MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Cierpienie nie jest nieszczęściem



„Żyję w świecie, w którym odnajduję Pana Boga, w świecie odkupionym. Co to znaczy odkupionym? Odkupionym od rozpaczy. Wierzący patrzy na cierpienie nie jak na nieszczęście, ale jak na doświadczenie, na próbę wierności. Odkupiony świat przynosi nadzieję ".

Rzeczywistość cierpienia wywołuje pytanie o istotę zła: czym jest zło? Pytanie to jest zarazem pytaniem o przyczynę cierpienia i – w konsekwencji – o jego sens. Chrześcijańska odpowiedź na to pytanie różni się od tej, jaką dają niektóre tradycje kulturalne i religie utrzymując, że istnienie jest złem, od którego trzeba się uwalniać. Chrześcijaństwo głosi zasadnicze dobro istnienia oraz dobro tego, co istnieje, wyznaje dobroć Stwórcy i głosi dobro stworzeń. Człowiek cierpi z powodu zła, które jest jakimś brakiem, ograniczeniem lub wypaczeniem dobra. W rozumieniu chrześcijańskim rzeczywistość cierpienia tłumaczy się poprzez zło, które zawsze w jakiś sposób jest odniesione do dobra. W głębi każdego z osobna cierpienia doświadczanego przez człowieka, a zarazem u podstaw całego świata cierpień, nieodzownie pojawia się pytanie: DLACZEGO? Jest to pytanie o powód, o cel, w ostateczności zaś – o sens. Pytanie to nie tylko towarzyszy ludzkiemu cierpieniu, ale wyznacza ono jego ludzką treść, czyli to wszystko, co sprawia, że cierpienie jest właśnie ludzkim cierpieniem; bowiem z całego świata stworzeń – stworzeń cierpiących – tylko człowiek cierpiąc wie, że cierpi i jego cierpienie jest coraz większe i bardziej dramatyczne, jeśli nie znajduje na nie odpowiedzi. Pytanie o cierpienie jest zarazem pytaniem o zło. I jest to chyba najtrudniejsze pytanie, jakie człowiek stawia człowiekowi, a przede wszystkim – Bogu. Człowiek – szczególnie zaś chrześcijanin – stawia to pytanie Bogu jako Stwórcy i Panu świata . To trudne pytanie staje się niejednokrotnie źródłem załamań i konfliktów w stosunkach człowieka z Bogiem. Czasem bywa i tak, że dochodzi do zakwestionowania miłości Boga, a nawet do Jego całkowitej negacji. Jak mógł Bóg dopuścić do tylu wojen, obozów koncentracyjnych, do holocaustu? Czyż taki Bóg, który dopuszcza całe to cierpienie, jest rzeczywiście Miłością, jak podaje nam św. Jan w swoich listach? Czyż ten Bóg, który zdaje się wkładać na barki ludzi ciężary przerastające siły człowieka, nie skazuje zarazem swego stworzenia na beznadziejność życia? Wystarczy spojrzeć na całe zło świata, na ludzi pogrążonych w nieuleczalnych chorobach, na niewinne cierpienie dzieci... Cierpienie świata jawi się jako obraz wielce ponury, który znajduje swoje odbicie w literaturze współczesnej – u Dostojewskiego, Kafki, Camusa... Jeżeli bowiem Bóg jest Miłością, Mądrością, Wszechmocą i Pięknem – to istniejące w świecie zło i cierpienie zdają się temu zaprzeczać. Burzą radykalnie obraz dobrego Boga, zwłaszcza w zetknięciu z codziennym dramatem tylu niezawinionych cierpień, tylu win, które tak często uchodzą bezkarnie, a boleśnie ranią niewinnych. Jak ważne zatem w dzisiejszej rzeczywistości jest pytanie o SENS cierpienia... I tak jak samego człowieka „nie można zrozumieć bez Chrystusa" (Jan Paweł II), tak też tej cząstki egzystencji ludzkiej, którą nazywamy cierpieniem, nie można zrozumieć bez Chrystusa. Dlatego też, aby móc poznać prawdziwą odpowiedź na pytanie „dlaczego cierpienie”, musimy skierować nasze spojrzenie na objawienie Bożej miłości, która jest ostatecznym źródłem sensu wszystkiego, co istnieje. Miłość jest też najpełniejszym źródłem sensu cierpienia, które w ostateczności zawsze pozostaje TAJEMNICĄ. Chrystus jednak pozwala nam wejść w tę tajemnicę i odkryć „dlaczego cierpienie”, o ile jesteśmy zdolni pojąć wzniosłość miłości Bożej i na nią otworzyć swoje ludzkie serce. Miłość jest więc najpełniejszym (i chyba jedynym) źródłem odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Odpowiedzi tej udzielił Bóg człowiekowi w krzyżu Jezusa Chrystusa. Chrześcijanin patrzy więc na cierpienie w perspektywie krzyża -objawionej Miłości, tej Miłości, bez której wszystko, co boli, byłoby tragicznym bezsensem. Także w tej perspektywie spogląda na rzeczywistość cierpienia ksiądz Jan Twardowski, cierpienia, którego nie nazywa nigdy nieszczęściem, ale doświadczeniem, które ma nam pomóc w dojrzewaniu. Twardowski – popularnie nazywany poetą „uśmiechniętej wiary", nie jest dezerterem wobec rzeczywistości bólu w ludzkim życiu. Wszystkie ludzkie bolesne sprawy, trudne pytania, rozterki i uczucia przewijają się w różnych utworach poety, chociaż nie zawsze Twardowski mówi o nich w sposób bezpośredni. Twardowski podejmuje problem odwiecznych antynomii dobra i zła, ciemności i światła, które silnie rzutują na kształt losu człowieka. Zalicza się do tych spraw również cierpienie i śmierć. Jest to cierpienie głęboko wpisane nie tylko w rzeczywistość człowieka, ale przede wszystkim w rzeczywistość Boga samego. Bowiem dopiero w Bogu, i poprzez Boga, można odnaleźć prawdziwą istotę cierpienia. I to w Bogu ukrzyżowanym, zmaltretowanym, zmiażdżonym przez cierpienie, w Bogu umęczonym, wreszcie – w Bogu, który umarł z miłości. Twardowski – wskazuje jednocześnie na Boga. Bóg w tej poezji jawi się jako Ten, który stanowi o mądrości świata i naszego pojmowania. Jest Miłością i zarazem Wielkim Rozwiązaniem, Spełnieniem, Sensem wszystkiego, co niezrozumiałe:

I nagle przyszedł nieoczekiwany
jak żurawiny po pierwszym mrozie
z sercem pomiędzy jedną ręką a drugą
i powiedział:
dlaczego mnie szukasz
na mnie trzeba czasem poczekać

Bóg jest Odpowiedzią, chociaż czasami może się zdawać, że jest nieobecny w naszej egzystencji, gdzieś obok naszego bólu, cierpienia, łez... Bóg jest Najwyższą Gwarancją sensu i spełnienia. Twardowski przeżywa Go jako oczywistość, a nawet jako konieczność – szczególnie wobec perspektywy zła, cierpienia, niesprawiedliwości. Konieczność istnienia Boga w poetyckim świecie księdza Twardowskiego stanowi wytłumaczenie cierpienia. Jego obecność jest potwierdzeniem sensowności tego, co trudne i dlatego niezrozumiałe i niechciane.

Wierzę w Boga
z miłości do 15 milionów trędowatych
do silnych jak koń dźwigających paki od rana do nocy
do 30 milionów obłąkanych
do ciotek którym włosy wybielały od długiej dobroci
do wpatrujących się tak zawzięcie w krzywdę żeby nie widzieć sensu
do przemilczanych – śpiących z trąbką archanioła pod poduszką
do dziewczynki bez piątej klepki
do wymyślających krople na serce
do pomordowanych przez białego chrześcijanina
do wyczekującego spowiednika z uszami na obie strony
do oczu schizofrenika
do radujących się z tego powodu że stale otrzymują i stale muszą oddawać
bo gdybym nie wierzył
osunęliby się w nicość

Bóg nie jest pozaświatowym Absolutem, któremu cierpienie ludzkie jest obojętne. Jest Emmanuelem, Bogiem – z – nami, jest Bogiem, który dzieli los człowieka i w nim uczestniczy. Jego mądrość i wszechmoc zostają zaangażowane z wolnego wyboru w służbę stworzeniu. Jeżeli zaś w dziejach ludzkich obecne jest cierpienie, to Jego wszechmoc musi okazać się wszechmocą uniżania przez krzyż. Zgorszenie krzyża pozostaje kluczem do otwarcia wielkiej tajemnicy cierpienia, które należy tak organicznie do dziejów człowieka. Wszystkie indywidualne cierpienia i wszystkie cierpienia zbiorowe, zarówno te, które zostały spowodowane działaniem sił natury, jak też i te, które wywołała wolna wola ludzka, zawarte są w cierpieniu Boga. Ukrzyżowany Bóg w Osobie Jezusa Chrystusa jest dowodem solidarności Boga z cierpiącym człowiekiem. Bóg staje więc całkowicie po stronie człowieka. Staje w sposób bardzo radykalny, bowiem „uniżył samego siebie przyjmując postać sługi, stawszy się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej" (por. Flp 2, 7-8). I obraz takiego właśnie Boga odnajdujemy w wierszach księdza Twardowskiego.



Liczba wyświetleń strony: 10682166 * Liczba gości online: 37 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-20
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC