MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Cierpienie Mojżesza



„Mojżesz, wróciwszy do swego teścia Jetry, powiedział mu: „Pozwól mi iść z powrotem do braci moich, którzy są w Egipcie, aby zobaczyć, czy są jeszcze przy życiu. Jetro powiedział do Mojżesza: Idź w pokoju". Mojżesz, pełen ufności i oddania się Bogu, powraca z żoną i synami do Egiptu, ale „w czasie podróży, w miejscu noclegu spotkał Bóg Mojżesza i chciał go zabić. Sefon wzięła ostry kamień i odcięła napletek syna swego i dotknęła nim nóg Mojżesza, mówiąc: Oblubieńcem krwi jesteś ty dla mnie. I odstąpił Pan od niego".

Mojżesz myślał, że wezwanie go z powrotem do Egiptu pozostawi wszystko na starym, dawnym miejscu. Zamierzał powrócić ze swoją żoną, synami, trzodą i podjąć zwyczajną pracę. Bóg jednak chce mu dać do zrozumienia, że sprawy wyglądają zupełnie inaczej, że zbyt beztrosko przyjął Jego słowa, że posiada niepełne wyobrażenie o swoim powołaniu, które naprawdę jest czymś innym.

Bóg objawia Mojżeszowi, że nie chodzi o spokojne przedsięwzięcie, zadanie, lecz o coś, co pochłonie go zupełnie, aż do chwili śmierci. Nie chcemy, by cokolwiek uległo zmianie, choć źle się czujemy w „gorsecie Egiptu", który sami na siebie założyliśmy. Zmiany powinny iść w kierunku pięknej wierności i przeżywania tego, co Boże. Niekiedy inni mają na nas wpływ, a tym samym do jakichkolwiek zmian na lepsze nie dopuszczają.

Gdy wszystko chcemy pozostawić na starym miejscu, przychodzą konflikty, kryzysy, gniew, obmowy. Gdy nie wzrastamy „w duchu i w prawdzie", niszczymy się wzajemnie. Pójście za Panem nie oznacza jedynie troski o osobiste, mądre wybory, lecz także o to, aby być wsparciem dla innych. Umożliwić im wyjście z tego, co przestali postrzegać jako zniewolenie, a nawet akceptację dla stanu własnej stagnacji.

Powołanie człowieka przez Boga powinno go całkowicie pochłonąć. Po latach życia w stopniowo odkrywamy to, do czego zostaliśmy wezwani. Czyż Bóg nie mówi nam: „Nie masz najmniejszego wyobrażenia, do czego cię powołałem, jeśli się buntujesz, zamykasz w sobie, źle traktujesz innych z tej przyczyny, że ciebie okrutnie potraktowano”.

Odkryjmy powołanie w powołaniu. Mojżesz często odczuwał lęk. Szczególnie wtedy, kiedy jego posłannictwo stawiało przed nim zobowiązania, a musiał stanąć w obliczu niebezpieczeństwa. Doświadczał lęku stając przed płonącym krzewem. Podziwiał to zjawisko. Później jednak zapominał o takim doświadczeniu Boga.

Coś dostrzeżemy, przeżyjemy, wzruszymy się głębią słowa, myśli, dobroci ludzkiej, ale to nie ma szczególnego wpływu na jakość naszego myślenia i życia. Wzruszenia, podziw, które przechodzą, nie zostawiając dobrego śladu w człowieku. Bardzo łatwo gubimy to, co oczyszcza nas z lęku. Co to jest? Pokój, łagodność będące dotknięciem Boga. Pozostać przy tym przeżyciu. Zatrzymać je w sobie przez wpatrywanie się, smakowanie, wdzięczność, modlitwę pełną czci i uwielbienia, pełną kochania.

Jak długo można żyć, bojąc się? Niekiedy całe życie. Żyjąc w lęku, możemy stać się obojętnymi na innych. Człowiek z czasem staje się obojętny i już nie reaguje na zło, niesprawiedliwość, krzywdę czynioną w jego obecności. Lęk sprawia, że nie czujemy się bezpiecznie ze sobą oraz z innymi. Jeśli nie mamy wrogów, to ich sobie wymyślamy, żyjąc w stanie lęku. Będąc duchowo słabym człowiek wchodzi na ścieżkę bycia mocnym lękiem. Lęk potrafi niszczyć intensywność doświadczeń duchowych. Łatwo zapominamy o tym, co było piękne w spotkaniach z Bogiem, gdy staje przed nami człowiek, oskarżający nas i atakujący. Lęk przechodzi z człowieka na człowieka, a inaczej rzecz ujmując, człowiek bojący się wzbudza lęk żyjący w sercu drugiego człowieka, będący w stanie uśpienia.

Gdzie nie ma troski o ćwiczenia duchowne, bardzo łatwo popadamy w konflikty z innymi, ulegamy uprzedzeniom, wprowadzamy do swojego słownictwa mowę gorzką i znieważającą. Ćwiczenia duchowne są drogą uzdrawiającą od lęku. Im więcej go posiadamy, w tym mniejszym stopniu odpowiadamy na Jezusowe posłanie. Odpowiadanie na powołanie odnosi się bowiem zarówno do kondycji ludzkiego ducha, jak i zdrowia psychicznego.

Mojżesz w pewnej chwili stawia opór Bogu: „Wybacz, Panie, ale ja nie jestem wymowny, od wczoraj i przedwczoraj, a nawet od czasu, gdy przemawiasz do twojego sługi. Ociężały usta moje i język mój zesztywniał" (Wj 4, 10). Mojżesz odczuwa, że to, czego Bóg od niego oczekuje, przekracza jego możliwości. Boi się tego, co ma nastąpić. „Panie, poślij kogo chcesz", to znaczy: poślij kogoś innego.

Będąc człowiekiem nieustannie wzywanym przez Boga potrzebujemy odczuwania, że zadanie, które jest przed nami przerasta nas, przekracza zakres naszych ludzkich umiejętności. Naturalnym odczuciem jest to, że obawiamy się tego, co będzie, a co jest przed nami zakryte. Z drugiej strony nadmierna obawa może być znamieniem choroby, a nie pokory i wiary człowieka - jak w przypadku Mojżesza.

Im bardziej obawiamy się tego, co nas czeka, myślenie o tym może nas przytłaczać i wprowadzać w przygnębiający nastrój. Intensywność niechętnego myślenia o zajęciach, czy ludziach nas otaczających, może doprowadzić do bólów głowy, czy osłabienia. Niezbędny jest umiar i roztropność. Monotonia życia wpływa na ociężałość ducha, chroniczne zniechęcenie. Kiedy duch słaby, to także ciało, psychika mogą przeżywać swoją ociężałość w postaci zniechęcenia, brak zainteresowania pracą, modlitwą, rozmową z innymi, wyjściem naprzeciw tym, które są zniechęceni codziennością. Mojżesz w pewnej chwili stawia opór Bogu: „Wybacz, Panie, ale ja nie jestem wymowny, od wczoraj i przedwczoraj, a nawet od czasu, gdy przemawiasz do twojego sługi. Ociężały usta moje i język mój zesztywniał" /Wj 4, 107. Odczuwa on, że to, czego Bóg od niego oczekuje, przekracza jego możliwości. Boi się tego, co ma nastąpić. „Panie, poślij kogo chcesz", to znaczy: poślij kogoś innego.




Liczba wyświetleń strony: 10708086 * Liczba gości online: 14 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-22
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC