MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wyjdź z Egiptu



Jezus każe uczniom usiąść na ziemi, by mogli razem spożyć posiłek. Jego pierwszą troską jest odbudowa jedności stołu we wspólnocie apostołów, jedności między nimi z Nim.

„Wyjdź z Egiptu", jest przede wszystkim powołaniem, zobowiązaniem do jedności, a dopiero potem powierzeniem misji. Przy stole możemy poznać, czy jesteśmy jednością, czy jest w nas troska o to, co wspólnotę stanowi. Bycie przy stole może wskazywać, że jesteśmy pojednani, mamy do siebie zaufanie. Bywa jednak i tak, że obecność przy stole mówi o czymś zgoła odmiennym.

Jezus sam przygotowuje to, co pomoże uczniom poczuć się dobrze, będąc razem: żarzące się węgle, ryby, chleb. Jedność jest darem Boga, lecz potrzeba, by we mnie było jej pragnienie, na podobieństwo żarzących się węgli. Brak jedności może wskazywać, że o niego wytrwale nie zabiegamy. Potrzebne są bardzo wyraźne gesty, znaki, które wyrażają moją troskę o wspólnotę, w której żyję. „Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili".

Zbieramy się razem, przeżywamy czas radości, rewizje życia, wspólne wyprawy, gdyż ogień przygotowany przez Jezusa potrzebuje ludzkiego współdziałania, rozdmuchiwania, potrzebuje dokładania drew. Jezus w czasie rozmnożenia chleba bierze coś od człowieka: „Przynieście to, co macie". Pobudza aktywność człowieka.

Ostateczny rezultat nie zależy od nas. Skąd zatem różne obawy? Być może z tego powodu, że zbytnio polegamy na naszym działaniu. Bóg pozwala nam doświadczyć wiele goryczy, rozczarowań i utraty złudzeń. Wówczas uświadamiamy sobie, że nasze działanie jest konieczne, ale nie daje ono jednoczącej mocy. Nie jednoczy nas przecież ani ciało, ani krew, może nawet nie jednoczą nas zainteresowania, poglądy na wiele kwestii wiążących się z codziennym życiem. Moc wiary jest doskonałym zwornikiem jedności.

„Wyjdź z Egiptu". Nie ma w Piśmie św. takiego zwrotu, lecz ten: „Ja to uczynię". „Mojżesz przekazał te słowa Izraelitom, lecz oni nie słuchali Mojżesza, z powodu udręki ducha i z powodu ciężkich robót". Naród otrzymuje obietnicę, lecz w nią nie wierzy, jest zbyt rozdarty, a w gruncie rzeczy - zadowolony z sytuacji, która pozwala na robienie różnych interesów, realizować małe ambicje, własne egoizmy, prowadząc w tej sytuacji, podwójną grę.

Udręka ducha, której między wielu innymi doświadczeniami staje się naszym udziałem, powoduje to, że przestajemy słuchać Boga. Nieumiejętność słuchania jest powodowana udręką wewnętrzną człowieka. Rozdarcie czynione przez wiele spraw, w których nie nadążamy sprawia, że usiłujemy podążać podwójnymi drogami, chcąc pogodzić realizację swoich małych ambicji, czy małych egoizmów.

Brak słuchania Boga, z powodu udręki ducha. Człowiek niekiedy już nie wierzy, że jego sytuacja może ulec zmianie na lepsze tak, jak sobie to lepsze wyobraża. Jest rozdarty wewnętrznie. Stąd gra prowadząc intrygi, usiłując zyskać przychylność jednych, gdy ze strony innych ją utracił.

Dostrzegamy w jakimś momencie życia, że nie jesteśmy zdolnymi do przyjęcia i spełnienia wyraźnego nakazu: „Wyjdź z Egiptu!" Dlaczego nie jesteśmy zdolni opuścić swój Egipt, swoją niewolę? Może nie jesteśmy jej świadomi. Człowiek może się przyzwyczaić do tego, co ogranicza jego wewnętrzną wolność. Co zatem uczynić, aby uświadomić sobie życie w „stanie Egiptu"? Najpierw należy odbudować jedność z innymi. I to jest nasza Pascha. Przyjść do innych, odnaleźć sposób, aby kolejny raz zburzyć mury, które nas rozdzielają.

Bóg nie wydaje rozkazu: „Wyjdź z Egiptu", lecz przywraca jednoczącą siłę, która powoduje, że naród spontanicznie poddaje się i wyrusza bez żadnego nakazu. Chcemy, aby ktoś nam coś nakazał, rozporządzał nami pod posłuszeństwem. Wówczas możemy sobie na kogoś ponarzekać. Wybrać wolność, a nie być zmuszanym do wolności. Wybrać jedność, a nie dążyć do niej w sposób sztuczny, na zasadzie rozporządzeń, gdzie widać, że ludzie nie chcą, ale coś tam muszą. Gdy nie wiemy jak zachęcić, gdy nie umiemy rozmawiać z człowiekiem, zbliżyć się do niego, szukamy stosownych rozporządzeń, które działają nam mocy prawa. To żadne rozwiązanie.

Nakazy nie byłyby w życiu potrzebne, gdybyśmy żyli, odczuwali jedność w nas i między nami. Jeśli jest jedność, to jest i siła, by poznać i odczuć silne pragnienie uwielbiania Boga, oraz składania Mu nieustannej ofiary w miejscu i czasie, który sam wskaże. Wychodzimy ze swojego Egiptu nie ze względu na ucisk, jaki określona niewola na nas sprowadza, ale z powodu Pana, którego chcemy szukać, uwielbiać i złożyć w ofierze to, co On chce przyjąć. Jedność między ludźmi powoduje powrót odwagi, której wspólnota była wcześniej pozbawiona, gdy była rozbita. Naród wybrany, przed wyjściem z Egiptu, zbiera się na Paschę, posiłek rodzinny. Gromadzą się osoby, które łączy wspólny język, łączą ich więzy krwi. A co nas łączy w rodzinie, we wspólnocie? Co jeszcze jest niezbędne? Taka wieczerza, wspólne jej sprawowanie wiąże się z ofiarą. Każdy jest wezwany do dodania czegoś z siebie, bardzo osobistego, do ofiarowania najlepszej cząstki z siebie dla wspólnoty, a także do uznania, że Bogu należy się najlepsza cząstka mojego życia. Takie posilanie się przy stole, nie tylko powinno uzdrawiać jedność, ale też przywracać poczucie godności, przypominać piękno powołania chrześcijańskiego do jedności przy stole Boga.

Zobaczmy, że naród, zasiadając do Wieczerzy Paschalnej, dystansuje się do egoizmu i bałwochwalstwa Egiptu. Wyznaje, że jedyną ufnością jest Pan. Uświadamia sobie wybranie, uprzywilejowanie i miłość Boga. Uwalnia się od mentalności, która sprowadza niewolę. Jest przygotowany: przepasane biodra, sandały na nogach, laska w ręku, to jest gotowość na każdy rozkaz Boga.

Wyjście rozgrywa się najpierw w sercu człowieka. Tam dystansujemy się od swoich złych pragnień, nierealnych potrzeb i oczekiwań. W sercu dystansujemy się od osób narzekających, utyskującym niezadowolonych, leniwych - gdyż uleganie tym postawom, może być bałwochwalstwem, może stać się naszą niewolą. Z jednej strony ufamy ludziom, z drugiej zaś zawodzimy się na nich. Wciąż jednak oczekujemy od człowieka odpowiedzi na nasze pragnienia. Ufnością jest Pan. Tego chcemy, a równocześnie tak odczuwamy, że nie dorastamy nawet do takiego pragnienia.

Tak trudno odejść od chorej mentalności, od chorego myślenia temu, kto np. wierzy w to, że jest męczennikiem w rodzinie, we wspólnocie. Nikt go nie rozumie, nie zauważa, nie docenia. Trzeba coś porzucić: obojętność na wspólnotę, na to, co nasze; porzucić uprzedzenia i urazy, a iść w stronę odnowy naszej jedności.




Liczba wyświetleń strony: 10716157 * Liczba gości online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC