MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Mówienie i milczenie



Nie można uczyć się mówić, nie ucząc się milczenia. Przez milczenie dopuszczamy do objawienia się Ducha w nas i między nami. W taki sam sposób dokonuje się objawienie w nas i pośrodku nas słowa zbawienia i dzieła uzdrowienia. Ważne by o tym pamiętać, że uzdrawia nas nie tylko słowo brzemienne uwielbieniem Boga, ale i milczenie wypełnione Jego obecnością. Wielu ludzi milczy ze strachu. Podobnie jak słowa, tak i milczenie może nas paraliżować i przygnębiać. Z milczenia, którego źródłem jest lęk nie może wyniknąć nic dobrego. Pogłębiamy swój stan niepokoju. Słowa, jakie wyłonią się z milczenia człowieka niespokojnego mogą ranić, sprawiać ból zarówno jemu jak i najbliższym, wprowadzać podziały owocujące przenoszeniem niepokoju.

Spotykamy wielu ludzi "wygadanych", którzy "przelewają się" w nadmiarze słów. Posługują się słowem dla manipulowania innymi, lub w celu agresywnych odniesień. Chcą podkreślić w taki sposób swoją obecność, która nie sprzyja komunii. Słuszną wydaje się myśl, że ci, którzy nie pielęgnują w sobie wymownego milczenia, w sposób niezwykle dla nas bolesny, zaśmiecają nasze życie. Odkrywamy tym samym jak ogromną rolą jest przywrócenie dobrych relacji między słowem a milczeniem tak, by zarówno jedno jak i drugie miało swój czas i przynosiło owoc. Tam, gdzie jest troska o milczenie i troska o słowo, tam zauważamy niezwykłą komunię, jedność między ciałem a duchem. Niespotykane źródło siły dla ludzkich pragnień, które wnoszą pocieszenie i radość.

Dostrzeganie właściwego czasu na milczenie i na mówienie, a także zachowanie właściwych proporcji między nimi, jest niewątpliwie objawieniem mądrości człowieka, która jest z Boga. Odczucie tego, kiedy pomaga nam mówienie a kiedy milczenie, jest rozeznaniem pragnień Boga żyjącego w nas. Bóg posyła nam swojego Ducha, który sam leczy, wprowadzając w rozwagę, nadając umiar naszej skłonności do wypowiadania się na każdy temat. Czy nie jest tak, że człowieka leczy (jego umysł, serce i duszę) słowo i milczenie? Jedno i drugie mieszka w nas, jedno i drugie prowadzi do źródła mocy, mądrości i miłości. Czas, jaki dajemy słowu, jest czasem dla Pana i czas na milczenie jest również dla Pana.

Nic nie mówimy, gdy nie nosimy w sobie słów "nabrzmiałych" błogosławieniem. Słowo człowieka winno być błogosławieństwem. Pozbawione jego blasku, może nieść niemoc, uzależnienie, zazdrość, poczucie beznadziejności. Nadmiar słów wskazuje na potrzebę milczenia. Do mówienia dojrzewamy przez milczenie, a właściwie słowo w nas dorasta do ujawnienia się w takiej chwili, w której będzie ono najbardziej skuteczne, wydając dobry owoc.

Trzeba być przygotowanym również na to, jak zauważa H. Nouwen, "abym mógł mówić nawet wtedy, gdy moich słów się nie przyjmuje" (Po drugiej stronie lustra, Kraków 2004, s.43).

Żeby mowa nasza "tworzyła nas" oraz tych, do których kierujemy słowa, powinniśmy uczestniczyć w życiu Ducha Pańskiego. Ważne jest to, aby słuchać zanim zaczniemy mówić. To Duch Święty wskazuje, kiedy i co powinniśmy powiedzieć. Wrażliwość na Niego jest przyzwoleniem na Jego prowadzenie. Uczymy się mówić, wypowiadając się w duchu i przez Ducha do Ojca. Słuchamy Boga, aby wiedzieć, co i kiedy powiedzieć, oraz czego nie słuchać i o czym nie mówić z bliskimi nam osobami. Przez to, co mówimy zamieszkuje w nas dobro, lub zło; ma do nas dostęp Jezus lub szatan. Stwarzanie człowieka, jego chodzenie drogami zbawienia dokonuje się przez słowa, które wychodzą z ust jego.

Słowa grzęzną nam w gardle i stajemy się jakby niemi, gdy odczuwamy w sobie i wokół nas strach, atmosferę chłodu, infantylnie skrywanej nieżyczliwości, nieuzasadnionych wobec nas podejrzeń, szeptanych po kątach oskarżeń. Cały ten swojski klimat, jaki wisi w powietrzu i którym jesteśmy zmuszeni oddychać, nie nastraja do mówienia. Boimy się mówić, aby nie zaszkodzić niewypowiedzianym oczekiwaniom. Gdy się odezwiemy, lęk zmusi nas do wyrażenia wewnętrznej atmosfery zagubienia i bólu. Staramy się nie mówić, by nie zdemaskować tego, co jest w nas, a tym samy doprowadzić się do przegranej w oczach innych. I tak zmuszając się do milczenia jesteśmy niemi wobec swoich.

Wypowiadamy układne słowa, które nikomu nie zaszkodzą i nie pomogą. Wpisujemy się w ogólny klimat popierania życia pozornego, ponieważ przypuszczamy, że inne jest niemożliwe. Stajemy się niemi, ponieważ uwierzyliśmy, że nieprawość zwycięża. Utraciliśmy wiarę w moc prawdy, która wyzwala. Dominacja związana z ukrywaniem określonych myśli i odczuć jest tak silna, że wielu z nas nie żyje w świecie, do którego zdeklarował się przez wiarę. Co to wszystko znaczy? Kiedy jesteśmy głusi? Wtedy, gdy słowa, które do nas docierają, nie stwarzają go, nie budzą w nim nadziei i miłości, czułości i łagodności. Jego wewnętrzny słuch umiera, zamyka się przytłoczony lawiną słów, które nic, albo niewiele dla niego znaczą. Przez słowa nic nieznaczące, nikt też do niego nie dociera. Brak słów znaczących, czyli ciepłych, poruszających serce, mądrych, czułych, to brak najgłębszych i najpiękniejszych spotkań z innymi.

O to samo pytajmy w odniesieniu do człowieka niemego; dlaczego ludzie tracą mowę? Ponieważ nikt ich nie słucha. Ich słowa nie niosą życia. Będąc banalnymi, prowadzą do banalnych potrzeb i pragnień, banalnego myślenia i banalnych dążeń. Człowiek banalny, czyli niemający do zaproponowania tego, co drugiemu pozwoliłoby złapać głęboki oddech, zatrzymać się w podziwie, rozjaśnić twarz radością, uwierzyć w niewidzialne. Ludzie nie mówią, ponieważ sercem nie słuchają. Trzeba wpierw w sobie słowo usłyszeć, by móc je powiedzieć do innych. Gdy słowa nie płyną z serca, z prawdy, z dobrych intencji i zamiarów, mówienie staje się bezprzedmiotowe.

Słowo Boga stwarza, zbawia i uświęca. Słowo ludzi jest odbiciem Bożego. Jego misją jest kreowanie rzeczywistości człowieka i świata, uwalnianie od zła wszelkiego i czynienie podobnym Bogu.

Nasze słowa posiadają siłę tworzenia i niszczenia, uzdrawiania i sprowadzania chorób, uśmiercania i powoływania do życia. "Jeżeli powiemy komuś "Kocham cię", a słowa te płyną z głębi serca, potrafimy obdarzyć drugiego człowieka nowym, lepszym życiem, nową nadzieją oraz odwagą. Gdy zaś odzywamy się do drugiego słowem "Nienawidzę cię", potrafimy zmiażdżyć i zniszczyć człowieka" (H. Nouwen, Chleb na drogę, Bytom 2001, s.55).

Nie mamy odwagi wypowiadania słów, które pogłębią nasze relacje z innymi. Chcemy do kogoś zbliżyć się naszym sercem, odsłaniając uczucia, mówiąc o naszych najgłębszych pragnieniach. Na to jest zawsze dobra chwila, aby słowa, które ożywią nasze życie, ujrzały światło dzienne. Od tego, co mówimy zależy nasze samopoczucie. Samych siebie zachęcamy do życia wyrażając najgłębsze pragnienia serca. Po latach przekonujemy się, że błędem było nie wypowiadanie do innych tych uczuć, które mogłyby nas do nich zbliżyć, zawiązać więzy przyjaźni.

"Jak ciężko jest żyć z tymi niewypowiedzianymi słowami i niewykonanymi gestami. Mogą one pogłębiać naszą ciemność i obciążać nas poczuciem winy" (H. Nouwen, Po drugiej stronie lustra, Karków 2004, s.33).

Liczba wyświetleń strony: 10717494 * Liczba gości online: 36 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC