MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Porażki pozbawiają zaufania



Lekarze nie potrafili pomóc kobiecie, więc ją zwodzili. Wydała na nich swój majątek. To była jej porażka, którą boleśnie odczuwała. Gdy nie potrafimy wyrazić swojej miłości wobec drugiej osoby, zastępujemy ją nieszczerością. Sypiemy pochwałami i mówimy z uznaniem o sprawach, które w rzeczywistości nie istnieją. W taki sposób doprowadzamy drugą osobę do odczuwania nienawiści zarówno do siebie jak i osoby, która nie zdobyła się na szczerość.

Kobieta poniosła porażkę. Nie potrafiła pogodzić się z faktem, że została oszukana. Osądzanie nieuczciwych lekarzy stało się jej codziennością. Nie mogąc dzielić się swoimi lękami i frustracją powoli zanurzała się w niszczących sądach o swoich winowajcach. Tak trudno jest odzyskać zaufanie do kogoś, gdy się je utraciło. Odchodzimy od Boga, ale i od ludzi, a potem do nich powracamy przez całe życie.

Nie było jej łatwo stanąć przez Jezusem. Można odczuwać niechęć do Boga, zawodząc się na człowieku. Nasze porażki pozbawiają nas zaufania również tego podstawowego, jakim jest zaufanie Bogu. Zniszczenie tych więzi z człowiekiem odbija się konsekwentnie na naszej relacji z Nim. Gdy słabnie w nas potrzeba zaufania, konsekwencje tego dają się odczuć w całości naszego myślenia i odczuwania. Ludzie mający przyjaciół, znajomych żyją dłużej i są zdrowsi, dysponują lepszym samopoczuciem. Przyjaźń daje człowiekowi lepsze samopoczucie, świadomość, że jest komuś potrzebny. Ci, którzy nie mają przyjaciół, szybciej odchodzą z tego świata.

Jesteśmy w stanie znieść wiele cierpień, dopóki jest w nas nadzieja. Im bardziej jesteśmy wewnętrznie pogmatwani, w tym większym stopniu skłonni do rozpaczy. "Szybkie zniechęcanie się w obliczu trudności, to kolejne wskaźniki rozpaczy" (K. Horney). Nie mamy ochoty nawet na drobne poświęcenie się dla innych, na wyrzeczenia lub podjęcie jakiegokolwiek ryzyka. Sprawiamy w takiej sytuacji wrażenie, że jesteśmy ludźmi folgującymi wygodnictwu i osobistym zachciankom. Przestają nas interesować inni, rodzina czy wspólnota zakonna. Trudno zdobyć się nam na jakikolwiek wysiłek korzystny dla nas i dla innych, ponieważ sądzimy, że i tak nic z tego dobrego nie wyniknie. Porażki wprowadzają nas w poczucie beznadziejności. Ta zaś potrafi paraliżować człowieka do tego stopnia, że nawet małe trudności urastają do poziomu wielkich problemów i wielkich wyzwań.

Uświadamiamy sobie, że nawet Bóg nie jest po naszej stronie, nie wspominając o bliskich nam dotychczas ludziach. Porażka usiłuje nas przekonać, że Bóg nie jest tym, który rozumie nasze biedy, lecz Istotą pozbawiającą nas praw. Nie mamy prawa do własnych myśli, woli i pragnień. Bóg nie rozumie naszych ograniczeń i nie liczy się z nimi. Będziemy musieli żyć z tą świadomością konieczności nieustannego przekraczania własnych ograniczeń. "Często sądzimy, że Bóg karze, oskarża, skazuje, obciąża, że jest źródłem zła, cierpienia, że chce naszej śmierci, a nie życia" (S. Pacot, Droga wewnętrznego uzdrowienia, Poznań 2002).

Nie potrafimy być ze sobą, a szczególnie z myślą o doznanych porażkach. Brak zaufania odnosimy przede wszystkim do samych siebie. Postrzeganie, że jesteśmy nieudacznikami, nieznającymi się na ludziach i mechanizmach rządzących tym światem skłania nas do ucieczki od samych siebie. Niemożność bycia takimi, jakimi chcielibyśmy być osacza nas i izoluje. Nieumiejętność bycia ze sobą w jakimś stopniu przekłada się na niezdolność bycia z innymi. Im więcej doznajemy rozczarowania, w tym większym stopniu narasta w nas potrzeba człowieka, wobec którego nasz ból będzie miał szansę zaistnienia.

Kobieta cierpiąca na krwotok "zbierała" do serca te wszystkie uprzedzenia, jakie kierowano do niej przez mimowolnie czynione uwagi, uszczypliwe słowa, spojrzenia naznaczone lękiem a nawet strachem przed nią, przyspieszony krok niektórych obawiających się jej dotknięcia. Odczuwała, że jej nie szanują, a nawet więcej, odczuwają pogardę dla jej schorzenia. Nie umiała im tego wybaczyć. Zacięła się w sobie. To, co z nią czynili, było nieludzkie. Miłość do bliźnich była w niej zablokowana.

Nie ufając zarówno sobie jak i innym jesteśmy zdani na atakowanie i obronę. Konsekwencją braku zaufania jest strach. Usiłujemy zapewnić sobie bezpieczeństwo nie będąc świadomymi, że atakowanie i obrona samych siebie nie jest miłością. Niezbędna okazuje się kapitulacja, we mściwym znaczeniu tego słowa. Jezus oczekuje od nas, byśmy poddali się, wydając się w Jego ręce, nie zaś bezsensownie walczyli. Do zaufania innym, odzyskania utraconego autorytetu nie idziemy drogą ataku i obrony, lecz szacunku, miłości i prawdy.

Doświadczamy porażek, ponieważ idziemy sami, walczymy sami, opieramy się na sobie. Zarówno zwycięstwa jak i porażki przeżywamy jako osobiste sukcesy, ale i nasze klęski. Życie dzielone z Chrystusem sprawia, że nasza porażka jest przeżywana z Nim, dzielona z Nim, omawiana wspólnie z Nim. Nasze zwycięstwo jest również dzielone. Stąd radość jest szczególna. Po pierwsze, dlatego, że mogę cieszyć się określonym zwycięstwem, po drugie, dzielę ją z kimś, o którym wiem, że mnie kocha.

Porażka daje szansę poznania własnych granic i możliwości. Uświadamia, że nie jesteśmy bogami, lecz grzesznymi ludźmi. Ponadto, nie zostaliśmy stworzeni, aby iść przez ziemię w pojedynkę, lecz razem z naszym Panem. Wśród porażek dokonuje się nasze dorastanie do zrozumienia siebie i Boga. Czyż w porażce nie znajdujemy szczególnej mobilizacji do własnego rozwoju? To one pozwalają zobaczyć siebie i słabe strony naszej osobowości. Słabość nie jest rzeczywistością godną pogardy, lecz najwyższego szacunku. W taki sposób ją traktując dajemy Bogu możliwość dokonania w nas przemiany. Słabość jest częścią naszego życia, aby mogła objawić się moc, mądrość i miłość Boga. Kiedy odnosimy się do samych siebie z wielką nieufnością, nasza słabość nie jest przemieniona, lecz powiększa swoją rażącą moc oddziaływania.

Porażki nie muszą być traktowane, jako klęska. Nie wskazują one na naszą bezwartościowość, lecz brak skupienia się na tym, co naprawdę ważne. Umiejscawiają nas one w ciemności choćby, dlatego, że nie mamy odpowiedniego dystansu zarówno do naszych osiągnięć jak i klęsk. Przebija się przez nasze zagubienie wewnętrzne myśl, że moglibyśmy przestać być panami samych siebie. Skupiamy się na niepokojącym odczuciu, jak długo trzeba będzie żyć w takim stanie ducha. Tymczasem nie jest ważne ani to, jak długo, ani też, dlaczego mnie to spotkało. Konieczne wydaje się przyzwolenie na prowadzenie. Niewolą naszą jest niedopuszczanie Boga do przewodzenia nam. Prędzej czy później Bóg może oczekiwać od nas tego, czego nie jesteśmy w stanie uczynić sami, lecz On może w nas i z nami. Porażka, przez którą przyszło nam przejść, jest wyraźnym znakiem wskazującym na niewidzenie tego, co dostrzec może człowiek prowadzony przez Pana. Skoro Bóg wprowadza nas w doświadczenie porażki, to jest ono na ten czas, na "tu i teraz" ważniejsze, niż jakiekolwiek spektakularne zwycięstwo.

Dojrzewamy w wierze i miłości przez małe i wielkie zwycięstwa, oraz małe i większe porażki. Nie wiemy, komu możemy zaufać dopóki się nie pomylimy i nie odczujemy ogarniającej nas fali nieprzyjemnego rozczarowania. Nasze poznanie sercem często nas zawodzi. Nie mamy orientacji, dopóki nie przejdziemy przez szkołę rozczarowań, klęsk, braku lojalności, niedotrzymania słowa, nie zachowania tajemnicy. Wyprowadzamy wnioski, uczymy się słuchać, myśleć i patrzeć, uczymy się kontemplować Boga, prosimy o kierownictwo duchowe. To szczególna droga do odzyskiwania zaufania.

Nasze przegrane, straty, jakie ponosimy, otwierają serce na nowe życie. Przegrywając w jakiejś sprawie, pewien obszar dla życia w nowości ducha i serca odzyskujemy. To, co nie zostało pogrzebane w ziemi, co w nas nie doznało upokorzenia, nie zostanie przemienione. Porażki upokarzają, pozbawiają zaufania, lecz są szansą na życie pokorne i ufne wobec tych, którzy kierują się mądrością Bożą. Tracimy zaufanie do człowieka, ponieważ było ono rzeczywistością w nas niedojrzałą, nieprzeminioną. Nasza ufność człowiekowi nie jest "myśleniem o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie". Stąd porażki są nieuchronne. Zaufanie komuś, jest z naszej strony nałożeniem na niego ciężaru, z jakim nie jest w stanie żyć, a cóż dopiero kroczyć drogą realizując swoje powołanie i przeznaczenie.

Zaufanie drugiemu powinno być na naszą miarę, na naszą odporność psychiczną i duchową dojrzałość. Nie dostosowanie się do tych zasad jest porażką dla obu stron. Przekazanie określonego kapitału w ręce człowieka, który nie potrafi mądrze nim obracać, prowadzi do wielkich strat finansowych. Otwarcie swojego umysłu i serca przed kimś, kto pozbawiony jest mądrości, pokory i odpowiedzialności jest postawą dalece nierozsądną.

Liczba wyświetleń strony: 9477100 * Liczba gości online: 27 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC