MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Mała droga



Na czym polegała „mała droga” do Jezusa? „Wystarczy upokorzyć się, znosić cierpliwie swoje niedoskonałości: oto świętość prawdziwa”. Teresa ogromnie tęskniła za świętością. Tak jest w życiu człowieka, że jego silna tęsknota za tym co duchowe i moralne ucieleśnia się, staje się rzeczywistością. Przez tęsknotę staje się to, co Bóg dla nas zamierzył. On bowiem jest autorem wielu pragnień i tęsknot i marzeń, jakie w sobie odkrywamy. Bóg nie wzbudza w nas pragnień, których nie chce spełnić.

Teresa była świadoma, że nie potrafi niczego. Wszelki heroizm był dla niej wykluczony. Doświadczała własnej bezradności i nieumiejętności we wszystkich dziedzinach. Była osobą bardzo nieśmiałą. Powolna i niezdarna w pracy, pozostała od dzieciństwa osobą nadwrażliwą i podatną na zranienia. Miała ochrypły głos. Często zasypiała na modlitwie. Nawet niewielka pokuta cielesna wywoływała u niej chorobę.

Drogą jaką Teresa odkryła dla siebie, nie była drogą ascezy, lecz mistyki. Jest autorką teorii zatytułowanej „Winda”. Mówiła, że windą, która ją wzniesie do nieba, są ramiona Jezusa. W tym celu nie potrzebuje wcale wzrastać, przeciwnie, trzeba aby pozostawała małą i stawała się coraz mniejszą. Twierdziła, że w życiu duchowym przez bezowocne próby okazujemy dobrą wolę, tęsknotę i wzrasta w nas świadomość własnej niemożności. Głosiła pogląd, że kto nigdy nie próbuje, ten się nie przekona o własnej słabości. Niektórzy sądzą, że potrafią, gdyby tylko chcieli. Człowiek, który wciąż próbuje musi dojść do konfrontacji z własnymi słabościami i staje się wówczas tak „mały”, że „mieści się” w ramionach Jezusa.

Im silniejszą jest w nas nasza tęsknota za Jezusem i doświadczenie własnej słabości, tym prostszą i krótszą staje się dla nas „mała droga”. Bez prawdziwej tęsknoty serca i bez rozpoznania własnej słabości nie możemy wejść na małą drogę. To, co uznajemy za przeszkodę na drodze do świętości: słabość, brak silnej woli, ubóstwo, grzech, to wszystko staje się dla nas środkiem w dążeniu do Jezusa. To, co wcześniej było dla nas ciężarem, teraz dodaje nam skrzydeł. Konieczna jest zatem akceptacja własnych słabości i ich przyjęcie, a nawet cieszenie się z nich. Teresa mówiła: „Teraz już nie dziwię się, że jestem wciąż niedoskonała i znajduję w tym radość”.

Będąc na łożu śmierci mówiła: „Odczuwam wielką radość nie tylko wtedy, gdy inni odkrywają moje niedoskonałości, ale przede wszystkim, gdy sama je czuję. To przewyższa pochwały, które mnie nudzą”. Jej wyznania mogą szokować. „I mnie się zdarzają słabości, ale ja się z nich cieszę”, mówiła przed śmiercią do Matki Agnieszki. „Nie umiem wznieść się ponad drobnostki tej ziemi; Np. niepokoję się głupstwem, które zrobiłam lub powiedziałam. Wchodzę wówczas w siebie i mówię: Niestety! Jestem więc jeszcze na tym samym miejscu co dawniej! Ale mówię to sobie z wielkim spokojem i bez smutku! To słodko czuć się słabą i małą”

Uważała, że wierność w drobnych sprawach nie polega na przeciążaniu praktykami, które krępują, ani na nadmiernej, wyczerpującej siły drobiazgowości. Uczy siostry by żyły ponad tysiącem błahych spraw, które nabierają wielkiego znaczenia w życiu zakonnym, gdzie najmniejsze niespodziewane wydarzenie przybiera rozmiar burzy w szklance wody, gdzie drobiazgowość grozi zapomnieniem o pragnieniu Boga. Mówiła nowicjuszkom: „Za bardzo oddajesz się temu, co robisz, za bardzo niepokoisz się swoimi zajęciami. Powinnaś sumiennie zużyć na pracę czas przewidziany, ale nie przywiązywać do niej serca”.

„Jak to dobrze, gdy widzę, jaka jestem niedobra! Daleko jestem szczęśliwsza, że byłam tak niedoskonałą, niż gdybym wsparta łaską okazała się wzorem łagodności (…) Jezus nie domaga się wielkich czynów, lecz jedynie tego, by zdać się na Niego i być wdzięcznym”. Święta Teresa była przekonana, że przeszkodami na drodze świętości nie są nasze niepowodzenia, nasza słabość i niemożność. Największą przeszkodą jest utrata odwagi wobec własnej słabości i zaniechanie dalszego podążania naprzód. Według niej, to właśnie słabość powinna nam dodawać odwagi. Może się to dokonać wówczas, gdy uznamy swoją słabość, okażemy ją Bogu i wprowadzimy ją do naszych kontaktów z Nim.

Do jednej z sióstr w Karmelu Teresa wypowiedziała znamienne słowa: „Nie jesteśmy tego typu świętymi, którzy płaczą nad swoimi grzechami, ale my cieszymy się, że one przyczyniają się do wywyższenia Bożego miłosierdzia”. Stwierdzenie niezwykle szokujące i jakże odmienne od dotychczasowych poglądów odnoszących się do grzechu. Nastawienie na zdobywanie cnót było i jest w zakonach bardzo intensywne. Gdy jedna z sióstr mówiła, że chciałaby mieć więcej energii do ćwiczenia się w cnotach, Teresa jej odpowiedziała: „Jeśli Bóg chce, byś była słaba i bezsilna jak dziecko, to czy myślisz, że masz prze to mniejszą zasługę? Zaakceptuj, przyjmij to, że za każdym krokiem potykasz się, tak, upadasz, że dźwigasz swój krzyż nie mając sił. Ukochaj swoją niemoc! Twoja dusza zdobędzie o wiele więcej niż gdybyś niesiona łaską, z entuzjazmem dokonywała heroicznych czynów, co napełniałoby cię samozadowoleniem i pychą”.

Na czym polega „prawdziwa małość”? Na uznaniu, że jest się niczym, na oczekiwaniu wszystkiego od Boga, tak jak małe dziecko oczekuje wszystkiego od swego ojca; niczym się nie martwić, nie zabiegać o nic dla siebie. Ponadto nie przypisywać sobie cnót, jakie się posiada. Nie uznawać, że jest się zdolnym do czegokolwiek, ale uznać, że Bóg wkłada w ręce swego dziecka skarb, aby go używano według potrzeby; ale skarb pozostaje zawsze własnością Boga.

Kiedy jesteśmy mali? Wówczas gdy wiemy, że z niczego innego nie możemy się cieszyć, jak tylko ze swego ubóstwa. Wówczas, gdy wiemy o swojej całkowitej zależności od Boga, o tym, że zawsze stajemy przez Nim „z pustymi rękami”. Teresa była mała i uboga dlatego, że sama z siebie niczego nie posiadała, i dlatego, że niczego nie zachowywała dla samej siebie, lecz wciąż dawała.

Bycie małym ujawnia się też w głębokiej naszej szczerości. Stajemy nadzy przed Bogiem, otwarci i delikatni, pozbawieni czegokolwiek swojego, na czym moglibyśmy się oprzeć. Właśnie moje braki są „błogosławieństwem maleńkości”. Małość nie jest skupianiem uwagi na sobie, ale skierowaniem całej uwagi na miłość Jezusa, aby ona była wszędzie przyjmowana. Była przekonana, że nie musimy rozumieć tego, co Pan Bóg w nas dokonuje, gdyż jesteśmy zbyt mali.

Kiedy któraś nowicjuszka skarżyła się na swoje roztargnienie, Teresa wyjaśniła jej, w jaki sposób korzysta z własnego roztargnienia modląc się za osoby, które często zajmują jej myśli, szczególnie w czasie modlitwy. „Przyjmuję wszystko dla miłości Boga, nawet dziwaczne myśli, jakie mnie nachodzą”.

Gdy zauważała skupianie się sióstr na sobie przypominała: „Zajmij się trochę mniej sobą, zatroszcz się o to, by kochać Pana Boga, a siebie zostaw w spokoju. Wszystkie twoje skrupuły to też poszukiwanie siebie. Twoje smutki, kłopoty, wszystko to obraca się wokół ciebie”. Gdy siostra ubolewajże nie została właściwie zrozumiana Teresa przypominała: „Po co się bronić i tłumaczyć, kiedy jesteśmy niezrozumiane i nieżyczliwie oceniane? Zostawmy to, nie mówmy nic, tak dobrze jest nic nie mówić, dać się oceniać ludziom według ich woli. Ewangelia nie mówi, że Magdalena usprawiedliwiała się, kiedy jej siostra zarzucała, że tylko siedzi u stóp Jezusa i nic nie robi”. Twierdziła, że „należy wznieść się ponad to, co mówią siostry, co robią. Powinnyśmy żyć w naszym klasztorze tak, jak gdybyśmy miały spędzić w nim tylko parę dni”.



Liczba wyświetleń strony: 10663998 * Liczba gości online: 35 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC