MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wartość cierpienia



Przemawiając do młodzieży akademickiej podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski, papież Jan Paweł II powiedział: „Ogromnie wiele zależy od tego, jaką każdy z was przyjmie miarę swojego życia, swojego człowieczeństwa. Wiecie dobrze, że są różne miary(...). Odważcie się przyjąć tę miarę, którą pozostawił wam Chrystus w wieczerniku Zielonych Świąt, a także w wieczerniku naszych dziejów.” Jest to miara Jego cierpień i krzyża zbawczego, miara dorastania do Pełni. Antropologia chrześcijańska podkreśla z naciskiem, że człowiek podczas swojej doczesnej egzystencji nie jest jeszcze w pełni sobą. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że jako człowiek jest wciąż Marcelowskim homo viator ; jako stworzenie jest z natury „w stawaniu się” i to „w stawaniu się” coraz doskonalszym. W swojej egzystencjalnej tęsknocie ciągle żyje jak gdyby „przed sobą” i „poza sobą”, wybiegając w przyszłość i będąc w ciągłym napięciu między tym, co jest i czym jest, a tym, co będzie i czym ma być. Doprowadza to do tego, że człowiek doznaje pewnej dezintegracji i nie przeżywa w pełni swojego istnienia, jak również nie realizuje w pełni swojej osoby. Inaczej mówiąc – jest on ciągle „niewykończony” i ciągle wzrasta w doskonałości wewnętrznej, staje się coraz bardziej sobą, coraz bardziej pełnią osoby:

Skąd ta tęsknota za najdalszą stroną
(...)
za Bogiem który stale przez śnieg się uśmiecha
gdzie jest w nas miejsce na tę nieskończoność

Istnieje zatem pewna konieczność cierpienia, bowiem w nim dokonuje się prawdziwy rozwój osoby. Jan Twardowski w przedmowie do „Poezji wybranych” napisał: „(...) na dramat patrzę oczyma starożytnych, którzy w dramacie nie widzieli tragedii rozpaczy, ale niezrozumiałe działanie. Wydarzenia miały głębię perspektywiczną, były symbolem nieskończoności i ukazywały tajemnicę. Dramat mógł być oczyszczeniem, trudną drogą do dobra.”

To nieprawdziwe trudne nieudane
ta radość półidiotka bólu nowy kretyn
żale jak byliny kwiaty zimnotrwałe
rozum co nie przeszkadza żadnemu odejściu
miłość której nigdy nie ma bez rozpaczy
(...)
wszystko stało się drogą
co było cierpieniem

Aby ów dramat mógł się pojawić, muszą zaistnieć przeciwieństwa. W wierszach Twardowskiego spotykamy „smutki, rozpacze, łzy”, a zaraz obok kontemplację świata, dziecięcy zachwyt, radość cudu istnienia. Twardowski pozostaje więc wierny augustiańskiej koncepcji świata, w którym wzajemnie przenikają się radość i ból. „Ciemna strona istnienia występuje jako niedoskonałość ujarzmiona, jako czerń, dzięki której istniejąca obok biel może być jeszcze bardziej wyrazista.”

Duch oklapnięty kiedy ciało obok
miłość niecała bo smutek daleko
jeśli śmierć nie przyjdzie
życie jak matołek
wiara niepewna gdy niewiary nie ma
nawet uśmiech jak baran gdy zabraknie płaczu

Twardowski stale podkreśla, że to, co z pozoru „niepotrzebne” w wyższym porządku rzeczywistości okazuje się wręcz konieczne w życiu:

Stale narzekamy
na dziurę w moście
na piąte koło u wozu
na dwa grzyby w barszczu
na kropkę bez i
(...)
na szczęście bez dalszego ciągu
(...)
ale stale potrzeba tego co niepotrzebne

„Tak wielu rzeczy nie możemy zrozumieć, na przykład cierpienia, które ma niezbadany sens i okazuje się, że było potrzebne dla naszego dobra. W życiu człowiek dość często rozpacza i buntuje się przeciwko temu, co go spotkało, a potem, ze zdumieniem, widzi, że to dobrze, iż tak właśnie się wydarzyło, że w tę stronę obrócił się jego los” (J. Twardowski). Dlatego też poeta zachęca, aby na życie patrzeć w szerszej perspektywie, aby przyjąć CAŁOŚĆ życia, a nie tylko wybrany jego fragment. Każde wydarzenie wydaje się wówczas ważne i nie bez znaczenia:

To że wszystko dzieje się inaczej
to cierpienie tędy owędy
ten dzień bez kochanej ręki
ten ból i tak dalej
(...)
powiedz że to właśnie ważne

Twardowski nie bagatelizuje żadnego bólu, ale też nie czyni z niego rozpaczliwego dramatu. Po prostu stwierdza, że ból jest do czegoś potrzebny, jest WAŻNY. „Człowiek się buntuje przeciwko cierpieniu, ale potem zaczyna coś z niego rozumieć. Trzeba wielu lat, żeby zdać sobie sprawę z tego, co było dla nas dobre, a co złe.” Twardowski, oswajając z rzeczywistością cierpienia, nie traktuje go jako głosu wołającego o nawrócenie, nie chce też utożsamiać go z karą za grzechy, ale nadaje mu sens nadprzyrodzony. Twardowskiego spojrzenie na cierpienie jest na wskroś nowotestamentalne, zanurzone w mesjańskiej nadziei. Bowiem chrześcijańskie ujęcie cierpienia widzi w nim nie ko konieczną ekspiację za popełnione zło w życiu, ale środek oczyszczenia chowego i podniesienie na wyższy poziom istnienia. W ten sposób staje się i nieustannym sprawdzianem naszego człowieczeństwa.

Dziękuję Ci za tyle bólu żeby sprawdzać siebie za wszystko co nieważne najważniejsze
za pytania tak wielkie że już nieruchome

Konsekwencją akceptacji swojego istnienia jest postawa wdzięczności wobec bytu całościowego, a więc także wobec tego, co bolesne. Chrześcijanin wie, że życie ludzkie jest życiem w sensie wyższym i szerszym, niż uznaje to na tylko biologia. Człowiek odnajduje siebie w tej mierze, w jakiej za [przestrzeń prawdziwego życia uznaje jego całość, choć takie pełne otwarcie się życie przybiera ciągle w dziejach ludzkich charakter martyrium. Wiara nie szuka cierpienia, ale wie, że droga do Pełni prowadzi zawsze przez cierpienie, i Wiara odrzuca próbę osiągnięcia „apatii”, wyeliminowania cierpienia, jako l rzeczy sprzecznej z istotą człowieka. Bowiem eliminacja cierpienia zamyka oczy prawdziwą wielkość życia. Już papież Paweł VI stwierdził, że „(...) Pragnie się chrześcijaństwa łatwego, chrześcijaństwa bez ofiary. Chrześcijaństwa bez obowiązków, bez wyrzeczeń się (...), bez bólu, jednym słowem – bez krzyża (...). Jak bardzo my ludzie współcześni, kultywujący zazdrośnie naszą osobowość, naszą wygodę, naszą nienaruszalność, potrzebujemy na nowo przemyśleć te magistralne słowa Chrystusa, który nam głosi prawo umierania dla życia (...)”.

Człowiek bardzo pragnie szczęścia, tego „wszystkiego”, które nasyci go radością, ale jednocześnie ucieka przed zaofiarowaną mu Pełnią:

Jeszcze się trzymasz własnego szczęścia za włosy
odkładasz sobie w byle garnuszku
piszesz pamiętnik to znaczy stawiasz sobie pomnik
dlatego powietrze karmi cię skąpo
nie prowadzą niewidzialne ręce
to co wielkie nie przychodzi mimo woli
ból daremny – bo nie umierasz
nie umiesz oddać siebie
jakże masz dostać wszystko

O człowieczeństwie człowieka decyduje jego postawa wobec cierpienia. Tu człowiek staje w bezpośredniej konfrontacji z faktem, że nie rozporządza sam swoim życiem, że jego własne życie nie jest jego własnością. Odpowiedź człowieka może być dwojaka: może być nią opór, próba zdobycia mimo wszystko autonomicznej władzy nad swoim losem – wówczas wszelkie cierpienie staje się „bólem daremnym”, ale odpowiedzią może też być powierzenie się tej innej Mocy, ufne poddanie się jej kierownictwu bez lękliwego oglądania się na siebie:

Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadaj ą z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz

Ksiądz Twardowski mocno podkreśla, że sens cierpienia możemy odnaleźć tylko dzięki wierze w osobowego Boga, do którego możemy wołać de profundis – przede wszystkim w okolicznościach niezrozumiałych i niepojętych, we łzach. A wtedy postawa człowieka wobec cierpienia stapia się z tą zasadniczą postawą życiową, którą nazywamy miłością: „i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz”. Ufność wobec Mocy, której powierza się cierpiący człowiek, przejawia się także w postawie akceptacji swojego losu i wiary, że to, co nas spotyka „spada z obłoków”, czyli jest wpisane ręką Boga w naszą historię życia, jest obdarzone sensem, jest „potrzebne do szczęścia”, czyli ma swoje uzasadnione miejsce w procesie dorastania do Pełni, zarówno do pełni swojego człowieczeństwa, jak i do pełni spotkania z Tym, który jest Sensem wszystkiego. Cierpienie czyni człowieka dojrzałym, gotowym do przyjęcia Boga:

Biedna rozpaczy
uczciwy potworze
strasznie ci tu dokuczają
moraliści podstawiają ci nogę
asceci kopią
święci uciekają jak od jasnej cholery
lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła
nazywają cię grzechem
a przecież bez ciebie
byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszczu
wpadałbym w cielęcy zachwyt
nieludzki
okropny jak sztuka bez człowieka
niedorosły przed śmiercią
sam obok siebie

Gdyby człowiek nie przyjął tego, co subiektywnie uważa za złe i niepotrzebne, nie mógłby się rozwinąć w pełni jako człowiek, byłby „nieludzki”, pozostałby „niedorosły przed śmiercią”, czyli przed spotkaniem z Miłością. Tak więc „wszystko stało się drogą co było cierpieniem”. „Bóg, prześwietliwszy rozpacze ludzkie swoim światłem, ma moc unicestwić wszelkie zwątpienie, nienawiść, nieufność.” Stąd też ksiądz wprowadza swojego czytelnika w przestrzeń łagodnej nadziei, opromienionej Bożym światłem, światłem odkupienia:

Jest taki uśmiech co mieszka w rozpaczy
bo gdy widzisz zbyt czarno to często inaczej
niekiedy w smutku jak drozd ci zaśpiewa
-twej miłości zranionej Bóg łaknie jak chleba
nieszczęście nie-nieszczęście jeśli szczęścia nie ma
jest uśmiech co się nawet na cmentarzu kryje
(...)
uśmiech i z cytryną uśmiechnąć się może
narzekasz na świat surowy jak grzyb niejadalny
a w świecie stale uśmiech niewidzialny

Twardowski odważył się pokazać, iż nie smutek, nie apatia jest wymiarem prawdziwej wiary, ale uśmiech i radosna – pomimo wszystko – akceptacja samego faktu istnienia.

Więc tak długo trzeba było rozsądku się uczyć
na pytania logiczne odpowiadać
nie mówić bez sensu i od rzeczy
żeby nagle zobaczyć
że nadzieja może być obok rozpaczy

Twardowski uczy, że na życie trzeba patrzeć w przestrzeni wiary, w przestrzeni Boga, którą określić można jako przestrzeń spotkania z Drugim. Afirmująca postawa Twardowskiego wyrasta z doświadczenia otwarcia na człowieka. I tylko taka postawa otwarcia jest gwarantem szczęścia pośród świata, w którym obecne jest cierpienie. Człowiek osiąga to szczęście poprzez wyzwolenie się od samego siebie, od egoistycznego zamknięcia, a to dokonuje się we wdzięczności wobec bytu. Wdzięczność wobec bytu pojmowanego całościowo, we wszystkich jego kategoriach – jest drogą ku przezwyciężaniu cierpienia. Poeta mówi o tym w wierszu „Wdzięczność”:

Jest taka wdzięczność kiedy chcesz dziękować
lecz przystajesz jak gapa bo nie widzisz komu
a przecież sam nie jesteś płacząc po kryjomu
Niewidzialny jest z tobą co jak kasztan spada
Jest taka wdzięczność (...)
za to że niosą ciebie nieznane ramiona
a to czego nie chcesz najbardziej się przyda

Postawa wdzięczności jest ściśle zespolona z NADZIEJĄ w sensowność tego wszystkiego, co nas spotyka. To bowiem, co jest naturalnym otoczeniem człowieka, jest również znakiem Bożego istnienia – wielopostaciowego. Twardowski jest przekonany o Bożej obecności w realnym świecie, w którym tyle różnorodnych zjawisk, także tych „ułomnych”, lecz przecież koniecznych. Zjawiska te mają swoje pozytywne odpowiedniki, ich sens można zrozumieć biorąc je pod uwagę łącznie, ponieważ „szukają razem miejsca dla siebie”. Świat nie trwa przez przypadek i dlatego również to, na co człowiek nie chce się godzić, wydaje się potrzebne. Twardowski jest poetą, który poszerza ludzkie poznanie różnorodności, w niej – jak w życiu – jest miejsce dla niespodzianki i paradoksu. W poezji Jana Twardowskiego sprzeczności są akceptowane z tą samą miłością, z jaką przyjmowany jest świat. Ta postawa podmiotu wierszy Twardowskiego pragnie być ufną zgodą na wszystko, co zostaje człowiekowi ofiarowane. Ufność tonuje uczucia i uczy cierpliwości również w bolesnym doświadczeniu. Tą nadzieją jest właśnie „miłość zdjęta z krzyża”, która jest twardym punktem oparcia wobec tego, co po ludzku niezrozumiałe. Dlatego poeta mówi: Jesteś – bo skąd tyle jeszcze nadziei”. Ta nadzieja towarzyszy człowiekowi szczególnie wtedy, kiedy pytanie o sens doświadczanego cierpienia rozbija się o „skałę ciszy”.




Liczba wyświetleń strony: 9478970 * Liczba gości online: 26 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC