MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Modlitwa u św. Magdaleny Zofii Barat



Mając 10 lat spacerowała po wzgórzach u boku starszego brata odmawiającego brewiarz. Została surowo ukształtowana przez brata kapłana. Po latach, zanim doszło do założenia Zgromadzenia Magdalena Zofia mówi o tym, że Pan posłał jej swojego Ducha. Jest na Niego otwarta. Modlitwa jest otwarciem na Ducha Bożego. On dał jej światło zrozumienia, iż zgromadzenie, które założy ma jednoczyć w sobie życie wewnętrzne św. Teresy, pokorę św. Ambrożego i gorliwość św. Ignacego.

Niezwykłe jest to, co stanowi podstawę duchowości Zgromadzenia, a płynie bezpośrednio z ducha modlitwy Świętej. Wskazuje ona, że nic w nim nie może być z ludzkiej wielkości, ponieważ Pan pragnie, aby wszystko było w nim małe, by nic nie istniało bez Niego. Odczytanie klimatu duchowego Zgromadzenia, które powstanie, jest bliskie temu, co poznajemy z tajemnicy Serca Jezusa. Matka przez modlitwę rozeznała, że siostry powinny pójść drogą ukazywania Bożego Serca i dążyć do umiłowania Go. Siostry są powołane do kształtowania w tym duchu nowych apostołów.

To czego pragnęła dla siebie oraz swoich sióstr, to „jak najsilniejszego zjednoczenia” z Sercem Jezusa. Było w niej silne pragnienie kontemplacji, a szczególnie adoracji, duchowej miłości skupionej na Sercu Jezusa i Jego Eucharystii. Z czasem odkrywa „obelgi przeciw religii i Najświętszemu Sakramentowi”. Jest tymi wydarzeniami głęboko poruszona. Stąd jej modlitwa idzie w kierunku wynagradzania „świętokradztw i zniewag” czynionych Sercu Jezusa. Zamierza przez dar z własnego życia wyrazić swoją miłość Bogu. Rozumie bowiem wynagrodzenie, jako budowanie, przywrócenie życia. Stąd, wraz z innymi osobami szuka sposobu na przywrócenie żywej obecności Chrystusa w rodzinach. I w taki sposób powołanie kontemplacyjne staje się również apostolskie.

Pragnieniem Matki było, aby z dziewczętami, z którymi utworzy wspólnotę, „dzień i noc adorować Serce Jezusa znieważone w swej Eucharystycznej Miłości”. Matka dąży do miłości kontemplacyjnej, uwielbiającej i wynagradzającej, apostolskiej, gdzie serca biją dla Jezusa „jednym rytmem”. I to jest ten najbliższy cel modlitwy, określony przez Świętą: „jeden rytm” serc, dla Serca Bożego. Znaczącą rolę w modlitwie przypisywała Matka wspólnym pragnieniom, ożywiającym życie sióstr. Chodziło o przechodzenie od wspólnych pragnień na modlitwie do wspólnego apostolskiego zaangażowania.

Sama wzrastała w duchu uwielbienia i wynagrodzenia. Zamierzała wychować młodzież, odbudowując w niej wiarę w Najświętszy Sakrament i w ten sposób kształtować czcicielki Jezusa eucharystycznego. Matka dążyła nie tylko do tego, aby młodzi ludzie zmieniali się w adoracji Najświętszego Sakramentu, lecz przede wszystkim, aby ukształtować ich osobowości, by w swoim życiu odczuwali potrzebę uwielbienia Boga i pogłębiania Jego praw w sobie. W całym zamyśle świętej był zamiar rozwijania zmysłu modlitwy wychowywanej przez siostry młodzieży.

Matka żyła adoracją i formowała młodzież w duchu adoracji, aby przywrócić w ten sposób młodym ludziom poczucie Bożej obecności, a przez to, przywrócić chrześcijańskie rozumienie człowieka i życia. Chciała odtworzyć to, co uszkodzone; odbudować to, co zniszczone; umocnić to co się chwiało; ożywić to, co ulegało słabościom i umierało. W tym można dostrzec zasadniczy owoc modlitwy Matki: silne pragnienie odbudowania żywej wiary w sercach młodzieży. Święta używa zwrotu: „walczyć w nich ze śladami jansenizmu”. Modlitwa usposabiała Matkę do walki o wiarę w innych.

Magdalena Zofia doświadczając Boga w modlitwie odczuwała głębokie pragnienie, ożywa niania duchowego innych, wyzwalania w nich miłości do Boga, która jest w człowieku, lecz tłumiona przez egoizm i namiętności, uniemożliwiając mu wzrastanie w duchu miłości i wynagrodzenia.

Matka była kontemplatyczką miłości Bożej. Stąd nie mogła pogodzić się z tym, iż Bóg i Jego miłość, nie jest znana, nie jest szanowana, nie jest kochana. Modlitwę i osobistą ofiarność uznała za niewystarczający objaw miłości Pana. Chce nieskończenie więcej „dla szerzenia chwały Serca Jezusa”. Głoszenie chwały rozumie, jako głoszenie Jego Miłości. Powiedziała: „Jeśli trzeba by mi było iść na krańce świata dla pozyskania jednej duszy dla Boga, nie wahałabym się przed żadną ofiarą”. W swoim głodzie miłości Boga marzyła o „setkach i tysiącach adorujących”. Głód wprowadzania innych w doświadczanie miłości Boga i niepohamowana gorliwość, aby wszyscy poznali i ukochali Jezusa Chrystusa, to kolejne owoce Jej modlitwy. Ponieważ żyła miłością, pragnęła o tej miłości mówić.

Matka w modlitwie mistycznej doświadczała strapień i pocieszeń następujących po sobie. Zachęcana jest przez jednego z ojców do tego, aby uwielbiać Jezusa swoją małością, łącząc z nią wielką odwagę i niewzruszoną ufność. Aby Matka Barat mogła wejść w głębię modlitwy, Bóg oczyszcza jej działanie. Pomaga jej uwolnić się od wszystkiego, co zbyt ludzkie. Kierownik duchowy przypomina jej, że Bóg, gdy chce zjednoczyć ze sobą dusze, daje im ciężkie doświadczenia. „Biedne serce musi krwawić. Krzyż to droga dla ciebie”.

Matka Barat żyła, w pewnym okresie, w duchowym opuszczeniu. Nastawiona na umartwienia cielesne, posuwała się do granic, gdzie musiał interweniować jej kierownik duchowy, przypominając, że jesteśmy wezwani do pełnienia woli Boga, a nie własnej. Matka jest zachęcana do pielęgnowania w sobie pokoju i postawy ufności. To wszystko powinno być przeniknięte radością. Matka Barat miała serce większe niż jej cierpienia, dlatego trwała w ufności. Wszystko przyjmowała ze swobodą i wolnością ducha. Dojrzała do tego przez cierpienie, polegające na rezygnacji z własnej woli i na opanowaniu wewnętrznych buntów.

Święta pozwalała się prowadzić, będąc szczególnie zachęcana do wytrwałej modlitwy. Będąc przełożoną generalną doświadczała lęku, iż może stać się przeszkodą w wypełnianiu zamysłu Boga. Była osobą radykalną. Chciała bardzo szybko dojść do zjednoczenia z Bogiem na modlitwie i do odczuwania skutków własnej pracy nad sobą. Życie modlitwy Matki Barat owocuje przede wszystkim duchowym wyzwoleniem. Spowodowało to uległość natchnieniom Ducha Świętego, które rozeznawała w prowadzeniu przez kierownika duchowego. Szła powoli w kierunku całkowitego oddania się Bogu. Ze spokojem przyjmowała odczuwaną bezsilność, prowadzącą ją do oczyszczenia serca i działania. Uczyła się oderwania od własnego sądu, a przede wszystkim postępowała w posłuszeństwie. Stała się otwartą na radość i zaufanie Bogu.

Poddając się kierownictwu duchowemu z ogromną pokorą przygotowuje się do bycia formatorką w nowicjacie, a z czasem, w całym Zgromadzeniu.




Liczba wyświetleń strony: 10077470 * Liczba gości online: 35 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC