MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Głusi i niemi



Stajemy się głuchymi i niemymi. Jest to proces wycofywania się życia, zamykania się w sobie, niechęci do relacji partnerskich, a tym samym do współpracy. "Często nieświadomie zamykamy oczy na nasze prawdziwe uczucia czy pragnienia i to wyparcie się siebie jest jądrem procesu samozniszczenia, który uśmierca nas emocjonalnie odcina od najgłębszych doświadczeń osobistych" (R. Firestone i J. Catlett, Dlaczego tak nam trudno żyć?, Warszawa 1995, s.18). Nie chcemy słuchać, ani też mówić. Nie ma w nas chęci odsłonięcia swojego wnętrza przed innymi.

Przeżywamy, zadręczamy się, rozkładamy na drobne części to, co zostało powiedziane o nas, czy do nas. Usiłujemy uniknąć bólu psychicznego. Chronimy się przed nim "blokując go, wyciszając, wycofując się w świat fantazji, przysięgając nigdy więcej nie podjąć ryzyka lub nawet uciekając w sen" (Tamże, s.18). Rezygnujemy z pozytywnych doświadczeń z osobami bliskimi, dla zachowania swojej odrębności, a przede wszystkim uniknięcia bólu wewnętrznego. Musielibyśmy się bronić przed patrzeniem, słuchaniem i przeżyciami będącymi dla nas ponad naszą wytrzymałość psychiczną.

Chowamy się w sobie ze swoim brakiem zaufania osobom najbliższym. Dlatego często milczymy nawet wtedy, kiedy powinniśmy mówić. Nie słuchamy również w takich chwilach, kiedy jest to dla nas ważne. Brak zaufania sprawia, że nie mamy, kogo słuchać i do kogo mówić. Poczucie rezygnacji, braku relacji, niezrozumienia przez innych naszych racji każe nam się izolować.

Są takie doświadczenia, których wstydzimy się. "Gdyby ktoś wiedział, co robiłem, przestałby mnie szanować". Chowamy się w swoim wnętrzu z doświadczeniami, które nas budują, ale i z tymi, które nas niszczą. Wszystko nas rani. Każde z doświadczeń pozostawia ślad w naszych emocjach, w naszej duchowości. Ten ślad w postaci rany będzie ewoluował albo w kierunku miłości, albo żalu, nienawiści, złości, podejrzliwości. Ukrywamy przeżycia, aby "chronić" siebie. Taka jednak decyzja nas niszczy. Bronimy się nie tylko przed złem, ale opór stawiamy również dobru. Obawiamy się ciemności, ale w sposób nieuświadomiony uciekamy również od światła. Przestajemy słuchać ludzi, bez względu na to, kto i co mówi.

Im silniej jest atakowana nasze wrażliwość, tym głębiej wchodzimy do "podziemia". Staramy się przez różne środki wyciszać emocjonalną wrażliwość. Wyciszamy niepokój sumienia i ból, wskazujący na niepowodzenie się z określonymi wydarzeniami. Wchodzimy w nałogi, które są mechanizmami obronnymi. Są one trudne do przezwyciężenia, ponieważ dają nam chwilową ulgę w naszym cierpieniu (Tamże, s.23). Nie chcąc myśleć o przeszłości, która bardzo boli, rezygnujemy z wielu prawdziwych doświadczeń i poczucia własnej wartości. Ukrywamy swoje uczucia obawiając się, że nie będziemy przez nie przyjęci i lubiani. Osłaniamy się przed innymi, aby żyć więcej iluzjach. Boimy się, że inni będą więcej nas wiedzieli to, czego wiedzieć nie powinni. Każdy, kto wie o nas więcej, staje się naszym zagrożeniem.

Im więcej się bronimy przed rzeczywistością, w której żyjemy, prawdziwych tym większym stopniu zubażamy nasze codzienne doświadczenia. Nie uczymy się mądrości płynącej z doświadczeń dobrych i złych, radosnych i smutnych. Naszym sposobem staje się odcięcie od rzeczywistości, która boli. Nie chcemy jej odczuwać i przeżywać. Usiłujmy być poza nią. To wszystko powoduje, że pozbawiamy się godności. Jesteśmy zranieni w naszej dumie i poczuciu wartości. Jest to nasz wybór bycia głuchym prawdziwych niemym.

Można niekiedy odnieść wrażenie, że chcemy być głuchymi prawdziwych niemymi prawdziwych własnego wyboru. To jest postawa poniekąd wygodna. Tego, co jest dla nas niemiłe, niekorzystne, upokarzające – nie słyszeć. To, co mogłoby zepsuć nam reputację, doprowadzić do oskarżenia prawdziwych stronniczość, być niewłaściwie zrozumianym prowadzi do wniosku, że lepiej nie wypowiadać własnych poglądów. Zastanawiając się nad sprawami, na które jesteśmy głusi prawdziwych zatrzymując się nad tym, co doprowadziło nas do milczenia, gdy oczekiwano zajęcia przez nas jasnego stanowiska dochodzimy do stwierdzenia, jak bardzo się lękamy. Lękamy się mówienia, lękamy się słuchania.

Ujawnianie prawdziwych myśli i uczuć jest dla nas uzdrawiające. Powracamy do wewnętrznej równowagi. Przestajemy się bać o siebie i własną przyszłość. Zgadzamy się na rzeczywistość, której nie usiłujemy przede wszystkim zmieniać, ale właściwie ją postrzegać, aby można było w niej żyć. To nie inni mają się zmienić, lecz my, abyśmy mogli wchodzić z innymi w relacje, tworzyć, kochać, śmiać się i smucić, zachowują własną godność, bez wycofywania się na pozycje obronne.

Głuchoniemy jest zależny, zdany na tych, którzy słyszą i mogą mówić, są mu przewodnikiem i oparciem. To bardzo pozytywny objaw, że człowiek ten pozwolił przyprowadzić się do Jezusa. Może nie spotkałby Go, gdyby nie był głuchy i niemy. To, co nazywamy "nieszczęściem" warto czasem postrzegać jako wymiar szczęścia. W słowie "nieszczęście" zawiera się słowo, ale i rzeczywistość za nim idąca w postaci radości z odczuwanego szczęścia. Jedno tracimy, a drugie zyskujemy, poznajemy przyjaciół.

Ktoś przyprowadził głuchoniemego do Jezusa, ktoś o tym pomyślał, zapragnął jego zdrowia, uwierzył, że Jezus może mu pomóc. Dać człowiekowi swój czas, to jest miłość, a tym samym zdrowienie. Ich troska była bezinteresowna. Odsłania się przed nami wymowny znak uczestniczenia człowieka w trosce Boga, który zawsze darzy swoich przyjaciół bezinteresowną miłością. Dramat człowieka przemienia się w radość jego i tych, którzy uwierzyli w moc Bożą. Wokół głuchoniemego tworzy się wspólnota ludzi wrażliwych, dających będącemu w potrzebie swój czas, swoją miłość i nadzieję na przemianę życia. Chorzy gromadzą wokół siebie tych, którzy może w większym stopniu potrzebują lekarza niż oni sami.

Głuchoniemy patrzy na nasze usta, gdy mówimy, na gesty, które dla nas coś znaczą, uśmiech twarzy, przez który staramy się nawiązać z nim kontakt. Dlaczego stajemy się głuchymi? "Zatykamy" sobie uszy, żeby nie mogły dotrzeć słowa, które nas drażnią i niepokoją. Myślę o słowach, które uniemożliwiają pracę, spokojny sen, łagodność w rozmowach. Słyszę słowa przyjazne mi i nieprzyjazne, życzliwe i kąśliwe, odzierające mnie z dobrego imienia i mówiące o moich zasługach. Czy wszystkim należy w sposób bezkrytyczny wierzyć? Trzeba stosować selekcję wobec tego, czego chcemy słuchać, na co patrzeć, w czym uczestniczyć. Usiłujemy zagłuszyć słowa, jakie już do nas dotarły usiłując przypomnieć sobie, jak wielkim draniem jest ktoś, kto je wypowiada. Ucieczka przed tym, co inni mają do nas i o nas sprawia, że stajemy się głusi. Słowa bolą, rozdzierają, pozostawiają w nas głębokie rany, które liżemy przez całe życie.

Tęsknimy za spokojem. Zbyt często doświadczamy niepokoju, który bardzo szybko opanowuje umysł i wyobraźnię, a przede wszystkim emocje. Dajemy to odczuć naszym rozmówcom, gdy podejrzewamy ich o nieszczerość, albo poddajemy w wątpliwość słowa usłyszane. Niepokój serca to wielka zapora z szumu wewnętrznego utrudniająca usłyszenie. Jezus wkłada palce w uszy głuchoniemego. Był to zapewne gest czuły, więcej niż dotyk ojca i matki w jednym. Palec jest obrazem miłosierdzia, władzy, autorytetu. Pozbawienie człowieka zachowań miłosiernych, brak tych aktów sprowadza głuchotę. Miłosierdzie otwiera "uszy serca". Brak miłosierdzia może je zamknąć. Stajemy się nieczuli na wołanie innych, bo ktoś "zamknął" nasze uszy "sprawiedliwością", podczas gdy potrzebowaliśmy miłosierdzia. W miłosierdziu jest autorytet i szacunek.

Samo oszukiwanie się i grzech, prowadzą do ślepoty duchowej. Kto nie słucha głosu Bożego, ten zostanie ukarany, jak mówi Biblia: obłędem, ślepotą i pomieszaniem zmysłów. Moce ciemności sprawiają, że zaślepieniu ulega ludzkie serce i umysł. "Kto nienawidzi swego brata, żyje w ciemności i działa w ciemności i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy". Ludzie niesprawiedliwi zostali zaślepieni przez "boga tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii. Nie będą oglądać oblicza Bożego ci, którzy swoimi zdrowymi oczyma widzą tylko to, co doczesne i ziemskie.

Głuchoniemy, jest świadomy swojego dramatu. Pozwala się przyprowadzić do Jezusa. Nie stawia oporu. Stawiając opór Bogu w sercu, stajemy się głusi i niemi.

Słowo Boże nie dociera do nas, ponieważ stawiamy opór Bogu, prawdzie i dobru, temu, co sprawiedliwe przed Bogiem. Sami oszukujemy się, że jest inaczej niż jest. Nie słuchanie słowa Bożego, skłania do nadmiernej uwagi i wrażliwości i przeceniania słowa ludzkiego. Takie słuchanie czyni zależnym od tego na miejscu pierwszym, co mówi człowiek. Takie ustawienie w życiu niszczy wewnętrznie człowieka. Ileż razy przejmujemy się tym, co ktoś powiedział w sposób nieprzemyślany i nieodpowiedzialny. Niektórzy popadają w nerwicę, czy inną chorobę, która jest ich utrapieniem, a tym samym innych osób we wspólnocie.

To, co mówi człowiek, jest mową człowieka. Trzeba wsłuchania się, czy w tym, co mówi człowiek, jest jakiekolwiek przesłanie dla mnie. Jeżeli nie ma, nie biorę sobie do serca takich słów człowieka, które mogą w moim życiu wprowadzić człowieka w miejsce Boga. Niektórych braci słuchamy tak, jakby to sam Bóg mówił do nas.

Zależność od słowa ludzkiego, opinii, słów krytyki sprawia, że słowo Boga nie przemawia do człowieka. Niewiele lub nic nie mówi. To, czego człowiek we wspólnocie najczęściej słucha, to wychowuje jego serce i ma wpływ na jego myślenie. Wartościowa medytacja słowa Bożego, chroni przed niszczącym wpływem niektórych wypowiedzi, opinii, obmowy.

Można pewnych informacji nie przyjmować jako tych, które zagrażają mojemu życiu z Bogiem. Słowa, które do naszych uszu docierają, mają wpływ na to, co chcemy, a czego nie chcemy, jakim sprawo czy osobom stawiamy w sobie opór, a którym sprawom czy osobom dajemy przyzwolenie.

Można tak słuchać, że staje się człowiek w klasztorze kimś pozbawionym słuchu. Zobaczmy! Im więcej słuchamy słów narzekań, krytyki, obmowy, tym trudniej usłyszeć nam cokolwiek na rozmyślaniu. Nie przemawia słowo Boga. To nas drażni. Częściej rezygnujemy z rozmyślania, poprzez brak przygotowania się do niego, czy wręcz nałogowe zasypianie na nim.

Człowieka, który usiłuje spojrzeć inaczej na życie wspólnotowe, wskazując zarówno na dobro w nim obecne, jak i na braki, krzyczące zło, które jest jednak obecne w wymiarze śladowym usiłujemy nie słuchać jako tego, który nie trzyma się faktów, nie ocenia obiektywnie sytuacji. Kiedy stajemy się nieufni wobec jednej osoby, często z uzasadnionych racji, może się to przenieść na nieufność wobec wszystkich.

Trudno jest porozumieć się z braćmi, którzy nie przeżywają dobrze medytacji. Nie są wewnętrznie otwarci na przyjęcie innego patrzenia. Mają swoje schematy myślenia, poglądy, które uważają za niepodważalne. Problem związany z brakiem dobrego rozmyślania, to zagadnienie odnoszące się do oporu stawianemu prawdzie, to problem zatwardziałości serca. Bóg czyni serce wrażliwym, czułym, delikatnym, pełnym szacunku zarówno do spraw, które dotyczą człowieka, jak i Boga.

Kim jest człowiek niemy w wymiarze duchowym? To ten, który nic nie mówi, gdy mówi. Słowa jego wskazują na pustkę serca, brak wrażliwości na myślenie o tym, co boskie i ludzkie. Nie możemy być wrażliwymi na to, co boskie, nie nosząc w sobie wrażliwości na człowieka. Człowiek mówiąc, wydobywa ze swojego serca rzeczy nowe i stare. A tymczasem, słowa człowieka "niemego nikogo nakarmić nie mogą. Oznacza to, że nie są słowami pokoju, mądrości, dobroci, szacunku, łagodności, jednoczenia ludzi wokół dobra, prawdy, nie są słowami pojednania, przebaczenia, nie są przejrzyste od strony tego, co naprawdę zamierzają, nie są podyktowane troską o tego, który słucha.

Przychodzi taki czas, gdy danego człowieka traktujemy tak, jakby on nic nie mówił. Mogą to być, np. przez długi czas słowa złośliwe, zgorzkniałe, pełne gniewu, buntu. Chcąc trwać w pokoju serca bronimy się, nie słuchając takich słów. I to jest naturalny i mówiący o zdrowym sumieniu objaw ludzkiego ducha. Gdy zatem osoby takiej nie słuchamy, oznacza to, że ona nic nam nie mówi. Nie chcę słuchania mowy bezwartościowej, która niczego, ani nikogo na lepsze zmienić nie może. Zatem, ten konkretny człowiek jest dla mnie niemy. W zakonach wiele osób jest głuchych, do których mówimy, a one nie słuchają; oraz niemych, które mówią, a nikt na ich słowa nie zwraca uwagi.

Liczba wyświetleń strony: 10024156 * Liczba gości online: 26 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC