MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Ze smutkiem i gniewem



Faryzeusze kryją się za ideologią Prawa i normy prawnej. Jezus patrzy na nich ze smutkiem, ale i z gniewem. To są ślepi, którzy prowadzą ślepych. Lud ufał im bezkrytycznie. Bez przesady możemy powiedzieć, że w synagodze więcej było tych osób, które miały "uschłe" ręce. Łatwo człowiekowi, który uwagę za wierzącego, lecz chowa się za innych, pójść za chorą religijnością, która nie ma nic wspólnego z nauczaniem Jezusa.

Gniew Jezus jest wołaniem o refleksję, o myślenie krytyczne, o dialog z Nim. Jezus odcina się od myślenia obecnych w synagodze. Naraża się w sposób oczywisty, lecz chodzi o wielką stawkę: o prawdę w myśleniu, o korzystanie z daru, jaki otrzymaliśmy przez dar stworzenia, o zdrowie człowieka, który przychodził z ufnością do synagogi. Okazując smutek Jezus dostrzega nieszczęście zgromadzonych. Widzi ich wewnętrzną martwotę, ciemność, która ich wypełnia, chaos, jaki zapanował tam, gdzie powinien być pokój. Zasłaniali się Prawem nie chcąc czynić miłosierdzia. Byli bezwzględni zarówno dla siebie, jak i dla człowieka z uschłą ręką. Zachowanie Prawa było dla nich ważniejsze nich uzdrowienie człowieka, ujawniające moc Boga. Wierni prawu i smutni. Człowiek nie dostrzega pułapki, w jaką pozwolił się schwytać na mocy Prawa. Legalizm funkcjonuje nadal w życiu Kościoła. Nie jest istotne dobro człowieka, lecz to, czy zachował Prawo. Są ludzie z uschłą ręką, niebędący zdolni do zachowania ego, co ich obowiązuje. Miłosierdzie jednych, przywraca sprawność duchową i moralną drugim. To jest Ewangelia.

Faryzeusze i uczeni w Piśmie nie są zdolni uznać swój problem, swoją winę w stawianiu Prawa wyżej od człowieka, jego duchowego, moralnego i fizycznego dobra. Wartości nie można postrzegać i odczytywać w oderwaniu od człowieka. "Abstrahowanie od drugiego człowieka pociąga za sobą zawsze jakieś zubożenie pierwotnej sytuacji etycznej" (J. Tischner, J. A. Kłoczowski, Wobec wartości, Poznań 2001, s 20). Podstawową wartością człowieka jest zdrowie. Jego troska we wspólnocie z innymi już nie należy wyłącznie do niego, lecz tych, którzy o tym wiedzą i mogą pomóc. Człowiek chory nie jest w synagodze sam. Odpowiedzialność za milczenie, obojętność, brak reakcji zewnętrznej na to, co czyni Jezus spada na wszystkich obecnych. Nie mogą powiedzieć: "To nasi przywódcy decydują w tym miejscu, a my powinniśmy okazać im posłuszeństwo". Każdy w swoim sumieniu odpowiada za to, co dokonuje się w jego obecności. Obojętność przejawiająca się w braku zewnętrznej reakcji skłania nas do myślenia, że coś w nich zostało zabite. Ludzka wrażliwość nie ujawniła się tam, gdzie powinna. Zgromadzeni odwracają swój wzrok od Jezusa i człowieka chorego, a tym samym nie chcą patrzeć na swą winę, o której przypominają. Jesteśmy świadkami podejmowania próby ucieczki przed winą. Milczeli, nie reagowali, nie chcieli patrzeć w stronę tych, którzy budzili w nich sumienie.

Jezus zareagował gniewem i smutkiem. Na Jego oczach spełniało się to, czemu sprzeciwiał się w całym swoim nauczaniu. Dla obecnych w synagodze ofiara była ważniejsza od miłosierdzia, Prawo od ludzkiego dobra. Jezus usiłował ze zgromadzonych na modlitwie wydobyć człowieczeństwo. Podstawowym jego wyrazem jest stosunek człowieka do człowieka wyrażający się w udzielaniu pomocy będącemu w potrzebie. Zarówno nauczający prawa Bożego jak i słuchający byli ogarnięci moralną ślepotą. "Są ludzie zupełnie lub częściowo "ślepi" na wartości etyczne. (…) Jakoby nie zdawali sobie oni sprawy z tego, że przed nimi stoi człowiek. (…) Zawinił sam człowiek, zabijając dla własnej wygody swą moralną wrażliwość" (J. Tischner, J. A. Kłoczowski, dz. cyt., s 23).

Wydaje się, że zgromadzeni w synagodze przede wszystkim ratowali samych siebie. Znakiem tego jest pozostawanie w cieniu, za plecami innych. Ważne było dobo ich oraz osób im najbliższych. Podstawą takich zachowań jest lęk człowieka. Pod wpływem lęku dokonujemy złych wyborów, podejmuje szkodliwe dla siebie decyzje. Nie chcemy być postrzegani przez pryzmat kontaktów z osobami negatywnie ocenianymi. Dystansujemy się od człowieka, który skompromitował się publicznie. Nie jest dla nas ważne, że wcześniej byliśmy z nim w dobrym, nawet przyjaznych relacjach. "Nie mogę być z nim widziany. Balast niechęci i uprzedzeń, jaki ciąży na nim, może w jakimś stopniu obciążać moją osobę". Będąc pod presją lęku dezerterujemy od zachowania wartości takich jak lojalność, solidarność, współczucie, zdolność opowiedzenia się za tym, kto mówi prawdę.

Sposób naszego reagowania w sytuacjach wymagających osobistego wyboru, stanięcia po stronie dobra lub zła, ujawnia przede wszystkim małą odporność psychiczną. Nie tyle postępujemy niemoralnie, ile uznajemy, że nie my kierujemy własnym życie, ale lęk o własne życie i źle rozumiane "dobre imię" każe nam wycofać się. Jest to postawa niszcząca nasz kręgosłup moralny i duchowy. Mściwe wybory, kształtują nasze życie, nasz moralnych charakter. Złe wybory niszczą życie, demoralizują i spychają do poruszania się na jego obrzeżach.

Samo pojawienie się człowieka chorego w centrum synagogi było niepowtarzalną szansą dla obecnych w niej, do rozeznania, w jakim stanie ducha żyją. Chcąc zabrać głos, wypowiedzieć się w sytuacji dla siebie "niekorzystnej", potrzeba odwagi wsłuchania się w głos wskazujący w naszym sumieniu to, co powinniśmy teraz uczynić. "Wszelka cnota zakłada odwagę bycia po ludzku w nieludzkim świecie. Czasem trzeba tej odwagi więcej, czasem mniej, ale zawsze trochę trzeba(…) odwagi bycia po ludzku wśród ludzi" (J. Tischner, J. A. Kłoczowski, dz. cyt., s 25).

Jezus dostrzegł jednego człowieka wśród wielu ludzi. W synagodze nie wyróżnia osoby pełniące określone funkcje religijne. Wskazuje na człowieka. Nasze człowieczeństwo kształtuje się tak, jak reagujemy na poszczególne osoby. Sposób odnoszenia się do innych mówi o nas, kim jesteśmy, jakim wartościom dajemy pierwszeństwo w codzienności. Nie możemy zapominać, że nie normy etyczne i nie wartości moralne, nawet nie przykazania są pierwsze w naszym życiu, lecz drugi człowiek, nasze bycie z nim, a nie obok niego. Wartości są piękne i pociągające w człowieku, który je przyjmuje i żyje nimi.

Wielu ludzi żyje obok siebie, nie zaś ze sobą. Przykładem tego są ci, których spotykamy w synagodze. Człowiek z chorą ręką nie staje wraz z innymi w centrum, lecz jedynie z Jezusem. Za nim nie poszli inni. Oni żyli obok niego, nie zaś z nim. Kiedy żyjemy żyją ze sobą, wartości są dla nas wsparciem w dążeniu do wspólnego celu. Kiedy zaś żyjemy obok siebie, gramy role osób moralnych. Nie dostrzeganie człowieka w jego złożoności potrzeb duchowych, moralnych, materialnych jest niemoralne. Jeśli nawet zachowanie zewnętrzne jest poprawne, nie można takiej postawy nazwać etyczną. Tak postawa budzi w Jezusie smutek i gniew. "Człowieczeństwa nie można traktować jako środka do celu. Nie można go zamienić na "narzędzie". Trzeba, aby było celem działania, czyli wartością przewodnią dla działania ludzkiego" (J. Tischner, J. A. Kłoczowski, dz. cyt., s 53-54).

"W obliczu śmierci zdałem sobie sprawę z tego, że tym, co zatrzymywało mnie przy życiu, była nie miłość, ale niezakończony gniew. Miłość, prawdziwa miłość, płynąca ze mnie lub do mnie, uzdalnia mnie do umierania" (Nouwen, Po drugiej stronie lustra, Kraków 2004, s 31).

Liczba wyświetleń strony: 10716113 * Liczba gości online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC