MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Nie czekamy na Jezusa



Jezus zobaczył człowieka cierpiącego od wielu lat. Zbliża się do niego, choć ten oczekiwał zapewne kogoś innego. Zasadnicza skarga wydobywająca się z ust chromego odnosi się do potrzeby kogoś, kto byłby pomocny w dostaniu się do wody. Nie tyle potrzebujemy kogoś, by z nami był, lecz w tym celu, aby wykonał określoną pracę, wypełnił zadanie, jakie mamy dla niego. Nieobecność kogoś drugiego z nami może być konsekwencją cenzurek, którą innym wystawiamy. Ktoś mógł mieć "dość" człowieka nieustannie znudzonego i rozżalonego. Taka postawa niszczy więzi. Jego samotna obecność nad sadzawką może być owocem zerwanych połączeń z innymi. Czuje się chory, ponieważ nie ma osób bliskich, do nikogo nie przynależy. Stąd zerwane ludzkie więzy dają bolesne doświadczenie samotności. W tę rzeczywistość wchodzi Jezus, na którego człowiek chory nie czekał.

Oczekujemy na kogoś wyjątkowego, na naszym poziomie, ciekawego, otwartego, bogatego wewnętrznie, podobnie myślącego. Może zdarzyć się i tak, że jeśli już ktoś pojawi się w naszym życiu, nie umiemy się troszczyć o niego, nie tylko mówić, lecz i słuchać. Nie przerywać, gdy mówi uznając tym samym, że nas to nie interesuje. Brak krytycznej oceny samych siebie sprawia, że nie dostrzegamy, jak trudno jest z nami żyć choćby z powodu braku naszej dyskrecji lub nieszczerości.

Nieumiejętność czekania, jest jakąś niemożnością kochania. Pośpiech w miłości jest zgubny. Świat, w którym żyjemy zmusza nas do działania. Czekanie wydaje się być stratą czasu i energii. Można coś zrobić, zdobyć, zarobić, osiągnąć, gdzieś dojechać lub dojść. Czekanie jest postrzegane jako stagnacja. Jest przede wszystkim niezrozumiane jako wewnętrzna potrzeba człowieka szukającego mądrości. Zmieniaj coś, znajdź kogoś, pytaj, oglądaj. W ten sposób do czegoś dojdziesz. Oczekiwanie na Jezusa jest "stratą czasu".

Im więcej w człowieku niepokoju tym mniejsza w nim zdolność oczekiwania na Boga. Obawiamy się, że ktoś nazwie nas darmozjadem. Dokona oceny tego, na co wykorzystaliśmy nasz czas. Nie ma pytań w rodzaju, do jakiej mądrości doszedłeś, co zrozumiałeś, co odczułeś, jakie światło otrzymałeś od Boga. Jest pytanie: ile zarobiłeś, gdzie byłeś, co oglądałeś. Jedno i drugie jest ważne, lecz bez pierwszego, nie ma miejsca na drugie. Bez oczekiwania na Boga nie jesteśmy zdrowi. Doświadczamy zagubienia, rozdarcia, lęków, samotności. Nie odczuwając przez te doświadczenia pokoju, tracimy sens życia, uciekamy w chorobę.

W lęku o siebie tak trudno oczekiwać Pana. Lęk każe uciekać. Łatwo o podejrzliwość i sceptycyzm. Kiedy nam trudno uciekać przed lękiem, usiłujemy walczyć z ludźmi, ze sobą, z iluzorycznymi trudnościami. Przypuszczamy, a nawet jesteśmy pewni w naszym lęku, że ktoś chce nas skrzywdzić. "Im bardziej się boimy, tym trudniejsze staje się oczekiwanie" (H. Nouwen, Odnaleźć drogę do domu, Kraków 2004, s.65).

Niechęć do czekania na Boga sprzyja przyjmowaniu zranień, przed którymi nie potrafimy się ustrzec. Działanie jest jedną z najbardziej niebezpiecznych pokus naszego czasu. Odejście od ciszy, milczenia, skupienia powoduje odchodzenie od wytworów kultury, braku zapotrzebowania na nią. Być może dlatego nie oczekujemy już na nic, ponieważ niczego nowego i dobrego w naszym życiu już się nie spodziewamy. W tej sytuacji wydaje się konieczne zatrzymanie na strofach Psalmu (130,5-7): "W Panu pokładam nadzieję, nadzieję żywi moja dusza: oczekuję na Twe słowo. Dusza moja oczekuje Pana bardziej niż strażnicy świtu, bardziej niż strażnicy świtu. Niech Izrael wygląda Pana. U Pana bowiem jest łaskawość i obfite u Niego odkupienie".

"Wszyscy czekający otrzymali jakąś obietnicę, która dała im odwagę czekania. Otrzymali coś, co było w nich zaczynem, ziarnem, które zaczęło wschodzić" (H. Nouwen, Odnaleźć drogę do domu, dz. cyt., s.66-67). Jeśli spotkało nas określone dobro, mamy podstawę spodziewać się czegoś więcej, więcej dobra. Skro Bóg dał nam obietnicę błogosławieństwa mamy ufność, że ono nam towarzyszy.

Chory znad sadzawki był statyczny. Oczekiwał, że pojawi się jakiś człowiek, który pomoże mu dojść do wody. Być może nie wołał, nie prosił, nie przyprowadził ze sobą drugiego człowieka. A może był tak nieznośny, że nikt nie chciał z nim przyjść. Nie wiemy, dlaczego pojawiał się sam nad sadzawką, będąc sparaliżowany. Nie przypuszczał, że ma wpływ na to, co dokonuje się w jego życiu. Zrezygnował, poddał się.

Czekanie traktujemy jako postawę bierną. Tymczasem wiemy, na co czekamy. Ponadto nosimy w sobie przekonanie, że to, na co czekamy, nadejdzie, spełni się. Bóg jest wierny obietnicom. Mamy przyjaciół, którzy jak dotychczas, nigdy nas nie zawiedli. Możemy odwołać się do naszych osobistych doświadczeń budzących nadzieję. Czekając trzeba przeżywać tę chwilę, którą daje nam Bóg. Matka rodząca dziecko cała jest dla tej chwili, skupiona na dziecku, którego oczekiwała z miłością.

Z czekaniem łączy się cierpliwość. Simone Weil powiedziała: "Cierpliwe oczekiwanie z nadzieją jest podstawą życia duchowego" (H. Nouwen, Odnaleźć drogę do domu", dz. cyt., s.72). Życie cierpliwe, to przyjmowanie i przeżywanie z wiarą tego, co nadejdzie. Nie traktujemy owej niewiadomej jako przypadku, lecz działania Bożej Opatrzności. Niecierpliwość będzie nas zmuszała do szukania tego, co atrakcyjne, przeżyciowe, fascynujące, oryginalne. I takie doznania są dla nas potrzebne i ważne. Nie każda jednak modlitwa musi być podniosła i wzruszająca, nie każde słowo, które głosi kapłan oryginalne i ukazujące novum w interpretacji Biblii. Potrzeba rozwijania tego, co jest w nas, dobre dla nas. To wymaga cierpliwości i czasu, jaki sobie dajemy.

Oczekiwanie wypełnione życzeniami może wplątać nas w pragnienia. Brak ich spełnienia rodzi rozczarowania i określenia w rodzaju: "To był stracony czas. Niepotrzebnie czekałem. Spodziewałem się czegoś innego. To natomiast jest pozbawione głębi. Sam coś lepszego bym wymyślił". Czekanie nie może być uwikłane w stawianie warunków temu, co będzie. Kiedy życie nasze nie układa się według schematu jaki przyjęliśmy, doznajemy załamania. Nie odnajdujemy się w tym, co jest, ale ciągle rozglądamy się za czymś, co naszym zdaniem być powinno. Chcemy mieć wpływ na to, co się wydarzy. I tam, gdzie jest to możliwe, powinniśmy o to się zatroszczyć. Nie wszystkie jednak wydarzenia możemy przewidzieć. Nie każdą sytuację jesteśmy w stanie zaplanować. Nad wieloma sprawami nie mamy kontroli, ponieważ inni nie myślą podobnie jak my, albo chcą czegoś innego, niż my oczekujemy.

Nawet wtedy, gdy wiele spraw nie układa się po naszej myśli, potrzeba nam przyjąć to, co jest i przeżyć tak, jak potrafimy najlepiej. Rzeczywistość, która jest, należy potraktować twórczo. Nie możemy stawiać sobie i innym warunków w rodzaju: "Może być jedynie taki skutek mojego angażowania się, innego nie biorę pod uwagę. Chcę wyłącznie pracować w tym zawodzie. Muszę zamieszkać w tym mieście".

Człowiek wierzący otwarty jest na wszelkie możliwe warianty, rozstrzygnięcia, z jakimi może się spotkać. Tym niezbędnym elementem jest bezgraniczne zaufanie Bogu, który "wie, co robi". Nie rozumiemy wielu "posunięć" Boga. Ufamy jednak, że to, co się stanie, będzie dobre właśnie dla nas. Uważne słuchanie Boga prowadzi nas wprost do wypełnienia tego, co On zamierzył.

Czekając na Jezusa potrzeba rezygnacji z naszych pragnień, a w miejsce tego, żyć nadzieją. Odejście od spełnienia nieistotnych oczekiwań, a zaufanie Bogu, że moje życie jest dla Niego naprawdę ważne, doprowadza nas to odkrycia, że otrzymaliśmy więcej, niż się spodziewaliśmy. Czekanie przeniknięte zaufaniem Jezusowi jest postawą radykalną, lecz konieczną w przeżyciu daru spotkania z Nim i daru uzdrowienia.

Wydarzenia, w których uczestniczymy z nadzieją, pokazują, że to, co dzięki niej następuje przechodzi nasz najśmielsze oczekiwania. Konieczna jest rezygnacja z kontrolowania własnej przyszłości, a to miejsce całkowite nasze zawierzenie się Bogu. On, który nas zna wie, czego potrzebujemy i co dla nas będzie korzystniejsze. Przekazanie Jezusowi możliwości kierowania naszym życiem uwalnia nas od wyczerpujących lęków.

Trzeba żyć dla danej chwili ufając, że Bóg właśnie w niej pragnie spotkania z nami. Podejście kontemplacyjne, czyli postrzeganie chwili jako miejsca objawiania się Jezusa, a tym samym patrzenia na ten czas z miłością i czułością sprawi, że nasze poznanie będzie sięgało dalej, niż oczekiwania i wyobrażenia. Rezygnacja przez nas z kontroli teraźniejszości i przyszłości jest znakiem ufności, a przede wszystkim tego, że nie należymy już do nas, dlatego całą nadzieję złożyliśmy w Bogu.

Liczba wyświetleń strony: 10658857 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC