MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Żyć tęsknotą



Tam, gdzie człowiek przez posłuszeństwo wyrzeka się swego, musi wejść Bóg. Gdy bowiem ktoś nie chce niczego dla siebie samego, Bóg musi dla niego pragnąć dokładnie tego, czego chce dla siebie. Gdy niczego nie chcę dla siebie, wtedy On chce dla mnie.

W prawdziwym posłuszeństwie człowiek prosi: „,,Panie, daj mi to tylko, czego Ty chcesz, a w każdym sposobie czyń tylko to, co chcesz i jak chcesz!". Święty Augustyn mówi: „Ten jest najlepszym Twoim sługą, komu nie tyle na tym zależy, aby usłyszeć od Ciebie to, czego by chciał, ile raczej na tym, by chcieć tego, co od Ciebie usłyszał ".

Wewnętrzny spokój człowieka jest konsekwencją zaufania Bogu i wyrzeczenia się dóbr zewnętrznych, a zwłaszcza swojej woli. Potrzebna jest obojętność na wydarzenia i bodźce zewnętrzne; potrzeba chcenia tego, co Bogu miłe, na co zdecydowaliśmy się, bez względu na to, jakie są wydarzenia, w których uczestniczymy: dobre, czy też bardzo dla nas niepomyślne.

Nasza wola może być źródłem narastającego w nas niepokoju, choćbyśmy nie byli tego świadomi. Wydaje się nam, że pewnych miejsc, zajęć czy ludzi powinniśmy unikać, ponieważ uważamy, że takie kontakty mogą nam przeszkadzać, że one są winne naszemu złemu samopoczuciu. Tymczasem, to nie one ponoszą winę, lecz my sami przez fakt niewłaściwego stosunku do danego miejsca, danej pracy czy określonego człowieka.

Rozwiązaniem wielu problemów jest wyrzeczenie się samego siebie. Należy zostawić siebie. Jeśli tak się nie stanie wówczas to, dokąd idziemy, gdziekolwiek się znajdziemy, zawsze będzie związane z doświadczeniem przeszkód i niepokoju. Szukamy pokoju w rzeczach zewnętrznych: w miejscach, ludziach, w działaniu, w wyjazdach zagranicznych, w ubóstwie czy doświadczaniu poniżenia. Wszystko to jednak nie może przynieść pokoju serca. Odpowiedzią na brak pokoju wewnętrznego powinno być „porzucenie siebie samego”, a tym samym wszystkich innych spraw. Gdy pozostawiamy jedną małą rzecz, opuszczamy nie tylko ją jedną, ale wszystko to, co inni zdobywają albo czego pragną.

Rezygnując z własnej woli i samych siebie, wyrzekamy się wszystkich rzeczy. Jeśli czegoś nie chcemy, składamy to w ręce Boga i porzucamy dla Niego samego. Słowa Jezusa: „Błogosławieni ubodzy w duchu” (Mt 5,3) oznaczają: „Błogosławieni ubodzy w wolę”. Zawsze możemy znaleźć w sobie coś, co powinniśmy porzucić. W zależności od tego, w jakiej mierze wyzbyliśmy się wszystkich rzeczy, na tyle Bóg wchodzi w nasze życie. W tym wymiarze powinniśmy uczynić to, na co nas w danym czasie stać. Tylko w ten sposób możemy osiągnąć upragniony pokój.

W naszej codzienności nie powinniśmy się przede wszystkim zastanawiać nad tym, co mamy zrobić, lecz pierwszym zadaniem jest odpowiedź na pytanie, jakimi powinniśmy być. To, jacy jesteśmy ma bezpośredni wpływ na jakość, głębię naszych czynów. Nie wolno bazować w pragnieniu bycia świętymi na działaniu, na wykonywaniu określonych zadań, lecz na jakości własnego życia. Nie uczynki nas uświęcają, lecz my powinniśmy uświęcać nasze czyny.

Świętość naszego życia uświęca czyny. Kiedy nie jesteśmy święci, nie pomogą nam nawet wspaniałe czyny, budzące zachwyt i podziw innych. Stąd cały wysiłek człowieka powinien być ukierunkowany na stawanie się dobrym. Nie na to, co robimy, lecz na to, co leży u podstaw naszego zaangażowania, działania, tworzenia.

O dobroci naszych czynów mówi serce. Wskazuje ono na całkowite ukierunkowanie się na Boga. Konieczne jest, aby Bóg był dla nas wielki, oraz by nasza gorliwość i wszelkie dążenia w Nim miały swój początek i na Niego były całkowicie zwrócone. Jakość naszych czynów od tego jest zależna. Winniśmy przylgnąć do Boga, odnaleźć i odkryć dobroć i piękno Jego serca. Przylgnięcie do dobrego serca Pana sprawia, że nasze serce staje się dobre. Szukanie Boga prowadzi do bliskości z Nim. Odnajdując Boga odnajdujemy całe dobro, które jest najgłębszym pragnieniem naszego serca. Kiedy my nie szukamy Boga, On szuka nas nieustannie, dostępu do nas. Trzymając się Jezusa pragniemy i przeżywamy to, co jest w Jego sercu, a równocześnie odchodzimy i odrzucamy to, co Jemu się nie podoba.

Jesteśmy ludźmi dobrymi bez względu na zajęcia nam zlecone czy środowisko, w którym przebywamy. Pamiętać należy, że będąc dobrymi w sercu zawsze jesteśmy z Bogiem, a On z nami. Jeśli kontemplujemy Boga, dobre są nasze czyny. Nie przeszkodzą nam w tym inni ludzie, ponieważ nie zależy nam na ich opinii, ocenie, lecz wpatrujemy się w Oblicze, Tego, który wypełnia naszą codzienność, nasze pragnienia, myśli i dążenia. Człowiek, który pragnie Boga ponad wszystkich i wszystko nie znajduje przeszkód w realizacji powierzonych mu zadań. Smak naszego życia jest zależy od zjednoczenia z Jezusem.

Należy przeżywać nieustanną obecność Boga w pragnieniach serca, jego dążeniach i miłości. Przeżywać obecność to trwać w ufności i miłości do Niego, oraz być zdecydowanym na sprawianie Mu przyjemności. Potrzeba stałości, która przychodzi przez praktykowanie takich stanów ducha. Owa stałość jest trwaniem przed Bogiem bez względu na to, gdzie jesteśmy, z kim się spotykamy i jakie zajęcia wykonujemy. Nie szukając Boga we wszystkim doświadczamy wielu przeciwności i przeszkód, których Bóg dla nas nie chce. Naszym przeciwnikiem będzie wówczas nie tylko dobre, ale i złe towarzystwo. Dzieje się tak dlatego, że Bóg nie stał się jeszcze w nas wszystkim. Jeśli takim się stanie, wszędzie i ze wszystkimi będziemy odczuwali pokój. Wówczas nikt nie jest w stanie przeszkodzić naszemu trwaniu przed Panem. On się liczy, nie my.

Mieć Boga w sercu wyraża się w życiu Jego pragnieniami. Nie rzecz w tym, aby nieustannie o Nim myśleć. Oznaczałoby to, że gdy znika w nas myślenie o Bogu, nie ma równocześnie relacji z Nim. Ważne jest widzenie Jego w drugim człowieku i przeżywanie w nim Jego obecności. Mieć Boga w sercu oznacza żyć tęsknotą za Nim, pragnieniem bliskości, wyrażania czułości wobec Niego. Im większe jest nasze pragnienie Pana, tym intensywniejsze jest nasze wyobrażanie Jego obecności.

Nigdy w nas nie gaśnie pragnienie Boga, którego kochamy. Nic nam się tak nie podoba, jak On, i niczego z taką siłą nie oczekujemy, jak właśnie Jego. Nie szukamy wówczas pokoju, ponieważ żaden niepokój nie jest dla nas przeszkodą. Trwania przed Bogiem nie nauczymy się przez szukanie miejsc samotnych. Chodzi bowiem przede wszystkim o stan samotności wewnętrznej. Nie unikanie jej, lecz traktowanie jako przestrzeni umożliwiającej spotkanie. Będąc z inni ludźmi, możemy wejść w doświadczenie samotności wewnętrznej niezbędnej do nasłuchiwania Boga. Należy świadomie czekać na Boga. Ku Niemu potrzeba kierować wszystkie myśli i odczucia, które pojawią się w trakcie czekania.



Liczba wyświetleń strony: 10715901 * Liczba gości online: 31 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC