MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Kształtowanie smaku



Człowiek idący w stronę Jezusa budzi nasz podziw. Będąc obciążonym "wielką biedą" odnajduje w sobie tęsknotę za przemianą. Jeszcze nie wie jak się to dokona, ale podejmuje decyzję. Najważniejsze to iść naprzód, bez względu na to, co podpowiada nam nasze zniechęcenie i poczucie rezygnacji. Pozostanie na dotychczasowym miejscu skazuje nas na kolejne dni i lata wegetacji. Pójście "do przodu" jest ryzykowne, lecz bez takich decyzji nie istnieje nic wielkiego. Ryzyko jest wpisane w ludzki rozwój. Nie można przewidzieć scenariusza własnego życia. Nie jesteśmy w stanie większości spraw poukładać od początku do końca. Lęk działa hamująco. Taka jest jego funkcja. Trzeba mieć tego świadomość, lecz równocześnie budzić w sobie pragnienie zmiany, będące równoznaczne z pragnieniem pięknego, twórczego życia.

Doświadczenie cierpienia uczy, że nie należy robić kroku wstecz, unikając go, lecz iść naprzód, usiłując zmierzyć się z nim, aby w nim spotkać Jezusa. W zranieniu, w cierpieniu, w nieczystości, w złej żądzy, w chciwości czeka na nas Pan. Nie oznacza to, że powinniśmy rozwijać nasze namiętności, lecz wtedy, kiedy się pojawią mimo naszej woli, nie traćmy ducha. Jezus oczekuje na nas w tym co jest dobre, jak i w tym, co budzi Jego najgłębsze cierpienie powodowane naszą ludzką niewiernością.

Jesteśmy przekonywani, szczególnie w mediach, że ideał, jakim jest czystość, jest rzeczywistością nieosiągalną, że przyjaźń między kobietą i mężczyzną musi doprowadzić do kontaktu seksualnego. Nie należy ulegać poglądom fałszywych proroków. Warto sobie uświadomić, że życie w ciele można przeżywać w czystości zgodnie z Bożym zamysłem wobec człowieka. Jezus przyjął na siebie ludzkie ciało, nasze pragnienia, namiętności i seksualność. Jeśli chcemy spotkać Jezusa i przyjąć dar uzdrowienia, potrzeba przyjąć swoją cielesność jako Jego dar dla nas, wraz ze wszystkimi namiętnościami i pragnieniami. Seksualność, nasze namiętności z niej wynikające usiłują nas zatrzymać na przeżywaniu i używaniu tego, co jawi się jako konieczne dla właściwego funkcjonowania i rozwoju człowieka, dla jego zdrowia psychicznego.

Należy uwolnić się od obaw związanych z odczuwaniem pożądania, posiadaniem pragnień seksualnych, myśli nieczystych. Chcąc być ludźmi wrażliwymi na Boga i na człowieka, odpowiedzialnie przeżywającymi swoją seksualność, należy iść w kierunku przemiany własnych pragnień. Trzeba nam uczyć się pragnąć dobrze. Może się to dokonać, kiedy nie będziemy uciekali od naszych pragnień. Ucieczka sprawia, że stajemy się ich więźniami, a one same umacniają w nas swoją obecność i oddziaływanie. Nie wszystkie pragnienia, które pojawiają się w naszym ciele możemy rozwijać, o nich rozmyślać, wgłębiać się w ich treść i emocje, jakie ze sobą przynoszą. Wystarczy, kiedy uświadomimy sobie ich obecność i to, z czym przychodzą. Podążanie naprzód w życiu duchowym to, między innymi, dokonywanie wyboru między pragnieniami. Dokonuje się on najpierw w rozeznaniu, a następnie w przyjęciu tych pragnień, w które chcę angażować się dla budowania mojej więzi z Chrystusem.

Niezwykle istotną sprawą w realizacji życia czystego jest położenie akcentu na "kształtowanie smaku, na smakowanie przeżywanych treści religijnych" (M. Kożuch SJ). To jest fundament umożliwiający nam oparcie się na czas próby, możliwość odwołania się do wartości estetycznych, moralnych i duchowych w sytuacji, gdy trzeba dokonać wybory za lub przeciw czystości. Brak "dobrego smaku" utrudnia nam możliwość otwarcia się i przyjęcia łaski Bożej, Jego pomocy. Możemy odczuwać smak żyjąc w wygodnictwie, w nieustannym używaniu życia, w banalności i płyciźnie poglądów, postaw, wyborów. Jakie jest to na co patrzymy, czego słuchamy, jaka jest treść naszych rozmów, jakie książki czytamy lub ich nie czytamy taki jest nasz "smak", do którego możemy się odwołać w kwestiach moralnych.

"Smak", jakim człowiek "dysponuje" przekłada się na całą gamę pragnień. Jeśli czegoś pragniemy, to również usiłujemy do tej rzeczywistości dotrzeć, znaleźć ją, wejść w nią. Pragnąc żyć w czystości serca powinniśmy szukać tego, co nas przerasta i pociąga w stronę Boga. Mając płytkie pragnienia możemy odczuwać duszenie się w takim świecie. Bowiem pragnienia to określony świat, w którym zamieszkujemy. "Życie trzeba poświęcić urzeczywistnianiu jakichś wartości (…) jeżeli mamy zaznać uczucia sensu własnego życia, stanowiącego podstawę zdrowia psychicznego" (M. Szyszkowska, Sztuka i jej znaczenie dla zdrowia psychicznego, w: Zdrowie psychiczne, red. K. Dąbrowski, Warszawa 1985, s. 406). Nie posiadając pragnień wyższych, nie będąc nimi zainteresowani, jesteśmy niezdolni przekraczać siebie samych a także zdobyć się na codzienne wyrzeczenie, rezygnację czy straty dla osiągania wyższych celów przez realizację pragnień, jakie budzi w człowieku Duch Święty. Im wyższe w nas pragnienia, tym większa też zdolność do ofiary, poświęcenia się, rezygnacji ze spraw, które według naszych odczuć wywołują "niesmak".

Rozwijanie w sobie "smaku" będącego wstępem do życia czystego, łączy się z decyzją na ofiarne wychodzenie naprzeciw innym, zapomnienie o sobie, szukanie tego, co piękne i chłonięcie piękna swoimi zmysłami. Myśląc o pięknie mamy na uwadze podporządkowanie wszystkiego największemu pięknu i Temu, który jest źródłem wszystkiego, co piękne – Jezusowi Chrystusowi. To jest piękne, co jest moralne, prawdziwe, dobre, rozwijające człowieka, umożliwiające dążenie do celu, jakim jest życie w niebie. To wszystko pobudza naszą wyobraźnię i wrażliwość i pomaga w odbudowie naszego emocjonalnego kontaktu z pięknem tego świata, a przede wszystkim z jego Stwórcą.

Dzięki wrażliwości na to, co dobre, piękne i czyste pogłębia się nasza refleksja i pragnienie zależności od tych wartości w formowaniu własnego życia. Patrzymy na życie innych, zachwycamy się pokojem, łagodnością, dobrocią, autentyzmem emanującym z nich i pragniemy pójść taką jak oni drogą przeżyć. Potrzeba nam życia barwnego, które nie rozprasza się na wielkość, lecz zorientowane jest na to, co może zaspokoić najgłębsze nasze pragnienia. Własne życie trzeba oceniać, między innymi, w oparciu o doznania, przez które przechodzimy ogarnięci pięknem, miłością, ludzką i Bożą dobrocią.

Życie nasze jest o tyle piękne, o ile kontemplujemy piękno najwyższe. Wyraża się ono w pięknie postrzeganym zmysłami i to, które obejmują oczy naszej duszy. W kształtowaniu smaku rzeczywistości duchowych największe znaczenie ma to, czego nie możemy opisać ani opowiedzieć. Jest to doświadczenie mistyczne wynikające z miłosnego wpatrywania się w Tego, który jest naszym największym pragnieniem. Tak reagujemy na Boga, jak na niego patrzymy. Nasze życie jest zależne od odczuć, od smaku zrodzonego podczas medytacji i kontemplacji. Życie nasze jest wypełnione dobrem lub złem, w zależności od tego, czy więcej jest w naszym wnętrzu odczuwania piękna czy brzydoty. Smak tego, co duchowe, co czyste i święte, kształtuje się w bliskości Boga. Przeżywanie Boga, nieustanne wchodzenie w Jego myślenie i odczuwanie jest odpowiedzią na pytanie, jak powinniśmy dążyć do "smakowania w Nim". Naraz odkrywamy, że smak jest głębią, w którą wprowadza nas Jezus.

Patrząc na Jezusa z miłością, "przejmujemy", wchłaniamy w siebie Jego odczucia. Identyfikujemy się z Jego pragnieniami i dążeniami. Jego świat staje się nam tak bliski, że odczuwamy w sobie pragnienie zamieszkania w Nim. Odniesienie do Pana urealnia nasze nadzieje i tęsknoty. Wiemy to, czego chcemy, co warto chcieć, co odpowiada najgłębszym naszym pragnieniom. W "smakowaniu rzeczywistości duchowych" jest moc wytrwałych pragnień i dążeń w stawaniu się podobnym do Jezusa. "Smak" tego, co duchowe, zbliża nas do Niego. Dokonuje się ożywienie naszych relacji. Przestajemy liczyć czas, "tracąc" go dla Boga.

W kształtowaniu "smaku" tego, co piękne przeszkadza rutyna odczuwania i przyzwyczajenia. Przez rutynę dokonuje się zamknięcie na Boga; "smak" otwiera nas i pozwala zamknąć się tym, co stanowi treść wewnętrznego usypiania człowieka. "Smak" tego, co duchowe chroni nas przez smutkiem, poczuciem beznadziejności, brakiem sensu i celu naszego istnienia.

Wszystko, co czynimy, a przede wszystkim to, jacy jesteśmy, może i powinno znajdować swój początek w "smakowaniu" Boga. Życie naznaczone odczuwaniem "smaku" spraw duchowych jest wielbieniem Pana, objawianiem Jego obecności, wprowadzaniem w zainteresowanie nadejściem Królestwa Bożego.

Nie uciekamy od samotności, lecz jej oczekujemy, gdy doświadczyliśmy bliskości Boga. Smak tego, co duchowe i samotność "chodzą parami". "Ten, kto nie jest przygotowany do wnikania w samego siebie w drodze wytrwałej i gruntownej dyscypliny duchowej, kto nie mając żadnego poważnego celu pozwala wciąż, by przyciągały go okoliczności i zdarzenia zewnętrzne i kto w ten sposób rozprasza swoje życie duchowe na błahe i powierzchowne działania – skazuje sam siebie na życie jałowe i niegodne, gdyż odrzuca to właśnie prawo, które jedynie nadaje istnieniu wartość" (G. del Vecchio, Osobowość i prawa człowieka w świetle nauki prawa, Warszawa 1972, s. 140).

Gdy smakujemy w pięknie stworzonym i niestworzonym, odczuwamy wartość i potrzebę otwarcia się ma przyjaźń. Nie lękamy się miłości i świętości. Pragniemy wprowadzić w nasze duchowe przeżycia smaku osoby kochane. Tęsknimy za wspólnym odczuwaniem tego, co najważniejsze i jedynie piękne. Godne zauważenia jest to, że gdy smakujemy w Bogu, nasz duch i serce i myśli nie poddają się upływie czasu.

Celem smakowania nie jest rozumienie tego, co piękne, ale przeżywanie i zamieszkanie w nim. Takie doświadczenie Boga nie wyłącza nas ze świata, lecz posyła do niego. Nie lękamy się, że świat pozbawi nas "smaku" Boga. Lęk opanowuje tych, którzy są niezdecydowani w swoich pragnieniach. Trwanie w świecie, będąc wiernymi Bogu, wymaga odwagi w formułowaniu pragnień zanurzających nas w Niego. To On wyzwala w nas nowe możliwości, pobudza uczuciowość i wrażliwość, ucząc smaku tego, co nie przemija.

Liczba wyświetleń strony: 9477004 * Liczba gości online: 19 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC