MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wynagradzać, to odbudować



Św. Magdalena Zofia Barat została głęboko poruszona przez „obelgi przeciw religii i Najświętszemu Sakramentowi”. Poruszenie, którego doznała prowadzi ją do odkrycia, że jej serce „bije w jedności z Kościołem”. Pragnie wynagradzać Chrystusowi. Zrozumiała, że najlepszym sposobem wynagradzania, czyli aktem miłości, jest złożenie ofiary z własnego życia. Wynagradzać, to odbudować, przywrócić życie Boże w człowieku. Wynagradzać, to w życiu wspólnym posiadać te same dążenia, praktykować kontemplację. Pisała „Pamięć o tym, jak bezgranicznie cierpieli dla nas Jezus i Maryja, dodaje mi odwagi, zwłaszcza, gdy ma się tyle do wynagrodzenia”.

Świętej zależało na ukształtowaniu człowieka odczuwającego żywą obecność Boga. Zarówno w roku 1800 jak i w 2007 istnieje brak poczucia Bożej obecności. Stąd zanika umiejętność rozumienia człowieka. Adoracja i kontemplacja są źródłem prowadzącym do przywrócenia człowiekowi poczucia Bożej obecności. Święta rozumiała, że o wiarę trzeba walczyć w ludzkim sercu prze wyzwalanie w nim miłości do Boga, która jest, lecz tłumiona przez egoizm i namiętności. Pragnieniem jej serca było to, aby Bóg był znany, szanowany, kochany. Modlitwa i osobista ofiarność to za mało. Dlaczego Święta mogła nieść światu miłość? Ponieważ sama nią żyła. Niesiemy do drugich przede wszystkim to, czym sami żyjemy.

Niezwykły jest refren, którym posługiwała się Święta: ufność, odwaga, całkowite zawierzenie się Bożym Dłoniom. „Trzeba mieć nadzieję wbrew wszelkiej nadziei”, mówiła. To, co mówiła, tym żyła. Szczególnie ważne są słowa: „Uważaj za stracony ten dzień, w którym nie cierpiałaś dla Jezusa”. Słowa te wyrosły z jej słabego zdrowia, miesięcy odosobnienia. Bólu oczu uniemożliwiających czytanie i pisanie, nie kończąca się gorączka i różne inne dolegliwości. Doświadczała przeciwności zewnętrznych i wewnętrznych, niezrozumienia ze strony osób, które powinny być dla niej oparciem, doznawane upokorzenia, bardzo ciężkie duchowe doświadczenia łączące się z poczuciem opuszczenia przez Boga.

Matka pisała: „Złe moce rozpętały się przeciwko nam. Nie tracę jednak ufności, że Zgromadzenie Sacre Coeur odrodzi się z popiołów”. Ludzie odchodzący ze spotkania z Matką byli szczęśliwi, bo zostali zrozumiani. Była otwarta i wczuwająca się w osobę mówiącą, jakby chodziło o jej własne sprawy. Nie można zapomnieć jej słów będących jakby testamentem: „Przystosowujcie się i idźcie naprzód”.

Dla świętej krzyż był źródłem wewnętrznej radości. „Cierpię, pisała, ale wiesz, my winniśmy cierpieć i nie umierać. Jakże bym była szczęśliwa, gdyby tak było”. Szokujące są dla mnie słowa, które Matka wypowiada będąc w ciężkim stanie: „Potrzebuję jeszcze krzyża i wy także. Nie odejdę, dopóki krzyż nie zostanie dobrze wyryty w waszych sercach”. „Zgromadzenie, to jedno serce i jedna dusza”.

W pewnym okresie Matka pisała: „Krzyż poważnie zaciążył nas Zgromadzeniem i każda w nim uczestniczy”.




Liczba wyświetleń strony: 9477019 * Liczba gości online: 22 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC