MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Westchnienie Jezusa



Wzdychanie i płacz, to nasza codzienność. Reakcje Jezusa jest znakiem Jego wewnętrznej udręki. Ludzkie dramaty były dla Niego podstawą do głębokiego westchnienia udręczonej duszy. Jezus nie odczuwa zażenowania ujawniając swoje uczucia wobec głuchoniemego. "Doświadczał frustracji związanej z kondycją ludzką, stanem pomiędzy upadkiem a przyszłym odkupieniem, co potwierdzało Jego westchnienie" (L. Ryken, J.C. Wilhoit, T. Longman III, Słownik Symboliki Biblijnej, Warszawa 1998, s.1140). Pięknie napisał o tym św. Paweł: "Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując - odkupienia naszego ciała. W nadziei, bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której [spełnienie już się] ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda? Jeżeli jednak, nie oglądając, spodziewamy się czegoś, to z wytrwałością tego oczekujemy (Rz 8,22-25).

Dla św. Pawła wzdychanie i nadzieja są ze sobą nierozerwalnie związane. Jeśli jest wzdychanie, to wskazuje na spodziewanie się rozwiązania problemu, oczekiwanie na to z nadzieją. Westchnienie jest sposobem na wyrażenie nadziei, której nie możemy zwerbalizować. Należy zaznaczyć, że westchnienie jest "tchnieniem" Ducha Świętego. On działa mocą wskrzeszającą do życia to, co w człowieku umarłe.

Nasze westchnienia obrazują najczęściej to, że jest nam ciężko na sercu. Odsłaniamy ciężar serca ciężkim westchnieniem. W taki sposób Jezus umożliwił głuchoniememu dostęp do siebie. Nie wzdychamy głęboko przed każdą osobą, lecz jedynie tą, przed którą chcemy odsłonić głębię naszych uczuć, rozterkę dającą odczucie bezradności, niepokój, jaki nas opanował. Jest to dzielenie się prawdą, która człowiekowi stojącemu przed nami jest należna. Nie takim stworzył Bóg człowieka. Nie uczynił go głuchym i niemym. Tymczasem człowiek staje przed nim poraniony. Jezusa boli głuchoniemy. Pan przyjmuje w siebie jego rany, a w ten sposób pozwala się zranić i dotknąć tak, by człowiek odzyskał zdrowie. Niezwykłe jest to "oswajanie" głuchoniemego. Jezus troszczy się najpierw o to, aby człowiek ten stał Mu się bliski, poczuł Jego wrażliwość. Ujawnia się to w czułości dotyku, przekazaniu śliny, głębokim westchnieniu, byciu na osobności.

Przez Jezusa głuchoniemy może zbliżyć się do ludzi, nie odczuwać wobec nich nienawiści, poczucia odrzucenia strat, jakie mu zadali. Wchodzi w miłość i przyjaźń do człowieka przez Chrystusa. Nie musi otwierać się przed innymi, lecz może. Dlatego to czyni. Nie wymaga się od niego, aby komuś imponował. Zna swoją wartość będąc dotkniętym przez Pana. Ów dotyk odsłonił w nim miłość i przyjaźń zawsze obecne, ale przez lata przysypane, zagruzowane, nieużywane. Przez słowa on sam może tworzyć wokół siebie wspólnotę. Wnosi życie, zachęca do tworzenia więzi. Jest tego bardzo spragniony. Uzdrowienie to moment przejścia w wymiarze ducha między życiem a śmiercią, między przekleństwem a błogosławieństwem, między utratą przyjaciół, a ich odzyskaniem, między niewiarą w siebie, a odkryciem swojej wartości i godności w Bogu. Jest odważny w mówieniu. Nie stroni od uważnego i mądrego słuchania. To ważne, aby inni mieli przy nas taką odwagę. Trzeba jedynie pozwolić, zgodzić się na wyrażanie przez nich odczuć.

Liczba wyświetleń strony: 10716140 * Liczba gości online: 30 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC