MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wstyd - bezwstyd



„Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali nawzajem wstydu”. Odczuciem, którego zazwyczaj doznają mężczyzna i kobieta, gdy są nadzy, jest wstyd. Bezwstyd, to zachowanie świadczące o załamaniu, zniszczeniu wstydu. Autor Księgi Rodzaju mówi o nieobecności wstydu u pierwszych rodziców. W tym odniesieniu, jakie było między Adamem i Ewą, wstyd był zbędny. Jedno jest faktem, po grzechu pierworodnym - człowiek nosi w sobie potrzebę, pragnienie wstydu.

„Kość z moich kości i ciało z mego ciała”. Słowa te odsłaniają niezwykłe znaczenie ciała dla ukonstytuowania tożsamości człowieka, a zarazem w tym ciele ugruntowanej więzi, łączącej mężczyznę i kobietę. Przez ciało, zewnętrznie wyraża się człowieczeństwo człowieka. Ciało objawia człowieka. „Owa jedność poprzez ciało wskazuje od początku nie tylko na ciało, ale na wcieloną komunię osób”. Męskość i kobiecość oznacza nowe poczucie sensu własnego ciała - poczucie wzajemnie wzbogacające.

Człowieczeństwo, jako komunia osób. Kobieta i mężczyzna zamieszkując razem dają do zrozumienia, że ta jedność jest owocem wzajemnej, wolnej decyzji bycia ze sobą i dla siebie. Chodzi o wzajemne posiadanie siebie, wzajemne poznanie i wzajemny zachwyt. Mężczyzna kobiecie i kobieta mężczyźnie odsłania swe osobowe bogactwo, wyrażając gotowość oddania się bez reszty, a zarazem gotowość pełnego przyjęcia drugiej osoby.

Nagość, oznacza jakby nieobecność tego, co mogłoby zakłócić pełnię tej wzajemnej, osobowej wymiany darów. Nagość w Księdze Rodzaju, nie zna wewnętrznego pęknięcia i przeciwstawienia pomiędzy tym, co duchowe, a tym, co zmysłowe, tak jak nie wykazuje pęknięcia i przeciwstawienia pomiędzy tym, co po ludzku osobowe, a tym, o czym w człowieku stanowi płeć: co męskie i kobiece.

Nagość, ukazująca nie tylko oblubieńcze znaczenie ciała ludzkiego, ale wspólnotowy sens osobowego życia w ogóle, odsłania także płodność właściwą tej komunii ludzkich osób. Płodność ta nie ogranicza się do cielesnego wymiaru ludzkiego bytowania.

Grzech: zamiana daru na pożądanie i posiadanie. Szatan sugeruje, że Stwórca - z nie zrozumiałych dla człowieka powodów - raczej ogranicza mu swobodę życia, niż ją daje i gwarantuje. Wiedza o dobru i złu ma to do siebie, że przychodzić może tylko od Boga: Tego, który „jeden jest Dobry”. Kto usiłuje zdobyć ją na własną rękę, ten otrzyma owoce zepsute: zepsute przez swą zachłanność, pychę, która nie chce uznać, że człowiek nie jest Bogiem i o tym, co Boże, dowiedzieć się może tylko od Boga.

Przekraczając Boży zakaz pierwsi rodzice poznali raczej zło, niż dobro; może na tym polegało waśnie zepsucie tego owocu. Zło zalęgło się najpierw w ich sercach. Zapomniawszy o tylu dowodach Bożej miłości, zamienili z tejże miłości płynącą bojaźń Bożą na strach, będący skutkiem ich nieposłuszeństwa. Kiedy wyszła na jaw ich wina, mężczyzna próbuje w całości zrzucić ją na swą towarzyszkę - i na samego Boga. Jakże daleko są te słowa, od słów zachwytu i wdzięczności, jakie wykrzyknął Adam ujrzawszy po raz pierwszy Ewę.

Ale też nagle dla obojga, nagość zaczyna być problemem. Gdy tylko spożyli owoc. Poznanie, jakie stało się ich udziałem, rzuciło cień na tę przejrzystość wzajemnego oblubieńczego obdarowania, którego znakiem było to, iż „byli nadzy i doznawali wstydu”. Musiało rzucić cień, skoro miejsce daru, zajęło posiadanie. Zbyt głęboko w sercu zaszła ta zmiana, by mogła nie rzutować na ich wzajemne odniesienie, w tym także na odniesienie do własnej cielesności. Pojawił się wstyd. Uświadomili sobie, że ciało, zamiast odsłaniać całe bogactwo osoby, może je przesłaniać, może zatrzymywać na sobie wzrok kierowany pożądaniem posiadania ciała, a nie zjednoczenia osób poprzez ciało.

„Spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski”, chroniące te części ciała, które nie z powodu nieczystości cielesnych organów, ale z powodu nieczystego spojrzenia, najbardziej są narażone na pożądliwe, uprzedmiotawiające traktowanie przez innych. Sprowadzenie ciała do przedmiotu użycia, oznacza redukcję do poziomu cielesnego samego człowieka, który nie tylko jest w ciele, ale który jest poprzez swe ciało.

Po grzechu, trudno pojednać się z Bogiem, trudno spotkać się w miłości z drugą ludzką osobą, trudno odbudować harmonię w sobie i wokół siebie. Trwa nadal w człowieku zmaganie: pomiędzy złem, które poznał „źle” i aż nadto boleśnie, a dobrem, którego dzięki Bogu całkowicie nie zapomniał. Trwa zmaganie o jego miłość: o odzyskanie zdolności do miłowania, bo tylko przez życie w niej i nią, człowiek może spotkać Boga, który jest Miłością. Trwa więc zmaganie, o odzyskanie oblubieńczego sensu ciała, który nie został przez grzech bez reszty zagubiony, ale ciągle bywa zniekształcany lub porzucany.

Gra o sens miłości i ciała w niej jest poniekąd grą o wszystko. Poddanie się potrzebom seksualnym, zamienia miłość człowieka (dar), na pożądanie, nawet jeśli nadal chce się je nazywać miłością; zamienia uszczęśliwiającą ich wolność daru z siebie - na przynoszące pustkę i zmęczenie - poddanie się w niewolę własnych popędów.

Pornografia, zniewolenie przez bezwstyd. Intencja producenta pornografii idzie w kierunku przeciwnym, niż „intencja wstydu”. O ile funkcja wstydu polega na tym, by ochronić osobową godność człowieka poprzez osłonięcie tych części ciała, które są szczególnie na naznaczone grzeszną pożądliwością wzrok, o tyle pornografia zmierza właśnie do ich odsłonięcia, obnażenia i eksponowania - i to w taki sposób, żeby narzucić odbiorcy sprowadzenie ciała do poziomu artykułu zaspokajającego jego seksualną pożądliwość. Na tym waśnie polega bezwstyd.

W małżeństwie nagość odzyskuje niejako swe pierwotne znaczenie: małżonkowie traktują wzajemnie swe ciało, zgodnie z jego jedynym sensem i przeznaczeniem: jako objawiające osobę. Miłość małżeńska gwarantuje ten respekt dla osoby, na straży którego stoi wstyd - i w tym sensie wstyd, zostaje przez miłość „pochłonięty”. Bezwstyd przeciwnie: usuwa wstyd tam właśnie, gdzie jest on najbardziej potrzebny. Co więcej, usuwa go po to, by sprowokować takie potraktowanie ciała, przed którym wstyd miał człowieka chronić.

Pornografia ugruntowana na bezwstydzie i zachęcająca do niego, stosuje zwodzenie człowieka, jakie Szatan zastosował wobec pierwszych rodziców. Do logiki tej, należy najpierw zastąpienie perspektywy daru, perspektywą zawłaszczenia i posiadania. Ciało człowieka podsuwane jest przed oczy, jako artykuł konsumpcyjny: owoc „dobry do jedzenia” i „rozkosz dla oczu”. Znika świętość ciała, związana zarówno z wielkością człowieka, na którego wskazuje, jak i z miłością ludzką, w którą jest integralnie wkomponowane, jak wreszcie z samym Bogiem, który zaprosił człowieka do udziału w swym stwórczym dziele poprzez cielesne złączenie w miłości mężczyzny i kobiety.

W raju, szatan sugerował człowiekowi, że Bóg krępuje jego wolność. W sporze o „prawo do pornografii”, pojawia się ten sam argument: nikt nikomu nie każe kupować pornograficznych pism, oglądać tego rodzaju filmów. Broni się prawa do wolności samo zniewolenia. Podsuwając człowiekowi obrazy szczególnie silnie podsycające - i tak niełatwy do opanowania popęd seksualny, pornografia sugeruje bezsilność wobec tego popędu. Podpowiada przewrotnie, że wolność zagrożona jest nie popędem, który usiłuje wolnością zawładnąć, ale prawami, które chcą ją przed tym zniewoleniem chronić.

Zniewolenie jest złem dotykającym tych, którzy z niego korzystają. Nasycanie wyobraźni obrazami pornograficznymi kształtuje obraz tego, czyje ciało się w ten sposób przedstawia. Poddanie się własnym popędom oznacza, wyjęcie tych popędów z bogatego, osobowego wymiaru ludzkiej natury i sprowadzenie ich do poziomu czysto zwierzęcego. Czyni też „naturalnymi” akty podporządkowania im innych osób, postrzeganych również w spłaszczonej, jedynie cielesno - pożądliwej perspektywie. Tak oto ubóstwienie ciała, prowadzi do ubestwienia człowieka.

Krąg stałych amatorów magazynów pornograficznych z czasem znacznie się zawęża do grona osobników, których wytrwałość w ekscytowaniu się pornografią i odporność na jej wulgarną monotonię, świadczy o chorobie i budzi raczej współczucie, niż oburzenie. Społeczeństwo jednak nie może być obojętne na rozpowszechnianie artykułów utrwalających niedojrzałość ludzi, która to niedojrzałość sprzyja brutalizacji stosunków społecznych.

Tam, gdzie młodzi (niektórzy), opowiadają się w omawianym temacie, za „poszerzeniem” ich wolności, jest to jeszcze jeden znak ich niedojrzałości. Niedojrzałość młodych jest rzeczą zrozumiałą; mniej zrozumiałe jest, gdy ją za dojrzałość uznają dorośli.




Liczba wyświetleń strony: 9444121 * Liczba gości online: 31 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC