MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Pozwolić się przyprowadzić



Słowa i gesty Jezusa stanowią całość niezwykłego rytuału uzdrawiania człowieka. On chciał być zdrowy, ponieważ pozwolił się przyprowadzić do Jezusa. Za nim stało wielu ludzi zdolnych zaświadczyć o autentyzmie jego zamiarów. Jezus wiedział, co chce uczynić. Aby stać się zdrowym potrzeba wpisać się w pragnienia i chcenie Boga. Pragnienia człowieka wprowadzają życie w niego, lub to życie z niego w sposób podstępny wyprowadzają. I to jest jeszcze ważne, że po naszych pragnieniach poznajemy, jakiego ducha jesteśmy, jakiemu duchowi pozwalamy się prowadzić. Zdrowie jest od tego, kto jest twórcą naszych pragnień.

Jezus wziął głuchoniemego na bok, na osobność. Człowiek chory wchodzi w odosobnienie z Jezusem. Bez odosobnienia nie ma życia duchowego. Trzeba mieć czas dla Boga i pragnienie bycia prowadzonym. Jezus oddala się z chorym od innych ludzi. Czas odosobnienia jest czasem tylko dla Boga. Chory słucha i wykonuje polecenia. Jego uwaga jest skierowana całkowicie na tego, który skłonił go do odosobnienia. Chorujemy, ponieważ pośród wielu słów, jakie w nas "uderzają", nie słyszymy słów Pana.

Brak ciszy może przekładać się na brak życia duchowego. Hałas jest destrukcyjny. Im więcej dźwięków, tym większa dezorientacja, zmęczenie, niezdolność twórczego myślenia i oceny zdarzeń, wypowiedzi i spraw, które tego wymagają. Cisza jest warunkiem naszego zdrowia, zdolności słuchania i formułowania poglądów.

Słusznie możemy postawić pytanie, skąd mamy wiedzieć, że jesteśmy chorzy? Bóg to wie. Nasza choroba i uzdrowienie mają nas doprowadzić do nowego miejsca wiary. Choroba i uzdrowienie to środki do wierzenia Panu, Jego mocy i miłości. Nie musimy znać się na tym, co jak i kiedy powinno być uleczone. Jeśli będziemy próbowali to wszystko podawać szczegółowym analizom, możemy stracić ducha zaufania. Jesteśmy otwarci na to, aby Bóg wszystkim się zajął, pomimo potężnie działającej w nas pokusy poddania całego tego procesu kontroli własnej. Konieczne jest tworzenie klimatu sprzyjającego rozwiązaniu się języka. Łączy się ta sytuacja z daniem przyzwolenia na pokazanie samych siebie. Zyskamy odwagę słuchania i usłyszenia oraz mówienia, gdy będą przy nas ludzie kochający wolność w Chrystusie.

Znakiem przyzwolenia na uzdrowienie, jest zgoda na prowadzenie przez innych. Kiedy nie ma w nas zależności, trudno o miłość. Zależność jest wyrazem naszej troski o drugiego, a nawet powierzeniem własnego życia w ręce innej osoby. Jedynie w głębokiej zależności, która jest miłością, można kształtować człowieka: ucząc go patrzeć, mówić, odczuwać, rozumieć, myśleć, płakać, cieszyć się.

Brak zależności uniemożliwia mądre stawianie kroków, pójście drogą prawdy i pokory. Sami nie chcemy iść w określone miejsca, wchodzić w przeżycia dla nas bolesne. Zgoda na prowadzenie jest równocześnie akceptacją do pójścia tam, gdzie sami byśmy nie poszli z własnej woli. Wyciągnięcie rąk przed siebie oznacza podporządkowanie się, uległość. Stając się uległymi możemy zostać uzdrowionymi. Kiedy wybieramy to, co uważamy za korzystne dla nas, wchodzimy w zależność od własnych pomysłów na życie. Będąc posłuszni Bogu, wybieramy rzeczywistość, którą On wskazuje, stajemy się zależnymi od Jego Słowa.

Trzeba pozwolić, aby Bóg poprowadził nas tam, gdzie pójść nie chcemy, przyjąć rozwiązania, które uznajemy za tracenie czasu i życia. Droga, którą Jezus nas prowadzi nie jest "drogą prowadzącą do góry, w którą nasz świat tak wiele zainwestował, lecz drogą prowadzącą w dół, kończącą się na krzyżu" (H. Nouwen, W imię Jezusa, Kraków 2004, s.74). W krzyżu znajdujemy pokój i radość, których świat dać nie może. Bóg prowadzi nas do innej radości i innego pokoju, od tego, który poznaliśmy przez nasze zmysły. Prowadzenie Jezusa zmierza do zranienia serca, a przez to, do otwarcia się nam oczu, uszu i języka. Prowadzenie, jakiego doświadczamy w świecie odbiera nam zdolność widzenia, słuchania i mówienia. Stajemy się ślepi i głusi i niemi.

Człowiek głuchoniemy przeszedł przez doświadczenie braku władzy nad sobą, możliwości sprawowania kontroli nad sobą oraz innymi. Odkrywa, że obok są ludzie, którzy prowadzą go do uzdrowienia. Stało się to możliwe, gdy pozostawił własną siłę i zdecydował się na pokorne przyjęcie ofiarowanej mu pomocy. Nie każdy nasz zamysł jest dobry, choć przeniknięty dobrymi pragnieniami. W pewnym momencie życia musimy doświadczyć uzależnienia od pozytywnych i negatywnych reakcji tych, z którymi żyjemy, z którymi wchodzimy w relacje. Trzeba zgodzić się na prowadzenie w wierze i miłości, aby osiągnąć mądrość.

Gdy "wypalimy się", czyli dokona się w nas śmierć duchowa, możemy i powinniśmy rozpocząć życie od nowa. Dostrzeżenie, że jesteśmy ludźmi całkowicie pozbawionymi poczucia własnej ważności, umożliwia otwarcie się na to, co w drugich najsłabsze i niedojrzałe. Własne zagubienie wewnętrzne usiłujemy maskować staniem na piedestale. Nie chcemy zrezygnować z niego, ponieważ zawiodła nas tam nasza zarozumiałość. Chcąc ukryć się z nią, usiłujemy być wyżej sądząc, że uznanie wynikające z funkcji zakryje wszystkie nasze błędy. Nie jesteśmy w stanie zdystansować się do własnej zarozumiałości. Prędzej czy później musimy zobaczyć siebie, a szczególnie brak poczucia własnej wartości. Zarozumiałość jawi się nam jako jeden ze znaków odsłaniających naszą głuchotę. Nie chcemy słyszeć ludzi życzliwych nam, mówiących z troską o naszym problemie. Nie słuchanie staje się poniekąd sposobem na życie, a szczególnie omijanie problemu, który wymaga rozwiązania.

Zarozumiałość człowieka naznaczona jest zwątpieniem w siebie oraz pychą. (por. H. Nouwen, Życie Umiłowanego, Kraków 2003, s.28). Nie dość, że w tej sytuacji słuchając nie słyszymy, ale też mówiąc, nic nie mówimy. Odbierani jesteśmy jako ci, którzy niewiele lub nic nie mają innym do przekazania. Głuchota i niezdolność mówienia jest wyrazem stanu ducha człowieka. Pozbawieni świadomości tego, co dokonuje się w naszym wnętrzu, oddzielamy nasze życie od prawdy dochodzącej do nas i prawdy wychodzącej z ust naszych. Nie możemy głosić czegoś, czego nie słyszymy. Nie jesteśmy zdolni żyć pięknem prawdy, której nasze uszy i serce nie słyszą. Stan ten jest życiem w ciemności, w świecie dźwięków, którym pozwalamy docierać, a inne blokujemy, ponieważ mogą boleć, budzić niepokój, skłaniać do wewnętrznej przemiany.

Nasze życie wymaga innego podejścia od dotychczasowego. Wydaje się nam, że Chrystus oczekuje przede wszystkim, aby zostały wypełnione wszystkie nakazy i zakazy wynikające z wiary. Pierwszą sprawą, którą chce nam przekazać jest prawda o naszym wybraniu przez Niego. Stronimy od Boga, dlatego że się Go boimy. Jego pragnieniem jest, abyśmy Go kochali, nie zaś lękali się. To niedostrzeganie nas jako osób wyjątkowych, kochanych, potrzebnych, ważnych dla kogoś sprawia, że chowamy się w sobie, zamykając naszą wrażliwość na dobre i złe bodźce płynące z zewnątrz, stając się tym samym głuchymi i niemymi.

Zamykając się na słowa ludzkie dokonujemy dramatycznego skutkach posunięcia – zamknięcia się na słowo Boże. Prowadzi nas słowo, które słuchamy i na nie odpowiadamy. Nie będąc otwartymi, pozostajemy w naszym zamknięciu nieszczęśliwi, rozdrażnieni, rozgoryczeni, sfrustrowani, opanowani buntem i poczuciem, że wszyscy są przeciwko nam. W ten sposób wysyłamy sygnały będące wołaniem o pomoc.

Liczba wyświetleń strony: 10716152 * Liczba gości online: 30 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC