MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Pascha Jezusa Chrystusa


Scena 24
Maria Magdalena





Ewangelia
Jan 20, 1-18


A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: ŤZabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położonoť. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych. Uczniowie zatem powrócili znowu do siebie. Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy [tak] płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: ŤNiewiasto, czemu płaczesz?ť Odpowiedziała im: ŤZabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położonoť. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: ŤNiewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?ť Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: ŤPanie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmęť. Jezus rzekł do niej: ŤMario!ť A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: ŤRabbuniť, to znaczy: Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: ŤNie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: \"Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego\"ť. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: ŤWidziałam Pana i to mi powiedziałť.



Medytacja


Przybywa do grobu, gdy jeszcze jest ciemno, i spostrzega \"kamień odsunięty od grobu\". Natychmiast biegnie z powrotem: \"Zabrano Pana z grobu i nie wiem, gdzie Go położono\". Tego, którego kochała, nie tylko zabito, ale również wykradziono Jego ciało, odebrano Go jej całkowicie. Chce Go odzyskać, dotykać swoimi rękami. Z kolei do grobu biegną Piotr i umiłowany uczeń. Jan, człowiek o czułym sercu, biegnie szybciej. Miłość jest szybsza niż rozum i wola, których uosobieniem jest Piotr. Ale Jan ustępuje pierwszeństwa Piotrowi. Wszystko zauważa, ale niczego nie rozumie. Jan natomiast widzi i wierzy. Rozum nie potrafi pojąć zmartwychwstania, tylko miłość wierzy w taką możliwość.

Jest etap do którego Maria doszła. Dalej nie wie, co robić. Szuka, bo wie jedynie tyle, że \"Zabrano Pana”. Czyż nie było to mobilizujące dla Piotra, który rozważał zapewne swoje zaparcie się Mistrza? Nie można ciągle myśleć o grzesznej przeszłości. Jezus Zmartwychwstały przez Marię, zachęca Piotra, by swój dramat złożył w Jego pustym grobie. Nasze porażki, grzechy, niewierności trzeba widzieć w perspektywie Zmartwychwstania. I to jest nasza nadzieja. Trzeba być wrażliwym na znaki, jakie Zmartwychwstały zostawia w nas, ale i przez ludzi. Piotr otwarty na owe znaki, ale i na kobietę, \"która prowadziła w mieście życie grzeszne\". Zaufać tej kobiecie. Oprzeć się na tym, że Jezus jej przebaczył.

Wydaje się, że świt Zmartwychwstania łączył ludzi. Zaczęli się rozumieć, pomimo własnego, wewnętrznego rozbicia, zagubienia, dezorientacji w tym - komu naprawdę można uwierzyć? Można zrozumieć słabość człowieka, przechodząc przez własną i ucząc się skruchy, jak pieśni o miłości.

„Po szabacie, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu”. Maria weszła w ciemność, \"prowadząc w mieście życie grzeszne\". Z ciemności wyrusza, w stronę grobu Jezusa. W swoim pogrzebaniu, trzeba szukać pogrzebanego. Jeśli Go szukamy, znajdziemy Zmartwychwstałego. Człowiek, który głęboko upadł, może wypłynąć na głębię. Można powiedzieć, że Maria Magdalena, zanim Jezusa spotkała, gdy jeszcze prowadziła życie grzeszne, gdy żyła w swoim wewnętrznym grobie, już Go kochała. Upadając, można kochać Boga. Jak to możliwe? W danej chwili strach o siebie, albo siła namiętności, są jeszcze większe od siły miłości. Stajemy się, a nie jesteśmy, silnymi w wierze, w zaufaniu i miłości.

Nie ma wydarzeń niepotrzebnych w życiu. Wydarzenie, jakim jest grzech, może również zbliżyć do Boga, jeśli człowiek pójdzie za rytmem swojej wewnętrznej tęsknoty, w stronę Światła, które w nim jest. Światła, które nie gaśnie nawet wtedy, gdy człowiek popełnia ciężki grzech. Bóg przez wszystko, co się w naszej rzeczywistości życia wydarza, usiłuje otworzyć nam nie tylko oczy, ale i serce.

Nie przekraczała prawa szabatu, ustalonego porządku, choć bardzo chciała być przy grobie Pana. Trzeba umieć czekać na to, co jest dla mnie, szanując ustalony przez Boga porządek. Nie czeka aż będzie widno – spieszy. Każda pora dnia jest dobra na tęsknotę za Jezusem. Również, gdy stan ducha człowieka nie jest najlepszy, korzystny do zajmowania się Bogiem, po ludzku biorąc („było ciemno”) – jest to czas na znalezienie.

Na drodze wiary, nie można ominąć ciemności. A ciemność daje odczucie niepewności, lęku, konieczności podejmowania ryzyka. Nikt z ludzi nie towarzyszył Marii. Idzie w ciemności, być może dlatego, że ma silną motywację, ale i silną miłość: być blisko Mistrza leżącego w grobie.

Nie była przygotowana na odsunięcie kamienia. Zaskoczona, zapewne przestraszona, szuka drogi do tych, którzy Jezusa kochali, którzy z Nim przebywali, a teraz się rozproszyli. Gdy są ciemności w mojej wierze, gdy są znaki, że jakieś zło zostało odrzucone, trzeba szukać wspólnoty z innymi, którzy wierzą, a równocześnie są słabymi w wierze.

Stajemy twarzą w twarz ze smutkiem, przygnębieniem, samotnością, poczuciem bezsensu („stała przed grobem płacząc”). Stajemy przed pogrzebaną nadzieją, niepewnością – co dalej będzie z nami. I wtedy trzeba rozmawiać. Maria rozmawiała z aniołami. Koszmarny stan ducha daje możliwość wypowiedzenia się, czy to przez słowa czy przez łzy.

„Czemu płaczesz, kogo szukasz?” Możemy przeżywać podobną pustkę. W tę pustkę może, a nawet powinien wejść Jezus. Ważne by szukać Jezusa, a nie koncentrować się na pustce. Przyczyną smutku, może być nie odczuwanie obecności Boga, doświadczanie Jego milczenia. To jest doświadczenie dojrzałości duchowej. To między innymi sprawia, że Go szukamy. Doświadczam lęków, bo nie czuję obecności Jezusa. Moje smutki wskazują na fakt koncentracji na sobie, na tym, co mnie nie zadowala, denerwuje, zawstydza, niepokoi.

Bóg w takim a nie innym stanie ducha w jakim się znajdowała, posyła aniołów. Ona ich przyjęła. Łatwiej jest dawać pocieszenie, niż je przyjąć od Boga, ale i od tych, których On do nas posyła. W takim stanie ducha staje Maria przed Jezusem z tym, co ją męczy, za kim tęskni. Wtedy również jest blisko Pan, trzeba jedynie rozejrzeć się.

„Obróciła się”. Często ludzie nie zmieniają metody załatwiania spraw, rozwiązywania problemów. Widzimy ludzi, sprawy bez zmian, być może dlatego, że patrzymy przez dramat, klęskę dotychczasowych wysiłków, niepowodzenie własnych zmagań. Wiele bolesnych spraw trzeba doświadczyć „na własnej skórze”, by zobaczyć Pana i usłyszeć to, co będzie misją moją do innych.

„Zabrano Pana mego i nie wiem”. To jest najbardziej osobiste spotkanie z zanotowanych po zmartwychwstaniu Jezusa. Maria była wyzwolona z demonów. Stąd jej wdzięczność. W Jezusie znalazła sens swojego życia. To pierwszy mężczyzna, który nie spojrzał na nią ani z pogardą, ani z pożądaniem. Smutek przebija w jej dialogach. „Zabrano Pana mego i nie wiem”, to jest powód jej smutku. Jest bardzo zagubiona. Myślenie jej pozbawione jest zdrowego rozsądku, poczucia realizmu. Nie mogłaby Go przecież wziąć, a mówi do ogrodnika, żeby wskazał jej miejsce, gdzie zaniósł Jezusa, a ona Go weźmie. Nie realnie mówią i myślą albo bardzo kochający, albo zrozpaczeni.

„Mario!” Jest wpatrzona w grób. Szuka Mistrza, ale według swojego schematu. Nie rozpoznaje Go, kiedy staje przy niej. Ona szuka Go w grobie. Po jakich znakach Magdalena rozpoznaje Jezusa? Gdy powiedział jej imię: „Mario”. Jezus każdego ucznia nazywa po imieniu. Każdy znał swoje imię wypowiadane przez Jezusa, z całym ciepłem. Zmartwychwstanie zostało jakby zastrzeżone dla Marii Magdaleny, tej namiętnej kobiety, która sporo grzeszyła, ale i bardzo kochała. Grzesznica jest pierwszym świadkiem zmartwychwstania. Maria, z pasją kochająca kobieta, stoi przed grobem i płacze. Szuka wzrokiem tylko Tego, którego chciałaby zatrzymać przy sobie. Odwraca się, widzi Jezusa, ale Go nie poznaje. \"Niewiasto, czemu płaczesz?\". Jest tak bardzo zniewolona swoim głębokim smutkiem, że nie potrafi dostrzec Tego, którego kocha. \"Mario!\" Gdy do jej serca trafia słowem miłości, poznaje Go. „Rabbuni. Mój Mistrzu!”

Zmartwychwstały objawia się tylko temu, kto kocha. Maria Magdalena jest grzesznicą, która Jezusa głęboko umiłowała, kobietą z pasją. Jej żarliwa miłość była tym warunkiem, który pozwolił jej zrozumieć zmartwychwstanie. Poza tym Maria jest tą samą kobietą, z której Jezus wypędził siedem demonów. One nękały jej duszę i doprowadziły ją na skraj rozpaczy. Dzięki spotkaniu z Jezusem została uzdrowiona, jej rozpacz przemieniła się w głębokie zaufanie, a w swym rozdarciu odnalazła prawdę o tym, że jest kochana. Czując się zaakceptowaną i kochaną, wyczuła jednocześnie swą nienaruszalną godność.

Magdalena cała była nastawiona na grób, ale obejrzała się za siebie. Zmieniając kierunek patrzenia, zobaczyła coś nowego. Nie można być ciągle wpatrzonym w punkt swojej klęski. Nie należy ciągle wpatrywać się w swój grób. Jest w niej wytrwałość w poszukiwaniu: „pobiegła do uczniów; przybiegła, dalej szukając”. Jej miłość jest pełna wytrwałości w szukaniu, choć szukała tylko zwłok. Ona pierwsza szukała Jezusa. Maria Magdalena jest symbolem ucznia, który szuka Pana. Jezusa znajdują ci, którzy Go potrzebują, którzy szukają i chcą znaleźć. Nie ma takiej ludzkiej grzeszności, z którą Zmartwychwstały nie mógłby sobie poradzić. Trzeba jednak pozwolić Mu się prowadzić, również w ciemności, która nie jest bez znaczenia.

Uczymy się pojawiania i znikania Jezusa. Maria otrzymała misję: „powiedz braciom, idę do Ojca mego i Ojca waszego”. Poszła i powiedziała. Radość zmartwychwstania jest radością daną do dzielenia się. Magdalena zakochana w Jezusie, otrzymuje misję specjalną: ustanowiona apostołem apostołów. Nie rozum i wola, lecz miłość może pojąć zmartwychwstanie. Ale nawet miłość Jana nie wystarcza. Potrzebna jest namiętna miłość Marii. I potrzebne są etapy głębokiego smutku, przez które przechodzi Maria, by można się było spotkać ze Zmartwychwstałym. Maria wstępuje do grobu swojego smutku. Przejęta utratą Ukochanego, cierpi. Smucąc się i rozpaczając płacze. I widocznie płacz sprawia, że zwraca się do niej Ten, którego umiłowała.

Miłość jest silniejsza od śmierci. Ale tego doświadczyć może tylko taka miłość, jak Marii Magdaleny - boleje nad utratą Ukochanego i wstępuje do grobu smutku. W punkcie szczytowym rozpaczy i bezradności, gdy szuka Umiłowanego, On sam zwraca się do niej. Maria potrafi kochać, ale i namiętnie się smucić, gdy czuje się zraniona. Natomiast my uciekamy przed bólem i dlatego nie umiemy otworzyć się na miłość, która zwycięża śmierć.

Miłość ucieleśniona w Marii, zdaje się na Ukochanego. Nie ma żadnej ochrony. Pozwala się ranić, rozszarpywać, godzić w siebie. Ponieważ jest miłością namiętną, wykracza poza spokój własnego serca i całkowicie się od siebie wyzwalając, przechodzi na drugiego człowieka - w nim się jakby rozpływa. Gorąca miłość, to warunek naszego spotkania się ze Zmartwychwstałym we własnym sercu.



Modlitwa


Tak Cię kochała, że straciła poczucie rzeczywistości. Szczerze mówiąc, to zazdroszczę Marii Magdalenie. Wtedy człowiek czuje że żyje, gdy tak kocha. To wyróżnienie. Bez względu na to ile człowiek kocha i tak wszyscy trafią do tego samego nieba. Może to zabrzmi dziwnie, ale nie wierzą Boże w te możliwości świętych. Nie podziwiam Twoich świętych, lecz Ciebie. To, co oni dokonali i jak żyli, to żadna ich zasługa. Wszystko w nich dokonało się Twoją mocą, a nie ich otwarciem, lub wolnością, albo świadomym i dobrowolnym wyborem. Człowiek nie może na Ciebie się otworzyć, jeśli Ty go nie otworzyć. On nawet pomyśleć nie może o tym, żeby być otwartym na Ciebie, jeśli Ty nie udzielisz mu owego myślenia. Nie chcę mieszać. Słucham Kościoła, ale też po swojemu wiarą obejmuję te rzeczywistości, które są przedmiotem nauczania mojej Matki Kościoła.

Szalenie podoba mi się brak rozsądku Magdaleny i brak jej równowagi wewnętrznej. Bo świętość nie może być zawarta w jakiejś równowadze. Ona zawsze jest związana z jej brakiem. Wybacz mi Panie, że się mądrzę, ale nie bardzo mi odpowiada często mówienie o świętości i o świętych. Magdalena najpierw namiętnie grzeszyła, a potem namiętnie kochała. Przemieniłeś jej namiętność, zmieniając kierunek namiętności, jej charakter.

Imponuje mi to, że szła za Twoim głosem. Gdy Ciebie usłyszała odwróciła się w stronę, z której dochodził Twój głos. Niezwykłe jest Twoje prowadzenie człowieka. Niezwykle jest też to, że człowiek pozwala się tak prowadzić. Ale ona kochała. Skąd pojawiła się w niej taka miłość? Z Twojego przebaczenia. Chciałeś żeby jej życie uległo przemianie. Gdy czegoś chcesz, nie ma takiej siły, która mogłaby to zmienić. Kto pozna Twoją miłość nie jest zdolny Tobie odmówić. Poznała, że ją kochasz. To uczyniło ją szczęśliwą. Czy mógłbym Boże prosić Cię tylko o jedno? Daj abym odczuł, że mnie kochasz. Chcę być tak namiętnie kochającym, jak Magdalena.

Liczba wyświetleń strony: 10008258 * Liczba gości online: 17 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC