MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Człowiek cierpiący



Poezja Twardowskiego, prześwietlona pierwiastkiem metafizycznym, nieustannie zwraca się w stronę doczesnej rzeczywistości, wprawdzie pełnej piękna i uroku, ale zarazem tej rzeczywistości, w której tyle ludzkiego bólu i cierpienia. Nazwać ją można zwierciadłem spraw ludzkich i Boskich. Odbija się w niej bowiem CAŁY człowiek, ten afirmujący świat, własne istnienie, rzeczywistość, ale też doznający rozczarowań, przeżywający smutek, osamotnienie, ból. Człowiek radujący się, ale zarazem cierpiący. Jest to człowiek w całej pełni swojej egzystencji. Każdy niemal utwór poety, z pozoru prosty i uładzony, kryje w sobie prawdziwie ostre dramaty, całą bolesność i drapieżność świata, w którym egzystuje człowiek. Twardowski chce ogarnąć całą osobliwość człowieczego losu. Pomimo iż poeta nie stroni od trudnych spraw ludzkich, nie omija rzeczywistości cierpienia, to jego poezja w przeżyciu istnienia nastawiona jest na afirmację, nawet na zachwyt, a nie -jak na przykład w egzystencjalizmie Sartre'a - na obcość, przerażenie, mdłości. Poeta odżegnuje się od dramatu egzystencjalizmu ateistycznego, a w zamian proponuje radość i spokój płynące z wiary w wieczność. Odnaleźć tu można głośne echa chrześcijańskiego personalizmu. Człowiek pojmowany jest według tej koncepcji jako byt natury duchowej, w którym pierwiastek duchowy jest substancjalnie związany z materią. Tradycja chrześcijańska roztacza nadzieję metafizyczną -wtopiony w kruchą materię człowiek poszukuje sensów ostatecznych poza granicami swej cielesności. Jacąues Maritain - czołowy przedstawiciel personalizmu chrześcijańskiego — stwierdza, iż człowiek „powinien ów los akceptować bez buntu, choć nie bez zastrzeżeń; chrześcijanin bowiem akceptuje to wszystko, co jest bólem i cierpieniem nieodłącznym od ludzkiego losu, lecz nie akceptuje zła moralnego i grzechu. Przeciwstawienie się ludzkiemu losowi, jeśli chodzi o grzech; akceptacja ludzkiego losu, jeśli chodzi o jego zupełną przypadkowość i o cierpienie (...) jest możliwe jedynie przez skierowanie woli ku Temu, który jest świętością samą, jest bowiem Słowem Wcielonym. Akceptacja losu ludzkiego przestaje być zarazem prostym poddawaniem się konieczności, staje się czynnym przyzwoleniem, i to przez miłość." Aby więc zrozumieć życie - tak pełne cierpienia - człowiek musi wiedzieć (i tę wiedzę wewnętrznie przeżyć), że życie ludzkie zostało zaprojektowane z perspektywą nieba. Całe nasze życie jest „stawaniem się" w perspektywie nieba. Bóg mówi w Objawieniu, że stan chorób, cierpień i śmierci nie będzie trwał wiecznie, gdyż jest to stan przejściowy, ograniczony czasowością. Mówi o tym ś w. Paweł w swoich listach: „Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie" (2 Kor 4, 17-18). Ta nadzieja eschatologiczna przenika całą twórczość księdza Twardowskiego. Wszelkie niepowodzenia, bóle i cierpienia rozpatruje poeta w aspekcie przekształcania naszego ziemskiego bytowania w niebo:

(...)
smutek jest jak diabeł
ma swoje stąd dotąd
wszystko jak należy w wymierzonym czasie
łzy się nawet śmieją kiedy są za duże
nie wyj z żalu głuptasie

Wszelki smutek ma więc swoje „stąd dotąd", ma „czas wymierzony". Człowiek, który cierpi, wie, że jego cierpienie jest tymczasowe. To, co tutaj człowiek przeżywa jako ból, znękanie, cierpienie - jest ograniczone w czasie i dlatego z punktu widzenia głębszej, ostatecznej racji - wtórne. U kresu wszelkich poszukiwań, wszelkiego błądzenia, doświadczania bólu i cierpienia tkwi obietnica wiecznego szczęścia.

Jednakże cierpienie JEST konkretną rzeczywistością, w której człowiek bytuje i w której niejako zmuszony jest się zadomowić, jest ono rzeczywistością, wobec której człowiek musi zająć konkretną postawę. Twardowski również jest przeświadczony o nieuchronności cierpienia. Jest ono bowiem wpisane w egzystencję, w najbardziej elementarne pragnienia i dążenia człowieka do szczęścia.

Karl Barth - współczesny filozof chrześcijański - definiuje człowieka jako byt powołany do zrealizowania swojego człowieczeństwa w relacji z drugą istotą: „Jeśli przeoczymy fakt, że jego (tj. człowieka) bycie to bycie samowtór, jeśli go widzimy samego dla siebie, jeśli go konstruujemy za pomocą abstrakcyjnego 'ja jestem', w które drugi człowiek jeszcze nie jest włączony, wtedy wszystko się załamuje(...). Nie możemy więc tego czynić. Winniśmy raczej niezłomnie rozwijać dalej to właśnie stwierdzenie: człowieczeństwo człowieka polega na tym, że istotą określającą jego bycie jest współbycie z innym człowiekiem." W poezji Twardowskiego człowiek istnieje w pełni jedynie wtedy, gdy obok niego obecny jest drugi człowiek. A swoje człowieczeństwo realizuje poprzez miłość. Wszak od życia ludzkiego miłości odłączyć się nie da... Miłość jednak jest uczuciem paradoksalnym, bo jest jednocześnie szczęściem, samotnością, cierpieniem. „Miłość jest jednym z cierpień, chociaż jest szczęściem - na ten paradoks nie ma rady." Ksiądz Twardowski umieszcza miłość w rzędzie spraw najważniejszych dla człowieka, a jednocześnie przysparzających mu najwięcej bolesnych rozterek:

W miłości wciąż to samo radość i cierpienie nawet sam Pan Bóg nie kochał inaczej
kocha gwizd kosa co rychło ustaje
liść klonu co opadnie bo już poczerwieniał
jelenia co zrzuca rogi po kolei ciemne
szczęście nieposłuszne to jest to go nie ma

U Twardowskiego miłość idzie w parze z cierpieniem, nigdy nie jest ona pełną radością: „miłość której nigdy nie ma bez rozpaczy". Jednak „bez jednej choćby rany to jeszcze nie miłość", „miłość bierze nam ręce i na krzyżu składa". Każda prawdziwa miłość powinna prowadzić wzwyż - do Boga. Człowiek często tego nie rozumie, trudno o „miłość bez chęci posiadania" i stąd biorą się wszelkie dramaty. Jednak cierpienie, które tak nieodłącznie towarzyszy wszelkim głębokim relacjom międzyludzkim, jest cenne, bo podnosi ich wartość:

Podziękuj za cierpienie
czy umiesz czy nie umiesz
bez niego nigdy nie wiesz
ile miłość kosztuje

Cierpienie jest więc ceną miłości, im większe - tym cenniejsza jest miłość. Człowiek bez miłości nie jest cały, do pełni swojego istnienia potrzebuje drugiej osoby.

Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu za to że
nie jest całym człowiek pojedynczy

Ale z kolei pragnienie spotkania z drugim człowiekiem, właśnie tym najbliższym i umiłowanym, wywołuje w sercu jakiś potężny głód spełnienia, uczucie wewnętrznego nienasycenia - cierpienie serca:

miłość jest wciąż niezręcznym mijaniem się ludzi

Cierpienie w miłości jest spowodowane przede wszystkim niemożnością pełnego, dogłębnego SPOTKANIA SIĘ z drugim człowiekiem. Człowiek w swojej egzystencji odczuwa więc ból osamotnienia, który często jest prawdziwym cierpieniem samotności:

Odpychają ciebie nie
chcą być z tobą mówią
źle obszczekana pani podrapana za nic samotności
przytul mnie

Do samej istoty człowieczeństwa przynależy egzystencjalna samotność, której nie mogą usunąć nawet najbliższe więzy współżycia międzyludzkiego. Samotność jest bowiem sytuacją egzystencjalną, którą należy przyjąć, stąd prośba poety, aby samotność go „przytuliła", oswoiła ze sobą, aby była siłą twórczą w j ego życiu:

Nie proszę o tę samotność najprostszą
pierwszą z brzegu
kiedy zostaję sam jeden jak palec
kiedy nie mam do kogo ust otworzyć
(...)
kiedy żaden pociąg pośpieszny nie spieszy się do mnie
(...)
nie proszę Cię o tę trudniejszą
kiedy przeciskam się przez tłum
i znowu jestem pojedynczy
pośród wszystkich najdalszych bliskich
proszę Cię o tę prawdziwą
kiedy Ty mówisz przeze mnie
a mnie nie ma

Osoba ludzka jest TAJEMNICĄ, jest bytem samym w sobie, którego treść nikomu w pełni nie może być zakomunikowana:

Tych co się kochają
rozdziera samotność
zawsze wielka kiedy wydaje się mała
samotność duszy
i nieśmiałość ciała

Ta „samotność duszy" wywołuje czasem smutek, który - nie zaakceptowany - może przerodzić się w prawdziwe duchowe cierpienie. Egzystujący człowiek księdza Twardowskiego tęskni do Pełni rozumianej bardzo szeroko - jako pełni miłości, pełni spotkania pomiędzy JA i TY, pełni życia w ogóle. Dlatego też w wierszu „Nie rozdzielaj" pisze:

Miłość i samotność
wzięły się pod ręce jak siostry
idą noga w nogę
nie rozdzielaj ich
nie szarp. Łapy przy sobie
miłość bez samotności byłaby nieprawdą
samotność bez miłości rozpaczą

Ks. Twardowski stara się wyjaśnić przyczynę istnienia samotności w miłości: „Uważam, że szczęściem jest kochać i być kochanym. Stale tego pragniemy, jesteśmy chwilami szczęśliwi, ale to jakoś nam się wymyka, bo człowiek należy najpierw do Boga, a później do drugiego człowieka. Stąd samotność w miłości, ale prawdziwej miłości ona nie przeszkadza." Bowiem ta samotność, choć czasem bolesna, nie determinuje całego życia człowieka. Nie jest samotnością sartre'owską, unieszczęśliwiającą, prowadzącą do unicestwienia. Samotność, o której mówił Sartre, kierowała człowieka ku nicości, naznaczając egzystencję piętnem pesymizmu. Samotność u Twardowskiego, chociaż może być cierpieniem, nigdy nie jest nieszczęściem; jest ona twórcza, jest duchowym wysiłkiem prowadzącym do wytęsknionej Pełni:

Samotność to droga do Boga najkrócej prosta szczęśliwa
nareszcie nikt nie przeszkadza
sobą nie zakrywa
Twardowski mówi, że trzeba:
Przeżyć samotność chociaż jest się razem
nie dziw się że bliski staje się daleki
milczą za gęsto rosnące topole
dwie obok siebie niespokojne rzeki
jest Pan do którego się bardziej należy
stąd to milczenie gdy się jest we dwoje

Dopiero kiedy człowiek pokona ból związany z przyjęciem trudu samotności, kiedy zostanie przez nią „przytulony" i sam się do niej „przytuli", odsłania się przed nim nowy wymiar rzeczywistości, w której znalazło się miejsce na transcendencję:

Przyszedłem Ci podziękować
za samotności różne
za taką gdy nie ma nikogo
lub gdy się razem płacze
i taką że niby dobrze
ale zupełnie inaczej
za najbliższą kiedy nic nie wiadomo
i taką że wiem po cichu ale nie powiem nikomu
za taką kiedy się kocha i taką kiedy się wierzy
że szczęście się połamało bo mnie się nie należy
(...)
są samotności różne
na ziemi w piekle i w niebie
tak rozmaite że jedna
ta co prowadzi do Ciebie

Skarga na nieprzekraczalną odrębność osobową pojawia się w wierszach poety dość często. Okazuje się, że egzystencji towarzyszy smutek istnienia, samotność, poczucie nienasycenia. Nad wszystkim dominuje jednak bezmierna, kontemplacyjna łagodność. U Twardowskiego dopiero śmierć, brama nowego życia, przynosi rozbicie skorupy okrywającej dotąd „ego”." O tym „smutku istnienia" mówi - pełen lirycznej zadumy - wiersz „Bliscy i oddaleni":

Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają
i muszą się spotkać aby się ominąć
bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne
rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało
(...)
bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
(...)
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem
jak bażanty co nigdy nie chodzą parami
można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem

Twardowski podkreśla, że dopiero w wymiarze eschatologicznym ludzkiego życia człowiek może odnaleźć odpowiedź na pytanie o egzystencjalny smutek, będący często bolesnym osamotnieniem. Osamotnienie dotkliwie odczuwane i wypowiadane w wielu wierszach nie stanowi ostatecznej prawdy, gdyż „po drugiej stronie nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem". Noc manichejczyków i współczesnych pisarzy absurdu rozjaśniana jest u Twardowskiego eschatologicznym optymizmem. Człowiek musi zostawić w swoim życiu miejsce na tajemnicę, musi zaakceptować w sobie samym transcendencję, to dziwne „nieznane", bez którego życie ludzkie byłoby prawdziwie jałowe i płytkie:

Co to się dzieje
księżyc płaski jak dolar
dom bez domu
dwoje bliskich i obcych
(...)
tak zawsze
kiedy się z miłości wymknie tajemnica

Tak naprawdę tylko Bóg może wypełnić wszelkie tęsknoty człowieczego serca. Wszak już św. Augustyn wyznał: „Niespokojne jest serce moje, dopóki nie spocznie w Tobie." I w tym momencie dochodzimy do prawdy, że cierpienie, które nie jest zanurzone w Bogu osobowym, staje się prawdziwym nieszczęściem...Pomimo cierpień, które wkomponowane są w prawdziwą miłość, jest ona stanem najbardziej upragnionym, bo -jak mówi sam Twardowski - „(...) miłość prawdziwa to jest największa tęsknota człowieka za szczęściem. W swej najgłębszej istocie jest to nieuświadomiona tęsknota za Bogiem." Tego duchowej natury cierpienia nieustannie doświadcza podmiot liryczny wierszy Twardowskiego. Być może dlatego, iż bolesna miłość nadaje sens i godność życiu jednostki. Być może ten ból jest do czegoś potrzebny? Być może odsłania coś, co jest w człowieku ukryte, jeszcze nierozpoznane?..., wyzwala z egoizmu i uczy ciągłego odchodzenia od siebie?... Tak więc tych, którzy kochają naprawdę, nie bez powodu nazywa poeta „cierpiącymi na miłość."

Jednakże w tej poezji cierpienie i szczęście wcale nie wykluczają się wzajemnie. Wręcz przeciwnie - budują harmonię, która składa się na ludzki los. Cierpienie w tej poezji zostaje usensownione poprzez przestrzeń nadziei, w której egzystuje człowiek Twardowskiego i w której dokonują się wszystkie ludzkie sprawy. Można powiedzieć, że te wiersze - pełne eschatologicznego optymizmu - oswajają z cierpieniem.




Liczba wyświetleń strony: 10715884 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC