MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Otrzymujemy więcej



Potrzebuję dotyku, aby się wewnętrznie uspokoić. Ważne jest to, kto dotyka: rodzic, przyjaciel, człowiek, którego kocham. Szukam dotyku, który przywróci utracone poczucie bezpieczeństwa. Przez dotyk spływa na mnie miłość drugiego, jego wewnętrzna moc, światło, w którym się porusza, odwaga pozwalająca dobrze czynić. Kobieta cierpiąca na krwotok nie tyle szukała uzdrowienia, lecz Boga. Wydaje się nam, że szukamy odpowiedzi na wiele pytań, oczekujemy na zdrowie, zrozumienie spraw wprowadzających nas w zły nastrój. Potrzebujemy Boga. Odczuwanie choroby, smutku, rozdrażnienia, własnej grzeszności jest sposobem Bożego prowadzenia. Jezus czekał na kobietę, aby Go dotknęła. To czekanie było połączone z bólem tęsknoty i współcierpienia, przez jakie przeszła. Cierpienie otwiera oczy na to, że ból ciała, serca, ból w duszy to za mało. Chodzi o coś więcej. O spotkanie, które nas przemieni, gdy będziemy się wpatrywali w Jego Oblicze.

Uwierzyła, że może być zdrowa. To fundament uzdrowienia. "Bez wiary nie można podobać się Bogu". Spotkała Pana w wierze. Drogą prowadzącą do najważniejszego ludzkiego doświadczenia, była jej tęsknota za zdrowiem. Przez chorobę możemy spotkać Jezusa. On naszym zdrowiem. Wiara umożliwia przepływ Bożej mocy, niewiara ją powstrzymuje. Odkryła szansę na własne uzdrowienie przez przejście drogą zniechęcenia, załamania. Czy jest inna droga? Wydaje się, że nie ma. Zanim dotrzemy do Jezusa zmuszeni jesteśmy utracić swoje własne, ludzkie siły, energię, pomysłowość, spryt, przekonanie o tym, że wiemy jak sobie poradzić.

Otrzymała imię "córko". Nie tylko zostawiona, ale poznała Mesjasza-Jezusa, poznała Ojca czule do niej mówiącego. Znalazła więcej, niż mogła oczekiwać, spotkała Ojca, który czekał na nią w uzdrowieniu. Dotykając ludzi przekazujemy im naszą miłość, życzliwość, przyjaźń, wsparcie. Jest to doznanie chwilowe i krótkotrwałe. Za chwilę, za czas jakiś znowu potrzebujemy dotyku człowieka. Jakby owo ludzkie dotknięcie nie było trwałe, wspomnienie tych chwil, nie dawało wystarczających sił, aby iść dalej. Jezus uzdrawiając przemienia, zwraca wszystkie nasze drogi do siebie.

Kobieta przez dotknięcie Jezusa stała się świadoma, kim jest ona, oraz kim jest Ten, którego się dotknęła. Być "świadomym", to stać się "uważnym", "troskliwym". "Znaczy to coś więcej niż zwykła świadomość lub wiedza, znaczy odkrywanie czegoś, co nie było całkiem oczywiste albo nie było nawet oczekiwane" (E. Fromm). Odzyskanie świadomości tego, kim jesteśmy oraz co się w nas dokonało i dokonuje, jest znakiem Bożego dotknięcia. Jedynie Bóg może przed nami odsłonić prawdę o nas samych. Świadomość tej prawdy nie budzi przerażenia, lecz nadzieję. To, co Bóg przed nami roztacza budzi lęk. Patrzymy jednak na niego inaczej niż wtedy, kiedy nasz umysł i serce były opanowane zamętem. "Lęk jest gliną w rękach Stwórcy i Zbawiciela" (Hans Urs vonBalthasar, Chrześcijanin i lęk, Kraków 1997, s 12). Nie jest on taki sam w ludziach czyniących zło, jak czyniących dobro. Dla ludzi czyniących to, co dobre, Bóg może objawić się w lęku. Maryja modląca się podczas zwiastowania doświadczająca lęku; Józef pełen rozterek, nierozumiejący tego, co stało się jego małżonką; Zachariasz przestraszony widokiem anioła przychodzącego w imię Boga. Jezus doświadczał lęku. Przyjął go na siebie wraz z ludzką naturą. Doświadczając niewyobrażalnego wprost lęku wypełnia wolę Ojca. "Jest to lęk bez pociechy i ulgi, i takiego pragnął, albowiem z tego cierpienia przychodzi na świat każda pociecha i każda ulga" (Hans Urs vonBalthasar, dz. cyt., s ).

Znaczną uwagę zwracamy na ciało, jego wygląd, kondycję, zdrowie. Upływ czasu dokonuje określonego "spustoszenia" w ludzkim ciele. Staje się ono słabe, poorane zmarszczkami, przeniknięte bólem. Gdzieś na uboczu pozostaje kwestia drugiej strony naszego życia, wymiaru duchowego.

Niezwykłe jest to, że Jezus przyjmuje kobietę i pozwala, aby go dotknęła, będąc nieczystą. Nie oczekuje od niej czystości. Ona w Nim może się zanurzyć i otrzymać więcej niż oczekiwała. Pogubiła się w życiu, szukając wielu możliwych rozwiązań na płaszczyźnie ludzkiej. Jezus nie obraził się z tego powodu. Zawsze świat, który nie spełnia naszych najgłębszych pragnień, oddaje nas Bogu. Trzeba się wiele razy pomylić, zbłądzić, zawieść na kimś, zostać oszukanym, aby zatęsknić za Bogiem. Szukała zdrowia tam, gdzie wszyscy go szukali. Czyż można ją za to winić? Potrzebowała czegoś więcej, niż zdrowia fizycznego. Jej dusza wołała o uzdrowienie. Szukamy szczęścia nie tam, gdzie ono jest, lecz często tam, gdzie zostajemy go pozbawieni. Mimo to idziemy z uporem maniaków, dopóki nie napotkamy granicę naszej wytrzymałości w przyjmowaniu upokorzeń i ran.

Przyszła dla odzyskania zdrowia, skradając się z tyłu jak złodziej, który chce wziąć skarb i uciec przed właścicielem. Dla Jezusa było ważne to, że przyszła. Nie istotna była argumentacja, że pojawiła się, aby odzyskać zdrowie. Nie jest ważne, z jakiego powodu stajemy przed Bogiem. Ważne, że stajemy. Nie było dla Ojca istotne to, dlaczego syn wrócił do domu. A wrócił, ponieważ nie miał chleba i jadł to, co dawano świniom. Ojciec go przyjmuje, nie czekając na satysfakcjonującą go argumentację powrotu. Jesteś i to jest najważniejsze. Rozróżniamy często motywację doskonałą i niedoskonałą, taką, która Bogu się podoba i tą, która nie jest dla Niego miła. Ewangelia pokazuje coś diametralnie innego. Każda motywacja jest dobra, jeśli człowiek powraca do Boga. Będąc blisko Niego, wszystko może ulec stopniowej przemianie. Czyż będąc daleko od Ojca możemy myśleć jak On, odczuwać jak On, pragnąć tego, czego pragnie Jego serce. Trzeba być blisko serca i wsłuchać się w nie, aby od serca uczyć się myślenia.

Nie otrzymała od ludzi tego, czego oczekiwała. Jezus nie poczuł się ja drugi w kolejności, aby zaspokoić jej pragnienia. Liczyła na ludzi, dotarła do Jezusa. Nasze porażki, prędzej czy później doprowadzają do Niego. Wszyscy sfrustrowani, zmęczeni życiem, rozczarowani tym, że świat i człowiek dając, nie daje tego, co zapowiada – przychodzą do Pana. Wróciła, nie mogąc poradzić sobie ze sobą. Została przyjęta. Wzruszające jest to, że miłość Jezusa nie oczekuje wyjaśnień, "dlaczego teraz przychodzimy, czy wcześniej nie mieliśmy czasu, a na inne sprawy tego czasu mieliśmy aż nadto". Bóg się cieszy, że kobieta chora przyszła do Niego. Jezus raduje się tym, że może dawać, że człowiek przyszedł do Niego. Każda sytuacja jest dobra, każdy czas jest właściwy na to, by okazywać miłość drugiemu.

Nawet wtedy, gdy błądzimy, Jezus nas kocha. Upadki nasze nie zrażają Go do nas. Patrzy z miłością. Czujemy się zawstydzeni. Jego miłość i łagodność budzi w nas potrzebę wyrażenia tego, co boli, pobudzając do płaczu. Komuś trzeba się wypłakać. On wie, że myśleliśmy o Nim źle; nasze słowa były powątpiewaniem w moc Jego. Rozumie nas, a to oznacza jedno – miłuje.

Kobieta straciła nadzieję lecząc się u ludzi, odzyskała ją, dotykając Jezusa. Stała się biednym materialnie człowiekiem, wydając pieniądze na lekarzy; stała się bogata w miłość i pojednanie z Jezusem. Traktowano ją jako nieczystą, uciekając od niej; Jezus zapragnął być blisko niej i dotknąć ją swoją czystością. Ludzie uciekali, a Pan jej szukał. Ludzie się jej bali, a On patrzył na nią z miłością. Wszyscy wokół ją ranili tłumacząc się przepisami Prawa, Jezus uleczył jej rany, przywracając godność i szacunek do samej siebie.

Miłość Jezusa do nas nie jest zależna od tego, jak żyjemy, ile razy błądzimy i upadamy. Nie jest ważne to, jak się z Nim obchodzimy. On zawsze nas kocha. Jedynie miłość bezwarunkowa jest pociągająca i przekonywująca. Każdy, kto stawia warunki w miłości, niszczy miłość.

Liczba wyświetleń strony: 10658867 * Liczba gości online: 35 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC