MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wstań (Rdz 21, 5.8-20)



Są dwie kobiety: Sara (żona Abrahama) i Hagar (niewolnica-Egipcjanka). Są inaczej traktowane. To, że Hagar daje Abrahamowi syna, nie zmienia jej trudnej sytuacji – zostaje wypędzona na pustynię wraz z dzieckiem. Może nawet rozumiemy postawę Sary, która nie może znieść Sary i jej syna. Drogi tych dwóch kobiet, muszą się rozejść.. Abraham podporządkowuje się swoistej koalicji Boga i Sary: „Posłuchaj...” Po ludzku – zachowanie Abrahama jest bardzo niesprawiedliwe. A równocześnie: Bóg ma swój plan. W ten plan wpisane jest cierpienie, doświadczanie poniżenia, osamotnienie człowieka.

Kończy się chleb i woda. Matka chroni dziecko w cieniu krzewu, lecz nie chce patrzeć na jego śmierć. Głośno płacze. „Bóg usłyszał jęk dziecka”. Hagar nie ma oparcia w Abrahamie, nie ma oparcia w żadnym człowieku, pozostaje jej samotność pustyni.

Coś się w nas kończy, wypala. Może się poddać. Nie ma sensu takie życie. Pozostaje głośny płacz płynący z ludzkiej bezsilności. Pustynia: osaczenie przez problemy, a równocześnie nie ma kogoś, kto mógłby stać się oparciem. Wypala się chęć do określonego życia. Przejście od radości – narodziny jej dziecka, do smutku, wręcz osobistego i nie tylko dramatu – wypędzenie na pustynię, niemożność utrzymania życia w dziecku, które jest bezbronne i bezsilne i niezaradne – jak i ona – dorosła kobieta.

Kończy się chleb i woda. Kończy się to, co ludzie nam dają, co służy podtrzymaniu sił, naładowaniu akumulatorów. Gdy coś się w nas kończy, gdy odczuwamy, że sami się wykańczamy, albo inni do tego rękę przykładają, pozostają łzy. Człowiek kończy jakiś etap życia, a Bóg rozpoczyna nowy: Agar „zaczęła głośno płakać”; „Bóg usłyszał jęk dziecka”.

„Nie lękaj się, bo usłyszał Bóg jęk chłopca leżącego”. Gdy płaczemy, to dziecko płacze w nas, pozostawione pod jakimś krzewem. Tak się broni przed śmiercią, przed zapomnieniem. Z płaczu przechodzi w jęk.

„Nie lękaj się”, a to oznacza: „Wstań, podnieś chłopca i weź go za rękę, co uczynię cię wielkim narodem”. Od lęku – do powstania. Potrzeba zbliżenia się do tej rzeczywistości, która we mnie jęczy. Potrzeba podania ręki swojej bezsilności (swojemu dziecku, które żyje we mnie). Jęk dziecka, płacz matki i zachowanie się Boga. Dlaczego tak właśnie pewne sprawy się mają? Może to jest odpowiedź: „uczynię cię wielkim”. Zatem wielkość człowieka, szlachetność jego czynów poprzedza: lęk, płacz, jęk, wypędzenie, spisek, pozostawienie przez osoby, które czas jakiś w naszym życiu były oparciem i bezpieczeństwem.

„Bóg otworzył jej oczy i ujrzała studnię z wodą”. Co musiało się dziać w sercu Agar, gdy został z dzieckiem wypędzona na pustynię, przez tego, którego zapewne kochała? Czy ktokolwiek brał pod uwagę to, co ona czuje, jak bardzo się boi: ciszy pustyni, słońca zabijającego na pustyni wszelkie życie? W takim stanie ducha, w takim bólu, który graniczy z rozpaczą podejmuje decyzję: „Nie będę patrzyła na śmierć dziecka”. W kontekście takich właśnie odczuć i przeżyć, mogła nie zobaczyć studni z wodą, która była blisko. Gdy gniew i żal i rezygnacja wzajemnie się w nas przeplatają, możemy nie zobaczyć, że rozwiązanie dotyczące naszego życia, ratunek jest na odległość ręki.

„Bóg usłyszał jęk dziecka”. Bywa i tak, że nie dostrzegamy troski Boga, ponieważ byliśmy bardzo związani z człowiekiem, a on nas zawiódł. Nie chcemy żyć, wierzyć, być uczciwymi, oddanymi innym, bo na kimś zawiedliśmy się, ulegliśmy określonemu rozczarowaniu.

„Wstań, podnieś chłopca i weź go za rękę”. Matka daje dziecku nowe życie, podnosząc je z ziemi. Dawanie jest naszym powołaniem. Życie dla drugiego. W dawaniu jest dla nas zawarty puls szczęścia. Nie czekamy na moment, że ktoś się pozna na naszej dobroci, czy też ją odrzuci. „Podnieś, weź go za rękę”. Ale najpierw sama – „Wstań”.




Liczba wyświetleń strony: 10667957 * Liczba gości online: 22 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC