MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Mojżesz, sługa Boży



Mojżesz jest człowiekiem, któremu można wiele powierzyć. Potrafi być wiernym. Przeszedł przez wiele utrapień. Dążymy do odniesienia zwycięstwa nad wszystkimi swoimi wrogami. Uczymy się przekraczania tego, co teraz dla nas jest nie do przebycia. Uczymy się myślenia, że Bóg nas nie opuszcza. Celem życia duchowego jest dorastanie do stania się sługą Boga. Taki jest właśnie szczyt do którego zmierza życie Mojżesza - służba.

Wraz z przekroczeniem Morza Czerwonego, nie skończyły się kłopoty i udręki ludu, ale właściwie dopiero się zaczęły. Tak wiele było do zrobienia. Lud zaczyna szemrać: „Nie mamy wody". „Co będziemy pili?" Bardzo szybko ludzie przechodzą od wzniosłej kontemplacji do szemrania i złości. I wówczas wkracza Mojżesz.

Teść Mojżesza uczy go umiejętności organizowania ludzi do określonych zadań; radzi mu wyznaczyć starszych ludzi, którzy nie byliby stronniczy, i uczynić ich przełożeństwa, a tylko ważniejsze sprawy rozpatrywać osobiście. Przełożony to człowiek, który nie jest stronniczy. To był ważny moment w życiu Mojżesza, nauczył się być przywódcą. Nie umiał tego wcześniej. Uważał, że wszystko sam musi wykonywać. Pozwolić na to, by ktoś mnie nauczył tego, czego jeszcze nie potrafię. Pozwolić sobie poradzić. Poczucie realizmu, potrzebne jest tym, którzy choćby za małe sprawy są odpowiedzialni. Brak realizmu wiąże się z krzywdzeniem siebie i innych, a także przynosi poważne szkody sprawie, której służymy i którą głosimy. Mojżesz stał się wielkim realistą. Zobaczył, że istnieją palące potrzeby, którym należy natychmiast zaradzić. Ludzie krzyczą, odczuwają głód. Podołamy sytuacjom trudnym w życiu, gdy będziemy w nich razem, nie zostawiając osobę odpowiedzialną, żeby sobie sama poradziła. Kto wykonuje pewne rzeczy sam? Ten, kto uważa, że lepiej od niego nikt inny tego nie zrobi; kto myśli, że inni ludzie z zasady nie chcą się włączać w dodatkowe prace; kto nie potrafi zyskać przychylności, przyjaźni, życzliwości innych osób; kto nie uwrażliwia inne osoby na fakt, że to, co jest nasze jest również moje; kto jest wielkim idealistą i uważa, że ludzie sami powinni poczuwać się do wykonania pewnych prac, bez przypominania i bez pokazywania palcem; ten, kto nie umie współpracować, z racji chorobliwej dumy, zarozumiałości, niechęci do proszenia kogokolwiek o cokolwiek; kto jest typem człowieka samotnego, a tym samym inni nie są mu do szczęścia potrzebni; ten, kto potrzebuje człowieka jedynie do pracy, nie troszcząc się o niego.

Mojżesz odczuwał służbę jak ciężar, jak gdyby dźwigał na swych ramionach braci z wszystkimi ich błędami i z całą ich niedojrzałością. Potrzebna jest świadomość błędów, które są we wspólnocie popełniane, oraz niedojrzałości, która się pojawia, lecz w tym wszystkim potrzeba jednego - nie ulegania zgorszeniu, nie ulegania przerażeniu, czy też uznawania tej rzeczywistości za zjawisko, jakie nie powinno mieć miejsca. Tam, gdzie jest dobry klimat we wspólnocie, gdy osoby czują się jak u siebie, maleje samokontrola do tego, by pewne słabości ukrywać. Dlatego słabość ujawnia się w większym stopniu niż tam, gdzie panuje rygoryzm. Poczucie odpowiedzialności Mojżesz przeżywał ustawicznie, przyjmował ją na siebie i zrozumiał, że trzeba ludzi brać takich, jakimi są, z ich narzekaniem, z ich niepokojami i gniewem. -

Odpowiedzialność za kogoś, to nie dziwienie się, że ktoś jest niedojrzały czy popełnia błędy. To trzeba na siebie wziąć i rozumieć, nie próbując tęsknić za innym człowiekiem, niż takim, jakim on teraz jest. Odpowiedzialność to również spokojne przyjmowanie tego, że ludzie narzekają, są czymś bardzo zaniepokojeni, albo też mówią o pewnych sprawach z wielkim gniewem. Jeśli ktoś jest wzburzony, ktoś we wspólnocie musi być opanowany, zrównoważony, aby słuchać, rozmawiać, wyjaśniać, nie negować, nie mówić tego, co mogłoby spotęgować gniew, narzekanie, niepokój. Zobaczyć, że problem faktycznie jest, albo też, jest to bardziej problem wewnętrzny konkretnej osoby. Być odpowiedzialnym, to jedna z najpiękniejszych postaw służby.

Mojżesz odniósł zwycięstwo nad chęcią ucieczki, która była w nim silną, może nawet głębokiej obojętności na ludzi, którzy byli wokół niego. Wie, że musi dźwigać ciężar, który stanowiły ich problemy, niepokoje, obawy o siebie, o przyszłość, tych, którzy kłócą się przy wszystkich sprawach, także o kawałek namiotu, o kawałek ziemi. "Jak zdołam sam udźwignąć wasz ciężar, wasze brzemię i wasze spory?". Uczymy się przyjmować wszystko to, co dla drugiego jest za ciężkie, za trudne, co do jego świadomości nie dociera jeszcze. To jest służba. Służenie tym, które się kłócą przy najdrobniejszych sprawach, zamknięci są na siebie, omijają się z daleka. Którzy często objawiają teatralnymi gestami swoje niezadowolenie, niechęć, nie akceptację. Potrzeba uczyć się radzenia sobie z żalem do innych osób, z niechęcią a niekiedy nawet odrazą do ich małostkowości i ograniczoności widzenia życia.

Każdy człowiek jest odpowiedzialny za tych, których zna, za ich kłótnie, ich problemy, ciężary, które niosą. W ten sposób wspieramy siebie nawzajem, to jest nasza odpowiedzialność.

Mojżesz w swoich modlitwach wstawienniczych zdobywa się na opór wobec Boga. Ośmiela się na wiele. Mógł sobie na to pozwolić. Wiedział doskonale, jak bardzo Bóg jest dobry, skoro wypowiadał słowa, które brzmią dla nas prawie jak bluźnierstwo. Kiedy Bóg zwrócił się przeciw swemu ludowi, Mojżesz mówi do Niego: "Lud ten dopuścił się wielkiego grzechu, gdyż uczynił sobie boga ze złota" (przyznaje więc, jak sprawy stoją, nie próbuje, jak Adam, ukryć je kłamstwem). "Jednak przebacz im ten grzech! A jeśli nie, to wymaż mnie natychmiast z Twej księgi". Mocne słowa. Sprawy ludu Izraela przeżywa jak swoje własne. Nie czuje się oddzielony od swoich, wie także, że taka prośba zobowiązuje Boga. Jest to przypadek graniczny, przypadek Pawła, który powiada: "Chciałbym być odłączonym od Chrystusa dla moich braci"; można stąd wnioskować, jak bardzo w modlitwie Mojżesz utożsamia się z ludem. Sprawy można rozwiązywać, gdy mówimy prawdę i mamy do czynienia z osobami, które są w stanie przyjąć prawdę, a nie ulec zgorszeniu.

Zastanówmy się nad naszym oporem wobec Boga czynionym w czasie modlitwy. Modlitwa osobista winna być polem walki o konkretną osobę, o jej głębszą przynależność do rodziny, do wspólnoty, do Boga. Czy proszę, jak Mojżesz za ludem, tak ja za moich bliskich "Przebacz jemu ten grzech!", czy raczej nagłaśniam informacje o jego słabościach? Potrzeba szczególnego wyczucia, troski, wrażliwości, taktu, umiaru. Nie załatwiać samemu, lecz z tym, który wszystko może. Sprawy rodziny, wspólnoty przeżywać jak własne. Mojżesz spotykał się bardzo często z koniecznością pocieszania, i spełniał je doskonale. Lud woła: "Zostaw nas w spokoju, chcemy służyć Egipcjanom. Lepiej bowiem nam było służyć im, niż umierać na pustyni. Mojżesz odpowiedział ludowi: Nie bójcie się! Pozostańcie na swoim miejscu, a zobaczycie zbawienie od Pana, jakie zgotuje nam dzisiaj. Egipcjan, których widzicie teraz, nie będziecie już nigdy oglądać". O tej posłudze pocieszania można byłoby długo rozważać, bo nie są to słowa w rodzaju "idźcie w pokoju, uspokójcie się, nabierzcie odwagi", lecz całkiem konkretne słowo, słowo Boga, które rzeczywiście dodaje odwagi i otuchy. Chodzi o świadectwo mojej wiary, a nie tylko ludzką życzliwość. Pocieszanie nasze w odniesieniu do innych może i powinno mieć swój początek w nadziei płynącej z wiary w Boga, jaką nosimy w sobie. Pocieszanie nie powinno być łatwym, niewiele kosztującym, a tym samym niewiele znaczącym zwrotem: „wszystko będzie dobrze, jakoś się ułoży". W pocieszeniu istotną rolę odgrywa poznanie przyczyn mojego lęku. Zobaczyć to, że ja się boję. Dlaczego się boję? Czy faktycznie, realnie ktoś lub coś jest dla mnie zagrożeniem? Odkrycie przyczyn lęku już w znacznym stopniu uspokaja, ponieważ poznanie przyczyn, daje możność zapanowania nad lękiem. To, czego człowiek nie zna i nie nazywa, może go paraliżować.

Drugi element pocieszania, na który wskazuje Mojżesz w swojej wypowiedzi, jest związany z tym, aby nie zmieniać miejsca, w którym żyjemy. Nie odchodzić stąd, dokąd

przyprowadził nas Bóg. „Pozostańcie na swoim miejscu" To miejsce na którym jestem, jest moje, jest dla mnie przygotowane. W tym waśnie miejscu czeka na mnie jego pocieszenie: „zobaczycie zbawienie (czyli wyzwolenie, pocieszenie) od Pana".

Głoszenie słowa Pana charakteryzuje służbę Mojżesza. To była jego główna funkcja: "Bóg pozwolił mu usłyszeć swój głos, wprowadził go w ciemne chmury i twarzą w twarz dał mu przykazania, prawo życia i wiedzy, aby Jakuba nauczać przymierza i rozporządzeń swoich - Izraela". Posługiwanie, noszenie słowa Pana jest możliwe wówczas, gdy człowiek idzie za swoim Panem. Służba słowu jest powiązana z tym, co człowiek słyszy i widzi u swojego Pana. „Za Bogiem swoim pójdziesz. Jego będziesz się bał, przestrzegając Jego nakazów. Jego głosu będziesz słuchał, Jemu będziesz służył i przylgniesz do Niego" (Pp 13, 5). Służba słowu to słuchanie, cieszenie się nim, przyzwolenie, by ono weszło w sposób mojego myślenia, miało wpływ na różne moje poglądy, widzenie ludzi i siebie samego. «Tak powiesz domowi Jakuba i to oznajmisz synom Izraela»".

Co konkretnie znaczy "być powołanym do służby"? Świadomie i jednoznacznie przejść od postawy faraona do postawy Mojżesza. Faraon reprezentuje postawę zaborczą, własny plan skoncentrowany na własnej osobie: inni są dla mnie, muszą mnie wspierać. Mojżesz natomiast jest pokornym sługą: ja jestem dla innych, chcę być dla nich użytecznym. Tym właśnie jest chrześcijańska diakonia, oddania siebie.




Liczba wyświetleń strony: 10667957 * Liczba gości online: 21 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC