MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Skąd nieczystość?



Nasze okaleczenia emocjonalne i duchowe demaskują funkcjonowanie w przeszłości. Ból połączony z ich wspominaniem sprawia, że nie jesteśmy przygotowani na ich przyjęcie. Przeszłości nie można ukryć za parawanem masek i pozorów. Ujawnia się ona w naszych gestach słowach, tematach rozmów, do których często powracamy. W momencie najmniej przez nas oczekiwanym ujawnia się przeszłość przez ujawnienie tego, co znajduje się w naszej podświadomości. Aby przeszłość przestała nam szkodzić powinna być w sposób właściwy przeżyta. Przeżyć przeszłość to nazwać ją taką, jaką rzeczywiście była, nie odsuwając w zapomnienie swojego udziału jak i osób drugich.

Czy nie są dla nas wzruszające te chwile, kiedy słuchamy innych jak z rozbrajającą otwartością i prostotą dziecka mówią o swojej trudnej przeszłości? Ból, jaki się w nas gromadzi przez wiele lat, nie pozwala milczeć, lecz zmusza do szczerości właściwej ludziom prawdziwym, dobrym i pokornym. Przychodzą chwile, że pragniemy innego życia, to znaczy takiego, w którym przeszłość nie będzie destrukcyjnie wpływała na naszą teraźniejszość i przyszłość.

Przeszłość wypełniona aktami nieczystymi, czyni z nas ludzi niezdolnych do zachowania harmonii wewnętrznej między życiem duchowym a cielesnym. Presja przeszłości zmusza do postrzegania siebie jako osób bezużytecznych i opuszczonych przez innych w chwili, w której najbardziej są nam potrzebni. Taki splot wydarzeń sprawia, że bardzo tęsknimy za miłością, ładem i spokojem wewnętrznym. Mogą nam w tym pomóc chwile odosobnienia.

Na wszelkie możliwe sposoby wypowiadamy nasze pragnienie życia w czystości. Nieczystość nie jest przyjemnością, lecz rozdzierającym bólem serca, świadomością niewierności Bogu, stanem odczuwania porażającej frustracji. Nieczystość znajduje sobie miejsce w nas samych, ponieważ jest kłamliwa, my zaś łatwowierni w uznaniu tego, co przed nami roztacza.

Nieczystość pojawia się jako konsekwencja połowicznie przeżywanej czystości. Jest to jedna z nieudolnych prób kochania człowieka. Połowiczność w tym zakresie życia jest największym zagrożeniem. Wyraża się ona w podzielonym sercu człowieka. Chciałby on wiele. Każde doznanie pragnie konsumować nie bacząc na to, iż ta konsumpcja niekontrolowana może doprowadzić go do uzależnienia. Boga można miłować jedynie sercem niepodzielnym. Dajemy Jemu wszystko, albo nic.

Nieczystość pojawia się na skutek naszego niezdecydowania. Nie wiemy sami, czego chcemy, komu pragniemy służyć, za jakimi wartościami podążać. Niezdecydowanie doprowadza do poddawania się impulsom płynącym zarówno ze strony "świata", jak i z naszego wnętrza, od ciała, które przy osłabieniu ducha upomina się o realizację własnych potrzeb.

Rygoryzm niczego nie zmienia, lecz popycha człowieka w stronę kolejnych aktów, których on nie chce. Bez wątpienia jest to tajemnica prowadzenia człowieka po bezdrożach życia. Udział człowieka we własnej nieczystości jest sprawą bezdyskusyjną. Czym jest on spowodowany? Wielką tęsknotą za miłością, której nie doświadczył w dzieciństwie i okresie dojrzewania. "Zły dotyk" może sprowadzać potrzebę czynienia tego, co nieczyste. Święci mówią o ludzkiej pysze, jako źródle wszelkiej nieczystości. Można też wskazać życie w pośpiechu, przemęczeniu, braku odczuwania akceptacji, w lęku, w żalu, gniewie i buncie, a przede wszystkim w braku wiary, że Bóg udziela tego, czego potrzebujemy, w nieobecności modlitwy lub jej bylejakości oraz braku nadziei na przyszłość.

W małżeństwie nieczystość pojawia się wówczas, gdy na pierwszym miejscu stawia się dążenie do zaspokojenia własnych potrzeb, na drugim zaś planie pragnienie obdarowania swojego partnera. Nieczystość jest spowodowana brakiem ofiarnej miłości, w której jesteśmy w większym stopniu nastawieni na branie niż na dawanie. Brak czułości, której objawem jest obojętność, oddala nas od tych, którzy pragną być blisko nas i umacniać w nas czystość przez miłość wzajemną i dobroć.

Czystość jest niemożliwa bez chwil odosobnienia, bez czasu przeznaczonego na uzdrawiające milczenie. Odosobnienie rozumiemy jako czas przeznaczony tylko i wyłącznie dla Boga. Uwaga, skupienie na Chrystusie sprawia, że tworzą się w nas dobre nawyki, w postaci potrzeby zakreślenia czasu dla Boga. Gdy mamy czas wyłącznie dla Niego, On staje się kimś wyjątkowym dla nas.

Tam, gdzie żyjemy, potrzeba z innymi życie współtworzyć. Tym, co utrudnia realizację czystości jest brak dobrych relacji. Rezygnacja z osobistego zaangażowania się we wspólne dzieła, jakimi są małżeństwo i rodzina, wspólnota parafialna, wspólnota kapłańska czy zakonna może prowadzić do praktykowania egoizmu. Kładąc dość duży nacisk na życie "dla siebie", z myślą jedynie "o sobie", o tym, co dla mnie przyjemne i korzystne, wchodzimy w obszar duchowego, moralnego i religijnego osłabienia. Trudno będzie zachować "czyste spojrzenie", wierność ślubom małżeńskim, zakonnym czy kapłańskim, pojawi się problem z opanowaniem pożądania i życiem prawym.

Niektórzy nie wyobrażają sobie życia bez ubóstwiania seksualności. Inni zaś ją banalizują. To prowadzi w konsekwencji do tego, że trwanie w czystości staje się nie do uniesienia. Wchodzenie z łatwością z innymi osobami w relacje seksualne jest próbą zabezpieczenia siebie przed izolacją i samotnością. Tym, co człowieka skłania, wśród wielu różnych przyczyn do nieczystości, jest utrata poczucia bezpieczeństwa (Dopisać!!!!!).

Gdy wzrasta w nas świadomość własnej bezradności wobec problemów, jakie spotykamy w naszej codzienności, czujemy się bardzo samotni i bezużyteczni. Pragnąc życia czystego potrzeba "wypełnienia siebie" treścią umożliwiającą rozwój życia duchowego. Jeśli tego nie ma, doświadczamy zmęczenia tym, co kiedyś wybraliśmy i uznaliśmy, że jest dobre dla nas. Stan, w którym doświadczamy frustracji i zmęczenia skłania nas do ucieczki w życie pozorne, a nawet do rezygnacji z życia w czystości.

"Każdy, kto chce zrobić dla innych ludzi czy dla świata, jeśli nie stanie się przedtem bardziej świadomy siebie samego, bardziej wolny, bardziej zintegrowany bardziej zdolny do kochania, nie ma praktycznie niczego, co mógłby innym ofiarować. Albo nic im nie przekaże, albo tylko zarazę swoich własnych obsesji, agresywności i egocentrycznej ambicji, zarazę swoich złudzeń, co do celów i środków" (T. Merton). Gdy służymy innym, troszczymy się o ich dobro. Kiedy nie ma w nas pragnienia służby może pojawić się ukryty egoizm, który każe nam używać innych dla zaspokajania własnych pragnień i celów.

Ludzki duch wyraża się poprzez ciało, a ciało jest formowane przez ducha. Naszym dążeniem winno być pragnienie osiągnięcia harmonii, zgody między cielesnością a duchowością. Potrzeba swoistego pojednania między dwiema sferami ludzkiego życia. Nie patrzymy w sposób lękowy na pragnienia i potrzeby ciała, lecz zdążamy do zachowań odpowiedzialnych zarówno za siebie jak i za drugiego człowieka. To, co nas przygnębia, uruchamia potrzebę doznań w wymiarze życia zmysłowego. Natura ludzka podpowiada, że czynnikiem dającym "pełną satysfakcję" jest życie erotyczne. Jest to fałszywy pogląd prowokujący nas do aktów pozbawiających wolności ducha. Bez myślenia w nurcie wiary potrzeby seksualne mogą nami manipulować. Taki jawi się świat pokazujący władzę, sex i pieniądze jako rzeczywistości, które nim rządzą.

Przeżycia a tym samym wytworzone potrzeby gromadzone przez lata mszczą się na człowieku, nie pozwalając mu wybrać tego, co podpowiada rozum i wiara. Niezbędna staje się asceza, która uczy wybierania nie tylko tego, co miłe, łatwe i przyjemne, lecz i tego, co przykre, trudne i wymagające, lecz prowadzące do dobra przywracającego pokój naszemu sercu. Nieczystość sprowadza smutek i poczucie winy.

Niezbędna jest asceza, dla przemiany naszych pragnień, potrzeb, uczuć. Nie chodzi o odrzucanie wszystkich radości tego świata, ale odkrywanie tych przyjemności, które służą rozwojowi nas samych, rozwojowi naszego życia duchowego i powołania. We wszystkim trzeba znaleźć umiar, odnosząc się do rzeczywistych naszych potrzeb ciała i w ten sposób będziemy zdolni do uwolnienia się od nieuzasadnionych zachcianek i presji pożądań. To, co możemy zaobserwować w każdym prawie społeczeństwie to fakt, że jest w nich wiele "pożądań". Reklamy zapraszają, żebyśmy chcieli więcej, bez końca i bez granic. Pożądanie seksualne jest tylko jednym z objawów postrzegania świata jako czegoś do zabrania i użycia.

Skąd nieczystość? Z naszego związania się z czymś, przywiązania się do czegoś. Jest to uzależnienie się psychiczne. Uzależnienie się od aktów nieczystych jest siłą niszczącą człowieka. Jest to siła pochłaniająca wszystkie nasze dobre pragnienia związane z miłością i czystością. Pozwalamy na to, aby porwały nas pragnienia, których nie chcemy. Mówił o tym, św. Paweł: "Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę/…/ Bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę". Dwie siły, które prowadzą człowieka do uwikłania się w nieczystość to, między innymi, tłumienie i uzależnienie.

Skąd nieczystość? Również z braku naszego skupienia się na życiu duchowym. Sposobem na życie w tym świecie jest "czyste serce". Nasze czyste serce jest komuś potrzebne, aby zachował swoją wierność przed Bogiem i moc ducha. Czyste serce to człowiek szczęśliwy. W naszym życiu nie znajdziemy szczęścia w posiadanych pieniądzach, (choć znacznie ułatwiają życie), w odnoszonych sukcesach czy zdobywanej popularności. Łączy się ono z przyjaźnią, miłością i celem życia.

Nieczystość pojawia się jako skutek braku życia tym, do czego jesteśmy powołani. Żona i matka powinna przeżywać autentycznie swoje bycie żoną i macierzyństwo, podobnie ojciec ojcostwo i bycie mężem. Ksiądz powinien żyć kapłaństwem, zakonnik – życiem konsekrowanym. Kiedy przestajemy żyć tym, do czego zostaliśmy powołani i przeznaczeni, wchodzimy w utratę poczucia bezpieczeństwa. Wówczas szukamy spełnienia w iluzorycznych pocieszeniach będących poza naszą drogą powołania.

Wśród wielu naszych doświadczeń pojawia się samotność. Przeżywanie jej dla wielu jest bardzo uciążliwe. Niektórzy od niej uciekają w doświadczanie tego, co przyjemne. Im bardziej jesteśmy wierni naszej samotności, tym bardziej odczujemy w sobie jej błogosławiony owoc. Zgoda na samotność jest jednym z wielu warunków umożliwiających przeżywanie życia w "czystości serca". Lecz w tej samotności pojawiają się pokusy, myśli nas złorzeczące, podważające naszą dobroć. Potrzeba je wszystkie ze spokojem odsuwać i wsłuchiwać się w ten głos, który patrzy na nas w prawdzie i miłości. Odróżnimy go od wszystkich innych głosów, ponieważ ten przemawia do nas z łagodnością. Słuchajmy tego, który w nas, mówi dobrze o nas. Chcemy być błogosławieni, a nieprzeklinani, szanowani, a nie ci, którym wymyślają. Konieczne jest byśmy sami siebie w ten sposób traktowali, zanim nasze oczekiwania zwrócą się w stronę innych. Odczujmy przed Bogiem, jak bardzo pragniemy być ludźmi błogosławionymi.

Nieczystość pojawia się także jako skutek nie przeżywania prawdy o byciu umiłowanym przez Boga.

Dla mnie nieczystość jest skutkiem odczuwania niespełnienia się. Wyzwala się wówczas z jednej strony agresja wobec siebie samego, z drugiej zaś, potrzeba pocieszenia się, odczucia bliskości intymnej z samym sobą, albo bliskości z drugą osobą. Nie odczuwając satysfakcji z tego, jak żyjemy, w jaki sposób inni nas postrzegają, lub też nie czujemy się dobrze tam, gdzie jesteśmy. Nawet przy największej aktywności zewnętrznej, wykonywaniu dobrych i pożytecznych dla innych dzieł, możemy odczuwać niespełnienie. Takiemu przeświadczeniu towarzyszą uczucia rozżalenia, z którym chętnie się "obnosimy" przed innymi. Rozlewamy nasze rozżalenie chcąc zyskać odrobinę współczucia i zrozumienia przed innymi.

Znudzenie jest jedną z twarzy bezsensu. Pojawia się w nas bardzo silne kwestionowanie tego, co robimy. Stawiamy sobie pytanie, jakie ma to znaczenie dla naszego rozwoju, dla dobra osób nam bliskich. Nie chcemy pracować wyłącznie dla pieniędzy. Jest w nas silne pragnienie tworzenia, świadomości, że uczestniczymy w czymś, co dla nas jest pasją, wewnętrznych oddychaniem, nurtem zainteresowań. Przy wielu zajęciach, możemy odczuwać znudzenie i niespełnienie. Nie jest bowiem ważne to, jak inni postrzegają nas i naszą pracę, lecz to, w jaki sposób my się czujemy w sobie, ze sobą i tym, co robimy. Znudzenie wrzuca nas w ramiona naszym namiętnościom.

W odczuwanym przez nas niespełnieniu może pojawić się myśl o byciu wykorzystywanym i manipulowanym. Wydaje się, że ta sytuacja maku więzi, nie tyle w odniesieniu do tego, co robimy, lecz do tych, z którymi żyjemy, z polecenia, których określone parce wykonujemy. Źle się czujemy nie doświadczając silnych, a zarazem pięknych, głębokich więzi z osobami z najbliższego nam otoczenia. Nie mamy odczuwania smaku życia bez głębokich więzi. Brak więzi, to i brak przynależności do kogoś. Wszyscy "należymy do Pana". Potrzebujemy także w naszych ludzkich odniesieniach odczuwania, że jesteśmy dla kogoś ważni, przez kogoś kochani, ktoś o nas pamięta. Nasza wzajemność na taką postawę buduje więź. Dobrze się czujemy będąc w więzi głębokiej z drugim człowiekiem. Podobnie jak bez Boga, tak i bez bliskiego nam człowieka usychamy.

Martwienie się, zabieganie wokół wielu spraw o charakterze zewnętrznym sprawia, że odczuwamy rozżalenie i przygnębienie. Z takich doświadczeń wyłania się również samotność. W niej możemy pójść w stronę Boga, a następnie, jako ludzie odczuwający radość życia, w stronę człowieka. Istnieje również taka możliwość, jak pójście w stronę człowieka, dla otrzymania od niego pocieszenia za doznane frustracje, niespełnienie i jałowość życia. Doznając stanu wewnętrznego znudzenia jesteśmy równocześnie bardzo zajęci. Pochłania nas praca, obowiązku, spotkania. Nasze życie jest pokawałkowane, rozdrobnione na wiele różnych doświadczeń, które mają wpływ na nasze zmęczenie i rozczarowanie. Ważne jest to, że nie tyle męczy nas praca, choćby ciężka, ale jej bezsens, poczucie bezwartościowości, braku czyjejś radości z naszej pracy. Zatem, zmęczeni jesteśmy tym, co przeżywamy, gdy pracujemy.

Konieczne jest przywołanie w tym miejscu słów Jezusa wypowiedzianych do Marty: "Marto, Marto. Troszczysz się ni niepokoisz o wiele, a potrzeba mało, albo tylko jednego. Maria wybrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona" (Łk 10,38-42). W życiu towarzyszą nam zajęcia zarówno ciekawe, porywające, które obejmujemy naszą pasją, odkrywamy w tych pracach swoje miejsce i swoje potrzeby, oraz prace nużące, które "ktoś musi wykonać". Jeśli będzie silniejszy w nas nurt tego, co porywa, fascynuje, pociąga, nie ma możliwości na wejście w frustrujące zmęczenie. Będziemy oczekiwali na zajmowanie się tym, czemu pozwalamy się wewnętrznie otulać. Konieczne jest odnajdywanie się w nurcie swoich najważniejszych pragnień; godzenie tego do jest najważniejsze z tym, co mniej ważne.

Duża aktywność zewnętrzna wymaga nie mniejszej aktywności duchowej. Ta ostatnia wyraża się w dawaniu swojego czasu Panu Bogu, ale też przeżywania wszystkiego, czego doświadczamy i tych, który spotkamy z miłością ze świadomością czułej bliskości Jezusa.

W tym, co czynimy, bardzo zgubną postawą jest porównywanie się z innymi. Nieustanne obserwowanie faktycznej lub pozornej postawy nobilitowania innych osób, przy równoczesnym pomijaniu mojego zaangażowania się w dobro. Uważamy, że to inni w sposób niczym nieuzasadniony są zauważani, doceniani, na których patrzy się z uwagą i troską. Usiłujemy "zapracować na miłość". Ważna jest dla nas opinia innych. Kiedy brakuje tej pozytywnej, nie odczuwamy mobilizacji do dania nawet tego, co powinniśmy. Nasze pragnienia skierowane w większości na zewnątrz, skupione na człowieku i oczekiwaniu tego, czym może nas obdarować, mogą wprowadzić nas w doświadczenie porażki.

Potrzeba pozwolić się kochać, jakimi jesteśmy. Nie należy tworzyć takiego wizerunku własnej osoby, który według nas, możemy być przez innych przyjęty. Mamy wyobrażenia, jakimi to powinniśmy się stać, aby nas pokochano. Nie chuchamy człowieka za to, czy m się zajmuje, jak wygląda, lecz miłujemy, ponieważ jawi się ona nam jako tego, którego kochamy. Jego wnętrze przyciąga nas, a sama miłość do końca, pozostanie tajemnicą. Wszelkie usiłowania opisu tego, dlaczego cię kocham, kończą się na wypowiadaniu nieudolnych sformułowań. Czujmy niesmak, ponieważ nigdy nie jest to ta rzeczywistość, która nas w drugim porywa i fascynuje.

Nieczystość jawi się jako konsekwencja naszej nieumiejętności świętowania, odpoczywania, nieumiejętności "życia powoli" dla jego "smakowania", a nie dla przeżycia. Nie umiemy cieszyć się tym, co posiadamy od Pana. Nie dostrzegamy wielkości i piękna daru przyjaźni człowieka, jego zaufania do nas, powierzania z ogromną otwartością tajemnic własnego życia. Jeśli czegoś nie cenimy, ta rzeczywistość może nam być zabrana. W czym nie dostrzegamy wartości, nie rozwijamy się. Rozwój człowieka dokonuje się przez wchodzenie w przeżycia tego wszystkiego ci prawdziwe, dobre i piękne. To zaś jest wszędzie. W uroku nocy, gdy granatowe niebo nad Bieszczadami pokrywa się gwiazdami. I w tym, że możemy przytuleni do bliskiej nam osoby wpatrywać się w mrugające gwiazdy, lub wędrować po górskich szlakach, co raz przystając być cieszyć się widokiem stromych szczytów, skał, po których prześlizguje się poranne słońce, by przed nami stanąć na szczycie.

Przeżywać czas smakując to wszystko, co jawi się przed nami, co brzmi w naszych uszach, co cieszy serce. Za oknem śpiewają rano ptaki. Potrzeba to usłyszeć. Ten śpiew jest dla mnie.

Przeżywać obecność człowieka, jego bliskość będącą źródłem mocy do miłości. Nie należy stawiać w życiu na silną wolę, lecz na silną miłość. Silna wola ma u swojego początku miłość. Jaka miłość, taka wola i ludzka wolność.

Nasze rozdarcie i wyobcowanie jest z braku radości własnym życie, braku jego smakowania. Życie nam nie smakuje, ponieważ chcemy smakować ciągle czegoś innego, niż jest nam dane. Nie przeżywając tego, co jest, nie mamy dostępu do przeżywania tego, co może jeszcze nadejść. Nie wchodząc w ból i rozdarcie ciemności, nie doświadczymy piękna światła, jego znaczenia dla nas.

Nie wolno tłumić nam pragnień, gdyż przemieniają się one wówczas w żądze. Niszczenie pragnień, to dystansowanie się od tego, co w nas najlepsze. Mówimy o dobrych i złych pragnieniach. Wszystkie pragnienia, jakie się w nas rodzą, są dla naszego rozwoju, dla życia w bliskości z człowiekiem i z Bogiem. Potrzebujmy bliskości. Ona odsłania czułą miłość. Potrzebujemy wolności od lęku przed dotknięciem, bliskością drugiej osoby. Nie musi nam się ona kojarzyć z niebezpieczeństwem, zagrożeniem naszej czystości. Im więcej jest w nas lęku o czystość, tym większa otwartość na gesty i słowa tworzące klimat przyzwolenia na jej przyjście.

Trzeba pozwolić, aby Bóg objawił się nam jako Miłość czuła, delikatna i łagodna. Wówczas będziemy tam, gdzie być powinniśmy, w naszym sercu. Gdy doznajemy miłości, powracamy do "życia w sercu". Posiadamy własny środek, rzeczywistość, do której odnosimy się zarówno w czas "nocy ciemnej", jak i słonecznego dnia.

Liczba wyświetleń strony: 10664002 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC