zrozumieć? Bóg nie byłby Bogiem, gdybym Go rozumiał.” Jedyną mądrością pozostaje urna, prosta, milcząca modlitwa jako źródło siły do wytrwania:

Jak nazwać rozpacz wiarę zwierzęta rośliny
ból nie najważniejszy
a przecież jedyny
zdjąć czapkę jak w kościele klęknąć przy cierpieniu
do Nienazwanego
mówić po imieniu

Jest jeszcze jeden ważny aspekt, który Twardowski akcentuje w swoich wierszach – paschalny wymiar tajemnicy cierpienia człowieka. Bóg bowiem sam cierpiał, więc cierpienie nie może być zarzutem przeciw Niemu. Cierpienie Boga, które rodzi się z dobrowolnej miłości, zwycięża ciążący na człowieku przymus cierpienia, obcy i niezrozumiały. Cierpienie nie zostaje zlikwidowane, ale przemienione, przemienione wobec NADZIEI. Ostatnim słowem nie jest już uniżenie i cierpienie, ale wywyższenie i przeobrażenie w chwale. Na tajemnicę krzyża, każdego ludzkiego krzyża, trzeba patrzeć nie inaczej, jak w świetle chwały zmartwychwstania:

Zacznij od Zmartwychwstania
od pustego grobu
od Matki Boskiej Radosnej
wtedy nawet krzyż ucieszy
(...)
zacznij od pustego grobu
od słońca
ewangelie czyta się jak hebrajskie litery
od końca

„Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania (...). Dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto też w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa.”

Cierpienie – przeżywane w świetle zmartwychwstania – ma ogromną wartość, nie tylko w wymiarze indywidualnym. Jest to „dźwignia podnosząca świat”, szczególny rodzaj apostolstwa, gdy przyjmując krzyż – łączymy go z krzyżem Chrystusa i ofiarujemy Bogu w intencji zbawienia świata. Tajemnica ludzkiego cierpienia, przyjętego w świetle tajemnicy Jezusa i Kościoła, staje się niewyczerpanym źródłem duchowego ubogacenia dla wszystkich:

Chrystus przez wierzących jeszcze nie poznany
zbawia znów
przez robotników dźwigających ciężkie kosze
przez odmrożone nogi
przez bóle głowy
przez okropne mieszkania
przez nowenny nie wysłuchane
przez korkiem wykładaną ścianę
co wariatom zdrowie ochrania
(...)
przez śmieszne życie złamane
przez chorób niewyleczenie
choć tyle włożyłeś trudu
przez niespełnienie cudu
choć jak Matka prosiłeś w Kanie
przez heretyków bezradne szukanie
przez dziobatą twarz nieforemną
przez płacz dziecka zgubionego w pociągu
co upadło nosem w ciemną noc
i przez twoje własne cierpienie
to ostatnie co tak bolało
przez twój ą krew i ciało

Miłość ma moc zbawczą i właśnie przez tę miłość, która łączy cierpiącego człowieka ze znającym cierpienie Bogiem, człowiek współuczestniczy w zbawieniu świata. Tę prawdę o twórczym, paschalnym wymiarze cierpienia głęboko przeżył ks. Jan Twardowski i tę prawdę głosi:

Nie cierpienie dla cierpienia
nie krzyż dla krzyża
nie piątek dla piątku
nie po to aby pytać
skąd i co dalej
Wszystko to bez sensu. Za mało lecz po to by być z Tobą
Pobiec. Bać się i zostać
Skoro ciebie bolało

Św. Paweł – nauczając o „szaleństwie krzyża” – uświadamia głęboki, zbawczy sens cierpienia przeżywanego nie w osamotnieniu, ale w zjednoczeniu z cierpiącym Chrystusem: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół”. Ten, kto cierpi razem z Chrystusem, zostaje włączony w dzieło zbawiania świata. W ten sposób odkupieńcze cierpienie Chrystusa stale może być „dopełniane” cierpieniem człowieka.

W któryś piątek, gdy płakało serce
wszedłeś nagle zamkniętymi drzwiami –
i złożyłeś mi ręce na głowie,
ręce Twoje ranami pokryte.
To Ty, Jezu, co się z Tobą stało...?
krzyż rzuciłeś w pobliskich kasztanach –
cierpień ziemskich mi teraz zbyt mało,
ukrytemu nagle w ranach Twoich

Cierpienie posiada więc ogromną wartość dla całego Kościoła, dlatego też trzeba ukochać „rany”.

(...)
A co będzie, gdy odejdziesz nocą?
ból powróci, smutek, niepokoje...
słyszę jeszcze, choć brzozy trzepocą –
szept jak potok – Rany moje kochaj

Każde ludzkie cierpienie – dzięki odkupieniu, którego dokonał Jezus Chrystus poprzez śmierć i zmartwychwstanie – ma charakter nadprzyrodzony; w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka do Chrystusa, jeśli tylko człowiek przyjmie prawdę o zbawczym sensie cierpienia. Cierpienie „tworzy” nowego człowieka, zorientowanego na Królestwo Boże. Ogromną nadzieją dla cierpiącego człowieka jest obietnica, że ten, kto jest uczestnikiem cierpień Chrystusa, będzie też miał udział w Jego chwale. Zmartwychwstanie Jezusa potwierdziło tę „chlubę krzyża”. Tę „chlubę krzyża” objawia w swoich wierszach Twardowski, wskazując jasne oblicze cierpienia, nie to posępne i tragiczne, do którego przywykł świat, ale pełne nadziei, tej paschalnej nadziei, która nadaje sens wszystkim ludzkim krzyżom, słabościom, cierpieniom...




Liczba wyświetleń strony: 10682187 * Liczba gości online: 36 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-20
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC