MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Moc z kontemplacji



Różne obrazy, dźwięki, słowa mają wpływ na nasze życie. Różne moce usiłują wywierać wpływ na ludzkie wyobrażenia. Szukamy tego, co pozwoli nam przeżyć mile czas, zabawić się, doprowadzić do gwałtownego wzrostu adrenaliny. Oczekujemy na to, że oglądając film, czytając książkę dostarczą nam one wielu głębokich wzruszeń. Powinniśmy dokonywać wyborów, które nie pozbawią nas duchowej mocy.

To, na co się decydujemy w naszym patrzeniu winno być aktem świadomym, niezakłócającym wpatrywanie się w Boga. Osoba lub przedmiot, na który patrzymy udziela nam wewnętrznej mocy lub jej pozbawia. Moc jest uwarunkowana, między innymi tym, co kontemplujemy, co oglądamy i jakie przeżycia nam towarzyszą. Nasze wpatrywanie się w obrazy podsuwane nam przez świat powinny sprzyjać temu, aby nasze serca były jak najbliżej Boga. Łatwiej zranić człowieka duchowo słabego. Zanurzający się w pięknie przez kontemplację, nie odnajduje pragnień w sobie, które pociągałyby go w stronę mniejszego piękna niż Boże.

Odnajdujmy związek pomiędzy cierpieniem człowieka a cierpieniem Boga. On patrząc na nas cierpi dostrzegając swój zniekształcony obraz. Rzecz nie polega na tym, aby zaprzeczać istnieniu cierpienia, lecz na tym, aby uczyć się je w pełni przeżywać. Ból, jaki w sobie nosimy może być dla nas przeszkodą w realizacji własnych projektów życiowych, ale też może stać się naszą szansą. Szukamy ciągle drogi przejścia od unikania bólu do proszenia Boga, aby nasz ból uczynił pożytecznym.

Potrzebą serca człowieka jest patrzenie. Często nie wiemy, że w taki sposób chcemy wejść w relację z Bogiem. Poszukujemy Go sercem, ponieważ nim widzimy najpełniej. W taki sposób adorujemy Boga doświadczając miłości, dzięki której żyjemy. Możemy patrzeć korzystając z daru wzroku, ale też możemy patrzeć nie widząc oczyma, lecz bezpośrednio sercem. Patrząc docieramy do prawdy, piękna i dobra. Docieramy przez otwartość i bycie uważnymi. Zarazem konieczne jest dostrzeżenie tego, na co patrzymy, czego słuchamy i co jest treścią naszego przeżywania sercem.

Wszystko to, co w naszym patrzeniu owocuje głębią i czystością jest owocem kontemplacji. Nie sposób dojść do radosnego wyciszenia i czerpać z jego mocy, bez wpatrywania się w to, co przynosi pokój serca. Wpatrujemy się w Boga, ponieważ nas przyciąga i jednoczy z sobą. To z kontemplacji płynie tęsknota za Nim. Nie można nie kontemplować Boga, jeśli jest w człowieku prawdziwa, silna tęsknota. Nie ma ona swojego początku ani swojego końca w innym źródle niż Bóg.

Będąc zmęczonymi życiem, szukamy odpoczynku, wytchnienia przez uporządkowanie myśli i odczuwania, naszych pragnień i dążeń. Św. Jan od Krzyża pisał: "Niech się nie troszczą, o czym mają myśleć i rozważać, lecz zadowalają się miłosną i spokojną pamięcią na Boga. Niech pozostają bez starań i wysiłków, by odczuwać i kosztować Boga" (NC I,10,4). W "Żywym płomieniu miłości św. Jan od Krzyża pisze: "Dusza w tym czasie winna tylko miłośnie patrzeć na Boga, bez wykonywania poszczególnych aktów, zachowując się biernie, nie czyniąc nic własną pilnością, lecz trwać niewzruszenie z uwagą miłosną, prostą i szczerą jak ten, który otwiera oczy z myślą o miłości" (III,33). Odpoczywamy patrząc na Tego, który nas kocha. On daje nam swój pokój, ponieważ patrząc sercem, powierzyliśmy własny niepokój. Wpatrujmy się oczyma duszy w naszego Pana, ponieważ on nas dotknął budząc pragnienie oglądania Go, a przez to wpatrywania się w Niego.

Milczenie jest wstępem do kontemplacji. Wchodząc w ciszę pozwalamy się wprowadzić Bogu w Jego świat. Jego światem jest miłość. Szukamy tego, co doprowadziłoby nas do pełni a tym samym zaspokojenia. Szukamy piękna, bez którego nie żyjemy. Wszelka brzydota, jaką w sobie postrzegamy jest spowodowana brakiem kontemplacji Boga.

Gdy patrzymy na Jezusa, On stwarza nas na nowo. Gdy odkrywam w sobie duchowe pragnienia, odczuwam subtelne dotknięcie Boga. Mój wzrok zatrzymał się na Jego miłości. Gdy nie mamy duchowych pragnień, umieramy z pragnienia. Brak duchowych pragnień uświadamia nam, że tracimy czas a przede wszystkim pomysły Boga na nasze życie. Te subtelne pomysły Boga przychodzące w natchnieniach stają się zachętą i kierunkiem dla naszej wolności. Szczytem tej wolności jest pragnienie bycia z Chrystusem.

Kontemplacja jest sposobem czuwania nad obecnym w nas Bogiem. Ona pozwala dostrzec to wszystko, co może zaszkodzić trwaniu w Nim, z Nim i dla Niego. Kiedy wpatrujemy się w naszego Pana, posiadamy wszystko czego potrzebujemy. On udziela nam pragnienia samego siebie. Bez pragnienia Boga nie ma kontemplacji. Czas kontemplacji jest czasem uwalniania się od urazów, lęków, obawy przed tym, co może nas spotkać ze strony innych, jest środowiskiem dojrzewania człowieka.

Bartymeusz często słyszał przechodzącego Jezusa, lecz nie zwrócił na Niego uwagi. Nie było w nim jeszcze silnego pragnienia przejrzenia. Takie pragnienia otwierają nas na to największe – pragnienie Boga. Musiało dokonać się w nim przejście od zainteresowania żebraniem do zainteresowania spotkaniem. Już nie chodziło o to, co będzie posiadał, lecz to, z kim się spotka, na kogo będzie mógł patrzeć, kto przywróci mu wzrok. Zatrzymywanie się na tym, co posiadam, bez odniesienia do tego, kim jestem, a także, kim pragnę być, uniemożliwia kontemplację Boga.

Patrząc na Boga oczyma wiary i miłości jesteśmy szczęśliwi. To wiara i miłość dają poczucie spełnienia w tym życiu. Konieczne staje się w takiej sytuacji odejście z miejsca, które należy się Bogu. Nie jest straszna samotność, gdy patrzymy z miłością na Pana, nie odczuwając nawet jego bliskości. Wystarczy, że wierzymy, iż On jest i miłuje. Samotność staje się wówczas błogosławieństwem, przystanią, do której chętnie zawijamy. Dystans do samotności jest niezrozumieniem jej znaczenia w kontemplacji Boga. Tam bowiem, gdzie jest kontemplacja, pojawi się samotność.

Chcąc przyjmować miłość, trzeba kontemplować Boga. Każdego zainteresowanego miłością czeka droga kontemplacji. Miejsce uczenia się od Boga wrażliwości serca, subtelności myślenia i pragnień, które daleko wybiegają poza świat rzeczy widzialnych. W niej uzyskujemy właściwą ocenę tego, co jest wokół nas. W kontemplacji odkrywamy człowieka jako naszego brata, naszą siostrę. Nie są straszne bolesne dygresje kierowane w naszą stronę. Dostrzegamy człowieka uwarunkowanego jego biedami, wobec którego rodzi się współczucie, szacunek, zrozumienie. Nie staje się on naszym przeciwnikiem, lecz partnerem w dążeniu do Królestwa Bożego.

Potrzeba czuwania, aby "stale odwracać swe spojrzenie od siebie i nie zwracać uwagi na słowa, ale pozwolić zaprowadzić się ku widzeniu Boga" (A. Grün, Modlitwa chórowa a kontemplacja, Kraków 1991, s 27). Potrzeba pozwolić na dotknięcie serca Bożemu słowu. Nasze wpatrywanie się, którego kierunek pokazuje słowo Boże, przemienia nas. Nie chodzi o rozważanie słowa, lecz by ono przechodziło przez serce, bez stawiania mu z naszej strony jakiegokolwiek oporu.

Żebrak Bartymeusz powtarzał jeden werset, pragnąc, aby Jezus zatrzymał się i przywołał go do siebie: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną". "Do kontemplacji wiedzie więc ciągłe powtarzanie wersetu" (A. Grun, Modlitwa chórowa a kontemplacja, dz. cyt., s 30). Powtarzanie słów Pisma św. wprowadza nas w oczyszczenie naszego serca, a tym samym umożliwia przyjęcie myśli i uczuć wypełniających serce Boga. Uwalniamy się od krążenia wokół siebie i własnych spraw, całkowicie skupiając się na Bogu. Bartymeusz koncentrując się na słowie, które wielokrotnie powtarzał, a nawet wykrzykiwał, osobę Jezusa stawiał w centrum. Odchodząc od naszych spraw, a ciężar przeżyć i uwagi skupiając na Bogu, zdolni jesteśmy wydobyć się z naszych ograniczeń, zasiedzenia w namiętnościach, namiętnościach naszych "rowach przydrożnych", w których wydaje się, że możemy spędzić resztę życia na żebraniu o pomoc innych. Zanurzenie się w miłości Boga, mieszkającego we mnie pozwala nam zobaczyć własne życie w zupełnie innej perspektywie.

Kontemplacja pozwala odczuć to, co zapomniane, zepchnięte w odległe obszary naszego przeżywania. Powracamy do czułości, zwracania uwagi na szczegóły, dla niektórych banalnie brzmiące i niepotrzebne. W całości jednak komponujące się w duchową wrażliwość człowieka. Doświadczenie wpatrywania się prowadzi do przeżycia, w którym zauważamy, że nie możemy oderwać oczu od obrazu, myśli od słowa, które powtarzamy, z których płynie moc pocieszenia dotychczas nam nieznana. Zatrzymujemy się nad intymnością człowieka w sposób wręcz sakralny, pełen podziwu, delikatności, szacunku. Dostrzegamy światło i cienie, kolory i ruch mięśni na ludzkiej twarzy. Przez kontemplację obrazy i słowa nie tyle w nas ożywają, lecz żyją, a my żyjemy poruszani przez nie do głębi.

Odpoczywamy w kontemplacji. Odchodzi zmęczenie, a nawet znudzenie życiem. Pojawia się odczuwalna bliskość tego, który jest obecny w podziwie dla piękna. Są takie chwile, że potrzebujemy do kogoś przytulić się i wypłakać. Powracamy do uczuć, które kiedyś uznaliśmy za niepoważne, niemądre czy niepotrzebne. Zdawało się, że nie przystoi tak się wzruszać człowiekowi dorosłemu. Zapamiętujmy wzruszenia. "Dostrzegłszy obecność Boga, pozwalamy Mu przejąć kontrolę nad wszystkimi zmysłami. Dyscyplina modlitwy pomaga nam obudzić się na Boga, który jest w nas, i pozwolić Mu stać się częścią naszego bijącego serca, częścią oddechu, naszych myśli i uczuć, naszego słuchu, wzroku, dotyku i smaku" (Henri J.M. Nouwen, Jedyne, czego nam trzeba, Kraków 2005, s 37).

Można odnieść wrażenie, że Bartymeusz troszczył się przede wszystkim o "czystość serca". Nie szukał niezwykłych przeżyć i doświadczeń. Być może tak właśnie traktował tych, którzy jak słyszał, chodzili za Jezusem. Ciemność, w jakiej przebywał otwierała go na przyjęcie Światła, prowadzące do uzdrowienia. Nie korzystając ze wzroku, nie doświadczał rozproszenia przez świat. Jego oczy były w stanie oczekiwania na przejrzenie. Dojrzewał do widzenia przez wielką tęsknotę. Nie skupiał się na udręce, jaką odczuwał przez swoje niewidzenie, lecz czekał na chwilę sposobną. Trwanie w ciemności było mu siłą a nie osłabieniem. Mógł skupić się na tym, co najważniejsze. Dobrze słysząc, wręcz idealnie rozróżniając dźwięki, jakie dochodziły do niego, chciał zobaczyć ludzi, świat będący dziełem Boga.

Liczba wyświetleń strony: 10024160 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC