MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Męka św. Pawła i męka Chrystusa



Prośmy o zrozumienie tajemniczego zdania z Listu do Filipian: „Moim celem jest poznanie Chrystusa, zarówno przez doświadczenie mocy Jego zmartwychwstania, jak i przez udział w Jego cierpieniach” (Flp 3,10). Paweł pragnie poznać Chrystusa, wchodząc w tajemniczą wspólnotę, również fizyczną, z Jego cierpieniami. Paweł znajduje się w świątyni oczekując dni oczyszczenia: „Kiedy zaś siedem dni dobiegało końca, Żydzi z Azji zobaczyli go w świątyni, podburzyli cały tłum i rzucili się na niego z krzykiem: „Izraelici! Na pomoc! To jest człowiek, który wszędzie naucza wszystkich przeciw narodowi i Prawu, i temu miejscu, a nadto jeszcze Greków wprowadził do świątyni i zbezcześcił to święte miejsce” (Dz 21,27-28).

Paweł został wywleczony ze świątyni, zamykają bramy, usiłują go zamordować. Przychodzi trybun z oddziałem, każe pojmać Pawła i związać dwoma łańcuchami. Od tej chwili pozostaje Paweł w więzieniu przez bardzo długi czas.

Mamy do czynienia z aresztowaniem zdradzieckim, niesprawiedliwym podstępnym. Zasadzkę na Jezusa, podobnie jak zasadzkę na Pawła urządzili nieprzyjaciele. Jezusa aresztowano w nocy w czasie modlitwy; Pawła aresztują w chwili składania ofiary, kiedy w uległości dla Prawa gotów jest oczyścić się w świątyni. Jezus i Paweł zostali pojmani w chwili apostolskiego ofiarowania i służby.

W procesach przeciwko Jezusowi i Pawłowi, pod pozorami sprawiedliwości kryją się interesy osobiste, lęki, ambicje indywidualne albo grupowe. Jezus i Paweł zostają poddani zawodności osądu ludzkiego. Interes osobisty, chciwy i małostkowy bierze górę nawet u tego, który powinien stać na straży prawa – u arcykapłana.

Cierpienie fizyczne i moralne. Paweł doświadczył biczowania i kamienowania. Mówi o tym prawie tak, jakby t o było coś, czego oczekiwał. Paweł podkreśla bardziej cierpienia duchowe, zwłaszcza samotność. Ona to najbardziej upodabnia naszą mękę do męki Chrystusa i Pawła.

Najcięższe cierpienia duchowe, jakie przechodził Chrystus, były spowodowane Jego całkowitym opuszczeniem przez ludzi. Wszyscy uciekają, tylko Piotr idzie za Nim z daleka, ale później i on zapiera się Mistrza. Jezus, który przyzwyczaił się, że zawsze był ktoś z Nim – a to jest rzecz do której się przyzwyczajamy – nieoczekiwanie spostrzega, iż znajduje się w głębokim osamotnieniu. Samotność potęguje się aż do tajemniczego opuszczenia przez Boga i krzyku: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”.

Pawła stopniowo opuszczają uczniowie. On, zawsze pełen entuzjazmu, wypowiada słowa, które nie kryją, że jest zmęczony i że cierpiał aż do granic wytrzymałości, rozbity przez więzienie. „W pierwszej mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mnie wszyscy opuścili: niech im to nie będzie policzone” (2 Tm 4, 9-11. 14-16). Paweł stopniowo obniża lot. Nie jest to już entuzjasta. Boryka się z codziennymi trudnościami, w samotności, przez którego przemawia pesymizm. Przewiduje przyszłe problemy. Ciemny, smutny ton zajął miejsce nadziei, śmiałości, ognia.

Pawła opuszczają siły, gdzieś znikł dawny optymizm i entuzjazm; coraz bardziej daje znać o sobie zmęczenie, coraz trudniej obronić się przed rozczarowaniem. Człowiek bywa poddany oczyszczeniu na wiele różnych sposobów i to jest znakiem takiego właśnie oczyszczenia.

Przez taką mękę przechodzimy. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus mówiła: „Gdybyście wiedziały, w jakich ciemnościach jestem pogrążona; nie wierzę w życie wieczne, zdaje mi się, że po tym życiu doczesnym nie ma nic więcej. Dla mnie wszystko zniknęło, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko miłość”. Miłość oczyszcza się w tak straszliwy sposób. A św. Paweł od Krzyża zwierzał się jednemu ze współbraci: „Dzisiaj czułem straszliwy pociąg, by rzucić wszystko i by pójść sobie przez te puszcze; byłem kuszony, by rzucić się z okna i nieustannie napadały mnie pokusy rozpaczy (…) Dusza dochodzi do takiego stanu, w którym czuje się zupełnie opuszczoną przez Boga, czuje, że Bóg już jej nie kocha i że cokolwiek robi, to wszystko robi źle”.

Paweł w Liście do Tymoteusza, po słowach: „Wszyscy mnie opuścili” – dodaje: „Natomiast Pan staną przy mnie i wzmocnił mnie, aby się przeze mnie dopełniło głoszenie Ewangelii i żeby wszystkie narody je posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mnie Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mnie, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki, wieków! Amen” (2 Tm 4, 17-18). Moc Ducha, która w nim była, pozwoliła mu zwycięsko przejść przez trudne chwile, w których człowiek może popaść w rozpacz. Duch wiary jest u Pawła nacechowany wspólnotowym, kościelnym widzeniem własnego cierpienia. „Pamiętaj na Jezusa Chrystusa, potomka Dawida! On według Ewangelii mojej powstał z martwych. Dla niej znoszę niedolę aż do więzów jak złoczyńca; ale słowo Boże nie uległo skrępowaniu. Dlatego znoszę wszystko przez wzgląd na wybranych, aby i oni dostąpili zbawienia w Chrystusie Jezusie razem z wieczną chwałą” (2 Tm 2, 8-10).

Cierpię, ale dla drugich, dla całego Kościoła, dla dzieła Chrystusa: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. Jego sługą stałem się według zleconego mi wobec was Bożego włodarstwa: mam wypełnić posłannictwo głoszenia słowa Bożego” (Kol 1, 24-25). Wewnętrzną sprężyną całej działalności Pawła w Kościele jest bardzo głęboka świadomość apostolskiego powołania. Nie opuszcza go ona nawet w chwilach cierpienia. Nawet więcej – pozwala mu widzieć w cierpieniu uzupełnienie służby, której pragnie pozostać wierny do końca.

Musimy uznać siebie za ludzi bardzo kruchych, ulegających pokusom, którzy muszą przejść przez te trudne chwile. Jest to bardzo ważne, gdyż w przeciwnym razie grozi nam, że o tych sprawach będziemy mówić ze zbytnią łatwością, a gdy na nas przyjdą cierpienia, postąpimy inaczej. Świadomość naszej słabości pozwoli nam lepiej połączyć to, co czytamy, z tym, jak żyjemy.




Liczba wyświetleń strony: 10716105 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC