MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Abyście dali ciała swoje



„A zatem proszę was, bracia… abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną…” (Rz 12,1). Kiedy mamy pustkę w głowie, serce znużone lub pełne niepokoju i nawet słów nam już braknie, jeszcze możemy upaść przed ołtarzem i dać swoje ciało jako mniej lub bardziej żywą ofiarę Bogu. Św. Paweł mówi o odnowieniu umysłu. Pewien średniowieczny pustelnik angielski modlił się: „Ach, tak jak ciałem odwróciłeś mnie od świata, odwróć mnie i sercem i nawróć całego ku sobie w prawdziwej miłości i wierze”. To tak, jakby powiedział: jestem, przyjdź i wieź mnie.

Nasza religia zawiera element zewnętrzności, którą powinniśmy traktować poważnie. Ciało bardzo często stanowi najprostszą drogę do serca. Jeden uścisk mówi więcej niż setki słów, współczujące spojrzenie lub łagodne dotknięcie bardziej się przyczyniają do uspokojenia zmartwionego serca niż jawna pomoc. Również nasze uczucia wyrażają się fizycznie. Jeżeli jesteśmy roztargnieni, aby stać nas było na ustną modlitwę, wciąż możemy oddać swoje ciała w jakiś inny sposób. W naszym gorączkowym życiu może najskuteczniejszym sposobem modlitwy jest przerwanie szalonej krzątaniny, która zaspokaja nasze poczucie ważności, i nie robienie nic. To może być prawdziwe złożenie z siebie ofiary Bogu.

Modlitwa ciałem może obejmować ruchy i gesty. Podobno św. Bartłomiej przyklękał sto razy na dzień i sto razy na noc. Podobnie św. Dominik, po całym dniu, ukojeniem dla niego było wejście do kościoła, a w nim klękanie i wstawanie, zanim nie pochłonęła go spokojniejsza modlitwa. Kiedy jesteśmy zmęczeni, może nam być trudno trwać w cichej modlitwie. Nic jednak nie przeszkadza, abyśmy poszli do swojego pokoju, ucałowali krzyż i klęczeli choć chwilę, a potem nawet położyli się krzyżem. Stosowanie takich fizycznych modlitewnych gestów pociąga serce do pobożności. Kiedy serce jest ospałe, najlepiej zacząć modlitwę od ciała. Może ono pociągnąć za sobą serce i umysł. Św. Dominik budził braci w nocy „jękami i płaczem”, podczas modlitwy. Kasjan pisze, że na modlitwie radość staje się tak wielka, że aż nie do wytrzymania, dlatego wybucha głośnymi okrzykami, tak że „szczęśliwość serca i ogrom jego uniesienia przedostają się do celi sąsiada”.

Podobno Proboszcz z Ars śmiał się podczas modlitwy. A pewien francuski przeor opowiadał o św. Dominiku, że nie widział, aby ktoś tyle płakał, co on. Bóg stworzył nas ludźmi, toteż nasza modlitwa powinna być ludzka. Jeśli chcemy zamykać się jedynie w granicach tego, co wypada, uczynimy modlitwę czymś nienaturalnym, a wtedy okazuje się ona bardzo trudna. Oczywiście, nasze wyrażanie uwielbienia ciałem powinno dokonywać się w prostocie i delikatności.

Jeśli uśniemy podczas modlitwy, niekoniecznie wszystko musi być stracone. Może to być bardzo realny wyraz wiary. Spokojnie zasnąć o nic się nie troszcząc, to wielkie świadectwo wiary. Dziecko, bezpieczne w ramionach matki, może dobrze wyrazić zaufanie i miłość po prostu zasypiając. A Bóg jest naszą matką i wzywa nas do takiego właśnie spokoju.




Liczba wyświetleń strony: 10001328 * Liczba gości online: 19 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC