MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Pascha Jezusa Chrystusa


Scena 15
Biczowanie





Ewangelia
Jan 19, 1


Piłat wziął Jezus i kazał Go ubiczować



Medytacja


Jakże trudno przeniknąć dramat tamtych chwil. Jezus katowany na oczach ludzi. Niektórzy płakali, odwracali głowy, inni upajali się widokiem zmasakrowanego ciała znanego cudotwórcy. „Nie może sobie pomóc?” – myśleli. Jezus wiedział dlaczego cierpi, dlaczego w taki sposób. Wiedział jakie męki jeszcze Go czekają. Bardzo się bał, lecz poszedł drogą którą wybrał z miłości do Ojca i ludzi.

Boli skaleczenie palca, przecięta stopa, gdy chodzimy na brzeg jeziora zaśmieconego kawałkami stłuczonego szkła. Jezus przywiązany do słupa, otoczony przez sześciu muskularnych siepaczy doświadczał okrutnego bólu. Owi mężczyźni trzymając w ręku pejcze skórzane z łańcuszkami zakończonymi ołowianymi kulkami z haczykiem na końcu główki, zachowywali się tak, jakby katowanie Nauczyciela sprawiało im wielką przyjemność. Zadawanie bólu którego nie sposób wyrazić, było ich radością, choć trudno mówić o radości, bo ta ma zawsze wydźwięk odnoszący się do dobra. Żądza niszczenia, pasja zadawania bólu była ich chlebem powszednim.

Jezus miał podbite oczy. Oblicze ociekało potem i krwią. Nie mógł patrzeć na zgromadzonych, gdyż pozlepiane włosy zasłaniały pole widzenia. Arcykapłani i uczeni w Piśmie triumfowali. Jakże byli podobni do siepaczy. Im nie wolno było nikogo ukarać śmiercią, a przecież kłamliwe i niedorzeczne oskarżenia były ewidentnym wydanie wyroku. Nie chcieli zbrudzić sobie rąk krwią, która tryskała z ciała Skazańca. Byli winni tej krwi. Tak otępiali, że nie przeczuwali jak dramatyczne słowa wypowiadają przeciw sobie i własnemu narodowi: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”.

Krew Jezusa to życie dla tych, którzy Jemu uwierzyli. Na oczach Żydów żądnych krwi, choć o tym nie wiedzieli, Jezus składał ofiarę ze swojego życia. Celebrował ją za nich, za ich dzieci, za naród żydowski i wszystkich, których umiłował. Tym którzy Go skazali dawał życie, przez swoją Krew. Można być zaślepionym nienawiścią, człowiekiem zamkniętym w swoich doktrynalnych przekonaniach, który niszczy innych przekonany o tym, że się nie myli. Dramat ludzi którzy nie czynią refleksji nad tym co widzą i słyszą, nad znakami, spotkanymi ludźmi przychodzącymi w imię Pana Zastępów. Jezus na oczach swoich oprawców usprawiedliwiał ich i całą grzeszną ludzkość.

Ból który ktoś nam zadaje, może rodzić uczucia nienawiści, chęć zemsty, głęboki żal, powodować zamknięcie się w sobie. Jezus w tym wielkim bólu i ludzkiej nienawiści zachowuje miłość do człowieka. To jest nie do pojęcia. Okazuje się możliwe jedynie dla Boga i tych, którzy pragną w Jego Imię odpłacać miłością na nienawiść, dobrem zwyciężać zło.



Modlitwa


Panie, wystarczy patrzenie i współcierpienie z Tobą. Tylko jasne widzenie tego, czego chcę, jasny cel i motywacja mogą człowieka skłonić do takiego zachowania, do zgody na tak przerażające tortury, wręcz na masakrę. Jasny Twój cel, to otwarcie nieba dla wszystkich ludzi. Chcesz tego cierpienia i odkupienia z posłuszeństwa Ojcu i wielkiej miłości do człowieka. Co sprawiło, że to wszystko wytrzymałeś, przecież bardzo się bałeś? Tak cierpieć możesz jedynie Ty. Taka zdolność do cierpienia, jaka zdolność do miłości.

Zarówno Ciebie, Jezu, jak i każdy człowieka pragnącego dobra dla innych, czekało i czeka takie lub podobne cierpienie. Uciekamy od cierpienia, dlatego nie rozumiemy miłości, ale też uciekając od cierpienia, nie doświadczamy miłości. Miałeś „za sobą” Ojca. To takie ważne mieć kimś niezawodne oparcie. Ja też mogę mieć oparcie w Tobie, ale wydaje mi się, że nie mam. Gdy przychodzą chwile bardzo trudne wyobrażam sobie jedno, że jestem sam i na nikogo nie mogę liczyć, poza sobą. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego jesteś dla mnie „wszystkim”, gdy jest dobrze, nic złego się nie dzieje, a gdy przychodzą problemy jest tak, jakbyśmy się nigdy nie znali.

Proszę, Jezu, żebym nie potrzebował Ciebie do czegoś, np. do zapewnienia mi świętego spokoju, komfortu psychicznego, poprawnych relacji z innymi, zdrowia. Traktowałem Ciebie często jak instytucję usługową. Sporadycznie pojawia się pragnienie Twojej obecności, bycie z Tobą bez załatwiania spraw, bez mówienia o kłopotach i narzekania. Proszę, naucz mnie kochać Ciebie. Pozwól się sobą zachwycić i niech ów zachwyt trwa. Chciałbym Cię odkryć, jako najbardziej pociągającą Osobę. I znowu coś od Ciebie chcę. Ktoś powiedział, że tylko Ty Boże w miłości jesteś bezinteresowny, a ludzie kochając, czynią to dla czegoś, są w miłości interesowni.

Moją miłością chcę Cię dotknąć, być odczuł ulgę, Panie. Tak wiele razów spadło na Ciebie podczas biczowania. Może jeden przyjął bym na siebie, ale nie ten najmocniejszy! Znasz mnie. Bardzo się boję bólu i cierpienia. Czy Ty wiedziałeś co robisz, gdy mnie stwarzałeś takim, jakim jestem?

Liczba wyświetleń strony: 9447407 * Liczba gości online: 10 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC