MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Ból samotności



Tym, co skłoniło trędowatego, aby wyszedł naprzeciw Jezusa, była boleśnie przeżywana samotność. Wielu odbiera ją jako jedno z największych źródeł cierpienia i chorobę naszych czasów. Jezus był obecny w jego samotności, lecz on tego nie odczuwał będąc całkowicie skupiony na przeżywaniu własnego bólu. Osamotnienie wprowadza w doświadczenie pustki z braku czystości serca. Grzech, nasze nieopanowanie wprowadza w odczucie pozbawienia wartości spełniających potrzeby naszego ducha i ciała.

Nieczystość jest prawdziwym doświadczeniem samotności. Szukając Boga, możemy doświadczyć nieczystości. Budzi ona popłoch i rozczarowanie. Nasze oczekiwania nie szły w tym kierunku. W jakimś momencie życia Bóg objawia nasze wewnętrzne nieuporządkowanie. Nieczystość jest prawdą, jaką musimy odkryć w sobie. Jest jedną z wielu prawd odnoszących się do nas. Prawdziwa samotność jest udziałem w samotności Boga.

Bóg wychodzi na spotkanie samotnego. "Bez przebywania w samotności właściwie nie da się prowadzić życia duchowego" (H.J.M. Nouwen, Uczynić wszystko nowe, Kraków 2005, s.45). Samotność człowieka trędowatego jest wołaniem Boga, a równocześnie samotność Boga jest naszą szansą do odnalezienia się w Nim. Spotkanie między Bogiem a nami dokonuje się na linii współodczuwania. Trzeba szukać samotnego Boga i odczuć Jego tęsknotę za nami. Samotność nie jest rzeczywistością, na którą zostaliśmy skazani. Ona jest darem. Traktujemy ją jako obce i niepotrzebne ciało, ponieważ jest dokuczliwa i często łączy się z naszą duchową i moralną biedą.

Życie wypełnione lękiem wrzuca nas w stan nieczystości. Najtrudniejszy jest lęk przed ludźmi, od których jesteśmy zależni. Ten problem to poczucie niedorastania do ich oceny, oczekiwań a nawet żądań. To lęk każe nam się zamykać w ich obecności. Nie mamy odwagi ujawnić przed innymi czegoś, co skrywa nasza samotność i lękliwe myślenie. Obawiamy się, że komuś się nie spodobamy. Jest w nas silna, wewnętrzna potrzeba udowodnienia innym, że coś znaczymy. Lęk popycha nie tylko do zamykania się w sobie, izolowania się od innych, ale i sięgania po "chorą miłość" rozumianą jako nieczystość.

Samotność człowieka i uzależnienie wpływają na siebie wzajemnie. Im bardziej wciągają nas akty nieczyste, tym bardziej jesteśmy samotni. Pchani jesteśmy w stronę uzależnienia się od tego, co przyjemne, ekscytujące, pocieszające zmysły i ciało, nasze uczucia, choć na chwilę dając namiastkę zadowolenia i pozornego spełniania się. Gdy pojawia się uzależnienie od aktów nieczystych pogłębia się równolegle nasza samotność. W niej szukamy bez ograniczeń tego, co nieczyste. Odczuwamy coraz większą pustkę i bezsens życia. Nie cieszy ani praca ani modlitwa. Ta ostatnia zostaje ograniczona do minimum, ponieważ daje odczucie zmęczenia życiem.

Gdy samotność boli staje się wezwaniem, a nawet powołaniem do zmiany dotychczasowego stylu życia. Przychodzi pomysł przeżywania jej jako łaski, w którą wprowadza nas Duch Święty, nie zaś jako konieczności, na którą jesteśmy skazani. Wyrzec się samotności byłoby równoznaczne z wyrzeczeniem się "łaski naszego Pana i daru jedności w Duchu Świętym". Samotność niezagospodarowana przez odpowiadanie na łaskę, staje się miejscem kuszenia. Ono wprowadza w gwałtowne i nieopanowane zapotrzebowanie na realizację potrzeb seksualnych, doświadczenie pocieszenia cielesnego, postrzeganego jako jedyny sposób zapewnienia sobie odczuwania bliskości drugiej osoby. Wejście w akty nieczyste jest jedną z wielu prób, podejmowanych w celu uwolnienia się od bólu samotności.

Konieczne jest utrapienie nas przez Pana, wypróbowanie i doprowadzenie do poznania tajemnic naszego serca. Dopuszcza na nas silne głody duchowe, uczuciowe i zmysłowe. Karmi nas nie tym, czego oczekujemy. Oczekujemy na pokój serca, a pojawia się niepokój, wyglądamy wyciszenia, a przychodzi zamęt. Jezus wprowadza nas przez głody i straty w samotność dla poznania, że wszystko może nas do Niego doprowadzić. Samotność i namiętności pozbawiają złudzeń. Ich nagromadzenie doprowadza do odczucia, że nie żyjemy w otaczającej nas rzeczywistości. Pomijanie rzeczywistości, brak krytycznego odniesienia do samego siebie sprowadza stan pokus skłaniających do nieczystości.

To, co nieczyste, wymusza odczuwanie osamotnienia. A przecież w nieczystości zauważamy usiłowanie zaspokojenia jednej z najgłębszych ludzkich potrzeb, jakim jest pragnienie przyjemności. Ucieczka w nieczystość nie jest tożsama z ucieczką w samotność. Akt nieczysty może być odpowiedzią na poczucie osamotnienia i brak przeżywania własnej samotności, jako doświadczenia spotkania z Panem.

Nieczystość jest postrzegana nie tylko jako upokorzenie człowieka, lecz jako doznanie zmierzające do doznania pocieszenia. Wynika stąd jednoznacznie, jak bardzo umysł człowieka może zostać zmącony przez interpretacje obce i szkodliwe dla jego ducha. Człowiek jest zdolny wytłumaczyć każde zło, które popełnia, jako rzeczywistość konieczną dla siebie, w celu "pełnego odczuwania i przeżywania życia".

Czym jest osamotnienie? Czy nie łączy się ono z brakiem głębokich, prawdziwych więzi z ludźmi? Osamotnienie, to brak więzi. Nie rozwiąże tego problemu bliskość fizyczna z kimś drugim, ani przebywanie w korzystnej aurze z innymi, czy też doznania estetyczne. Osamotnienie jest czasem wołania, więcej lub mniej świadomego, o człowieka, o więź serca z drugim. Nie rozwiązujemy tego problemu przez patrzenie komuś w oczy, trzymanie za rękę lub wspominanie chwil miłych, jakie przyszło nam spędzić z naszymi przyjaciółmi na ostatniej wyprawie wakacyjnej.

Przyjęcie daru samotności jest złączone z przyzwoleniem drugiemu, na wejście do mojego serca. Powierzam się temu, który jest mi bliski, przy kim czuję się bezpieczny, potrzebny i kochany. Zauważam tę rzeczywistość przez praktykę dzielenia się z kimś moimi sprawami, porażkami i sukcesami. Jest to równocześnie taki stopień otwartości wewnętrznej, który pozwala drugiemu człowiekowi otworzyć się na mnie. Dlaczego pozostajemy samotni? Ponieważ przeżywamy lęk przed drugim, jego wejściem w nasz obszar wrażliwości emocjonalnej, duchowej, który postrzegamy jako zastrzeżony dla nas samych. Skoro nie jesteśmy w stanie przyjąć w obszar własnej wrażliwości tego wszystkiego, co odnosi się do wrażliwości: bogactwa i biedy drugiego człowieka, oraz odpowiedzialności za niego będziemy doświadczali osamotnienia, jako stanu paraliżującego nas we wszystkich innych obszarach życia.

W lęku przed wyjściem z osamotnienia istnieje obawa przed ingerencją drugiego w moją wolność, możność samodzielnego stanowienia o sobie. Wyjście z osamotnienia prowadzi do wolności człowieka. Umiejętność powierzenia siebie drugiemu jest wyrazem najgłębszej wolności. Nie ginę przy drugim człowieku, lecz zachowuję przy nim swoją tożsamość, zdolność wyrażania poglądów, i dokonywania autonomicznych wyborów. Nie usiłuję zmieniać człowieka według mojego widzenia spraw. Wychodzę naprzeciw niego, aby stawał się sobą, zgodnie z "uposażeniem" naturalnym, emocjonalnym, duchowym, jakie otrzymał od Boga. Wchodzę w jego wrażliwość wewnętrzną nie po to, aby przede wszystkim ją zmieniać, lecz w tym celu, aby ją poznać. Poznanie człowieka dokonuje się, między innymi, przez wejście w jego wrażliwość i przyjęcie jej, okazanie szacunku dla tego, co jest dla drugiego ważne, mniej ważne czy nie ważne.

Wejście w relację z drugim człowiekiem, to proces polegający na zrozumieniu tego, kim on jest. Nie usiłuję go "nawracać", zmieniać na siłę, niczego nie chcę przyspieszać w jego stawaniu się człowiekiem "duchowym". Staram się razem z nim zobaczyć drogi wyjścia dobre i możliwe dla niego "tu i teraz". W budowaniu więzi uwalniającej mnie od osamotnienia dodaję drugiemu sił, wspieram go, zachęcam, a równocześnie z cierpliwością czekam na jego czas przemiany. Równocześnie w tym wszystkim pozwalam, aby ktoś był dla mnie tym, kim ja jestem dla niego. Pozwalam, aby dodawał mi sił, wspierał, zachęcał i poznawał. Nie pozwalam jedynie na to, aby zastąpił mnie w wyborach.

Nie usiłuję na drugiego człowieka zrzucać wszystkich moich bezradności. Każdy z nas zostaje sam, lecz wiemy, że jest ktoś, na kogo możemy liczyć, na jego zrozumienie i wsparcie. Godzimy się na samotność, lecz nie na osamotnienie, ponieważ jest między nami więź. Cierpimy w samotności choćby z tej racji, że ktoś inny nie odpowiada na naszą troskę o niego, o jego życie. Ktoś odwraca się od nas i nie mamy z nim kontaktu, stajemy bezradni wobec jego zachowań. Będziemy samotni, lecz nieosamotnieni.

Kiedy może pojawić się osamotnienie między mną a innymi? Gdy pojawią się takie czynniki jak, interesowność i skuteczność za wszelką cenę. Wtedy tak z mojej strony jak i osoby drugiej jest dążenie do intensywnej pracy, chęć robienia ciągle czegoś nowego, współpracy z coraz to nowymi ludźmi, szukanie okazji do udowadniania sobie samemu własnej wartości. Ostatecznością, która może zaistnieć, są powierzchowne relacje emocjonalne dla udowodnienia sobie, że nie występuje taka rzeczywistość jak osamotnienie. W klimacie tak przeżywanego życia nawet modlitwa, służba innym może być traktowana jako ucieczka od osamotnienia. Broniąc się przed nim szukamy coraz to nowych form "robienia czegoś". Z czasem dochodzimy do wniosku, że było to jedynie oszukiwanie samego siebie. Bowiem osamotnienie może uzdrowić więź przyjaźni i odpowiedzialności.

Tym, co chroni nas przed samotnością są pogłębione relacje z innymi i nie robienie wielu rzeczy tylko, dlatego, żeby uciec od świadomości i odczuwania, że nie mam nikogo obok siebie, nie jestem z nikim w dobrej relacji. W mojej samotności mogę spotkać Boga, w osamotnieniu zaś, nieustannie poszukuję coraz to nowych kontaktów z ludźmi, lub takich zajęć, które dadzą mi odczucie własnej wartości w ocenie innych osób. Kierowanie się nadmierną aktywnością w obszarze pracy a także poszukiwaniem sytuacji, które wprowadzą mnie w dobry nastrój, oddalają od samotności, w której mogę spotkać Boga.

Wydaje się, że nie radzenie sobie z osamotnieniem wprowadza człowieka w niemożność doświadczania samotności jako stanu umożliwiającego doświadczenie Boga. To przecież w samotności istnieje możliwość nawiązania głębokiej relacji z Jezusem i pytania Go o to, czego nie powie mi o mnie drugi człowiek. Jedynie Bóg daje mi poczucie sensu i wskazuje na znaczenie tych wydarzeń, których nie jest w stanie zinterpretować mój przyjaciel. Tylko Bóg przenika mnie i zna mnie. To właśnie w samotności dokonuje się weryfikacja wszystkich naszych pytań, problemów i trosk. W niej dojrzewamy do usłyszenia, zrozumienia i przyjęcia przekonywującej odpowiedzi.

Samotność to stan, w którym mogę powierzyć się Bogu. Jestem samotny, czyli zdolny do tego, aby On we mnie zamieszkał, mówił do mnie, objawiał mi swoją miłość, odpoczywał we mnie. Również w samotności człowieka, Bóg będąc samotny, czyli spragniony obecności człowieka, jego miłości, powierza się jemu. Tylko On może wypełnić moją samotność. Do tego nie jest zdolny człowiek-przyjaciel. W im większym stopniu staję się odpowiedzialny za innych, spotykam Boga w mojej samotności, który podziela moje pragnienia i zamiary. A tak naprawdę, to ja wchodzę w samotność Boga i w taki to sposób utożsamiam się z Jego wrażliwością na człowieka. Doświadczając samotności Boga odczuwam przyjaźnie moją własną samotność, która od tej chwili staje się zamieszkałą.

Trędowaty człowiek w odosobnieniu mógł wejść w doświadczenie duchowe takie, jakiego nie miał będąc zdrowym. Bez czasu odosobnienia nasze życie duchowe jest niemożliwe. W czasie odosobnienia Bóg nas naucza, uzdrawia, będąc naszym przewodnikiem. Wydaje się, że nasze doświadczenia, których celu i znaczenia nie rozumiemy są wprowadzaniem nas przez Boga w uzdrawiające i wychowujące działanie odosobnienia. Bycie samemu jest szansą dla ukształtowania się w nas wewnętrznej wolności. Będąc w rzeczywistości tego świata trzeba nauczyć się tak żyć, aby do niego nie należeć. To brak odosobnienia czyni nas nieczystymi. Doświadczanie samotności jest dla przywrócenia w nas równowagi pomiędzy naszym światem zewnętrznym i wewnętrznym. Istnieje możliwość odkrycia, że "słuchamy bardziej ludzi niż Boga", "myślimy o tym, co ludzkie, nie zaś o tym, co Boże". Myślenie, słuchanie, oglądanie tego, co ludzkie, bez równoległej troski o myślenie, słuchanie i oglądanie tego, co Boże wprowadza człowieka w niebezpieczeństwo utraty wewnętrznej wolności.

Życie bez samotności i ciszy jest dla nas destrukcyjne. Choć wielu uważa, że bycie samym jest krzywdą, która ich rani i unieszczęśliwia. Bez ciszy nie ma w nas właściwej oceny samego siebie, ale i środowiska, w którym żyjemy. Tracimy skarb w postaci koniecznego dystansu do tego, co przeżyliśmy i aktualnie przeżywamy. Brak tej postawy sprawia, że chłoniemy w siebie to wszystko, co przychodzi ze świata, bez rozeznawania dobra i zła. Przez samotność odkrywamy, że posiadanie wielu wartości, cnót, umiejętności, dobrych relacji z innymi było czczą iluzją, nieporozumieniem. Wymuszone przez Boga odosobnienie jest szansą odkrycia, iż to, co naprawdę w naszym życiu mamy, zostało nam darowane. W taki oto sposób możemy, jako ludzie wierzący przemieniać samotność w odosobnienie. Możemy w byciu samemu odkryć dar Boga i głębię Jego miłości, zamiast krzywdy.

Wszystko, co nas spotyka w życiu prowadzi nas w samotność. Jest ona naszym powołaniem, miejscem odpoczynku, walki, poznania, ale i doświadczania pocieszenia ze spotykania Boga. Doświadczanie samotności uwalnia nas od bezsensownego krążenia wokół siebie. W niej otwieramy się na tego, który woła i przychodzi. To, co nas boli, to również otwiera nas wewnętrznie. Samotność jest spowodowana naszym zamknięciem się na Boga. Dzięki niej odkrywamy swoje miejsce przy Bogu, a właściwie w Nim. I to jest nasz dom. Będąc u siebie mamy siłę do radowania się tym, co jest nam dane. Nie szukamy więcej. W Bogu otrzymujemy wszystko i to w nadmiarze.

W naszej samotności jesteśmy zdolni do gościnności, do przyjęcia tych, którzy boleśnie odczuwają stan własnego zagubienia. Uczymy się nie narzekać na braki, które są w nas i te dostrzegane w innych, podobnie samotnych. Samotność daje nam pewną przestrzeń wolności, w której nie boimy się, iż czegoś nam brakuje w kwestiach ducha czy moralności. Cieszymy się tym, co małe w naszym człowieczeństwie. Samotność uczy radości z małości. Z czasem możemy odczuć, że samotność to dobre miejsce dla zamieszkania, a nawet nasz dom. Miejsce dotychczas traktowane nieprzyjaźnie możemy przemienić jako korzystne dla własnego życia i rozwoju.

Osamotnieni tęsknimy za miłością. W samotności dojrzewamy do jej przyjmowania i okazywania. Ważne jest dojście do przyjęcia siebie samego we własnej samotności. Nie jest istotne to, czy ktoś nas przyjmuje z takim stanem ducha i emocji, lecz to, że my siebie przyjmujemy i okazujemy sobie te uczucia, za którymi od dawna tęskniliśmy. Spróbujmy zrezygnować z przewrażliwienia na punkcie własnej osoby. Nie szukajmy ośrodka naszego życia poza sobą, ale w nas samych. Potraktujmy samotność jako swoje powołanie. W niej nie mamy już nic do stracenia, lecz wiele do zaofiarowania. Świadomość tego, że samotność czegoś istotnego nas pozbawia, jest nieprawdą. To dzięki niej dokonuje się to, co jest podstawą i smakiem naszego życia, pogłębienie relacji z innymi. Samotność nie tyle nas od innych oddziela, lecz zbliża.

"Samotność nie tylko pogłębia naszą wrażliwość na innych, lecz jest także miejscem narodzenia się prawdziwej wspólnoty" (H. Nouwen, Przekroczyć siebie, Poznań 2000, s.38). Konieczne jest doświadczenie samotności serca, aby można wejść w bliską relację z Jezusem oraz uporządkowaną relację z bliźnimi. Bez samotności serca stajemy się ludźmi interesownymi i egoistami. Mamy skłonność "przylegania" do innych w celu realizacji własnych potrzeb. Samotność serca kształtuje w nas umiejętność zachowania dystansu wobec intymności drugiej osoby, a równocześnie zrozumienie i szacunek dla jej przeżyć. Nie zaczynamy czegoś, czego nie będziemy mogli kontynuować w sferze ludzkich emocji, pragnień czy marzeń. Pogłębiony ogląd tego, jakie są konsekwencje wprowadzania innych we własną samotność odsłania przed nami "samotność serca".

Samotność uzdalnia nas do wsłuchiwania się w Boga. Ona jest źródłem naszej czystości i wolności, radości i pocieszenia. W niej wychowują się nasze zmysły na doświadczanie i przyjmowanie tego, co służy duchowi, a tym samym naszemu powołaniu i ostatecznemu przeznaczeniu. Warto uwierzyć w moc Boga działającą w naszej samotności. Wiąże się to z koniecznością zweryfikowania postaw, w których często lgniemy do ludzi i zdarzeń, doświadczeń i planów.

Liczba wyświetleń strony: 9500971 * Liczba gości online: 14 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-28
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC