MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Uczyń serca nasze według Serca Twego



Zdaniem św. Magdaleny Zofii, kult Serca Jezusowego rozpoczyna się już na Kalwarii, a ma swoje źródło w przebitym Sercu Chrystusa. Według Świętej, tym, co będzie prowadziło Siostry do Serca Jezusa, będzie troska o umiłowanie rozmyślania, które umożliwi im poznanie Oblubieńca, a zwłaszcza Jego nieskończoną miłość. Rozmyślanie jest dla Sióstr metodą w stawaniu się doskonałą, a nawet warunkiem zbawienia.

Posłuszeństwo i miłość, uważa Matka Założycielka, za dwa zasadnicze nurty jednoczące Siostry z Sercem Jezusa Chrystusa. Uznała, że tym, co pozwoli istnieć Zgromadzeniu, będzie miłość każdej z Sióstr do „Boskiego Serca Jezusa i wierność temu Najświętszemu Sercu”.

Kiedy myślimy i mówimy o „Sercu Jezusa”, mamy na uwadze Jego Osobę, z tym, co w Nim najgłębsze, co ogarnia zarówno Jego uczucia, rozum jak i wolę. Jest to również inteligencja, wolność, a także czułość. Św. Magdalena Zofia odnosiła się do Najświętszego Serca Jezusa z szacunkiem, miłością i adoracją. Przez nabożeństwo do NSJ Matka Barat rozumiała całkowity dar z siebie na rzecz ukochanego Pana. Ten dar wyraża się ofiarą z całego życia, podtrzymywaną przez ufny i intymny dialog. Na tym polega sens prawdziwej modlitwy. Wyrażenie „Nabożeństwo do Najświętszego Serca” stanowiła dla św. Magdaleny Zofii rzeczywisty dar z całej istoty, z tego co najbardziej wewnętrzne i najgłębsze w miłości do Boga.

Matka Założycielka widzi w przebitym Sercu Jezusa źródło Eucharystii i Kościoła. To Serce jest ośrodkiem jej duchowości, źródłem, w którym czerpie miłość i ufność. Ono jest przyczyną więzi, którą Jezus zapragnął z nią nawiązać. Przebite Serce Jezusa jest jedynym celem Św. Magdaleny Zofii. Cel ten można osiągnąć na dwa sposoby: pierwszy, to upodobnienie się do cichego i pokornego Serca Jezusa, będącego Wzorem i Otwartą Księgą, Źródłem pouczeń. Drugi środek, to gorliwość apostolska w poświęcaniu się dla zbawiania dusz, czerpania w Ognisku, którym jest to Serce. Poświęca Jemu Zgromadzenie, poświęca je chwale Serca Jezusa w całkowitym darze z siebie. Oddawać Sercu Jezusa chwałę, to uznawać Jego wartość, wielbić Go za Jego promieniowanie na nas. Oddawać chwałę, to uznać blask Jego obecności i Jego potęgi. To uznać Go przez słowo, głosząc go całą swą osobą, całym swoim życiem. Oddawać Bogu chwałę, to wielbić Go modlitwą adoracji, w której wyrażamy to, kim On jest. Przez całe życie, oddając chwałę Sercu Jezusa, jesteśmy znakiem jaśniejącej Obecności i Mocy Bożej. Głosimy w ten sposób słowem i życiem obecność i moc Boga i w taki sposób przyczyniamy się do Jego promieniowania. Oddajemy Jezusowi chwałę w tajemnicy Jego miłości do Ojca i ludzi.

Misją Zgromadzenia Sióstr jest głoszenie miłości Jezusa Chrystusa przez uczestniczenie w Jego dziele zbawczym, zwłaszcza przez wychowanie. Serce Jezusa jest w Zgromadzeniu „Tchnieniem Życia”. Miłość do Jego Serca sprawia, że w Zgromadzeniu łączy się kontemplację z apostolskim działaniem. Kontemplacja i dzieło wychowania są na równi dziełem miłości. Przyczyną i celem Zgromadzenia jest miłość czerpana w Sercu Bożym.

Sprawą najważniejszą dla Sióstr jest przyjęcie Miłości Serca Jezusowego i jej głoszenie całym życiem, ponieważ dla Jezusa najważniejsze było uwielbienie Ojca i ukazanie Jego Miłości. Siostry przyjmują Miłość Serca Bożego przez kontemplację i świadczą o niej dzięki konsekracji zakonnej, dzieląc życie miłości z innymi.

*** Serce mówi o całym człowieku, mówi o jego wnętrzu, o życiu duchowym. Każde bez wyjątku serce ludzkie jest ukrzyżowane, przebite, żeby mogło patrzeć na przebite serce Jezusa i czerpać z niego siłę i mądrość. Co nas pociąga w przebitym sercu Jezusa? Podobieństwo do naszego. My też jesteśmy zranieni. Nasze serca zostały „przebite”. Może to paradoksalnie zabrzmi, ale Bóg zranił nas swoją miłością, „przebił” miłością nasze kruche ludzkie serce. Być może to „przebicie” serca, ta rana miłości, którą Bóg zadał, objawia się w naszej wrażliwości, będącej często udręką dla nas, ale dzięki tej właśnie wrażliwości zdolni jesteśmy kochać głębiej, ofiarniej, wierniej. Nasza wrażliwość być może jest konsekwencją „rany miłości” zadanej przez Boga. Przebite, poranione serce Boga nie tylko zachowało miłość, lecz zostało rozpalone większą miłością.

Tajemnica Boga zawiera się w Jego sercu. Podobnie jest z tajemnicą człowieka. Nie znając jego serca, nie wiesz, kim jest, o czym myśli, marzy, czego pragnie i do czego dąży. Serce woła, serce zaprasza. W tym celu zostało otwarte włócznią żołnierza. Serce, które nie zaprasza, które nie woła, źle przeżywa swoje otwarcie, swoje rany. Dobre przeżywanie ran, to błogosławienie Pana za wszystko, co dał lub dopuścił. Otwarty człowiek, to otwarte jego serce. Nasze serce otwiera się, gdy uwielbiamy Boga zarówno w radości, jak i we łzach. Uwielbienie to „sposób” na zachowanie otwartego serca. Uwielbianie chroni serce przed zamknięciem się w bólu, chroni serce przed perfidią Złego, który wykorzystuje nasz ból do tego, by zamknąć nasze serce w złorzeczeniu, żalu, gniewie. Uwielbianie jest najlepszą ochroną serca przed zamknięciem. A jeśli serce z różnych powodów jest zamknięte, to poprzez modlitwę uwielbienia powoli będzie się otwierało, wychodziło z zasklepienia. Otwarcie dokonuje się najpierw w bólu, we łzach, w lęku i poczuciu zagrożenia, odczuwaniu samotności i porzucenia przez Boga i ludzi.

Św. Bernard mówił, że „Tajemnica serca otwiera się przez rany ciała; otwiera się wielka tajemnica litości, otwiera się tkliwość miłosierdzia naszego Boga”. Szlachetność rozkwita w zranieniu serca, jego dobroć, hojność. Kiedy jesteśmy zranieni w sercu, upokorzeni, odczuwamy złość, niechęć, żal i smutek, lecz zwrócenie się w postawie adoracji Serca Jezusa wprowadza w odczuwanie radości i wdzięczności za rany, które czynią nas podobnymi do Pana. Rany, to ból, ale mogą być przemienione w miłość. To, co nas boli, nie musi prowadzić do deprawacji, do złorzeczenia, lecz do uwielbienia Boga. Ksiądz Twardowski napisał kiedyś w jednym ze swoich wierszy: „...a to, co boli, w Boga przeistoczyć, jak w ofierze wieczornej zwykły chleb i wino...”. Przeistoczyć ból serca w Eucharystii i przez Eucharystię.

Nie ma otwarcia serca, bez bólu serca, bez przeżywania tajemnicy, wejścia w ciemność i pokusę odrzucenia tych, którzy ranią, krzywdzą. Rany naszego serca prowadzą do uwierzenia Jezusowi. Przez nasze uwierzenie On zamieszkuje w naszym sercu. Zatem rany serca prowadzą człowieka do wiary, do wzrastania w nadziei i miłości. Prowadzą też do wspólnoty z innymi, nie zrażania się tym, co w nich trudne, a wręcz odrażające i zniechęcające do wszelkich kontaktów.

Ludzkie serce woła, zaprasza do relacji. Kiedy tak jest? Wtedy, kiedy zostaje zranione. Wspólnota serc dokonuje się między ludźmi o zranionych sercach. Nie ukazujemy tajemnic serca, jeśli ono nie zostanie dotknięte bólem i nawiedzone smutkiem. Żeby serce było otwarte na Boga i bliźniego, musi być zranione. Wówczas jest wrażliwe, odczuwające współczucie. Rany serca, to miejsce dojrzewania człowieka do pokory i cichości. One otwierają na królowanie, czyli panowanie nad sobą i służbę bliźnim. Cichość i pokora to ogromne bogactwo, które wychodzi z serca wraz z jego zranieniem.

Rany nas ożywiają, nadają piękna naszemu życiu, sprawiają, że przychodzą do nas ludzie potrzebujący miłości, ciszy, łagodności, Pana Boga. Przez rany własnego serca, stajemy się ludźmi wrażliwego sumienia.

To rany serca uzdalniają nas do pogłębionej modlitwy i szukania Boga we wszystkim. Rozbudzają pragnienie czuwania nad obecnością Pana w nas i radowania się Nim w sercu. Rany mogą prowadzić do radości i zaufania, kiedy się na nie godzimy, przyjmując te doświadczenia jako drogę umożliwiającą życie tajemnicą spotkania z Panem. Kiedy rany serca nie są akceptowane, pojawia się podejrzliwość i nieumiejętność wchodzenia w relacje z innymi, relacje serca. Brak zgody na rany, to również nieumiejętność odwzajemnienia miłości Boga, ale i tej, która płynie z ludzkiego serca.

Serce Jezusa zostało przebite dla naszego zbawienia. Nasze serce jest ranione w tym miejscu, które potrzebuje wolności, życia. Jest to miejsce letnie, dotknięte monotonią, a nawet uśpione, a tym samym zagrożone brakiem czuwania. Samo czuwanie jest niczym innym jak uwagą skierowaną na tego, który mnie kocha. Zranienie mojego serca jest wołaniem o miłość, upominaniem się o nią. Stąd należy je postrzegać jako doświadczenie prowadzące ku wolności i relacji z innymi.

Nie można kontemplować serca Pana, być objętym Jego miłością, nie mając zranionego serca. Ludzkie serce poranione jest zdolne i chętne do kontemplacji. Każde serce człowieka jest zdolne do kontemplacji, czyli do miłości, a tym samym do przyjmowania zranienia, które jest koniecznością życia, warunkiem wolności.

Serce zranione jest zdolne do wydania się za innych, do ofiarowania. Wydaje się, że można tak powiedzieć, iż Bóg miał zranione serce już po upadku pierwszych rodziców, nie zaś dopiero na krzyżu. To zranienie było źródłem ogromnego przyciągania do człowieka. Nas poranionych w sercu pociągają poranieni, źle się mający, słabi i tęskniący za uwolnieniem.

Serce zranione jest zdolne do czerpania z owoców zbawienia.

*** Potrzeba otworzyć serce, aby ubogacić się obecnością drugiego, wyjść na spotkanie, zachwycić się pięknem serca drugiego, pozwolić napełnić własne pięknem Boga. Otwarte serce, to jak otwarte drzwi do naszego domu. Otwieramy serce, aby zawierzać je innym. Serce otwarte to serce narażone na łzy, ale taka jest cena smakowania głębi życia. I warto to ryzyko otwierania nieustannie podejmować. Jeśli komuś ufamy, otwieramy przed nim swe serce. Jesteśmy wówczas zdolni do współczucia, miłosierdzia. Otwarte serce kojarzy mi się z miłosierdziem. Słowo miłosierdzie pochodzi od słowa serce.

Otwarcie serca zbliża nas do Boga, upodabnia do Niego. Otwartość to cecha Boga. On jest otwarty niezależnie od tego, czy człowieka to interesuje czy nie. A.de Saint-Exupery napisał: „Prawdziwa miłość zaczyna się tam, gdzie niczego już w zamian nie oczekuje”. Jesteśmy otwarci nie w tym celu, aby cokolwiek otrzymać od Boga, ale by smakować w otwartości, jak Bóg. Być otwartym, to kochać. Otwartość wprowadza nas w odczucie, że Jezus nas potrzebuje, potrzebują nas również ci, z którymi jesteśmy w relacji. Otwartość serca zaznacza się relacją emanującą ciepło, zrozumienie i troskę. Będąc otwartą na Boga odczuwasz, że jesteś chciana przez człowieka, potrzebna i kochana. To jest pragnienie serca kobiety.

Kiedy otwieram moje serce, zawierzam je. W ten sposób staję się bezbronny. Otwarcie serca daje możność dzielenia się jego bogactwem. Jest to otwarcie na życie, na prawdę, na czułość, na dawanie i przyjmowanie, na słuchanie i odpowiadanie. Niektórzy trwają w zamknięciu serca sparaliżowani żalem, smutkiem, rozczarowaniem. „Boga czuje serce, nie rozum” – Pascal. Przez serce otwarte wchodzimy w poznanie, że uczestniczymy w czymś wielkim, ważnym. Rozeznajemy, że jesteśmy ludźmi o odważnym i pięknym sercu. Pracuje w nas pasja i siła do walki o piękno własnego serca. W otwartości jest posmak wolności, którą smakujemy w sercu. Z takiej wolności wyłaniają się pragnienia wewnętrznej przemiany, dla bycia podobną do Pana.

Tym, co różni ewangeliczną Martę od Marii jest zamknięcie lub otwarcie serca. Jezus zwracając się z czułością do Marty, chce wyciągnąć ją z kuchni, w której ona się zamyka, uwolnić ją od zajęć domowych, które narzuca sobie tak, jakby chciała w nich znaleźć sens i smak własnego życia. Trzeba mieć świadomość tego, kiedy moje serce jest otwarte, a kiedy zamknięte. Serce otwarte wskazuje na działanie Boga, zamknięte, na działanie Złego.

Serce, to nasze centrum działań, uczuć, myśli, emocji tworzących poszczególne wydarzenia życia. Wielkie myśli pochodzą z serca. Nie możemy żyć bez serca. Nie żyjemy, gdy nie obdarowujemy innych sercem, czyli dobrymi myślami, reakcjami, uczuciami. Kiedy serce nasze otwiera się oznacza to, że coś je poruszyło, dotknęło, czy zraniło, zabolało lub rozradowało. Do serca docieramy przez zmysły: oczy, uszy, dotyk. Lekceważenie zmysłów prowadzi do zubożenia tego, co przeżywamy w sercu. W sercu czynimy refleksję nad własnym życiem, podejmujemy decyzje, zwracamy się w stron Boga.

O sercu Pascal powiedział: „Serce ma swoje racje, których rozum nie zna”. „Poznajemy prawdę nie tylko rozumem, ale i sercem”. Bardzo daleka jest droga od poznania Boga do kochania Go. Bóg jest dotykalny dla serca, nie dla rozumu. Człowiek traci głowę, gdy zgubi serce. Obawiając się tego, co dokonuje się w naszym sercu, odrzucamy poruszenia rodzące się w nim. To jest jednak równoznaczne z odrzuceniem czułości, piękna, łagodności. Nasze wrażliwe serce posiada zdolność przenikania i rozumienia słów człowieka i słów Boga, wydarzeń tajemniczych, lecz dla serca otwartego na Boga, jasnych i czytelnych.

Pragnąc otwarcia serca, potrzeba podążać drogą dobrej modlitwy. Do jego otwarcia jest potrzebny ktoś, przyjaciel na ziemi i w niebie. Nasze wejście w modlitwę i otwarcie serca polega na tym, że jesteśmy w dyspozycji przyjęcia tego, co boskie (myślenie po Bożemu). Kiedy się modlimy nasze oczy i serce powinny być zainteresowane, pochłonięte wielbieniem.

Co wpływa na otwarcie serca? Wewnętrzne poruszenia, pocieszenia, natchnienia, smakowanie w Słowie Bożym. Na otwartość wpływa skrucha, radość, wyznanie zła. Pomijanie czy lekceważenie tego, co dokonuje się w naszym sercu idzie w parze z upadkiem czułości, kobiecości, męskości. Niektórzy uważają, że trzeba być człowiekiem o twardym sercu. Takie serce nie jest ludzkie. Jest ono zamknięte, zimne, nieprzystępne.

Kiedy jesteśmy ludźmi o wrażliwym sercu, jest w nas zdolność przenikania tajemnic ludzi. Najważniejsze jest widoczne dla serca. Siebie i innych najgłębiej poznajemy sercem. To przez nie dokonuje się nasza odnowa, przemiana, nawrócenie.

Nasze serce jest otwarte przez rany, przez doświadczenie zła. Zamknięcie serca na człowieka powoduje zablokowanie słowa i osłabienie uczuć. To często rodzi ból fizyczny. Kiedy zbyt często przeżywamy swoje lub innych wady, napełniamy serce pogardą dla marzeń o czymś więcej. Pogarda niszczy w nas marzenia. Bez marzeń nie dowierzamy sobie i innym. Bez marzeń nie mamy siły do dobrego, pięknego życia. Gdy zaczniemy szczerze i otwarcie rozmawiać o naszym bólu w sercu, mogą powrócić marzenia. O czym marzymy? O przeżywaniu ciągle miłości Jezusa, tego, że On mnie kocha. Marzymy o byciu ważnymi dla innych, przez wsłuchanie się ich w pragnienia naszego serca i jeśli już nie przyjęcie go, to przynajmniej poznanie, że one we mnie pulsują. Nasze marzenia, tęsknoty, pragnienia sprawiają, że serce jest wrażliwe, kruche, bezbronne, ale dzięki temu głęboko czujące i przeżywające swoje i innych istnienie. Takie serce jest zdolne do prostej i pokornej bliskości z drugim.

Marzymy, aby piękno (uzdolnienia, pragnienia, realne możliwości), które Bóg złożył w naszym sercu, mogło się rozwinąć. Pragniecie być dostrzegane jako niepowtarzalne. Bóg nie powtarza się w stwarzaniu człowieka.

Pojednanie, przebaczenie i przyjęcie przebaczenia otwiera serce. Przebaczenie pozwala odnaleźć drogę prowadzącą do zrozumienia siebie i bliźniego. Czasem brak przebaczenia jednej osobie blokuje nasze serce na miłowanie innych. Nie możemy się porozumieć, bywamy nieznośni, pełni złości i odpychający. Osoba, którą darzymy negatywnymi uczuciami może punktem zwrotnym dla naszej bliskości z Jezusem. Nie jesteśmy blisko, ponieważ z serca nie przebaczamy. Kiedy nie jesteśmy blisko sercem z Jezusem, wszędzie czujemy się źle i nie u siebie. Przemiana serca z kamienia w serce z ciała dokonuje się powoli. Nie jesteśmy często świadomi, że mamy serce z kamienia. Czasem mówimy: „Nie odczuwam żadnego postępu w życiu duchowym”. Najczęściej w życiu występuje brak pojednania się.

Co wskazuje na serce otwarte, pojednane? Cierpliwość, pokój, miłość i radość. Tam, gdzie serce jest otwarte na Boga i człowieka, radość i cierpienie następują po sobie. Kiedy mówimy źle o osobach, z którymi dzielimy życie wspólne, nasze serce się kurczy i zamyka.

Otworzyć serce, aby nasłuchiwać Boga. Otworzyć je, aby się do Niego upodobnić. Naszą najpiękniejszą wizytówką jest obraz Boga, jaki nosimy w sercu. Z kontemplowania obrazu Jego w swoim sercu rodzi się potrzeba odpowiadania sercem. Kiedy wpatruję się w moje serce odczuwam radość mojego podobieństwa do Boga.

Tak żyję, jak otwarte lub zamknięte jest moje serce. Powiedzieć komuś: „Jesteś bez serca”, to stwierdzić, że jego serce jest zamknięte. Być bez serca, to nie pokazywać go. Pokazywać serce, to okazywać zrozumienie, czułość, przebaczenie. Jak skłonić swoje serce do słuchania serca Bożego? Jak zachęcić własne serce, do otwarcia serca na bliźniego? Tęsknić! Za czym? Za miłością Boga, za przeniknięciem mnie przez Niego. Pragnąć przyjaźni z Jezusem. Pozwalamy zanikać potrzebom naszego serca. Tak pojawiają się „ludzie bez serca”. A przecież to, co z niego wypływa, żąda przede wszystkim wysłuchania. W pragnienia serca w jego poruszenia trzeba się wsłuchiwać, aby poznać, czym żyje serce, do jakiej rzeczywistości usiłuje przebudzić je Bóg.

Metodą na otwarcie serca jest droga, na której będziemy myśleli i czuli sercem. Jest w nas postawa rozeznawania tego, co Bogu miłe, gdy czujemy i myślimy sercem. Kiedy tak nie postępujemy, nie żyjemy w naszym sercu, lecz poza nim. Nasze myśli, uczucia, słowa i czyny są bez serca. Wszystko, w życiu człowieka należy rozsądzać sercem, a nie tylko rozumem. Rozsądzanie rozumem może być logiczne, racjonalnie uzasadnione, ale zabójcze dla serca. Podobnie jest wtedy, kiedy zachowujemy literę prawa, nie wczuwając się i nie rozstrzygając sercem, jak ono powinno być przeżywane. Kiedy w swoim sercu myślimy i odczuwamy jesteśmy zdolni do budowania więzi z Jezusem. Słowo Boże osądza „uczucia i myśli serca”. Kiedy nawet trudne prawdy przeżywamy i rozważamy w sercu, otrzymujemy siłę wprowadzającą nas w doświadczenie Golgoty, jak w życiu Maryi.

Uczucia i myśli są przekazywane z serca do serca. Uczymy się Boga w sercu, nie zaś w umyśle. Dar wiary ma być przyjęty sercem. To, co sercem przyjęte, daje możliwość życia; to zaś, co przyjęte wyłącznie samym umysłem, może wprowadzać nas w wegetację, życie z dnia na dzień. To, co przeżyjemy sercem, rodzi w nim pragnienie kontynuacji.

Jesteśmy także spragnieni więzi z osobami. Bez więzi jesteśmy obcymi, niewrażliwymi na to, czym żyjemy, dokąd zmierzamy, jacy jesteśmy.

Kiedy nie żałujemy za popełnione zło, zamykamy serce. Ono staje się w nas zatwardziałe, zamknięte na czułość Boga. Serce zatwardziałe, to człowiek emanujący chłodem, niewrażliwością, obojętnością. Serce jest chłodne, a nawet zimne, gdy jest zamknięte, co oznacza – zatwardziałe. Lękając się czułości Boga, lękamy się też czułości człowieka, jego dobroci, życzliwości, bliskości.

*** Problem jest w tym, że nie widzimy wszystkiego wyraźnie tak, jak powinniśmy. Nie rozumiemy, co się nam przydarza. Co się wokół nas rozgrywa, lub, co się dzieje z tymi, których kochamy? Dlaczego nie widzimy? Ponieważ nie patrzymy oczami serca. Myślimy o tym, czy coś jest prawdziwe, czy fałszywe. Rozum przeważnie pozostaje obojętny. Ci, którzy kierują się tylko rozumem, są oderwani od życia. Ci, którzy kierują się sercem, uważają tych, którzy kierują się rozumem, za nieprzystępnych. Fizycznie są obecni. Możemy być fizycznie obecni na modlitwie, lecz sercem daleko, czyli nie przeżywający, nie przyjmujący pocieszenia od Pana.

Wiele spraw oceniamy rozumem, nie zaś sercem. My wiemy, że Bóg nas kocha, wiemy, że jesteśmy dla Niego ważni, ale tego nie odczuwamy, czyli nie poznajemy sercem. Wiele prawd wiary, prawd Ewangelii zatrzymujemy na poziomie umysłu, nie dopuszczając do serca. Wiele wydarzeń przechowujemy w umyśle. Nie przemawiają one do nas na tym poziomie, na którym powinniśmy je usłyszeć. Twierdzenie przemawia do rozumu. W kontemplacji chodzi o to, aby wydarzenia ewangeliczne przemówiły do serca.

Potrzebujemy przebudzenia serca, aby jasno myśleć o swoim życiu. Jeden z autorów powiedział: „Nigdy nie będziesz wielkim człowiekiem, jeśli masz więcej rozumu niż serca”. Szczęście odczuwamy nie w umyśle, lecz w sercu. Gdy mamy za sobą wiele bolesnych doświadczeń, odczuwamy pustkę w sercu, wypłukanie ze wszystkiego, do prawdziwe i piękne. Wyłączając serce z naszego życia, albo je znieczulając brakiem odpowiedniego przeżywania spraw, wydarzeń, nie kochamy. Zły duch zabierając nam serce, niszczy je. Taki stan odczuwamy jako zagubienie, ogłuszenie wewnętrzne. Aby odnaleźć się w tym życiu, powinniśmy wrócić do naszego serca. Serce jest najważniejsze.

Miłować całym sercem, czyli wszystkimi uczuciami, emocjami, przeżyciami, dalszymi i bliższymi doświadczeniami. Emocje są głosem serca. Nie sercem, ale jego głosem. Wyrażają najgłębsze poruszenia serca, jak wtedy, gdy opłakujemy stratę kogoś, kogo kochaliśmy.

Serce, to również rany, urazy, ból. Ono jest bardzo podatne na ból. Miłować Boga sercem, to znaczy tym wszystkim, co boli, tymi uczuciami, które na pozór niewiele, albo nic wspólnego nie mają z miłością. Miłować w tych przeżyciach i doświadczeniach, do których nie chcemy powracać, które chcielibyśmy oddalić, zapomnieć. Można kochać Boga bólem i buntem, złością i poczuciem klęski, frustracją i zniechęceniem, żalem. To, co w nas małe, a przynajmniej za takie uważamy, służy powstaniu tego, co wielkie - miłości. Serce, które kocha, kocha Boga wszystkim i przez wszystko, co w nim jest uzyskuje głębię spojrzenia na życie, wrażliwość na to, czego nie widzimy, wrażliwość na Boże i ludzkie słowo.

Kochamy wszystkim, przez co przeszliśmy i przechodzimy, również tym, czego się wstydzimy, o czym chcielibyśmy zapomnieć, co bardzo bolało. Na nasze miłowanie Boga sercem, nie składają się wyłącznie piękne akty serca, lecz i te „brzydkie”, będące jakby odpadem ludzkich zachowań. To, czego się wstydzimy, może doprowadzić do skruchy serca. Skruszone serce jest piękne, otwarte, nieporadne, otwarte na szukanie go i znalezienie przez Pana, otwarte na uzdrowienie. Miłujemy również tą częścią naszego serca, która jest słaba i niedorastająca. Serce może być stroskane, zranione, przeszyte, zbolałe, a nawet złamane. Może też być pogodne, zadowolone, radosne. Może być całe albo podzielone. Dlaczego niektórzy spośród nas odchodzą z drogi życia małżeńskiego, zakonnego, kapłańskiego? Ponieważ nie wkładali serca w to, co czynili, w relację z człowiekiem, w relację z Bogiem. Serce ich zostało wypełnione nadmiarem przeżyć, które pozbawiają mocy, mądrości i miłości. Zaangażowaliśmy serce w sprawy, które przyczyniły się do jego utraty dla drogi, którą idziemy. „Każdego droga jest prawa w jego oczach, lecz Pan osądza serca” (Prz, 21,2). Nasze najgłębsze myśli są przechowywane w sercu. Żeby należeć do Boga, trzeba się zaangażować całym sercem, uwierzyć sercem. „Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił” (Mt 13,15). Rozum, to wspaniałe możliwości i zdolności. Lecz to serce jest miejscem, w którym mieszka prawdziwa wiara.




Liczba wyświetleń strony: 9501043 * Liczba gości online: 12 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-28
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC