MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Tworzenie więzi



Jesteśmy świadkami dotknięcia śliną języka człowieka chorego. Co ten gest oznacza? Czym jest ślina, jaka jest jej symbolika? Sądzono, że ma ona moc odrzucania złego. Jezus przekazuje głuchoniememu "ślinę życia". Znak śliny wskazywał na wyrzeczenie się szatana. To zły duch zamknął usta człowiekowi, uniemożliwiając mu porozumienie z innymi. Przez mowę budujemy więzi z innymi, czynimy dobro, ale też mowa jest przyczyną bólu, jaki zadajemy innym. Uwolnienie się od złego jest równocześnie przyobleczeniem się w słowo Pana. Dotknięcie przez języka śliną, to otwarcie mowy na Boga. Ten, który przekazuje ślinę, daje życie, otwiera, oczyszcza, uspokaja. Jezus staje się niezwykle bliski, przyjacielski, ciepły w swoich gestach wobec chorego. To cała atmosfera mająca na celu jedno przesłanie: "Nie bój się, Ja jestem z tobą". To nas naprawdę leczy.

Więź między ludźmi jest wielkim skarbem. Troski, które przeżywamy razem, stają się dla nas źródłem uzdrowienia. Taka jest siła miłości wspólnoty zjednoczonej i pojednanej. Wspólnota, jedność, miłość wzajemna i dobroć objawiają Boga. Można wielbić Pana, będąc w wielkim strapieniu. Kiedy Paweł i Sylas zostali uwięzieni, wtrącono ich do najgłębszego lochu i przykuto łańcuchami do skały. Nie popadli w rozpacz i zniechęcenie. Nie mieli pretensji, że Jezus najpierw ich powołał do dzieła głoszenia Ewangelii, a następnie dopuścił do uwięzienia. Śpiewali Psalmy i Hymny na cześć Pana. Byli razem w ucisku i razem w uwielbieniu Boga. Trzeba być razem, aby moc błogosławieństwa uwolniła nas od niemocy, niewiary i ciemności.

W naszej słabości poszukujmy braterstwa. "Braterstwo słabych sprawia, że smutki (…) nie tylko są do zniesienia, lecz stają się nawet źródłem wdzięczności" (H. Nouwen, Kielich życia, Kraków 2002, s.38). Więź odbudowujemy będąc słabymi, małymi, lecz trwającymi w radości. Dzięki trwaniu z innymi w radości dostrzegamy coś więcej w nas, niż tylko smutek. Życie na przemian pokazuje obecną w nas radość i smutek. Nie ma radości bez smutku, jak i nie istnieje miłość bez cierpienia. Jedno i drugie doświadczenie stwarza w nas pragnienie czegoś więcej, niż tylko to, co widzimy, słyszymy i smakujemy w życiu ziemskim.

Jezus doświadczał niezwykłej więzi z Ojcem, gdy cierpiał i umierał na krzyżu. W najważniejszym znaku naszej wiary dostrzegamy nie tylko smutek, ale i radość. Zbawienie jest źródłem radości. Dlatego krzyż z jednej strony jest miejscem smutku, z drugiej zaś doświadczaniem radości zbawienia. Dobrze jest w wierze przyjmować i przeżywać to, co bardzo trudne, jako uczestniczenie w krzyżu i radości Jezusa Chrystusa. Nie możemy uniknąć cierpienia, ale możemy cierpienie przemienić w radość. Potrzeba patrzeć dalej, nie tylko na krzyż, lecz poza niego dostrzegając poranek zmartwychwstania. Konieczną drogą do zbawienia jest zatem cierpienie i radość. Podobna sytuacja ma miejsce z odbudową więzi między ludźmi. Jedyną drogą, aby ona zaistniała jest krzyż i zmartwychwstanie, cierpienie i wolność będące źródłem radości. Jeśli nie chcemy uczestniczyć w cierpieniu, nie poznamy smaku miłości. Jeśli nie troszczymy się o wewnętrzną wolność, nie będziemy smakowali w radości. Te doświadczenia wzajemnie się warunkują i uzupełniają.

Potrzebna jest nam odwaga wchodzenia we wspólnotę i jasny cel. "Do wspólnoty przychodzi się po to, żeby być szczęśliwym. Zostaje się w niej, żeby uszczęśliwiać innych" (J. Vanier, Wspólnota miejscem radości i przebaczenia, Paris 1985, s.53). Odbudowa więzi staje się możliwa wówczas, kiedy jest w nas pragnienie uszczęśliwiania innych. Kiedy życie wspólne staje się nie do zniesienia i więzi między ludźmi słabną, trzeba na nowo uświadamiać sobie, jaki jest sens i cel mojej w niej obecności. Idealizowanie osób tworzących ją, a szczególnie tych, którzy są za nią bezpośrednio odpowiedzialni, prowadzi do bolesnych rozczarowań. Przychodzi czas na urealnienie się, zobaczenie tego, że każdy z nas jest mocny i słaby, radosny i smutny, odpowiedzialny i nieodpowiedzialny. Zgoda na taki obraz wspólnoty ujawniającej piękne i trudne strony naszego wnętrza, umożliwia zaangażowanie się w jej życie i budowanie autentycznych więzi.

Więzi budują ci, którzy się rozwijają i żyją nadzieją. Jednoczą ci, którzy się ze wspólnotą identyfikują, utożsamiają. Bez zapuszczenia własnych korzeni we wspólnotę, nie można z nią stworzyć jakichkolwiek więzi. Zbliżamy się do siebie, gdy sobie ufamy. W tym zawiera się moc do tworzenia więzi między ludźmi. Gdy ona jest, patrzymy razem w przyszłość. Jeśli jej zabraknie z niepokojem obserwujemy, czy ktokolwiek ze wspólnoty nie pozbawia nas należnym nam praw.

Ośrodkiem każdej wspólnoty i pięknem więzi międzyludzkiej, jest Jezus Chrystus. Potrzeba, aby On "wkładał palce w nasze uszy i śliną dotykał naszego języka. Potrzeba byśmy słyszeli w sobie wypowiadane z mocą słowa: "Otwórz się!" Jest to wezwanie do bliskiego kontaktu, przyzwolenie na intymne dotknięcie nas przez Boga. Bliskość odsłania wzajemną miłość. Jesteśmy pozbawieni lęku o siebie, który niszczy więzi w innymi.

Więź odbudowujemy, gdy dajemy wspólnocie to, co jest w nas najcenniejsze. Konieczne jest powolne oddawanie życia w ręce tych, którym zaufaliśmy. Miłość, to oddanie życia w ręce drugiego. Tylko tam, gdzie są więzi duchowe i uczuciowe między ludźmi, możemy mówić o wspólnocie wiary, przebaczenia i miłości. Aby tak się stało konieczne jest doświadczenie tego, że jesteśmy "u siebie", we własnym domu. Jestem "u siebie", gdy mam dobrą relację z innymi, dającą poczucie bezpieczeństwa we wspólnocie. Powinniśmy odczuć, że Ktoś i coś nas łączy, dlatego chcemy być razem. To odczucie jest pierwotne w stosunku do tego, co i jak będziemy robić. Najpierw trzeba ze sobą być, aby wspólnie, sensownie tworzyć. Gdy brakuje między osobami, to, co tworzą, jeśli nawet jest dobrym produktem, nie przynosi wewnętrznej satysfakcji. Radość tworzenia ma swoje źródło w czymś więcej, niż wspólne zamieszkanie.

Godne uwagi jest to, że głuchoniemy został przez innych przyprowadzony do Jezusa. Między nimi istniała więź. Oni poczuli się odpowiedzialni za człowieka, z którym byli blisko, nie w sensie fizycznym, ale emocjonalnym, duchowym. Nie boli nas człowiek we wspólnocie, z którym nie odczuwamy głębszych więzi. Nie zatroszczymy się o niego, gdy jego życie, powołanie zacznie się "sypać". Odpowiedzialność bazuje na więzi z Jezusem i z człowiekiem.

Trudno jest być wiernym w małżeństwie, małżeństwie życiu zakonnym czy kapłańskim, bez odczuwania silnej więzi. Ona jest siłą umacniającą wierność. Nie mogę trwać we wspólnocie z Jezusem, nie troszcząc się o więź z Nim. Każde powołanie budowane jest na więzi z Osobą, nie zaś z miejscem zamieszkania czy wykonywaną pracą. Trzeba, zatem w budowaniu czy odbudowie więzi dostrzec to, co jest w niej pierwsze, a co drugoplanowe. "Pozostawanie w przyjaźni z innymi, powiązanie wspólnymi celami wymagającymi urzeczywistnienia, radość wspólnych usiłowań – oto nieodzowne warunki rozwoju zdrowia psychicznego" (M. Szyszkowska, Filozofia zdrowia psychicznego, w: red. K. Dąbrowski, Zdrowie psychiczne, Warszawa 1985, s.372).

Troska o więź z Bogiem i z człowiekiem powinna zakładać zgodę na samotność. Łączy ona ludzi pielęgnujących tęsknotę i nadzieję, rozwijających uczucia, które w samotności powinny dojrzewać. To w samotności spotykamy Boga. Kiedy zostajemy sami, On zbliża się do nas. Więź z Bogiem jest skutkiem naszego powołania. Ma ona jednak znak krzyża. Więź kształtuje się przez krzyż i w krzyżu. Taka jest więź z Bogiem, ale i ludźmi, jaki jest nasz stosunek do krzyża. To jest znak naszej przynależności do Niego. Więź może być opisana słowem – przynależność. Realizujemy ją wśród konkretnych ludzi, z którymi jesteśmy odpowiedzialni za jej trwanie i pogłębianie się. Wieź między osobami wymaga troski zarówno indywidualnej, jak i wspólnotowej. Nie może ona zaistnieć tam, gdzie są osoby stawiające opór, sprzeciwiające się jej, będące podejrzliwe i nieufne.

Więź między nami a Bogiem ujawnia się, między innymi w tym, że mówimy o Bogu – mój Bóg, nasz Bóg. Podobnie w odniesieniu do ludzi jesteśmy zdolni szczerze i odpowiedzialnie powiedzieć: mój brat, moja siostra. Więź jest podstawą braterstwa. Daje odpowiedź na pytanie, po co jesteśmy we wspólnocie, jaki jest nasz cel? Jesteśmy po to, aby żyć razem z innymi i przeżywać cel, do którego w niej zostaliśmy wezwani przez Boga. Warto zauważyć, że cel jest kwestią wtórną. Pierwsze jest to, aby żyć razem. Otwarci wówczas jesteśmy na akceptację słabych, szacunek dla inaczej myślących i czujących pewne sprawy, wolność od sądzenia kogokolwiek. "Jeżeli krocząc przez życie, wydajemy opinie o innych ludziach, podkreślając ich niegodziwość i zmienność poglądów, wywołujemy jedynie nowe rozdźwięki i niepotrzebne podziały" (H. Nouwen, Chleb na drogę, Bytom 2001, s.399).

Szukamy więzi z innymi, aby poczuć się bezpiecznie. Boimy się wzajemnego ranienia oraz dokuczania sobie. Więź między nami powinna stać się zachętą dla innych do zgodnego współżycia w miłości i przyjaźni. Żyjący w pięknej więzi duchowej i uczuciowej dają nam do zrozumienia, że nie mają wobec nas złych zamiarów, ukrytych planów, ani nie szukają osobistych korzyści, kiedy wchodzą z nami w relacje. Zdrową więź utrzymują między sobą jedynie ci, którzy nie osądzają siebie nawzajem.

Liczba wyświetleń strony: 10716133 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC