MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Cierpienie i pocieszenie



Stawanie w obecności Bożej odsłania nie tylko to, co jest w nas, ale przede wszystkim działanie Boga w nas. Pozwalam się przenikać promieniom miłosierdzia, które ukazują to, co jest źródłem mojego cierpienia. S. Faustyna pisała: „Staję w obecności Bożej, z tu zaczyna mnie ogarniać rozpacz” (23). Jezus pokazuje niedowierzanie, nieufność, jaka w niej jest. To ujawnienie jest równocześnie złączone z oczyszczeniem jej wnętrza. Cierpienie i ciemność, jakiej doświadcza Faustyna jest drogą jej oczyszczenia z nieufności przenikającej serce. Cierpienie, przez które przechodziła było „umieraniem”. Pisała: „W godzinach popołudniowych zaczęły mnie ogarniać lęki prawdziwie śmiertelne, siły fizyczne zaczęły mnie opuszczać”. Umieranie wewnętrzne, tracenie nieufności łączy się z fizycznym osłabieniem, doświadczeniem jakby umierania, odchodzenia z tej Ziemi.

Sytuacja ta wymaga nabrania sił wewnętrznych, ożywienia, które otrzymujemy tylko w Miłosierdziu Boga. Drogą do uzyskania mocy wewnętrznej jest pokora i prostota, uniżenie się przed Uniżonym. Ma: „Pospiesznie weszłam do celi i rzuciłam się na kolana przed krucyfiksem, i zaczęłam wołać o miłosierdzie”. Doświadczenie wołania człowieka łączy się z doświadczeniem milczenia Boga. Są to rzeczywistości nierozdzielne, przez które trzeba przejść i je przetrzymać. Pokusa rezygnacji, wycofania się, zagniewania na Boga staje się silnym doznaniem. Pojawia się niemożność wołania. Człowiek pozostaje sam na sam z błagalnym jękiem przed Panem. Całkowite ogołocenie, doświadczenie ubóstwa, straty wszystkiego, włącznie z samym Bogiem. Pojawia się cierpienie, które Faustyna porównuje do mąk piekielnych (23).

Tym, co nas ocala od zła wszelkiego, to zaufanie Bogu „wbrew wszelkiej nadziei, wbrew wszelkiemu uczuciu sprzeciwiającemu się nadziei” (23). Potrzebujemy wyrażenia zaufania, wypowiedzenia go przed Bogiem i samym sobą. Bóg wprowadza nas w doświadczenia, które nie rokują dobrze dla nas. Kiedy On prowadzi, wiele sprawa wskazuje na bezsens, nielogiczność, niepotrzebność określonego działania. Nie zawsze kierujemy się ludzką logiką. Posługiwanie się wyłącznie nią może odsłonić całą naszą bezduszność. Ufamy wbrew temu, na co ona wskazuje. Drogi myślenia Boga, nie są naszymi drogami. Trzeba odejść od tego, co wydaje się być, po ludzku rzecz biorąc, jasne, logiczne i zrozumiałe, w stronę tego, co ciemne, alogiczne, nie do pojęcia przez umysł ludzki.

Światłem staje się powierzenie siebie Bogu bez jakichkolwiek warunków wstępnych. Oddajemy się w ręce Boga, nie wiedząc, co On uczyni z naszym życiem. Dojrzeliśmy jednak do tej ufności, która pozwala patrzeć nie na siebie, z lękiem, lecz na Pana, z miłością. On chce nas doprowadzić do wolności wewnętrznej. Jedną z najtrudniejszych postaw, z jaką przychodzi człowiekowi zmierzyć się w tym życiu, jest zaufanie. Odchodzimy od kontrolowania naszego życia, jego projektowania, prowadzenia siebie na rzecz całkowitego oddania tego, co jest naszym życiem, w ręce Boga. „Ojcze, w ręce Twoje, oddaję ducha mego”.

Życie jest dojrzewaniem do zaufania Bogu we wszystkim, bez jakichkolwiek przekonywujących znaków, wyjaśnień, ale i znamion logiki, która będzie uspokajająca dla naszego logicznego umysłu. Faustyna wyraziła to w sposób niezwykły: „Czyń ze mną, co chcesz, nie odstąpię od Ciebie”. To jest zaufanie Bogu. Do niego dorastamy przez lęk, rozpacz, wewnętrzne cierpienie, strach, ból samotności, niezrozumienie tego, co Bóg czyni z nami i dokąd nas prowadzi. Nie rozumienie Boga jest częścią Jego planu wobec człowieka. On chce, byśmy nie tyle we wszystkim Go rozumieli, ile we wszelkich sprawach całkowicie Mu zaufali. Zaufanie sprawia, że Bóg staje się dla nas źródłem życia, przewodnikiem, Ojcem, Bogiem naszym, Przyjacielem.

Tym, co dawało Faustynie siłę do znoszenia cierpienia było posłuszeństwo prowadzeniu przez Jezusa. „Teraz połóż głowę na piersiach moich, na sercu moim i zaczerpnij z niego siły i mocy na wszystkie cierpienia, bo gdzie indziej nie znajdziesz ulgi, pomocy ani pociechy. Wiedz o tym, że wiele cierpieć będziesz, ale niech cię to nie przeraża, ja jestem z tobą” (36). Nie mogę oprzeć się porównaniu tej sceny ze sceną z Wieczernika. Również św. Jan położył głowę na piersi Jezusa, na Jego sercu. Zaczerpnął siłę i moc na cierpienia Mistrza i własne. Cierpimy, gdy patrzymy na kogoś, kogo bardzo kochamy, a on cierpi. Jan był blisko Maryi na Golgocie. Położenie głowy na piersi Jezusa, to przyzwolenie na moc dla własnego serca. Ta moc kierowała jego umysłem, uczuciami, wolą. Owa moc nie pozwoliła mu uciec, przestraszyć się, być manipulowanym przez lęk o własne życie.

Bliskość Jezusa jest nierozdzielnie złączona z bliskością radości, pocieszenia, ale i cierpienia. Tracąc moc ducha stawiamy pytanie o sens cierpienia. Odpowiedź pojawia się jednoznaczna – dla oczyszczenia człowieka: jego myśli, wyobraźni, wspomnień, uczuć, doświadczeń, pragnień, marzeń, motywacji do działania. Cierpienie ma moc oczyszczania całego człowieka, aby stał się podobny do swojego Boga, na którego obraz został stworzony. Do podobieństwa, czyli świętości, dorastamy przez oczyszczające nas i uszlachetniające cierpienie.

Jezus wie o naszym cierpieniu. On jest w tym, co dla nas stanowi udrękę ducha i ciała. Przeżywa ją z nami. Ważne jest to, aby cierpieć z Nim i w Nim. Najtrudniejsze wydaje się być ludzkie niedowierzanie wobec naszego cierpienia. „Jezus kazał mi o wszystkim mówić przełożonym, a przełożeni nie dowierzali słowom moim, ale okazywali mi litość, jakobym była w złudzeniu albo pod wpływem wyobraźni” (38).

Niedowierzanie innych trzeba przejść i rozumieć jako doświadczenie oczyszczające nas. W nim zaznacza się to, kto ma na nas większy wpływ, czyje słowa są znaczące i budzą w nas posłuch. Trzeba bardziej słuchać Boga, niż ludzi. Niedowierzanie ludzkie ma na celu nasze głębsze zbliżenie się do słuchania słowa Jezusa. Jezus mówiąc do człowieka pragnie, aby on był mocny mocą Jego słowa. Niedowierzanie najbliższych jest dla nas prą wiary, przejściem przez możliwość osobistego niedowierzania. Często sugerujemy się odczuciami czy rozeznaniem innych w naszych sprawach. Ostateczne rozeznanie tego, co powinniśmy uczynić, co wybrać, jaką drogą zdążać, należy do nas.

Niedowierzanie przełożonych w słowa Faustyny doprowadziły ją do wewnętrznego unikania Jezusa. Postawa ta wynikała z lęku przed złudzeniami. Może dojść sytuacji, że ktoś nam zasugeruje określoną postawę, inną od tej, której oczekuje od nas Pan. Należy krytycznie odnosić się do rozeznania przez innych tego, co odnosi się do naszego życia. Krytycznym podejściem należy objąć również przełożonych. Potrzeba słuchać serca, tego, co Jezus w nim mówi. To jest środowisko, w którym dochodzi do najgłębszych spotkań człowieka z Bogiem.

Cierpienie i przeciwności w życiu zakonnym pozbawiały Faustynę wewnętrznego spokoju. Doprowadzały ją wręcz do przerażenia i pozbawiały odwagi (56). Odpowiedzią na taki stan ducha, była modlitwa. Ona ją wzmacniała i dodawała odwagi. Intencją było pragnienie wypełnia pragnień Jezusa, pełna otwartość na Jego wolę. Prosząc Pana, Faustyna była świadoma swojej słabości.

Cierpienie i przeciwności życia odsłaniają nasze słabości. To jest jedna z wielu wartości łączących się z bólem wspomnianych doświadczeń. Z tego „zła” rodzi się piękno, jakim jest poznanie siebie w najgłębszych zakamarkach duszy i serca.

Faustyna przez kontemplację Jezusa odkrywa, że „cierpienie jest wielką łaską” (57). Ono czyni nas podobnymi do Tego, który cierpiał z miłości. Odzyskanie obrazu dziecka Bożego w człowieku dokonuje się przez przyjęcie cierpienia z Chrystusem, w Chrystusie, i dla Chrystusa. W cierpieniu łączymy się z Panem najgłębiej. Jest ono najtrudniejszą, a zarazem najpiękniejszą postacią miłości. Tam, gdzie cierpienie, tam dojrzewa miłość. Wielkie cierpienie, przyjęte i przeżywane z Jezusem, odsłania potęgę miłości, jaką przynosi. „Im większe cierpienie, tym miłość staje się czystsza” (57).

Cierpienia Faustyny potęgowały się przez to, że niedowierzano jej, iż jest chora. Wątpienie sióstr w stan jej zdrowia sprowadzał jeszcze większy ból. Jezus wyjaśniał, że to wszystko jest dla dobra innych, dla ich zbawienia. To inni ludzie będą korzystali z tego, co wydaje się być jej cierpieniem ponad siły. Z jej cierpienia inni mieli otrzymywać światło i siłę do zgadzania się z wolą Boga. Ani światło, ani też siła wewnętrzna nie mogą być uzyskane przez ascezę, czy nawet wydłużoną modlitwę, lecz są darem Bożego Miłosierdzia.

Największym cierpieniem Świętej był niepokój, że zarówno jej modlitwy jak i dobre uczynki nie są miłe Bogu. Przeżycia wewnętrzne znajdowały wyraz w jej postawie, malowały się na jej twarzy wielkim bólem. Dostrzegały ten stan ducha jej siostry, współczując i wyrażając swoje ubolewanie dla cierpień, przez które przechodziła. Niezrozumiała jest wypowiedź matki przełożonej, którą skierowała do Faustyny: „Nakazuję, niech siostra się niczym nie martwi” (68). Czy można nakazać sercu, aby nie przeżywało cierpienia, smutku, stanu opuszczenia, osamotnienia? Cierpienie Faustyny nie było jej kaprysem, postanowieniem, działaniem obliczonym na zyskiwanie współczucia i skupianiem uwagi otoczenia na sobie. Jej zewnętrzne zagubienie było odbiciem wnętrza, stanu cierpienia, które błądzącym, nieufającym Bogu miało być lampą oświetlającą ich ciemności życia.

Faustyna nie rozumiała swoich cierpień, nie potrafiła ich nazwać. Spokój spowiedników słuchających opisu stanu jej duszy budził w niej zdziwienie. Zupełnym zaskoczeniem dla niej była z ich strony zachęta do dziękczynienia Bogu, uwielbiania Go za to wszystko, co przeżywała.

Boga możemy wielbić nie tylko radością, modlitwą, szlachetnością naszych czynów, ale i cierpieniem, bólem wewnętrznym, którego znaczenia w danej chwili nie rozumiemy. Odczuwanie wdzięczności w cierpieniu duszy było ponad jej siły. Jedynie, co dawało pewne uspokojenie i oparcie w Bogu, było posłuszeństwo wobec przełożonych i spowiedników.



Liczba wyświetleń strony: 10663989 * Liczba gości online: 38 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC