MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Ludzka bezradność



Cóż może oznaczać to, że ów paralityk przez 38 lat był chory? Naród wybrany przez 38 lat był w drodze do Ziemi Obiecanej, aż odeszli do wieczności wszyscy mężczyźni zdolni do walki. Choroba jest jak przebywanie na pustyni. Nie chcemy przyznać się do tego, co sprowadza na nas stan choroby. Dopóki się opieramy, nie zdrowiejemy. Taki okres był potrzebny, aby chromy rezygnując z wewnętrznego oporu trafił do Domu Miłosierdzia, zanurzając się w Bożej litości (por.A. Grün, Pismo św. w interpretacji psychologii głębi, Kraków 1996, s 74). Chcąc wygrać trzeba się poddać, nie zaś prowadzić walkę, stawiając na to, że sobie poradzimy. Gdy się poddajemy, przekazujemy całych siebie w ręce Boga. Opór nas niszczy pogłębiając poczucie beznadziejności, zniechęcenia, a nawet prowadzi do buntu i rozpaczy.

Jezus przychodzi z gotowym planem nad Sadzawkę Betesda. Jego uwaga jest skupiona na chorym, który wydał się w ręce Boga. Dostrzega tego, który jest otwarty na przyjęcie pomocy w swojej bezsilności. Nie siła okazuje się być zawsze pomocna, lecz ludzka bezradność. Paralityk był w zasięgu wzroku Jezusa. Przestał się ukrywać ze swoim problemem. Nie usiłował udowadniać, że jest w stanie sam sobie poradzić.

Usiłujemy w cierpieniu zbliżyć się do Jezusa. Odczuwamy, jakby stan naszego ducha i zdrowia niewiele lub wcale nie był w zasięgu Jego troski. Tymczasem Jezus przychodzi do paralityka. Wiedział, że spotka go nad sadzawką zupełnie zagubionego. Stawiając chromemu pytanie, Jezus skłania go do walki o siebie, o własne zdrowie, o sprawność.

Dobrze stawiane pytania budzą nas wewnętrznie. Doświadczenie i uznanie słabości to jedno. Natomiast powierzenie się w ręce Boga, to drugie. Gdy się powierzam z zaufaniem Bogu lub człowiekowi oznacza to, że dokonuję ważnego kroku w moim życiu, decyduję się, żeby zawalczyć o siebie, oswoją przyszłość, samopoczucie, wolność wewnętrzną.

"Gniew, planowanie ucieczki czy decyzja przetrwania – każde działanie jest lepsze niż poddanie się uczuciom bezsilności i krzywdy" (R. Firestone i J. Catlett, Dlaczego tak nam trudno żyć?, Warszawa 1995, s.88-89). Nasza postawa ma zasadniczy wpływ na to, czy przetrwamy trudną dla nas sytuację. Wewnętrzna rezygnacja, zniechęcenie, szukanie oparcia w drugim człowieku za wszelką cenę jest źródłem naszych porażek. Pielęgnowanie poczucia krzywdy jest czynnikiem niszczącym nasze życie psychiczne i duchowe. Nie możemy koncentrować się na tym, że do czegoś mamy prawo, słusznie postąpiliśmy. Rzeczywistość zmusza nas do przyjęcia takiej postawy, której nie byliśmy w stanie przewidzieć.

Wolimy skarżyć się na niesprzyjające nam okoliczności, w sposób bierny wyrażając swoją dezaprobatę dla innych. Całą energię przeznaczoną na skarżenie się można byłoby przeznaczyć na tworzenie koncepcji wyjścia z kłopotliwej sytuacji. Stajemy się ofiarą rzeczywistości, środowiska, od którego oczekujemy rozwiązania naszych osobistych problemów. Konieczne staje się odejście od wyrażania oskarżeń, szukania "kozła ofiarnego" ofiarnego, a także stwierdzeń w rodzaju "tak powinno być". Wychodzimy z założenia, że świat powinien być na tyle uporządkowany, aby życie było znośne. Ktoś powinien nas kochać, znajomi powinni napisać, koledzy mogliby wstąpić i zainteresować tym się, co robię.

Chcą żyć, nie należy skupiać się na tym, do czego mam prawo i co inni powinni mi zapewnić do właściwego, wszechstronnego rozwoju. Postawa ta skłania nas w konsekwencji do minorowych rozważań, zasadnego oburzania się i nienawistnych uczuć. Podkreślamy własny trud życia, kreując się na męczenników oczekujących uznania i współczucia. Gromadzimy w sobie gniew, oburzenie, złość, uprzedzenia, ponieważ świat, w którym żyjemy nie powinien być takim, jaki jest. Ocenianie, oburzanie się, podpowiadanie, jak powinno się innych karać zmierza do usprawiedliwienia swojej nieodpowiedzialności.

Jezus usiłuje przekonać chromego, że chcąc powrócić do zdrowia, musi uczynić pierwszy krok. Patrząc na relację Jezusa z chorym człowiekiem uświadamiamy sobie, że potrzebujemy blisko siebie kogoś, kto w nas wierzy, a przez to udziela nam swojej siły. Mocą jego nadziei możemy się podnieść. Potrzebujemy, aby ktoś przywrócił nam zaufanie do nas samych. Jezus nie okazuje pomocy choćby w ten sposób, że podaje mu rękę, podnosi jego głowę, zachęcając do powstania. Daje mu przede wszystkim nadzieję. Staje przed nim jako ten, któremu chory może zaufać. Zachęca go. Patrzy na niego "z miłością".

Uczynienie pierwszego kroku jest sztuką wynikającą z dobrego traktowania siebie. Jest to decyzja za życiem, zamiast wegetacją, próbą przetrwania. Jeśli trzeba, należy wybrać życie z bólem, konfliktami i radościami. Uczynimy krok w stronę życia, gdy uwolnimy się od negacji samych siebie. Konieczna wydaje się refleksja nad własnym życiem i modlitwa. Paralityk słyszy słowa Jezusa. Niewątpliwie je rozważa. Słowo Pana jest jedynym, jakie zostało w tej chwili do niego skierowane. Nie ma innej sensownej alternatywy. Wyjściem, którego zapewne chciał uniknąć było pozostanie w niemocy własnego ciała.

Paralityk doświadczył zainteresowania ze strony Jezusa. Pełne troski zainteresowanie się drugim jest miłością. Odczucie miłości sprowadza pokój serca. Natomiast doświadczanie wewnętrznego niepokoju uniemożliwia paralitykowi powstanie. Nie powstałby on, gdyż wielkie cierpienie fizyczne, psychiczne i duchowe cierpienia ustawiło wokół niego trwałe bariery utrudniające dostęp innych ludzi. Z jednej strony potrzebował człowieka, z drugiej zaś bronił się przed dostępem do siebie. Jeśli nie chcemy zatrzymać się w rozwoju, jeśli nie chcemy zrezygnować z uczenia się miłości i odpowiedzialności powinniśmy znaleźć oparcie w przyjaciołach, którzy zechcą nam towarzyszyć. Nie jest rzeczą właściwą pozostawanie w bezruchu, będąc zamkniętym za murami własnego strachu,. Trzeba zdobyć się na odwagę wejścia z drugim w relację przyjaźni, która wymaga umożliwienie dostępu do siebie.

Paralityk musiał przetrawić siebie, czyli – porzucić złudzenia. To jest krok, który trzeba uczynić. Dokonuje się to przez opowiedzenie Jezusowi własnej przeszłości, odczuć, jakie nam towarzyszą. W taki sposób stajemy w prawdzie przed sobą. Mówienie prawdy przed Bogiem, który jest Miłością, budzi w nas nadzieję. Chory odpowiada na proste pytanie postawione przez Jezusa. Wystarczyło proste pytanie i prosta odpowiedź na nie. Prawdę w prostocie wyrażamy przed tym, któremu ufamy.

Liczba wyświetleń strony: 9501008 * Liczba gości online: 18 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-28
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC