MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Bez zrozumienia



Postawa Izraelitów była naznaczona oporem wobec tego, co proponował Bóg. Bardzo często spotykamy się z postawą buntu i oporu w drodze do Kanaanu. Podobnie jest z nami. Doświadczamy różnych braków. Jesteśmy zmęczeni drogą, ludźmi codziennie spotykanymi, zajęciami, które musimy wykonać, niezrozumieniem ze strony innych, własną niemoralnością. Pojawia się nieufność w stosunku do Boga, w związku z określonymi głodami, które dają znać o sobie. Pojawia się strach przed wejściem w kolejny dzień, w relację z człowiekiem, która może być trudna, wymagająca cierpliwości. Pewnych osób nie chcielibyśmy spotkać, rozmawiać z nimi.

Człowiek szemrze, narzeka, mówi przeciw. Uważa pewne propozycje wyjścia, rozwiązania nie za drogę ku życiu, lecz ku jego skomplikowaniu, zagrożeniu. Ogromna nieufność i niedowierzanie objawia się m.in. w tych słowach: „Wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby głodem umorzyć całą tę rzeszę". Tracimy niekiedy z oczu miejsce do którego podążamy. Przyznajmy, że często trudności wewnętrzne, kryzysy, nieporozumienia nie są widziane, jako rzeczywistość przejściowa, będąca próbą dla wiary, dorastania, rozwoju, lecz jako miejsce udręki i niepotrzebnego cierpienia. Rodzi się tym samym nostalgia za tym, co człowiek zostawił za sobą, za moim Egiptem, za życiem, które było inne od tego, które obecnie jest przeżywane, za ludźmi, którzy stwarzali nam klimat bezpieczeństwa, radości. Ludzie chcą tam wrócić, wolą niewolniczą pracę w Egipcie od trudów wędrówki.

Troska o zaspokojenie podstawowych potrzeb, strach i zmęczenie każą człowiekowi zapominać o tym wszystkim, co Bóg uczynił dla niego. Niejednokrotnie trudno nam zobaczyć działającego Boga w tym wszystkim, co zdaje się być ludzkie i tylko ludzkie. Ta nieustanna troska o coś, strach przed czymś, lub przed kimś, zmęczenie, które staje się niejednokrotnie problemem moralnym, bo ono bywa źródłem zniecierpliwienia i konfliktów sprawia, że zapominamy o Bogu, który w tym wszystkim, a może nawet pomimo tego, co się dzieje w moim życiu przez cały ten czas prowadzi mnie z wielką troską.

Na pustyni rozproszeń i trudności człowiek nie pamięta o dobru wyzwolenia z niewoli; czuje się samotny, czuje się bardziej niewolnikiem niż poprzednio. To, o czym potrafi pamiętać, to jego obecne jarzmo, które jak sądzi, przychodzi od człowieka. Dobrodziejstwem dla mnie może być również i to, czego nie rozumiem, co wydaje się być absurdem i czysto ludzką grą. Niekiedy bardziej do głosu w naszym życiu zakonnym dochodzi samotność i trudy, niż to, że: Bóg uczy nas chodzić, na swe ramiona bierze. Nie rozumiemy, że troszczy się o nas. Pociąga nas ludzkimi więzami, a są to więzy miłości. Podnosi nas jak niemowlę do swego policzka, schyla się ku nam i nas karmi.

W swojej ocenie wartości Izrael wywraca sens wybawienia dokonywanego przez Boga, interpretując go jako drogę śmierci: „Czyż brakowało grobów w Egipcie, że nas tu przyprowadziłeś, abyśmy pomarli na pustyni? Cóż za usługę nam wyświadczyłeś przez to, że wyprowadziłeś nas z Egiptu? Czyż nie mówiliśmy ci wyraźnie w Egipcie: Zostaw nas w spokoju, chcemy służyć Egipcjanom. Lepiej bowiem nam było służyć im, niż umierać na tej pustyni". To, co Bóg chce w człowieku uśmiercić, człowiek zapalczywie zaczyna tego bronić: „zostaw nas w spokoju". „Trzeba umieć pójść na pewne układy z tym, co nas zniewala, nie ma innego wyjścia. Po co taka decyzja? Dlaczego takie rozwiązanie?” Tak stawiane pytania są znakiem troski i poczucia odpowiedzialności. Nie są znakiem nieposłuszeństwa, lecz pragnieniem współudziału w tworzeniu rzeczywistości, w której żyjemy.

Wchodzimy często we własną interpretację wydarzeń osobistych i wspólnotowych, nie dostrzegając tego, że znajdujemy się od czasu do czasu na pustyni z racji wychodzenia z niewoli i podążania w stronę tego, co jest naszym pragnieniem i oczekiwaniem. Są chwile, że wolelibyśmy zrezygnować z wolności, niż doświadczać niepewności. Potrzeba zobaczyć, a następnie zostawić różne formy zniewolenia wewnętrznego własnej osoby, by bardziej przejrzystą i w prawdzie widzianą stała się sytuacja mojej rodziny, czy wspólnoty.

Znamienne jest i to, że opór pojawia się po raz pierwszy w momencie wyjścia z Egiptu, ale także wtedy, kiedy lud ma wkroczyć do Ziemi Obiecanej. Izrael czuje się zagubiony i mały wobec siły faraona, który go ściga a następnie wobec wzrostu mieszkańców Kanaanu. Nie pamięta, że właśnie z powodu swej małości i niewoli został wybawiony przez Pana: „Pan wybrał was i znalazł upodobanie w was nie dlatego, że liczebnie przewyższacie wszystkie narody, gdyż ze wszystkich narodów jesteście najmniejszym.

Zawsze jakaś rzeczywistość będzie człowieka ścigała, skłaniała do powrotu. Każdy człowiek doświadcza „faraona" za swoimi plecami, który przypomina, że zostawił to, co mu sytość zapewniało. Ważne jest w życiu odczuwanie zagubienia i małości wobec czyjejś przewagi, decyzji, rozporządzenia. Grzechem człowieka bywa brak pamięci, rozumianej w sensie biblijnym, jako nastawienia, które każe człowiekowi zdawać sobie sprawę z własnej kruchości i słabości. To ono rodzi uczucie wdzięczności dla Boga za wolność. Pamięć otwiera człowieka na Boga.

Droga, którą idziemy gubi się w nostalgii za rzeczami, ludźmi i przeszłością, a to, co było niewolą jawi się jako wolność. Bez pamięci o tym, co Bóg uczynił, człowiek pozostaje więźniem swojej teraźniejszości, trudów życia. Niezdolny spojrzeć naprzód poza teraźniejszość ku Ziemi Obiecanej, zapomina o swojej niewoli a zarazem o dobroci Boga, który go wybrał, wyzwolił i nadal wyzwala.




Liczba wyświetleń strony: 10658874 * Liczba gości online: 37 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC