MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Przychodzi z nieba i zaprasza do nieba



Św. Teresa przychodzi do nas z nieba. Chce nam opowiedzieć o chwilach rozstania z tą ziemią i spotkaniu z Jezusem. Chce nas nim zainteresować, a przede wszystkim wzbudzić tęsknotę za naszym Panem. Chodzi o to, byśmy chcieli odejść z tej ziemi, gdy przyjdzie chwila przez Boga przewidziana. Przeżyjmy spotkanie ze Świętą, jako przygotowujące nas do życia w niebie. Niech nasze nastawienie, myślenie o sprawach nieba, śmierci, odejścia z tej ziemi zmienią się po tej peregrynacji. Uświadomienie sobie bliskości naszej śmierci i pragnienie spotkania Jezusa twarzą w twarz, może bardzo zmienić nasze chwile przeżywania życia na ziemi.

Umieranie może być piękne, jeśli jego siłą jest tęsknota za Bogiem.

Tym, co bardzo utrudnia nam życie, to nasze pokusy. Szczególne miejsce zajmują pokusy przeciwko wierze. Święta mówiła: „Gdyby nie te doświadczenia, te pokusy przeciwko wierze wprost trudne do pojęcia - mówiła - sądzę, że umarłabym z radości na samą myśl, że niezadługo opuszczę tę ziemię”. W czym zawierała się jej tajemnica życia pełnego cierpienia, a równocześnie spełnienia? „Nie pragnę bardziej śmierci niż życia; gdyby mi Pan pozwolił wybierać, nie wybrałabym niczego; chcę tyko tego, czego On chce; kocham to, co On czyni!”

Potrzeba widzenia tego, co Bóg dotychczas uczynił z naszym życiem. Potrzeba wiary, w której widzimy Jego obecność. Konieczna jest świadomość, że nie należymy do świata, ale do Pana i w życiu i w śmierci: „Nie lękam się wcale ani ostatniej walki, ani cierpień choroby, chociażby były wielkie. Bóg wspierał mnie i prowadził za rękę od najwcześniejszych lat dzieciństwa... należę na Niego. Ani przez chwilę nie wątpię, że i nadal wspierać mnie będzie aż do końca. Cierpienia moje mogą dojść do najdalszych granic, ale nigdy ponad miarę, jestem tego pewna”. Chwile cierpienia utrudniają naszą modlitwę. Co czyniła święta? „Nie mogę się modlić! Mogę tylko patrzeć na Najświętszą Pannę i powtarzać: Jezus! O, jak bardzo trzeba modlić się za konających! Gdyby wiedziano! Jakże potrzebna jest modlitwa Komplety: - „Wybaw nas od widziadeł nocnych”. Doznaję dziwnego uczucia, że cierpię nie za siebie, lecz za jakąś duszę... a szatan nie chce tego”.

„Jakiej to małej drogi chcesz nauczać?” – pytała świętą przełożona. „Moja Matko, drogi dziecięctwa duchowego, czyli drogi ufności i zupełnego zdania się na Boga. Chcę wskazywać duszom małe środki, którymi posługiwałam się tak skutecznie; mówić im będę, że tu na ziemi jedno tylko czynić należy: rzucać pod stopy Jezusa kwiaty małych ofiar, ujmować Go pieszczotami! W taki to sposób Go ujęłam i dlatego właśnie tak dobrego doznam przyjęcia!”

„TYLE OD NIEGO OTRZYMUJEMY, ILE SIĘ SPODZIEWAMY!”

Obawiamy się cierpienia. Lękamy się tego, że nie wytrzymamy, nie zachowamy się godnie w obliczu naszego cierpienia i śmierci. Święta daje nam prostą odpowiedź: „Mała ofiara miłości nie może uważać za straszne tego, co przysyła jej Oblubieniec. On mi daje na każdą chwilę tyle, ile znieść mogę; nie więcej; a jeżeli za chwilę zwiększy me cierpienie, to zwiększy również i moją siłę. Mimo to nie mogłabym Go prosić o większe cierpienia, bo jestem za mała; wtenczas stałyby się one moimi własnymi cierpieniami, i musiałabym sama je znosić; a ja nigdy nie umiałam nic czynić sama”.

Sposób patrzenia na życie doczesne jest sposobem na spokojne oczekiwanie na odejście z tej ziemi. Dlaczego św. Teresa nie żałowała życia doczesnego? „Nie znajduję na świecie nic, co by mię uszczęśliwiło; serce moje zbyt wielkie, i to, co zowią szczęściem na ziemi, nie może go zapełnić. Myśl moja wzlata ku wieczności, czas się skończy! Serce moje pełne pokoju, jak cicha powierzchnia jeziora, lub jak jasne niebo; nie żałuję doczesnego życia: pragnę wód żywota wiecznego...”

Co sprawiało jej radość w chwili cierpienia i oczekiwania na śmierć? „Ojciec spowiednik pytał mnie: „Czy godzisz się na śmierć?” Odpowiedziałam mu: „Ojcze, zdaje mi się, że ofiary trzeba na to, by żyć... Myśl o śmierci radość mi tylko sprawia”. O godzinie siódmej z minutami, zwracając się do matki przeoryszy rzekła: „Moja Matko, czyż to jeszcze nie konanie?... Czy jeszcze nie umieram?... Tak, drogie dziecko, to konanie, ale Pan Jezus może je przedłużyć do kilku godzin”. Odpowiedziała mężnie: „A więc... dobrze... dobrze... O, nie chciałabym krócej cierpieć”. A potem spoglądając na krucyfiks: „KOCHAM GO!... MÓJ BOŻE, JA... KOCHAM... CIĘ!”

Siostra Genowefa od Najświętszego Oblicza czytała jej o szczęściu wiecznym. Przerwała jej nagle: „Nie to mnie pociąga... Cóż więc? MIŁOŚĆ! Kochać, być kochaną i powracać na ziemię, by szerzyć miłość dla MIŁOŚCI”.

„PO MOJEJ śmierci SPUSZCZAĆ BĘDĘ NA ZIEMIĘ DESZCZ RÓŻ”.



Liczba wyświetleń strony: 10717510 * Liczba gości online: 35 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC