MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Stanąć przed Bogiem z wyrzutem



Witam księdza mam na imię Paweł. Kiedyś słuchałem pewnej audycji. W której pewien ksiądz powiedział, że lepiej kłócić się z Bogiem niż Go ignorować. Swoją drogą ksiądz w swej książce "Szukając drogi przemiany" pisze, aby wyżalić się Mu. Dla mnie to oczywiste, ale chodzi mi jednak o to czy nie będzie to w jakimś stopniu "wykroczenie". Myślę, że Bóg woli abyśmy kłócili się z nim. Interesuje mnie jednak głębsze wniknięcie w temat. Pozdrawiam. (K)


Kiedy doświadczamy nagromadzenia się zła, nieszczęścia w naszym życiu, czy życiu osób nam bliskich, kochanych, odczuwamy to jako niesprawiedliwość, której usiłujemy zaradzić. Taka sytuacja może prowadzić nas do utraty mądrości i pobożności. Zagraża nam wejście na drogę buntu przeciw Bogu, zagniewania na niego. Są to emocje i uczucia, które rodzą się w nas, choć bardzo tego nie chcemy. W takiej sytuacji powinniśmy wyrzucić z siebie cały ból, bunt i gniew, jaki w sercu nosimy. Do kogo skierować to wszystko, co w nas zalega? Wyłącznie do Boga? On może nas przyjąć, wysłuchać. On wie, co z nami się dzieje.

Przywołajmy osobę Hioba. Czynił on Bogu wyrzuty i żądał wyjaśnień dotyczących zła, które spotyka człowieka. On żądał, a nie prosił. Oskarżał i rzucał inwektywy. Człowiek ciężko doświadczony nie dobiera słów okrągłych, wyszukanych, aby nie urazić, nie zranić. Będąc zraniony nieszczęściem, jakie na niego spadło dzieli się z Bogiem tym, czego doświadcza najgłębiej - zranieniem. Zraniony, rani.

Hiob nie błaga Boga, nie prosi i nie modli się, lecz staje przed Nim z wyzwaniem. Człowiek jest słaby, lecz wolny. I dlatego właśnie, że jest wolny, może stanąć przed Bogiem z wyrzutem. Wolność Hioba, która posunęła się, aż do stawiania zarzutów, miała oparcie w nadziei.

Jeśli ośmielam się wyrażać swój bunt i niezgodę na tak krzywdzące moim zdaniem traktowanie to, dlatego że jestem kimś zranionym w swojej ufności. Czuję się oszukany przez Boga. Czy mogę tak odczuwać, w taki sposób formułować moje myśli i odczucia? Oczywiście, mogę. Wykrzykuję przed Bogiem, stawiam zarzuty, ponieważ wiem, że On może i udzielić odpowiedzi. Jedynie On nie pozostawi mnie w mojej biedzie. Ten ból w sercu jest wielki, na miarę wielkości nadziei, jaką pokładałem w Bogu.

Zarzuty, jakie stawiamy Bogu są powodowane utratą wewnętrznej równowagi. Nie chodzi o to, aby zawsze w naszym życiu doświadczać równowagi, lecz prawdziwości. Jeśli odczuwam żal przed Bogiem, powinienem Mu o tym powiedzieć, nie zaś go w sobie tłumić. Doświadczając nieszczęścia mam prawo utracić panowanie nad sobą. Odwołując się do Hioba czytamy, że bierze on Boga na świadka i zarzuca Mu, iż to On sam jest sprawcą jego nieszczęścia. Nadal jednak widzi w tym Boga, którego oskarża, Tego, bez którego człowiek cierpiący nie potrafi żyć. Niezwykle ostre jest jedno z oskarżeń Hioba kierowane pod adresem Boga: "Jak lew na mnie polujesz".

Dlaczego w pewnych sytuacjach zasadne jest stawianie Bogu zarzutów, wysuwanie oskarżeń? Ponieważ to nasze życie nie nadaje się do życia. Nie potrafimy, nie umiemy żyć. Nie boimy się Boga, lecz boimy się być z dala od Niego, pozbawionymi Jego obecności w czasie udręki, w czasie próby. Przechodząc przez takie doznania dochodzimy do wniosku, że Bóg, którego kochamy całym sercem, skazuje nas na udrękę i znajduje przyjemność w naszym cierpieniu. Pojawia się myśl, jakoby Bóg był przyczyną naszych nieszczęść.

Powracając do Hioba przypominamy sobie fakt, że zarzucił on Bogu, iż go opuścił. Hiob uważa, że jest On odpowiedzialny za zło, jakie człowieka dotyka. Więcej, Hiob uznał Boga za winnego i oskarżył Go. Stwierdził, że Bóg opuszcza człowieka i pragnie, by on cierpiał, a także zwiększa jego ból. Hiob sięgnął po słowa znieważające Boga. Dlaczego Hiob tak się zachował? Ból przekroczył próg jego wytrzymałości. Tak wielką ranę mógł zadać wyłącznie Bóg. Tylko On mógł wywołać tak wielkie cierpienie.

Małe cierpienia kierują nas w stronę człowieka, tego świata, w którym szukamy ich źródeł i przyczyn. Rzadko szukamy tych przyczyn w sobie. Kiedy pojawia się wielkie cierpienie, swój wzrok kierujemy w stronę Boga. Kierując słowa oskarżeń wobec Boga nawiązujemy z nim kontakt. Tworzy się relacja z Nim. Przed Nim otwieramy swoje serce, odsłaniamy jego najgłębszą treść. Okazujemy w ten sposób serce Bogu. Takie potraktowanie Boga nie jest wykroczeniem, lecz miłością. Miłością, ponieważ do Niego się odnoszę w chwili cierpienia, zagubienia. Jestem prawdziwy w tym, co mówię do Niego. On pozwala mi mówić, nie karci mnie, nie uznaje słów moich za niestosowne, przesadne, obraźliwe. Bóg słucha; słucha sercem. Przyjmuje to, co jest udręką mojego serca. Słuchając wprowadza mnie w swoje serce, w swój pokój. Pozbywam, się emocji, które mi zagrażają, są niebezpieczeństwem dla zdrowej relacji z Bogiem. On te emocje gniewu, buntu przejmuje na siebie. Jest tym, który mnie niesie. Niesie człowieka nierozumiejącego Jego tajemnicy, tajemniczego działania. Kiedy wypowiem ból, Bóg zaczyna mówić.

Oskarżanie Boga, wypowiadanie gniewu w stosunku do Niego jest aktem prawdziwym. Prawda nas wyzwala. Jezus jest PRAWDĄ. Będąc prawdziwym już jestem po Jego stronie, idę Jego drogą jeszcze dla mnie niejasną, niezrozumiałą, bolesną, ale Jego drogą. Przez wyrażanie bólu serca budujemy autentyczną więź z Bogiem. Nasze rozmowy z Nim odnoszą się do życia,, które wymaga przemiany. Hiob mówi o swoim rozczarowaniu, zawiedzeniu. Mówiąc, daje Bogu "w darze" to, co wymaga przemiany, wprowadzenia na poziom myślenia "po Bożemu".

Wyrażaniu namiętności towarzyszy przeświadczenie, że tylko On może mnie zrozumieć i pomóc. Chcę pomocy, mam nadzieję, że Bóg pomoże, dlatego nie idę do człowieka, do świata, ale do Niego.

Takie odniesienie do Boga nie jest "wykroczeniem". Nie myślimy o naruszeniu prawa, o występku, przewinieniu. Nasza postawa, którą opisaliśmy wyżej, wyraża największy stopień zaufania, jakim darzymy Boga. Dopóki mówimy, mamy nadzieję nie tylko na zrozumienie Boga, ale na to, że coś się w życiu zmieni. Nie wstydzimy się przyznania do naszego lęku, niemocy, bezradności, tego, że tracimy nad sobą i własnym życiem całkowitą kontrolę. Jest w takiej postawie człowieka próba sprowokowania Boga, aby uchylił rąbek tajemnicy, odnoszącej się do nas, do pokręconych ścieżek naszego wędrowania. W takich chwilach ujawnia się silne pragnienie poznania Boga, tego - jak myśli, co teraz czuje, dlaczego robi to, co robi z moim życiem?

W chwilach dla nas szczególnie dramatycznych odczuwamy, że nasze serce zamiera w swojej wrażliwości i pięknie na Boga. Zaczynamy Go szukać. Najlepszym ze sposobów poszukiwania staje się droga stawianych zarzutów, buntu, wyrażanego gniewu. Czyż nie powiedziano w Biblii: "Szukajcie Boga, a wasze serce ożyje". To jeden ze sposobów na to, aby nasze serce powróciło do Pana, żyło dla Niego, zanurzając się po okresie burz i nawałnic w lekkim powiewie wiatru i łagodności ciszy.

Serdecznie pozdrawiam - Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 10651302 * Liczba gości online: 10 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC