MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Cierpienie Boga w Ukrzyżowanym



„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Twardowski mocno akcentuje ludzką stronę hipostazy Jezusa:

Dziękuję Ci, że miałeś ręce nogi ciało
że przyjaźniłeś się z grzeszną Magdaleną
że wyrzuciłeś na zbitą głowę kupców ze świątyni
że nie byłeś obojętną liczbą doskonałą

Chrystus Twardowskiego to nie potężny cudotwórca, Pantokrator, lecz cierpiący człowiek, choć w cierpieniu silny i niezwyciężony:

Teraz wiem
że musisz być
przeraźliwie doskonały
wieczny i nieśmiertelny
nierozpoczęty i nieskończony
zbawiający i umiejący słuchać
skoro nie lękałeś się umierać z miłości
skoro nie bałeś się być słabym
oddychać ciężko po każdym złudzeniu
być zbitym na kwaśne jabłko

Chrystus jest Bogiem „przeraźliwie doskonałym, wiecznym i nieśmiertelnym, nierozpoczętym i nieskończonym”, Bogiem „zbawiającym”, ale jednocześnie – pomimo natury Bożej, poprzez akt kenotyczny – przyjęcie ludzkiej natury – jest On prawdziwym człowiekiem: słabym, „oddychającym ciężko”, umęczonym, właśnie „zbitym na kwaśne jabłko”. W cierpiącym Chrystusie cierpi sam Bóg, chociaż zarazem jest to prawdziwe cierpienie człowieka. I właśnie to cierpienie Boga w Jezusie, cierpienie do końca, bo śmiertelne, jest dla Twardowskiego dowodem Jego doskonałości, „doskonałości przeraźliwej”, skoro tyle w niej sprzeczności. Cierpienie Boga pochodzi z miłości, On „nie lękał się umierać z miłości”. Nie jest ono brakiem ani niedoskonałością (bo przecież jest „przeraźliwie doskonały”), lecz wyrazem Jego wolności. Jeżeli Bóg cierpi, cierpi jak człowiek, to czyni to na sposób prawdziwie Boski, z wolnością i miłością. Obraz Chrystusa cierpiącego kreśli Twardowski na wzór Sługi Jahwe z Księgi Izajasza:

(...) Ja się nie oparłem
ani się cofnąłem.
Podałem grzbiet mój bijącym
i policzki moje rwącym mi brodę.
Nie zasłoniłem mojej twarzy
przed zniewagami i opluciem.
Iz 50, 5-6)

Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony.
(Iz 53,7)

Cierpienie Chrystusa jest włączone w misterium paschalne. Nie można mówić o cierpieniu bez odniesienia go do Paschy. Bowiem wydarzenia paschalne – męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa – są szczytowym momentem dzieła odkupienia. W nich najgłębiej objawia się miłość – wolna miłość Boga do człowieka, która tak zafascynowała Twardowskiego i stała się fundamentalną prawdą wiary chrześcijańskiej przeżywanej przez poetę. Obraz pasji i paschy Jezusa – to motyw wielu wierszy Twardowskiego. We wstępie do tomiku „Krzyżyk na drogę” poeta mówi: „Krzyż jest drogowskazem. Można iść od krzyża do krzyża i jeszcze dalej. Nie jest nieszczęściem – jest drogą. Niech te wiersze nie mówią tylko o cierpieniu i śmierci, ale o drodze, która ratuje od rozpaczy.”

Postać Ukrzyżowanego w wierszach Twardowskiego, w całej Jego bezsilności, w poniżeniu, oddaniu bez reszty, jest najpełniejszym obrazem miłości Boga do ludzi:

Dlaczego krzyż uśmiech rana głęboka
Widzisz
to takie proste
kiedy się kocha

Miłość staje się odpowiedzią na cierpienie i zarazem ona właśnie je upraszcza, odejmując dramatyzm i rozpacz, niejako wycisza ból. Jest ona jedynym kluczem do zrozumienia i przyjęcia krzyża, który jest TAJEMNICĄ.

Nie płacz. To tylko krzyż przecież tak trzeba
Nie drzyj. To tylko miłość jak rana w przylepce chleba

Cierpienie zostaje więc przezwyciężone miłością, „ratuje od rozpaczy” bezsensu:

Ratuje od rozpaczy woły składane w ofierze
cielaka co na ołtarz śmierć w ogonie wlecze
wróble co rozgłaszają dowcipy po świecie
kozę co odchodzi śmieszna byle jaka
choćby święty Roch w rzeźni się rozpłakał
odsuwa żabę gdy się bocian zbliża
cały w ranach Baranek przybity do krzyża

„Ratuje od rozpaczy”, czyli wyzwala. Dokonuje tego „cały w ranach Baranek”, Jednorodzony Syn Boży w akcie miłości zbawczej, odkupieńczej. Jest to wkroczenie w nowy wymiar, w wymiar paschalny. Jezus jest Barankiem paschalnym, ale i pasyjnym jednocześnie:

Nie miał On wdzięku ani też blasku,
aby na Niego popatrzeć
ani wyglądu, by się nam podobał.
Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,
wzgardzony... (Iz 53, 2-3)

Podkreślając ludzkie, fizyczne cierpienie krzyżowanego Boga, Twardowski wyznaje, że właśnie w takiego Boga wierzy i takiemu Bogu ufa:

Wiem to, i mimo wszystko, Jezu, ufam Tobie, bo masz
taką zwyczajną, ludzką ranę w boku

Twardowski mówi „Jak ludzki jest ten nieludzki”:

Ręce na krzyżu za słabe
nogi dawno omdlałe
serce zwyczajne jak serce

To serce jest zarazem ludzkim sercem, które przeżywa gorycz opuszczenia

w piątek
w tym dniu w którym Bóg
opuścił Boga

Słowa te przywołują na pamięć wersety psalmu wypowiedziane przez Chrystusa na krzyżu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” (por. Ps 21,9). Jest to chyba najbardziej ludzki i najbardziej dramatyczny moment w całej pasji Jezusa – świadomość przeraźliwego osamotnienia, dogłębnego opuszczenia. Jest to zarazem dotknięcie samego dna cierpienia. „Nie możemy myśleć o Jezusie jako Synu Bożym wcielonym z pominięciem tego krzyku samotności wobec Boga (...), krzyku człowieka pozbawionego oparcia w Bogu, ale przecież nadal całym sobą we wszystkim i do końca pragnącego Boga (...). Nikt nie jest w stanie pójść tak daleko, zstąpić w taką otchłań jak On.” Jest to cierpienie nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim na wskroś duchowe. Te słowa o opuszczeniu rodzą się na gruncie nienaruszalnego zjednoczenia Syna z Ojcem. „Chrystus poprzez Boską głębię synowskiego zjednoczenia z Ojcem doznaje w sposób po ludzku niewyrażalny tego cierpienia, jakim jest odłączenie -odtrącenie od Ojca, zerwanie z Bogiem. Ale właśnie przez takie cierpienie dokonuje Odkupienia – i może konając powiedzieć: 'Wykonało się!'„. Twardowski dotyka dwoistości natur jednego osobowego Podmiotu cierpienia odkupieńczego. Ten, który swoją męką i śmiercią na krzyżu dokonuje odkupienia, jest Jednorodzonym Synem, którego Bóg dał: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” (J 3, 16) Równocześnie zaś ten współistotny Ojcu Syn cierpi jako człowiek. Jego cierpienie ma ludzkie wymiary, ma też jedyną w dziejach ludzkości głębię oraz intensywność, która będąc ludzką, może być taką nieporównywalną głębią i intensywnością cierpienia dlatego, że Człowiek, który cierpi, jest podmiotowo Jednorodzonym Synem: „Bóg z Boga”. I ten „Bóg z Boga” cierpi i umiera jak „Bóg niepodobny do Boga”:

Nie dlatego że wstałeś z grobu
nie dlatego że wstąpiłeś do nieba
nie dlatego że Ci podstawiono nogę
że dostałeś w twarz
że Cię rozebrano do naga
że skurczyłeś na krzyżu jak czapla szyję
          za to że umarłeś jak Bóg niepodobny do Boga
bez lekarstw i ręcznika mokrego na głowie
za to że miałeś oczy większe od wojny
jak polegli w rowie z niezapominajką –
          dlatego że brudny od łez podnoszę Ciebie
          stale we mszy
jak baranka wytarganego za uszy

Twardowski bardzo wymownie podkreśla ludzką stronę hipostazy Jezusa:

Skarżą się na Boga że nie czuje nie wie
nawet kurczaki piszczą że wszystko Mu jedno
a On jako człowiek każdy ból udźwignął
na krzyżu z własną matką rozstawał się biedną

Ks. Twardowski powiedział, że Bóg „w osobie Jezusa wszystko przeżył także jako człowiek: i cierpienie, i wzgardę, i ból. To ktoś, komu nic się nie udawało. Nie nawrócił ani faryzeuszy, ani Piłata. Miał uczniów, szli za Nim gromadami, ale nawet najbliższy, Piotr, wyrzekł się Go w godzinie próby(...)” Poetę zdumiewa pokora i posłuszeństwo Jezusa, wierność miłości, wierność aż do końca:

Bóg wszechmogący a taki pokorny
wszędzie jest a nigdzie nie widać
trzyma się krzyża rękami obiema
czysty bo wszystko mając nic dla siebie nie ma
słucha cierpliwie że już się nie przyda
tylko Wszechmogący może być tak mały

Ta prawda znajduje odzwierciedlenie w nauce św. Pawła:

On istniejąc w postaci Bożej,
nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci –
i to śmierci krzyżowej (Flp 2, 6-8)

Właśnie na krzyżu Jezus jest – jeśli wolno tak powiedzieć – najbardziej człowiekiem. W Jezusie – człowieku najbardziej i dogłębnie cierpiał doskonały, wszechmocny Bóg. Jest to miłość do końca – „Krzyż – kiedy miłość idzie za daleko.” Cierpienie Jezusa (i zarazem Boga w Jezusie) jest bardzo dyskretne i pokorne, jak gdyby Jezus nie chciał się narzucać człowiekowi ze swoim cierpieniem, nie obnosi się z nim:

Rany Twej lewej stopy nie widzę na krzyżu
przykryta stopą prawą- by nie oglądano
trudno sekretu dyskretnym dotrzymać
aniołowie na trąbkach zaraz wydmuchali
że tak się stało
do niej się modli przetrącone szczęście
kolaboranci nielegalna miłość
ten kto na starość przyszedł się wypłakać
          że trudniej kochać bliźnich niż małego fiata
pobitych rana – ta której nie widać
modli się święty Józef z mokrą lilią w ręku
i sikorka bez pary co idzie spać sama

Cierpienie Jezusa – choć tak dramatyczne w swej ludzkiej wymowie -jest wprawdzie dyskretne, ale nie jest ciszą. Jest „płaczem serca”, nie ma w nim filozoficznego zamyślenia, intelektualnych dociekań... Jest bowiem rzeczywistością zranionego serca:

Mertonie święty
Boga nazwałeś Ciszą Milczenia
To śnieg nakłamał
tak długo padał za oknem
to chłopiec zmylił
pewnie zbyt cicho
liczył króliki na palcach

Posłuchaj krzyża
rozpaczy serca
wszystko inaczej
bo nie jest ciszą
głazem
pytaniem
lecz płaczem

Lecz jest to zarazem płacz w milczeniu, bowiem nie odpowiada na żadne i naszych pytań o sens cierpienia. Jedyną odpowiedzią Boga na sens cierpienia jest to, że On sam jest w każdym cierpieniu nie tylko jako człowiek, ale także jako Bóg. Cierpienie jest po prostu TAJEMNICĄ. I Twardowski nie szuka wytłumaczenia. Broni się przed formułami docierając do głębi tajemnicy prostotą serca:

Któryś się modlił bo było Ci za ciasno w pacierzu
któryś rozgrzeszył Magdalenę nie słuchając jej grzechów
tylko łez
któryś nie tłumaczył do końca cierpienia
który wygadanym kaznodziejom kładziesz do ust gąbkę ciszy
(...)
który masz więcej niż pięć ran
który nie gniewasz się na ceremonie niewiary
Proszę Cię o kryjówkę
w cienkim kąciku Twych ludzkich rąk
przed zgrają formuł

Jednakże, chociaż „przy cierpieniu sam Pan Bóg stanął jak milczenie”, to jednak jest to milczenie nabrzmiałe ogromem treści. Bo tajemnica, to nie to samo co zagadka. Tajemnica to coś, czego nie da się zrozumieć do końca. Nie dlatego, że to zostało przed nami zakryte, ale dlatego, że tak wielkie bogactwo treści nas przerasta. Zrozumienia należy szukać nie tylko intelektem, ale całym sobą. Trzeba tajemnicę chłonąć sercem:

Szukasz prawdy ale nie tajemnic
liścia bez drzewa
wiedzy a nie zdziwienia
boisz się oprzeć na tym czego nie można dotknąć
zaczynasz od sukcesu wielki i zbędny
nie milczysz ale pyskujesz o Bogu
          chcesz być kochany ale sam nie umiesz kochać
myślisz że sobie zawdzięczasz wyrzuty sumienia
nie wiesz że dowodem na istnienie jest to że tego dowodu nie ma
inteligentny i taki niemądry

Twardowski nawiązuje do słów św. Pawła – „apostoła mądrości krzyża”, który świadczy, że mowa i głoszenie nauki dotyczącej zbawienia „nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy” (por. l Kor 2, 4-7). Trudno dziwić się temu, że cierpienie jest tajemnicą. „Przecież to łaska samego Chrystusa sprawia, że cierpienie – coś pierwotnie bezsensownego – może się stać czynem duchowym, który jednocześnie oczyszcza, uzdrawia i buduje nowego człowieka. Moc Chrystusa wobec człowieka jest zbyt wielka, żeby ją na tej ziemi zrozumieć do końca. „Hieroglif cierpienia, na ziemi niepojęty, zrozumialszy w niebie” – powiada Norwid. Twardowski – w ślad za św. Pawłem – powtarza prawdę o nieprzystawalności ludzkich pojęć do Bożych tajemnic, szczególnie zaś do tajemnicy krzyża:

Jezu Frasobliwy
na przekór wszystkim
bez parasola na deszczu
z gołymi kolanami
słaby bo bezstronny
nieśmiały jakbyś debiutował wierszem
z prośbą o prostotę
samotny bo spokrewniony ze światem
pewnie martwią Cię ludzie
               którzy są jak katechizm
               na każde pytanie
          muszą mieć koniecznie odpowiedź

Wiedza Boża, niepoznawalna dla rozumu, wymaga objawienia, zaś główną jej treść stanowi Jezus Chrystus i odkupienie, które wyraża się w zbawczym akcie Chrystusa, obejmującym Jego śmierć i zmartwychwstanie. Bowiem w tajemnicy paschalnej wyraźniej można dostrzec prawdę o krzyżu i cierpieniu. Szczytem zaś tajemnicy paschalnej jest zmartwychwstanie, które bynajmniej nie jest zaprzeczeniem cierpienia, ale przemienieniem ludzkiego życia, a więc także cierpienia i śmierci, mocą Bożą. Tak jak czytamy w wierszu Norwida:

„ – Gdzie się podział krzyż?
– Stał się bramą”




Liczba wyświetleń strony: 10345391 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-09-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC