MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wspólnota rozbita



Niekiedy postrzegamy siebie, a także naszą rodzinę, wspólnotę, jako rzeczywistość rozbitą, pokawałkowaną, niespójną. Widzimy siebie nie jako jedność, w której wszystko jest zespolone i emanuje mocą i entuzjazmem, lecz widzimy podziały, zgrzyty, rozłażenie się na wszystkie strony, a to prowadzi w konsekwencji do niezadowolenia, złośliwości, zgorzknienia, pretensji, rywalizacji i urazów.

Każdy troszczy się o siebie, tworzą się małe ugrupowania, które potem znowu ulegają rozpadowi. Naród wybrany, przeżywał sytuację zniewolenia w Egipcie. Przeżywał ją cierpiąc. Bóg mówi: „Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie. Teraz oto doszło wołanie Izraelitów do mnie" (Wj 3, 7, 9). Naród cierpi, lecz ma niekiedy poczucie jedności, jedności w bólu i narzekaniu.

Cierpiąc, potrzeba być z innymi, nie tracąc jedności. Cierpieć wspólnie, szukając Pana niejako po omacku. Bóg odpowiada na udrękę swoich wybranych. Mojżesz stanął w obronie Hebrajczyka i zabił Egipcjanina. Nie został zrozumiany przez swoich. Nie było między nim, a wspólnotą narodu żadnej więzi. Nie chcieli go i jego zaangażowania w ucisk, którego doświadczali. Nikt nie odczytał jego dobrych zamiarów i troski o współplemieńca.

Możemy dostrzec rodziny, wspólnoty, w których jest brak wzajemnej troski o siebie. Nikt nie rusza palcem w obronie drugiego. Podobnie nikt nie ruszył palcem w obronie Mojżesza. Być może było i tak, że ktoś doniósł na niego do Egipcjan. A gdy Mojżesz jest prześladowany, nikt nie zechciał ukryć go w swoim domu.

Cierpiący naród, przeżywa różne formy rywalizacji, zazdrości i napięć. Są i takie chwile, że będąc wspólnotą cierpienia, nie potrafi się zdobyć na jednoczącą ich pomoc wzajemną. Jest tu jakiś bezład i niemożność wzajemnej pomocy. Jestem z drugim, dopóki on jest mocny, lecz opuszczam go wówczas, kiedy staje się słaby. Krytykujemy go, nie chcemy go znać, mieć z nim cokolwiek do czynienia.

Jest coś, co podzieliło naród - rozkaz faraona, by nie dostarczać materiałów do wyrobu cegieł. Ten rozkaz wykonywali Hebrajczycy ustanowieni nadzorcami swoich braci. Egipcjanie bili ich, gdy praca nie była wykonana. Jak doszło do podziału? Niektórzy z Hebrajczyków, zgodzili się zostać nadzorcami innych, by mniej pracować, a potem sami cierpią z ręki faraona. Wówczas burzą się przeciwko Mojżeszowi.

Podziały prowadzą do cierpienia wszystkich. Jedni stają przeciw drugim, a ktoś z tego korzysta. Istnieje łatwość odcięcia się od człowieka, jeśli kojarzenie nas z nim, mogłoby niekorzystnie wpływać na nasz obraz.

Troska osób o siebie nawzajem wskazuje na to, że one są jednego ducha i jednej myśli. Owa troska wyraża się w tym, że unikamy słów, które mogłyby daną osobę pogrążyć w zniechęceniu, rezygnacji do życia. Prawda nigdy nie zniechęca, nie zamyka widzenia wyjścia z kłopotliwej sytuacji. Trzeba jednak podchodzić krytycznie do samego siebie, w takim znaczeniu: czy moje myślenie zawsze jest prawdą, którą chcę inną oświecić?

Różne cierpienia, które przechodzą przez środowiska rodzinne czy wspólnoty, wywołują niezdrowe formy rywalizacji między, rodzi się zazdrość. Pomoc wzajemna jednoczy. Pomoc zmniejsza wielkość cierpienia, jest pocieszeniem, odkryciem wspólnoty, wstępem do odkrycia, że możemy ze sobą rozmawiać, wyjaśniać sprawy trudne. Jeśli muszę sam pewne sprawy załatwiać, nikt nie chce mi pomóc, to nie odczuwam, że jestem wśród swoich, lecz osób, które w sposób sformalizowany, literalny, podchodzą do życia.

Hebrajczycy w niewoli cierpią, wierzą w jednego Boga, zachowują swoje zwyczaje, ale brak im jedności serc. I wtedy trudno jest o zachowanie postawy odpowiedzialności. Umiejętnie wykorzystywany egoizm rozbija świadomość wspólnoty. Świadomość tego, że jesteśmy rozbici, pokawałkowani, niespójni, niezadowoleni, źle prowadzeni, sfrustrowani. Z jednej strony człowiek pragnie zmian na lepsze, a równocześnie, jest niezdolny do przyjęcia wolności, która łączy się ze zmianą jakościową jego życia.

Każdy czas jest dobry, żeby zakończyć okres burzenia, niszczenia tego, co jest, a rozpoczęcie okresu budowania, tworzenia, zachęcania się wzajemnego do czynienia tego, co jest najgłębszym pragnieniem osób kochających. Szukając dobra u innych, poprawności, zachowań sprawiedliwych i tego nie znajdując, popadamy w przygnębienie. A może nie należy oczekiwać od innych pewnych postaw, lecz pójść taką drogą w tworzeniu takiej atmosfery w domu, aby konkretna osoba czuła się zachęcona i przynaglona do zajęcia postawy, której od niej oczekuję.




Liczba wyświetleń strony: 10664000 * Liczba gości online: 32 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC