MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Spojrzał



Jezus spogląda w niebo. Wszystko odnosi do Ojca. Każde uzdrowienie przeżywa z Ojcem. Nie sposób odnieść wrażenia, że w uzdrowieniu człowieka spotyka się niebo z ziemią, sprawy Boga ze sprawami ludzkimi. Rany człowieka, jego chorobę bierze na siebie Bóg. Uzdrowić, to wziąć na siebie. Gdy Jezus wisiał na krzyżu, wziął na siebie nasze grzechy. Dlatego jesteśmy zbawieni. Uzdrowić, to podzielić się niebem, szczęściem, jakie jest dla nas przygotowane, gdy wezwie nas Jezus. Uzdrawianie Jezusa jest znakiem nieba na ziemi: radości, pokoju szczęścia, uwielbienia, jakie przychodzi, gdy człowiek odzyskuje słuch i mowę. Oddzielić się od nieba, przestać "patrzeć w górę" to tym samym popaść w chorobę, oddzielić się od tego, co szlachetne, dobre i czyste. Uzdrowienie zakłada wędrówkę naszych zmysłów, pragnień, głębokich westchnień w stronę "nowej ziemi". W nim, w Jezusie Chrystusie jest źródło naszej mocy. Niebo w Nim zstąpiło na ziemię, byśmy mieli łatwy przystęp do Ojca.

Niektórzy spośród nas odczuwają, że ich życie jest przeklęte przez Boga z racji choroby, upośledzenia czy różnych innych nieszczęść. Nie dostrzegają w tym, co przyszło im nieść żadnego błogosławieństwa. Spojrzenie Jezusa w niebo wskazuje na błogosławieństwo, jakie sprowadza sytuacja głuchoniemego.

Powoli dociera do nas prawda o potrzebie, a nawet konieczności przyzwolenia Bogu na to, aby miał zasadniczy wpływ na nasze życie. Posłuszeństwo Bogu jest uzdrawiające. Bliskość z Nim sprowadza moc.

Jezus patrząc w niebo pokazuje, co doprowadziło głuchoniemego do jego osobistego dramatu. Mówimy o duchowym wymiarze problemu. Brak odniesienia się do nieba sprawia, że zamyka się w nas zdolność słuchania i mówienia. Owa zdolność ma swoje podstawy w życiu, jakie otrzymujemy "z góry", od Ojca. Patrzenie Jezusa w niebo może być znakiem tego, iż człowiek chory stracił z nim swój kontakt. Jezus jest pośrednikiem w jego spotkaniu z Ojcem, "który wskrzesza i ożywia umarłych" na duchu. Niebo było dla głuchoniemego niedostępne. Nie mógł on słyszeć słowa Bożego i wyznawać Boga za pomocą mowy. Słuchamy i wyznajemy Boga w Chrystusie, z Chrystusem i przez Chrystusa. W niebie nie będzie głuchych i niemych. Uzdrowienie, którego Jezus dokonuje jest zapowiedzią odnowy człowieka. To, co przychodzi z nieba dla człowieka, wyzwala w nim radość.

Spojrzenie w niebo jest uwielbieniem Ojca. To uzdrowienie będzie na Jego chwałę. To kolejny znak rozszerzającego się Królestwa Bożego. Dramat człowieka ziemi, Jezus kieruje w stronę nieba. To piękno, na które Jezus patrzy wlewa następnie w człowieka głuchoniemego. Jesteśmy leczeni pięknem Boga. Możemy powiedzieć, że Jezus patrząc w niebo, mógł równocześnie spojrzeć na chorego. Człowiek jest zamieszkiwany przez Boga. Gdzie Bóg, tam niebo. Spojrzenie z miłością, jest wprowadzeniem w przeżycie nieba.

Pod wpływem spojrzenia na nas człowieka, który nas kocha, odczuwamy radość, pragnienie życia, potrzebę pojednania się z tymi, z którymi jesteśmy skłóceni. Taką moc posiada jedynie miłość, która patrzy. Bóg zawsze patrzy z miłością, nawet wtedy, gdy patrzy ze smutkiem. Jego smutek jest miłością dla przebudzenia serc. Przez spojrzenie ktoś zamieszkuje w nas, w naszym sercu, a przez to również w przeżyciach. Spojrzenie jest tworzeniem więzi między Bogiem, a człowiekiem. Brak więzi sprowadza chorobę. Uzdrowienie, jest niczym innym, jak przywrócenie więzi między człowiekiem a Bogiem. Uzdrowienie rozpoczyna się od serca, od jego przemiany, od nawrócenia. Kiedy powracamy do Boga, powraca w nas życie.

Brak słyszenia, to brak życia w uszach. Niemożność mówienia, to brak komunikacji z innymi ludźmi, ale i z Bogiem. Człowiek nie mówi, ponieważ jego słowa umarły w nim. Nie słyszy, ponieważ jego słuchanie całkowicie zwróciło się w stronę tego, co ziemskie. Nadmierne zasłuchanie się w to, co ziemskie może doprowadzić do zapomnienia o tym, co Boże, a nawet potrafi niszczyć w nas to, co jest z Ducha Świętego. Konieczny jest porządek w słuchaniu, mówieniu i patrzeniu. Brak porządku polegający na detronizacji Boga z miejsca Jemu należnego prowadzi do utraty więzi zarówno ze światem, jak i z Bogiem.

Nie możemy porozumieć się z człowiekiem, jeśli nie ma w nas troski o przywrócenie porozumienia z Panem.

Nie słyszeć, to nie mieć właściwych odczuć dla słów, które do nas docierają. Niektórych słów nie bierzemy sobie do serca, one pozostają jedynie usłyszane i ulatują z nas. Słowa, które do nas docierają, a nie są przekazywane dalej przez słowo człowieka, lub jego życie, odbierają mu mowę. Słowo Boga, które do nas dociera, trzeba odczuwać. Wtedy ono w nas żyje. Staje się życiem, o którym mówimy i które chcemy przyjmować przez słuchanie.

Ten obraz mówi tak wiele o posłuszeństwie Jezusa Ojcu. Gdy w Kanie Galilejskiej zabrakło wina, Maryja idzie do Syna. Gdy trzeba uzdrowić głuchoniemego, Jezus swoim spojrzeniem wędruje w stronę nieba, do Ojca. W spojrzeniu tym jest tajemnica i głębia. Tajemnicą i głębią objęte jest objawianie się Boga. Pozbawianie się tych doświadczeń, głębi i tajemnicy, jest wchodzeniem w chorobę ducha. Bycie niemową i stanie się człowiekiem głuchym traktujemy przede wszystkim jako doświadczenie duchowe. Znamy słowa psalmisty:
"Panie, przenikasz i znasz mnie,
Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję.
Z daleka przenikasz moje zamysły,
Widzisz moje działanie i mój spoczynek
I wszystkie moje drogi są Ci znane.
Gdzie się oddalę przed Twoim duchem?
Gdzie ucieknę od Twego oblicza?" (Ps 139,1-3.7)

Jezus patrzy na nas przez niebo. Miłość Ojca "dołącza" do spojrzenia Syna na nasze słabości, niedorastanie, naszą niemoc. "To są oczy Boga, który widzi nas w najbardziej skrytych zakamarkach i kocha nas Bożym miłosierdziem" (H. Nouwen, Ujrzeć piękno Pana, Warszawa 1998, s.52). Jezus patrząc nie sądzi. Jego spojrzenie zawiera w sobie troskę i pragnienie, aby wejrzeć w głąb serca człowieka i je zrozumieć. Dostrzegamy w Jego oczach czystość i życzliwość. Przede wszystkim Jego oczy dają odczucie bliskości. On jest blisko nas. Przez wpatrywanie się w Jego oczy, zamieszkujemy w Nim. Powrócić do domu i zamieszkać w Nim, to powrócić tam, gdzie jest serce, które nas kocha. Serce kochające poznajemy po spojrzeniu, które udziela mocy, odwagi i zachęca do otwarcia się.

Jezus patrząc na głuchoniemego dostrzega w nim uszkodzony swój obraz, swoje podobieństwo. Twarz człowieka musi znaleźć się naprzeciw oblicza Jezusa, aby przez miłosne wpatrywanie dokonywało się uzdrowienie.

Smutek oddalamy z serca przez kontemplację piękna, patrzenie, słuchanie i rozmawianie o tym, co piękne. Serce uczy się od wzroku, słuchu i naszej mowy.

W spojrzeniu Jezusa zobaczmy Jego najgłębsze pragnienia. On przywraca nam miejsce dla słowa, szacunek dla tego, co mówimy i czego słuchamy. Jego spojrzenie przypomina o tym, co zostało zapomniane, uwrażliwia na to, co było pomijane i lekceważone. Jezus widzi to, czego nie dostrzega chory. On Światłem, które rozjaśnia mroki. Jezus patrząc, powołuje nas. On widzi serce.

Jezus patrząc w niebo przypomina potrzebę słuchania tego, co jest z nieba, czyli Słowa. Powinniśmy uczyć się myśleć, mówić i odczuwać w oparciu o słowo Pańskie. Jakie słowo w sobie nosimy, za takim idziemy. Ten, kto jest dla nas przekonywujący, tego też słuchamy. Słowo może czynić nas zależnym przez miłość, albo uzależnionym przez obietnice, których nie może spełnić.

Spojrzenie Jezusa w niebo jest jakby otwarciem go dla głuchoniemego. To dążenie do wyprawienia uczty, która za chwilę będzie miała swoje apogeum. Jezus jest gościnny. Przyjmuje chorego tam, skąd jest, gdzie jest dom Ojca. On wie, że człowiek nie poradzi sobie sam z własnym problemem. Jezus stwarza przestrzeń przyjaźni między niebem a ziemią, pomiędzy sobą, a człowiekiem chorym. W tej przestrzeni dokona się przemiana człowieka. Chory musi poczuć się u siebie, bezpieczny i oczekiwany.

Jest czas wchodzenia problemy i czas wychodzenia z nich. Jest czas głuchoty i czas odwagi słuchania. Są chwile, w których możemy mówić i te, w których milkniemy. Utrata mowy mogła………………………………………..

Jezus może patrzeć na chorego z trzech różnych punktów widzenia. Będzie to patrzenie środowiska, w którym żyje chory, swoim własnym oraz samego chorego. Jakie mogło być widzenie przez środowisko najbliższe głuchoniememu. Zobaczmy obecne tam urazy, negatywne nastawienia, utajoną wrogość. Tam również mogły pojawiać się burze w postaci krzyku, pretensji powodowanych sytuacjami niedomówienia. Była też złowroga cisza, chłodne odniesienia, oficjalność. Ważne jest to, ja my się odnosimy do człowieka noszącego w sobie rany, niezdolnego do właściwych relacji w tym umiejętności słuchania, przyjmowania uwag, ale też odpowiadania, dzielenia się tym, co myśli i czuje. Chory odbiera siebie negatywnie,. Jest zrezygnowany. Chciałby "ułożyć" sobie życie, ale nie znajduje kogoś, kto chciałby go przyjąć z jego problemami.

Będąc głuchym i niemym, nie jest w stanie wyrazić się w taki sposób, w jaki mógłby przez słowa. Przeszkodą jest nie słyszenie. To może powiększać stan niepokojącego napięcia, a przez to i niepewności. To, że często dzieci śmiały się z niego, iż jest głuchy, z jednej strony nauczyło go unikania pewnych ludzi, z drugiej zaś, gdzie czuł się silniejszy, wyrażał swoją agresję i dezaprobatę. Nauczył się przybierać taką postawę, która ułatwiała mu życie. Dążył do akceptacji, nie licząc się z tym, co myślał i czuł. Był przekonany, że gra, którą prowadzi w swojej chorobie, umożliwi mu budzenie współczucia, a tym samym, choć trochę ułatwienie życia.

Chory nie zasłania twarzy. "Zasłonięcie twarzy utrudnia lub wręcz uniemożliwia identyfikację drugiej osoby" (A. Kępiński, Poznanie chorego, Warszawa 1989, s.84). Chory parząc na Jezusa mógł zobaczyć siebie. Postrzegamy się prawdziwie, gdy patrząc na drugiego, potrafimy w ocenie jego, odkryć siebie, swoje wnętrze. Głuchoniemy patrząc na twarz Jezusa, możemy to powiedzieć bez żadnej przesady, patrzał w niebo. Jezus jest naszym niebem, naszym domem, do którego zdążamy, aby zamieszkać. Jezus jest naszą ojczyzną.

Zdrowie może zostać człowiekowi przywrócone, jeśli on "spojrzy w niebo" skonfrontuje się z rzeczywistością, która na niego czeka, będąca celem jego zmagań i dążeń. Jezus patrzy w niebo i chory, patrząc na Jezusa, patrzy w niebo. Patrzą w tym samym kierunku. To przemienia człowieka, gdy wraz z Jezusem patrzy w tę samą stronę.

To, jak ktoś reaguje na nas w dużym stopniu jest zależne od tego, jak na niego patrzymy. Naszym spojrzeniem możemy wzbudzić zaufanie do siebie. Wówczas to, co powiemy, zaproponujemy lub zrobimy, może spotkać się z życzliwym przyjęciem. Przez nasze pełne troski i ciepła spojrzenie na drugiego, wprowadzamy go w nasze serce, w którym może on poczuć się dobrze. Ludzkie spojrzenia są odbiciem stanu ducha i serca. Spojrzenie więcej znaczy, niż słowa zapewniające drugiego o naszej miłości i pamięci.

Bóg patrzy z miłością. Jego spojrzenie jest pełne uzdrawiającej i pociągającej mocy. Jezus mówił spojrzeniem, uzdrawiał nim; kochał patrząc na człowieka. Za Jezusem szli ludzie "uwiedzeni" Jego spojrzeniem i słowem. Ufamy tym, którzy łączą prawdę spojrzenia z prawdą słowa.

Oczy nie kłamią. Nie można nałożyć na nie maski. Po oczach poznajemy stan emocjonalny człowieka. Chory został powołany do uzdrowienia. Pragnąc zdrowia, trzeba przyjąć szczególne powołanie, wezwanie do miłości. Tak jest w życiu duchowym, że to miłość leczy. Ta, w którą uwierzymy i przyjmiemy. W spojrzeniu Jezusa była miłość, w oczach chorego – zranienie. Ono może być tylko uleczone doświadczeniem miłości. I to właśnie dokonuje się w tym spotkaniu. Rana w uczuciach powinna być leczona miłością. Trzeba zdobyć się na odwagę życia blisko tych, którzy nas kochają.

Liczba wyświetleń strony: 10024144 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC