MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Nie potrafimy żyć bez wspólnoty



Powołanie do życia małżeńskiego, życia kapłańskiego i zakonnego jest powołaniem do życia wspólnotowego. Nie potrafimy żyć bez wspólnoty. Życie poświęcone buduje ją i przygotowuje Chrystusowi mieszkanie wśród nas. Zrozumienie dla słowa Bożego pojawia się wraz z naszym zaangażowaniem w budowanie wspólnoty. Warto pamiętać, że nigdy nie tworzymy wspólnoty, jeśli nie odważymy się ze sobą dyskutować również o sprawach ważnych. Myślę o spieraniu się i podejmowaniu wysiłku na rzecz wzajemnego zrozumienia. Spieramy się i siłujemy ze sobą nawzajem, aby mogła zwyciężyć prawda. Wszystkie wspólnoty podatne są na zranienia, zagrożone są rozpadem, potrzebują ciągłego umacniania i naprawy. Jednym ze sposobów tworzenia przez nas i scalania wspólnoty są wypowiadane do siebie nawzajem słowa. Powinniśmy być świadomi głębokiej mocy naszych słów, ich potencjalnej siły uzdrowicielskiej, albo niszczącej.

W centrum naszej uwagi życia wspólnotowego powinien być głęboki szacunek dla języka i wrażliwość na słowa, które kierujemy do innych. Naszymi słowami możemy przynieść zmartwychwstanie, ale możemy też krzyżować. Pamiętamy słowa innych, przechowujemy je w sercu, zastanawiamy się nad nimi, wracają one do nas szczególnie w chwilach dla nas trudnych. Słowo może zabijać. Stąd konieczność uwrażliwienia się na odpowiedzialność za słowo w życiu wspólnym. To, co mówimy, musi odpowiadać prawdzie, korespondować z rzeczywistością. Jesteśmy również odpowiedzialni za wypowiadane przez nas słowa, które „budują” i „karmią” innych, leczą rany i budzą nadzieję.

Potrzebujemy wspólnoty, która podtrzyma nas w drodze. Potrzebujemy osób, które będą z nami wtedy, gdy nasze serca staną się kruche i poranione. Potrzebujemy wspólnoty towarzyszącej nam w drodze do nieba, pomagających uwierzyć, pomagających ufać, mieć nadzieję, pomagających kochać. Nasze wspólnoty nie powinny być miejscami zapewniającymi tylko przetrwanie, ale takimi, w których znajdziemy odpowiednie pożywienie na drogę. Tworzenie wspólnot, w których możemy nie tylko przetrwać, ale i rozkwitać, wspólnot dających każdemu nadzieję życia wiecznego, jest zadaniem sióstr żyjących obok siebie. Cel ten osiągniemy wówczas, kiedy zdobędziemy się na odwagę wspólnej rozmowy o tym, co nas najgłębiej dotyka. Na życie wspólnotowe składa się: życie kontemplacyjne (modlitwy), życie apostolskie i życie uczuciowe. A zatem, istotne jest to, ile czasu przeznaczamy na każde z nich?

Życie wspólnotowe zaprasza nas do życia w napięciu. Składamy obietnicę budowania życia razem z innymi. Wspólnota jest naszym dom i nie możemy mieć innego. Stąd ważne jest to, czy wysłuchujemy tego, co inne osoby zdziałały w ciągu dnia? Czy dajemy im szansę podzielenia się wyzwaniami, przed jakimi stanęły, pełniąc swoje zadania? Gdy idzie siostra, cała wspólnota obecna jest z nią, stoi za nią, aby ją wspierać. Powinniśmy uczyć się dzielenia we wspólnotach zarówno swoją wiarą, jak i przeżywanymi wątpliwościami. Mamy potrzebę dzielenia się wiarą, która nas podtrzymuje i stanowi fundament życia wspólnego.

Należy pozwolić drugiemu mówić wtedy, kiedy odczuwa bezsens wszystkiego. Należy uszanować jego zmagania i nigdy nie wolno nam go niszczyć. Jeśli zdobędziemy się na odwagę wysłuchania drugiej osoby, możemy się przekonać, że jej dzielenie się z nami przeżywanymi chwilami ciemności i niezrozumienia jest najwspanialszym darem, jaki jest nam ofiarowany. Nic tak ściśle nie wiąże wspólnoty w jednio, jak wiara, o której zdobycie walczymy wspólnie. Możemy być wówczas zaskoczeni odkrywaniem siebie nawzajem, tak jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy.

Nasze wspólnoty powinny być szkołami zaufania do drugiej osoby, szczerości, zdolności do otwarcia się z przeżywanymi problemami. Jeden ze świętych mówił: „Zachowajcie dobroć i łagodność serca. Zachowujcie miłość Boga i braci”. Czy zawsze jesteśmy wystarczająco dobrzy i łagodnego serca w stosunku do siebie nawzajem? Jest w nas duży lęk przed zaufaniem. Pewien stary zakonnik tak mówił podczas kapituły: „Nie mam nic przeciwko indywidualnym przyjaźniom, sprzeciwiam się natomiast indywidualnym nienawiściom”. Mówimy o przyjaźni, która nie ma charakteru wyłączności, lecz jest głęboko przemieniająca i integrująca ze wspólnotą zakonną. Powoli i z bólem uwalnia nas od tego, co zaborcze. Jeśli siostry we wspólnocie darzą się przyjaźnią, wówczas w innych będą szanowały wolność i dostrzegały równość. Wspólnoty nasze muszą być miejscami, gdzie nie ma oskarżania. Potrzebujemy naszych sióstr, by wierzyły wtedy, gdy my nie potrafimy, że upadek nie jest końcem, lecz że Bóg może uczynić go częścią naszej drogi ku świętości. Nawet nasze grzechy mogą być częścią nieudolnych prób miłości. Wspólnota jest miejscem wzrostu, doskonalenia i oczyszczenia. Jan Kasjan w swoich pismach mówi, że jedynym sensem przychodzenia do jakieś wspólnoty, zamieszkiwania w niej, jest odkrycie, że wcale nie jesteśmy tacy święci i cierpliwi, jak nam się wydawało. Wspólnota jest miejscem, w którym rozwiewają się wszelkie mity, jakie ktoś nosi w sobie na temat swojej doskonałości, świętości, także talentów i uzdolnień. Wspólnota jest jednym z elementów kierownictwa duchowego. Jest ona miejscem, w którym siostra rozpoznaje siebie i swoje talenty. To wspólnota pomaga rozeznać kim jest i do czego Bóg ją wzywa. Elementem wspólnotowego kierownictwa duchowego jest też upomnienie siostrzane.

Wspólnota jest miejscem wzrostu, a także odkrywania tego, że jest się zależnym od innych. Bardzo pięknie ukazała to św. Katarzyna ze Sieny. W swym dziele "Dialog o Bożej Opatrzności" zapisała takie słowa Pana: "(...) nie chciałem, by każdy posiadał wszystko, co mu jest potrzebne, ażeby ludzie mieli sposobność, z konieczności, świadczyć miłość względem siebie. Mogłem obdarzyć ludzi tym wszystkim, czego im potrzeba dla duszy i dla ciała; lecz chciałem, aby jedni potrzebowali drugich, i aby byli mymi sługami dla udzielania łask i darów, jakie otrzymali ode Mnie". Bardzo cenne jest dostrzeżenie tego, że tak naprawdę nie jestem i nie mogę być samowystarczalny. Wspólnota doskonale mi to pokazuje. Trochę potrafię, coś z tego, co jest we mnie, mogę wnieść do wspólnoty, ale też muszę korzystać z pomocy innych.

Wspólnota jest też miejscem, gdzie człowiek uczy się, podatności na zranienia, nieustannej otwartości wobec drugiego człowieka - z tą świadomością, że staję wobec niego bezbronny. Ten drugi, chcąc nie chcąc, zawsze może mnie zranić, zawsze może mnie dotknie. Cała sztuka ewangelicznej miłości polega na tym, żeby będąc zranionym nie uciekać, nie zamykać się w sobie, nie chować się w swym egoizmie, ale próbować wychodzić z gotowością przebaczenia. Oczywiście, znów o własnych siłach tego się nie da zrobić. Potrzebne jest tutaj zanurzenie się w mocy Jezusa Chrystusa, w mocy Tego, który pozwolił się zranić do końca.




Liczba wyświetleń strony: 10716162 * Liczba gości online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC