MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wyciągnij rękę



Człowiek przebywający w synagodze był pozbawiony mocy, "miał, bowiem uschłą rękę". Przebywanie w synagodze czy świątyni nie wskazuje automatycznie na to, że w człowieku jest moc wewnętrzna do życia. Przychodzenie tego człowieka mogło być związane ze spodziewaniem się od Boga otrzymania utraconej mocy. W językach semickich, to samo słowo oznacza "rękę" i "moc". Pozbawiony był, zatem możliwości działania w jakimś wymiarze życia, pozbawiony możliwości dawania.

Co jest u początku uzdrowienia człowieka? Słowo Jezusa, które było głoszone z mocą. Słowo Pana, dzięki któremu człowiek chory odzyskuje moc w swojej ręce. Każde uzdrowienie ma swój początek, swoje źródło w słowie Boga.

"Podnieś się i stań na środku". To kolejny etap uzdrawiania. Posłuszeństwo słowu Boga, posłuszeństwo wobec wezwania. "Podniósł się i stanął". Uczynił to, czego Jezus chciał, stanął na miejscu, które wskazał. W życiu chodzi o to, aby działać oraz być, lecz działać w tym kierunku, oraz być w tym miejscu, które sprawia powstanie, podniesienie się, oraz obecność w miejscu, gdzie jest Jezus ze swoją mocą.

Potrzeba kierowania się w stronę tego, co jest środkiem. "Stań na środku". Może obecność człowieka na peryferiach życia sprawia, że jest on pozbawiony mocy. Jezus jakby chciał pokazać choremu człowiekowi, gdzie jest jego miejsce. Jego miejsce jest przy Nim, na środku. Chory zostaje wydobyty z tłumu obecnych w synagodze. Może też, dlatego, że chciał być wydobyty, czekał na to, czekał na radykalną zmianę, która dotyczyłaby jego osoby.

"Wyciągnij rękę". Do końca człowiek chory pozwala się prowadzić. Choroba może nauczyć posłuszeństwa, zależności, przyzwolenia na prowadzenie przez Boga. Wydaje się, że to jest źródłem zdrowienia człowieka: posłuszeństwo Bogu, zależność od niego i przyzwolenie na prowadzenie. Równocześnie, co należy zaznaczyć, człowiek chory nie mówi "nie" Bożemu Prawu, lecz bezdusznej postawie faryzeuszów i uczonych w Prawie. "Szacunek do samego siebie ma ścisły związek ze sztuką mówienia "nie" (V. Clarke, Kochać mądrze, Warszawa 2005, s 28). Chcą stać się zdrowym, człowiek z uschłą ręką musi się przeciwstawić myślącym inaczej niż Jezus.

Choroba może w człowieku złamać wszelkie opory. Osoba taka może stać się całkowicie podporządkowana, plastyczna do uczynienia jej jakby na nowo. Obecność różnych szkodliwych oporów obecnych w osobie chorej, może prowadzić do niemożności uzdrowienia. Mamy na uwadze szczególnie opory w wymiarze moralnym, duchowym i emocjonalnym. To jest czas jego walki i posłuszeństwa. Są to chwile, w których poznaje on swoją godność i poczucie, jak wielkim darem Boga jest wolność, wyrażająca się w odpowiedzialnym mówieniu "tak" i mówieniu "nie".

Jezus i Jego uczniowie nie są związani przepisami dotyczącymi szabatu, jeśli przeszkadzają im one w czynieniu dobra i ratowaniu ludzkiego życia. Jezus kieruje się współczuciem, a nie Prawem. Faryzeusze nie mogli patrzeć na poniżenie, do którego zostali doprowadzeni. Chcą zabić Jezusa.

Rabini zezwalali na leczenie w szabat, jeśli cierpiący na nią człowiek znajdował się w poważnym niebezpieczeństwie. Spór dotyczył tego, że Jezus przekroczył wyznaczoną granicę, uzdrawiając w szabat człowieka, którego życie nie było zagrożone. "Czy wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego?" ((Mk 6,4). Swoim pytaniem Jezus wykracza poza ramy rabinistycznej debaty. Tematem dyskusji staje się czynienie w szbat dobra lub zła. Jezus ma władzę nad szabatem.

Stworzony przez Jezusa klimat wokół człowieka chorego, pozwala temu, co w nim usztywnione i przyschnięte, wyjść z siebie. Chodzi o życie płodne i radosne, nie zaś zdominowane wolą przetrwania. Potrzebna jest emanacja życiem i zaufaniem. To wprowadza życie do miejsc, w których żyjemy. Potrzeba nam odwagi niezbędnej do kreatywności, do dotknięcia i czułości.

Potrzeba osób budzących zaufanie. Chcących uczynić "wszystko", aby drugi człowiek miał odwagę uwierzyć w siebie, porzucić określony styl życia, a przede wszystkim niszczące go myślenie i pragnienia. Nie są nam potrzebni, wspólnotach naszych środowiskach życia, pracy, odpoczynku osoby ułożone, przykładne i spokojne. Bardzo często, właśnie wśród takich osób czujemy się sparaliżowani i przyschnięci. Już nic nie proponujemy, ale usiłujemy jakoś przetrwać "do końca".

Życie codzienne nie polega na utwierdzaniu nas w jeszcze większej prawości i potrzebie legalizmu, przywiązania do określonych (słusznych, potrzebnych i ważnych) wartości i perfekcjonizmu. Szukamy tych, którzy przekażą nam radość z ryzyka, radości z odwagi, radości z rozwoju duchowego, radości z życia w rodzinie, we wspólnocie, w Kościele, radości z tego, że jesteśmy tacy, a nie inni, radość z własnego rozwoju, radość z cieszenia się dobre, które widzą u innych.

Szukamy przestrzeni wolności. Rozglądamy się za tymi, którzy nie boją się głośno myśleć, a w grupie mają odwagę na ujawnienie swoich przekonań. Potrzebujemy liderów pokornych, mądrych i kochających. Musimy doświadczyć muru, z jakim się spotykamy wszędzie, gdzie żyje człowiek, o który wszystko się odbija i wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski. Trzeba myśleć o tym, jak napełniać ludzi odwagą, która umożliwiłaby im "wyciągnięcie ręki".

Gest wyciągniętej ręki jest przede wszystkim znakiem uzdrowienia. Za taką postawą podąża serce. Tu chodzi o coś więcej niż to, żeby chory w synagodze pokazał, że Jezus go uzdrowił. Gest wyciągniętej ręki obrazuje przebaczenie tym, którzy byli dotychczas na niego obojętni. To znak pojednania człowieka zranionego z tymi, którzy nie chcieli, aby jego problem został rozwiązany. Ręka chorego została "wyciągnięta" w stronę Jezusa, ale i stanowi podstawę do refleksji dla przebywających w synagodze na modlitwie. Bez pojednania się z człowiekiem, który został skrzywdzony, a także bez pojednania się skrzywdzonego z tymi, którzy byli obojętni na jego rany, nie może dokonać się spotkanie z Bogiem.

Jest czas, w którym dochodzimy do zranień i musi pojawić się czas ich leczenia. Rany zatruwają nam życie. Chory chował się za innymi ze swoją uschłą ręką. Unikał ich spojrzeń. Starał się nie słyszeć ich współczujących wypowiedzi, które nie leczyły, lecz jątrzyły to, co bardzo bolało. To, co najbardziej bolało w tym wydarzeniu, to obojętność na człowieka chorego. Był razem z nimi, a jakby go nie było. Był obok, jedną z osób w tłumie. Jezus, każąc choremu wyciągnąć rękę, równocześnie zachęca go do wyrażenia emocji upokorzenia, skrzywdzenia, odczuwania bycia gorszym człowiekiem. Przed tymi, którzy nie uwzględniali jego uczuć, potrzeb, tęsknot, jakie w sobie nosił zaistniał jako człowiek wolny. Owa wolność nie dotyczyła jedynie uleczenia chorej ręki. Lecząc ciało Jezus najpierw leczy duszę człowieka, jego serce a w nim zranione uczucia. Kiedy przebaczył swoim winowajcom, mogło objawić się jego zdrowie wewnętrzne i zewnętrze, a symbolem pojednania stała się "wyciągnięta ręka".

Przebaczanie innym a przede wszystkim samemu sobie jest długim i bardzo męczącym procesem. Nie można odsuwać w czasie aktu przebaczenia i pojednania. Każdy dzień bez przebaczenia ma wpływ na nasze duchowe i uczuciowe schnięcie. Stajemy się ludźmi emanującymi chłodem, obojętnością, nieobecnością sercem w tym, co robimy i mówimy, emigracją wewnętrzną z miejsca i wspólnoty, w której żyjemy. Nie można dokonywać nacisku na człowieka, który nosi w sobie żal, uraz, czyli poczucie skrzywdzenia. Mogą natomiast zaistnieć sytuacje, które niejako wbrew woli zainteresowanego doprowadzą do akty przebaczenia. Taka sytuacja miała miejsce w synagodze. Człowiek, który przyszedł do niej na modlitwę zapewne nie domyślał się, co się wydarzy. Przyzwyczaił się do życia z urazami, z żalem i pretensjami do ludzi. Nawet, jeśli usłyszałby duchownego wzywającego do przebaczenia, słowa ludzi nie odnosiły w nim spodziewanego rozwiązania. Dojrzewał do przebaczenia, a tym samym uzdrowienia. Przez przebaczenie zostajemy uzdrowieni. To, czym emanujemy jest pokorne, dobre i czyste. Droga ta uczy mądrości i szacunku wobec tych, którzy zadali nam ranę.

Jezus prowokuje zmiany wiedząc, jak bolesne jest życie, gdy jesteśmy osaczonymi przez żal. Wywołuje chorego, lecz potrzebna jest również druga strona. Istotny czynnik, na który wskazuje Jezus jest ten, że strona krzywdząca często nie chce wejść z nami w relację pojednania przez przebaczenie. Trzeba wówczas wybaczać jednostronnie, nie oglądając się na tych, którzy nas skrzywdzili. Jezus pytając o to, czy można w szabat uzdrawiać, chce wzbudzić w sercach zgromadzonych uczucia troski, życzliwości i miłosierdzia. Ich serca pozostawały zamknięte. Nauczyciel zdejmuje z chorego ciężar, którego nie byli w stanie zdjąć "wierni Prawu".

Liczba wyświetleń strony: 9477040 * Liczba gości online: 23 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC